Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dowody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dowody. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

PROCEDER CZY PRECEDENS? OFIARA ZABÓJSTWA MIAŁA DWA CIAŁA - USTALILI ŚLEDCZY OLSZTYŃSCY



17 sierpnia w radio i prasie lokalnej i ogólnopolskiej podano informację o odnalezieniu w lesie pod Olsztynem ciała „członka grupy przestępczej działającej m.inn. na terenie Suwałk“. Jest nim Tomasz S.

Prokurator Rejonowy w Olsztynie Arkadiusz Szwedowski poinformował PAP, iż „prokuratura zajęła się sprawą morderstwa sprzed 15 lat...Wykonaliśmy już ekspertyzy DNA i opinię z zakresu śladów linii papilarnych. Opinie te potwierdziły tożsamość zamordowanego…”  Prokuratura “…dotarła już także do sprawcy morderstwa…Sąd w piątek zdecydował o zastosowaniu wobec niego aresztu na 3 miesiące". Interia .pl informację tę zatytułowała  “Po 15 latach aresztowano sprawcę zabójstwa”

Sama informacja prokuratury olsztyńskiej nie zawiera żadnych nadzwyczajnych czy zaskakujących faktów. Sprawni śledczy zajęli się morderstwem, zidentyfikowali ofiarę, dotarli do podejrzanego o morderstwo, (którego prokurator nazwał naruszając zasadę domniemania niewinności „sprawcą“) i mają go pod kluczem. Tyle tylko, że dokładnie 15 lat temu, ta właśnie prokuratura zajmowała się znalezionymi w tej samej okolicy szczątkami ludzkimi. 15 lat temu także na podstawie badań DNA, a także dodatkowo dwóch badań antropologicznych (wykonanych przez dr Dorotę Lorkiewicz z AM w Poznaniu) ta sama prokuratura zidentyfikowała tożsamość zamordowanego i był to również Tomasz S. (!)

Co wiecej do tego samego „sprawcy morderstwa“ Wiesława S. ta sama prokuratura dotarła już raz 15 lat temu, jak  i do trzech innych sprawców.  dy 11 lat temu skazały tych 3 sprawców i sprawcę Wiesława S. za porwanie i zabójstwo Tomasza S. Jeden ze skazanych odbywa karę dożywotniego więzienia. Pozostali trzej skazani, w tym de novo "wykryty sprawca“ Wiesław S.,  odbyli kary, lub zostali warunkowo zwolnieni.  Ustalenia prokuratury olsztyńskiej 15 lat temu i obecnie dowodzą jednoznacznie, iż bilokacja ciała Tomasza S. jest faktem potwierdzonym przez naukowców;  badaniami DNA,  badaniami antropologicznymi i daktyloskopijnymi. 


Tydzień póżniej prokuratura podaje do wiadomości publicznej, iż wyrok dożywotniego więzienia za zabójstwo sprzed 15 lat może odbywać niewłaściwa osoba. Prawdopodobnie błędnie też ustalono tożsamość zwłok. To precedens w skali kraju.

Poniżej geneza tego procederu,  eufemistycznie nazwanego precedensem
czyli raz dwa, trzy winny jesteś ty...

W sierpniu 1999 roku w okolicach Olsztyna, letnicy znaleźli na brzegu jeziora torbę plastikową z czaszką ludzką. Kilka dni póżniej Policja przeszukała jezioro i znalazła część rozkawałkowanych szczątków ludzkich – jedno lub dwa podudzia i dwie dłonie. Śledztwo prowadził asesor Prokuratury Rejonowej w Olsztynie Piotr Jasiński.  Policja i prokuratura już w pierwszych dniach śledztwa założyła, że czaszka i część rozkawałkowanych szczątków, to zaginiony wiosną tego roku mieszkaniec  Suwałk, Tomasz S.

Z tym założeniem wiązało się również wytypowanie podejrzanych, a byli nimi Krzysztof  A., Jarosław R., Damian D., Marek J., Wiesław S., Jacek W. i 6 innych mężczyzn. Wszyscy podejrzani byli w przeszłości karani;  za kradzieże samochodów, włamania, przemyt papierosów i alkoholu. Nazywali siebie złodziejami. Jacek W. jest moim bratem.

Hipoteza asesora Jasińskiego opierała się na następujących przesłankach:
Ø   Tomasz S. był podejrzany o podłożenie bomby w domu Krzysztofa  A. Podczas wybuchu stracił on nogę.
Ø   W miejscowości Pluski kilka kilometrów od miejsca znalezienia ciała, mieszkał kolega  Jacka W., Wiesław S.
Ø Była żona Jacka W. miała przelotny romans z Tomaszem S.

W pierwszych dniach, czy nawet tygodniach śledztwa hipoteza ta była logiczna i zasadna.

Patomorfolog A.Z.Gidzgier przeprowadził 27 września autopsję czaszki i w protokole opisał jeden śmiertelny postrzał - w potylicę. Zdeterminował również, po śladach na kręgach szyjnych, iż głowa została oddzielona od reszty ciała przy użyciu siekiery lub topora. 3 września biegły przeprowadził autopsję dłoni i podudzi znalezionych po przeszukaniu jeziora. W protokole autopsji opisał dwie dłonie i dwa podudzia. Z dwóch podudzi pobrał próbki do badań DNA. Doktor Gidzgier opisał podudzia jako masywne, bardzo mocno owłosione i stwierdził, iż ofiara była otyła. Na podudziach nie zaobserwował żadnych znaków szczególnych jak znamiona, blizny czy tatuaże.

Na początku pażdziernika, kiedy prokuratura nie zidentyfikowała jeszcze ofiary (badania indentyfikacyjne zakończono 15 marca następnego roku) Policja rozpoczęła działania operacyjne pod kryptonimem - nomen omen - „Czacha”, którymi objęto wszystkich podejrzanych.

W celu zidentyfikowania ofiary, Piotr Jasiński zlecił biegłej antropolog odtworzenie przypuszczalnego wyglądu twarzy osoby, której czaszkę znaleziono. Biegła dr hab. Dorota Lorkiewicz po oczyszczeniu czaszki z tkanki miękkiej, odkryła w żuchwie otwór po postrzale. Miejsce, w którym był ten otwór opisane jest w protokołach oględzin, autopsji, a także w protokole stanu czaszki przed badaniami antropologicznymi, jako zabliźniony zębodół -6. Całkowicie zagojony otwór po postrzale w dziąśle po prawej stronie żuchwy oznaczał, iż ofiara była postrzelona w twarz przynajmniej kilka miesięcy przed śmiercią, a więc miała zdeformowaną prawą dolną część twarzy blizną po postrzale.  Odtworzony przez antropolog (data opinii 18.10.1999r.) przypuszczalny wygląd ofiary nie uwzględniał uszkodzenia i zniekształcenia twarzy postrzałem.  Odtworzony wizerunek, ani na jotę nie przypominał Tomasza S.

Policja w Suwałkach jesienią 1999r przepytywała rodzinę i znajomych Tomasza S. czy był on w przeszłości postrzelony w twarz. Zabliźnione dziąsło żuchwy w miejscu postrzału eliminowało definitywnie założenie, iż ofiarą jest Tomasz S. Nie był on nigdy postrzelony.

Po otrzymaniu opinii antropologicznej śledztwo utknęło w martwym punkcie. Przez dwa miesiące jedyną istotną czynnością było włączenie do akt sprawy (20.11.1999r.) protokołów oględzin na miejscu znalezienia czaszki i reszty znalezionych szczątków i protokołów autopsji. Dokumenty te niezgodnie z przepisami przetrzymywał gdzieś asesor Jasiński przez niemal 3 miesiące. W protokole oględziń podudzi i dłoni opisane jest znalezienie jednego podudzia, a protokól nie jest podpisany przez medyka sądowego A.Z. Gidzgiera.

To pomiędzy 18 pażdziernika 1999r. a 13 grudnia 1999r. przełożeni asesora Jasińskiego w Prokuraturze Okręgowej i Apelacyjnej łamali sobie głowy, co teraz począć. Nie podlega dyskusji, iż doskonale wiedzieli, że ofiarą nie jest Tomasz S. Dlaczego  decydenci na jakimś szczeblu hierarchii prokuratury zdecydowali dać asesorowi zielone światło na kontynuowanie śledztwa w sprawie zabójstwa Tomasza S., czyli de facto na fałszowanie identyfikacji ofiary i sfabrykowanie dowodów zabójstwa, do dzisiaj nie wiadomo.

13 grudnia 1999r. asesor zlecił badanie porównawcze DNA szczątków z profilami DNA matki i siostry Tomasza S.  W postanowieniu zlecającym badania P. Jasiński określił zakres badań - czy NN jest   bliskim krewnym” tych kobiet. Dlaczego asesor nie chciał się dowiedzieć - czy NN jest synem i bratem badanych kobiet? Zgodnie z  zakresem badań biegli genetycy - prof. dr hab Witold Pepiński i dr hab. Jerzy Janica z AM w Białymstoku  - 1 lutego 2000r przedstawili opinię DNA zawierającą literalnie dwa zdania. Drugie zdanie opinii – „badane szczątki to bliski krewny badanych kobiet“. Biegli doskonale zrozumieli intencje i potrzeby asesora i nie wykonali obliczeń statystycznych, a więc nie doprecyzowali jak „bliskim“ krewnym badanych kobiet jest NN.

Śledczy nie był jednak zachwycony opinią genetyków i zdecydował, iż potrzebuje twardszych dowodów. Natychmiast zlecił następną ekspertyzę identyfikacyjną - drugą opinię antropologiczną. Tym razem zlecił odtworzenie wyglądu osoby (?). Ta sama biegła dr hab. Dorota Lorkiewicz odtwarzała wygląd osoby metodą Super Projekcji, czyli nakładała zdjęcia twarzy Tomasza S. na zdjęcia czaszki. Ta powszechnie stosowana metoda identyfikacji, w rękach dyspozycyjnego i nieuczciwego naukowca, może zamienić się w niebezpieczne narzędzie fałszowania prawdy. I tak było w tym przypadku.  Czaszka miała np. wyraźny tyłozgryz, podczas gdy Tomasz S. miał prawidłowy zgryz, znacznie różnice miały też -  kształt czoła, brody, łuków brwiowych, masywność budowy kostnej itd, co ewidentne widać na nakładanych zdjęciach. Laik oglądający poszczególne etapy projekcji może zaobserwować, jak kontury poszczególnych elementów twarzy Tomasza S. i czaszki diametralnie nie pasują do siebie. Nawet zasłanianie czoła i łuku brwiowego czaszki domalowanymi przez biegłą kosmykami włosów, nie ukryło różnić. Biegła stwierdziła, iż ma 100% pewność, że  czaszka należy do Tomasza S. Opinię tę sporządziła 15 marca 2000r.

Pierwsze 7-8 miesięcy pracy asesora Jasińskiego i Policji olsztyńskiej trudno, nawet przy najlepszych chęciach nazwać śledztwem.  Od 24 sierpnia 1999r – dnia w którym znaleziono czaszkę do 15 marca 2000r – dnia otrzymania przez prokuraturę ostatniej ekspertyzy identyfikacyjnej znalezionych szczątków – poza zlecaniem tychże ekspertyz identyfikacyjnych i oczekiwaniem na kolejne wyniki, prokuratura i Policja robiły literalnie zero (poza rozpracowywaniem podejrzanych w ramach operacji Czacha). Nie przeprowadzono nawet takich oczywistych i podstawowych czynności jak: przeszukanie terenu w okolicy znalezienia szczątków czy przesłuchanie mieszkańców Plusk. Ba, nawet zabezpieczonych podczas autopsji śladów biologicznych – włosów i śliny, czy odcisków palców jeszcze nie zbadano!  Dopiero, kiedy nareszcie śledczy uporał się z identyfikacją szczątków i udowodnił, iż należą do Tomasza S., śledztwo troszkę ruszyło.

8 miesięcy po zebraniu śladów biologicznych i odcisków palców, asesor Jasiński zlecił wykonanie ekspertyz.  8 miesięcy! Z włosów nie wyizolowano DNA genomowego i biegli zasugerowali badanie DNA mitriochondrialne, którego nigdy nie zrobiono. Innymi słowy jedyny dowód, które przeprowadzenie odpowiedziałoby na pytanie – czy podejrzani mieli coś wspólnego z tym zabójstwem – nie został przeprowadzony.

Natomiast badanie DNA śliny pozostawionej na workach wykazało, iż zostawiła ją kobieta. I tutaj prokuratura nie podjęła literalnie żadnych kroków, aby znaleźć tę kobietę zamieszaną w zabójstwo. Genetycy nie oznaczyli nawet jej profilu DNA (poza oznaczeniem płci). Odciski palców nie pasowały do żadnego z podejrzanych.

Prokurator Generalny twierdził w odmowie wywiedzenia kasacji w tej sprawie, że nieprzeprowadzenie dowodu mDNA z włosów było korzystne (sic!) dla oskarżonych!   Prokurator dba o korzyści oskarżonego?  Zaniechanie przeprowadzenia tego dowodu byłoby korzystne w przypadku, gdyby podejrzani popełnili zbrodnię. Jeżeli jej nie popełnili, zaprzepaszczona zostala jedyna szansa uprawdopodobnienia wykluczenia ich udziału, na podstawie materialnego dowodu.

W tej odmowie wywiedzenia kasacji PG twierdził też, że nie szukano kobiety, której DNA znaleziono na szczątkach ponieważ ...uwaga...nie było przecież kobiety wśród podejrzanych!

Wracając do śledztwa, latem 2000r, na polecenie prokuratury, Policja w Olsztynie poprosiła doktora A.Z.Gidzgiera o sprostowanie rozbieżności pomiędzy ilością podudzi w protokole oględzin i protokole autopsji. Biegły  posiłkując swoją pamięć materiałem zdjęciowym,  twierdził kategorycznie, że w jeziorze znaleziono dwa podudzia.

W lipcu 2000r decydenci Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku doszli do wniosku, że zadanie przerasta asesora P. Jasińskiego i przenieśli śledztwo do PO w Białymstoku. Nowym śledczym został prokurator Tomasz Kamiński.

Miał ten zabieg i praktyczne znaczenie. Tomasz S. mieszkał w Suwałkach. I to tutaj od czasu jego zaginięcia miasto trzęsło się od plotek, domysłów i spekulacji na temat jego losów. Miejscowa Policja i prokuratura świetnie znała to środowisko i wiedziała na kogo można liczyć w zdobyciu informacji, jakiego świadka przycisnąc, jakiego postraszyć i czym.

Scenariusz, który napisał prokurator T. Kamiński i który musiał poprzeć dowodami, wyglądał mniej wiecej tak. Jacek W. i jego kolega Krzsztof A. byli mózgiem planowanego zabójstwa. Krzysztof A. stracił nogę podczas wybuchu bomby podłożonej w jego domu. Ponieważ organy ścigania umorzyły śledztwo w tej sprawie i nie wykryły sprawców, prowadził on prywatne śledztwo i dowiedział się, że jego wspólnik, który winny był mu dużą sumę pieniędzy i Tomasz S. byii podejrzani o podłożenie tej bomby. Jacek W. pomagał mu w śledztwie i też miał motyw, ponieważ Tomasz S. miał romans z jego ex-żoną. 16 kwietnia 1999r. na zlecenie Krzysztofa A., Damian D.  i Marek J.  porwali Tomasza S. i przewieźli go w nieznane miejsce w Suwałkach lub okolicy, gdzie był torturowany. Po jakimś czasie przewieziono go w okolice Plusk pod Olsztynem, bo tam znaleziono szczątki. W te okolice przewieziono też metalową klatkę, którą zamówił Krzysztof S. u suwalskiego rzemieslnika dla psa rasy Amstaf, którego właśnie kupił. W Pluskach mieszkał znajomy Jacka W, Wiesław S. To właśnie ta znajomość i fakt, że Jacek W. odwiedzał go, pozwoliła prokuraturze uprawdopodobnić ten scenariusz, a  Wiesław S. został wytypowany jako drugi  zabójca.

Śledztwo w Suwałkach powoli się posuwało, prokurator nie miał problemu ze zdobyciem dowodów dotyczących części scenariusza, który opierał się na faktach jak np. zamówienie klatki, prowadzenie prywatnego śledztwa, oziębłe czy nawet wrogie nastawienie podejrzanych do Tomasza S., etc. Co do reszty scenariusza, z dziesiątków zeznań z plotek i spekulacji  od biedy można było wyprodukować parę poszlak.

Dopiero po przejęciu śledztwa przez prokuraturę w Białymstoku przeszukano - po roku od rozpoczęcia śledztwa okolice znalezienia szczątków i posesję Wiesława S. Przesłuchano też część mieszkańców Plusk. Ani przeszukania, ani przesłuchania nie wniosły nic, co mogłoby wiązać tę okolicę z  zaginięciem, a tym bardziej zabójstwem Tomasza S. Zabezpieczonej w domu Wiesława S. piły nie zbadano i nie zabezpieczono ewentualnych śladów zabójstwa.

Prokurator nie miał żadnego zeznania i żadnego dowodu, że ofiarę i klatkę przewieziono w okolice Olsztyna. Wszystkie plotki i spekulacje „na mieście“ dotyczyły różnych miejsc w Suwałkach i okolicy, a tu ciało znaleziono pod Olsztynem. W grudniu 2000r. prokurator w myśl starej sprawdzonej komunistycznej zasady, iż nie ma niewinnych, są
tylko źle przesłuchiwani, zajął się jednym z podejrzanych, Jarosławem R. Był on młody, podatny na manipulacje i zbliżały się
też święta Bożego Narodzenia. 21 grudnia prokurator przesłuchał Jarosława R. Pokazał przesłuchiwanemu postanowienie o przedłużeniu aresztu, którego podstawą miały być zeznania Jacka W. obciążające Jarosława R. Takich zeznań nie było, ale skąd miał to wiedzieć przesłuchiwany? Prokurator rzucił marchewkę i obiecał też, iż jeżeli złoży zadowalające zeznania to uchyli mu areszt.

Jarosław R. złożył zeznania obciążające Krzysztofa A., Jacka W. i Wiesława S., a co najważniejsze zeznał, iż Tomasz S. był przetrzymywany w klatce w okolicach Plusk i tam został zabity. Według tych zeznań po dwóch, trzech dniach od zaginięcia Tomasza S. (16 kwietnia), podsłuchał rozmowę Krzystofa A. z Jackiem W., z której wynikało, iż Tomasz S.  i nie żyje. Jacek W. powiedział „ co miałem robić, spał z moją żoną“. A po jakimś czasie twierdził też, że Jacek W. powiedział, że zabił ofiarę Wiesław S. „bo przeholował“. Jaroslaw R. Boże Narodzenie 2000r. spędził w domu, a prokurator umorzył śledztwo co do jego udziału w zabójstwie.

Teraz prokurator potrzebował juz tylko zeznań kogoś z okolic Olsztyna, kto widział tam zabójców. W styczniu 2001r, po zeznaniach Jarosława R. prokurator osobiście pojechał do Plusk przesłuchać Jerzego B., ojczyma Wiesława S., którego dziwnym trafem nie przesłuchano latem 2000r.

Jerzy B. opowiedział, iż słyszał „od kwietnia do czerwca” dwa strzały.  W tym czasie, pasierb udał się do lasu
 z piłą mechaniczną i kolegą Romualdem W. Po około 2 godzinach przynieśli drewno z lasu i załadowali je do bagażnika samochodu R.W. Tego dnia świadek nie widział ani Jacka W., ani Damiana D., ani innych podejrzanych w Pluskach, natomiast twierdził, iź byli jacyś mężczyźni na posesji. Prokurator nie dopytywał jacy. Ojczym Wiesława S. widział też jak jacyś mężczyźni wiosną 1999r przywieźli na posesję pręty metalowe, zawinięte w szary papier i wnosili je na strych.

18.04.2001r. na posesję Jerzego B. przyjechało dwóch nieznanych mu mężczyzn. Przeszukiwali oni budynek gospodarczy, podwórko, weszli też do domu i na strych. Podczas tych przeszukiwań Jerzy B. nie zadzwonił na Policję, a nawet nie usiłował się dowiedzieć, co robią w jego domu ci obcy mężczyźni i czego szukają. Po odjeździe nieznanych mężczyzn, też nie zadzwonił na policję. Podjechał wózkiem inwalidzkim pod pomieszczenie gospodarcze i tam za starą wersalką znalazł 8 metalowych prętów. Natychmiast zadzwonił do podkomendanta A. Mickiewicza z CBŚ w Białymstoku.
Na podstawie postanowienia prokuratura T.Kamińskiego o przeszukaniu i zatrzymaniu datowanego 19.04.2001, pręty znalezione przez J.B. przewieziono do Białegostoku. W treści postanowienia czytamy m.in. “... w sprawie… przeciwko Wiesławowi S. i innym… po rozpatrzeniu wniosku KGP CBS z dnia 15.01.2001 o zatwierdzenie zatrzymania rzeczy dokonanego na podstawie art.217 & 1 i 3… u Jerzego B. zam…”  U wróżki CBŚ zasięgło jezyka?  15.01.2001 wiedzieli, że w kwietniu Jerzy B. znajdzie pręty i będzie im potrzebne takie postanowienie? Przecież fachowcy CBŚ przeszukali kilkakrotnie posesję, a Wiesław S. już dawno siedział w areszcie. Czy to odkrycie metalowych prętów ma związek z gwałtowną potrzebą dowodu na to, że klatka była przewieziona do Plusk?

Sukcesywnie od lata 2000r. do jesieni 2001r. wszyscy podejrzani zostali zatrzymani i przebywali w areszcie. W sierpniu 2001r. prokurator wezwał do Białegostoku doktora A.Z. Gidzgiera, aby wyjaśnił rozbieżności pomiędzy jego obserwacjami podczas oględzin i autopsji, a zeznaniami innych świadków (!). Minęly dokładnie dwa lata od tych czynności i doktor podczas składania tych wyjaśnień hurtowo przypomniał sobie, że widział zupełnie co innego, niż utrwalił w protokołach. Innymi słowy przyznał, że albo łgał, sporządzając te dokumenty, albo że łże składając te zeznania. Twierdził, ze ciało rozkawałkowano piłą mechaniczną, w jeziorze znaleziono tylko jedno podudzie, a do ofiary w chwili śmierci oddano dwa strzały. To olśnienie biegłego jakoś dziwnie korelowało z ustaleniami prokuratury.

Prokurator Kamiński podczas przygotowań do sporządzenia aktu oskarżenia podjął kroki w celu ekshumacji szczątków. Nie wiadomo jakie były motywy tego dziwnego kroku, pewne jest, że konsekwencje były niezbyt przyjemne. Kamińskiego odsunięto od śledztwa, a krótko po tym przestał pracować w prokuraturze.  Akt oskarżenia przygotował prokurator Wojdakowski. On też reprezentowal prokuraturę podczas procesu.

Cdn

PS  Śledztwo dot. znalezienia "drugiego" ciała  Tomasza S. prowadzi Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Południe. Nadzór nad postępowaniami przygotowawczymi ma Prokuratura Okręgowa w Olsztynie. Naczelnikiem Wydziału Nadzoru Nad  Postępowaniem Przygotowawczym jest prokurator Piotr Jasiński, ten sam, który 15 lat temu, jeszcze jako asesor szlifował swoje umiejętności śledczego w postępowaniu przygotowawczym  w sprawie znalezienia "pierwszego" ciała Tomasza S.



Polecam - powiązane
http://faxe1.blogspot.ca/2013/04/czy-247-czyli-o-dowodach-z-badaniach.html
http://faxe1.blogspot.ca/2014/04/czy-kolewnik-mia-dwa-profile-dna.html



poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Zupełna ciemność w Sądzie Okręgowym w Płocku


 (…)jest coraz bardziej oczywiste dla większości Polaków, że reforma sądownictwa jest konieczna, aby Polska zostawiła prawne dziedzictwo komunizmu za sobą(…) [i]

W grudniu 2013r. Sędzia SSO Jarosław Przybyliński  uniewinnił policjantów Remigiusza M. i Macieja L. od wszystkich zarzutów niedopełnienia obowiązków służbowych, które to niedopełnienie czy zaniechanie skutkowało narażeniem na bezposrednie niebezpieczeństwo utraty życia uprowadzonego K.Olewnika. Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku, jak i oskarżyciel posiłkowy Danuta Cieplińska złożyłi apelację od tego wyroku.

Na początek kilka ogólnych refleksji i spostrzeżeń dotyczących wyroku. Kursywą zaznaczylam cytaty z uzasadnienia wyroku.

Sędzia zdeterminował, iż wszystkie zarzuty postawione oskarżonym uległy przedawnieniu i sprawa przeciwko oskarżonym winna być umorzona. Niemniej tak „orzecznictwo SN jak i doktryna dopuszczają w sytuacji, gdy nastąpilo pełne wyjasnienie przedmiotu procesu, a oskarzony został skonfrontowany z zarzutami oskarżenia  i odpadły racje załatwienia sprawy w płaszczyźnie li tylko formalnej, by w takiej sytuacji należy wydać wyrok uniewinniający, skoro uniewinnienie jest bardziej niż umorzenie „jednoznaczne i wyraziste”.

Sędzia jednoznacznie, wyraziscie i obszernie podkreślił (w sumie na ca 20 stronach), iż gospodarzem śledztwa był prokurator i tym samym to na nim spoczywała odpowiedzialnośc za przestępstwa zarzucane policjantom. Również wyraziście i jednoznacznie – w uzasadnieniach  dotyczących każdego z zarzutów - Sędzia stwierdza lakonicznie, bez jakichkolwiek ustaleń faktycznych i bez pogłębionej i rzeczowej argumentacji,  że oskarżeni nie mieli żadnego  motywu, ani powodu,  aby popełnić zarzucane przestępstwa. Przy czym jednoznacznie i wyraziście nadał walor szczególnej wiarygodności zeznaniom oskarżonych i dowodom mającym świadczyć o ich niewinności.

I nie dziwiły Sędziego i broń Boże nie przyczyniały się do negatywnej oceny pracy oskarżonych, fakty że oskarżeni nie dokumentowali zgodnie z przepisami swoich działań, nie sporządzali notatek służbowych, protokołów etc. Brak dokumentacji Sędzia był zmuszony rekompensować wiarą: „ Nie można jednoznacznie wykluczyć, że inne dzialania miały miejsce, ale nie zostały odpowiednio udokumentowane”. Także amnezja funkcjonariuszy, którzy są trenowani w zapamiętywaniu faktów i szczegółów i ta umiejętność jest jedną z najważniejszych predyspozycji  i narzędzi w ich pracy, była dla Sędziego normalką, wynikało to z prostego faktu…zeznawali wielokrotnie, w związku z tym mogło dojść do różnic w ich relacjach.

Sędzia przeprowadzał ustalenia faktyczne, które następnie miały dowodzić niewinności

oskarżonych,  szczegółowo opisywał działania oskarżonych, przywoływał zeznania potwierdzające te działania, i  równocześnie nie odnosił się ani słowem do zarzutów oskarżyciela dotyczących tych działań. Z ustaleń tych wyłania się obraz intensywnej i metodycznej pracy oskarżonych, którym nic nie można zarzucić, dopóki nie spojrzymy np. na datę tych działań i nie zdamy sobie sprawy, że te działania przeprowadzono  po miesiącu, czy pół roku  bezczynności.

Nie sposób omówić uzasadnienia wszystkich  zarzutów przedstawionych Remigiuszowi M. i Maciejowi L. Artykuł ten i tak przydługi, zamieniłby się w książkę  (uzasadnienie wyroku liczy ponad 160 stron). Ograniczę się do przedstawienia w skrócie kwestii dotyczących dwóch zarzutów, które wydają się i reprezentatywne i wystarczające, aby wyrobić sobie opinię o postępowaniu sądowym w tej sprawie.

Jeden z najpoważniejszych zarzutów w akcie oskarżenia dotyczył nienależytego  zabezpieczenia miejsca przekazania okupu poprzez przedwczesne i bezzasadne odstąpienie od obserwacji, a także zaniechanie niezwłocznego przeprowadzenia oględzin miejsca przekazania okupu:

 Sędzia ustalił następujący stan faktyczny – kursywą cytaty z uzasadnienia:

  •          Przed 24 lipca Remigiusz M. przeprowadził rozmowę z prokuratorem Robertem Skawińskim na temat zabezpieczenia przekazania okupu.
  •      W dniu 24 lipca w godzinach porannych sprawcy nawiązali łączność z rodziną Olewników. Danuta Olewnik przekazała informację o poleceniach porywaczy telefonicznie Remigiuszowi M.
  •           O godz. 11:57 Danuta Olewnik otrzymała drugi telefon od porywaczy.
  •    Remigiusz M. skontaktował się z Maciejem L. i podjęli decyzje o podjęciu działań operacyjnych.
  •      Maciej L. zwrócił się do Wydziału Techniki Operacyjnej KWP w Radomiu sekcja w Płocku o zorganizowaniu obserwacji
  •      Na wyznaczone miejsce (rondo w Płońsku) również udała się tzw grupa realizacyjna – 6 funkcjonariuszy w dwóch samochodach
  •         Grupę kierowaną przez Macieja  L. stanowili funkcjonariusze oddziału Prewencji Policji KWP z siedzibą w Radomiu oddelegowani do wykonywania czynności w Wydziale Kryminalnym KWP w Radomiu. W sumie 6 policjantów.
  •           Maciej L. i jego grupa poruszali się samochodami Daewoo Nubira i Fiat Bravo.
  • Zadaniem grupy realizacyjnej było zatrzymanie sprawców o ile się nadarzy taka sposobność ewentualnie podjęcie obserwacji tych osób.
  •   O godz. 18 Danuta Olewnik wraz z mężem zatrzymała się na rondzie w Płońsku.
  • O godz. 18:30 przyjechali funkcjonariusze Techniki Operacyjnej KWP w Radomiu sekcja w Płocku.
  •  O godz. 20:54 rodzina Olewników ruszyła w kierunku Warszawy po wcześniejszym poleceniu telefonicznym od sprawców.
  • O godz. 21:40 Danuta Olewnik wraz z mężem zatrzymali się w Łomiankach i oczekiwali na decyzje porywaczy.
  •  Wówczas na polecenie Remigiusza M. kontakt telefoniczny z Klaudiuszem Cieplińskim przejął Maciej L. Danuta Olewnik pozostała w kontakcie telefonicznym z porywaczami.
  • O godz. 22:55 porywacze polecili im jechać Wisłostradą z prędkością 100 km/h i przekazywać na bieżąco informacje o tym gdzie się znajdują.
  • W pewnym momencie Danuta Olewnik otrzymała polecenie, aby skręcić na trasę Armii Krajowej przed stacją CPN. Samochód którym jechała minął już to miejsce co spowodowało, że jej mąż musiał zawrócić, żeby dostać się we wskazane miejsce.
  • Po wjeździe na trasę Armii Krajowej porywacze polecili, że mają się zatrzymać pomiędzy czerwonymi światłami i zrzucić okup w przestrzeń pomiędzy pasami.
  •  Przejechali jednak to miejsce i musieli cofnąć ( 50m), aby stanąć pomiędzy nimi.
  •  Danuta Olewnik i Klaudiusz Ciepliński zgodnie z opisaną instrukcją dokonali przekazania okupu, w wycięty otwór wrzucił pieniądze Klaudiusz Ciepliński – była godz. 23:11, o czym telefonicznie poinformowali porywaczy.
  •  Klaudiusz Ciepliński powiedział przez telefon do Macieja L. „dajcie im wziąć te pieniądze, niech tylko oddadzą Krzysztofa”. Następnie odjechali.
  •  Sprawcy przejęli okup zgodnie z planem opracowanym przez Wojciecha Franiewskiego.
  • Okup został przekazany na wiadukcie na którym obowiązywał ruch jednostronny. Manewr, wykonany przez Klaudiusza Cieplińskiego, tj. cofniecie samochodem do miejsca oznaczonego lampkami rowerowymi i zniczami przez sprawców uniemożliwił funkcjonariuszom policji podjecie adekwatnej reakcji pozwalającej na dalsze prowadzenie obserwacji bez ryzyka dekonspiracji ich działań.  Praktycznie okazało się niemożliwym  natychmiastowe udanie się w miejsce, gdzie zarzucone zostały pieniądze i podjecie próby zatrzymania sprawców czy też ich obserwacji.
  •  Funkcjonariusze policji zarówno z grupy realizacyjnej jak i techniki operacyjnej dojechali na miejsce gdzie miały spaść pieniądze, zajęło im to jednak kilka minut. W tym czasie sprawcy mogli bezpiecznie opuścić miejsce odbioru okupu.
  •  Na miejscu nastąpiła penetracja rejonu miejsca gdzie spadły pieniądze. Było tam ciemno, teren był porośnięty krzewami. Pod dojazdami do mostu tzw ślimakami było zupełnie ciemno. W wyniku poszukiwań nie odnaleziono zrzuconych pieniędzy, ani nie ujawniono żadnych osób przebywających na tym terenie.
  • Następnie Maciej L. udał się do KSP w Warszawie, aby na stanowisku kierowania sprawdzono czy miejsce przekazania okupu było monitorowane. Okazało się, że nie było, a najbliższa kamera znajdował się 2 km dalej.
  •   W związku z tym Maciej L. wspólnie w Remigiuszem M. podjął decyzję o zakończeniu działań.
  •  W miejscu przekazania okupu nie zostały zabezpieczone lampki i znicze, nie dokonano również oględzin.
  • 27 lipca 2003 w godz. 16:00 – 16:40 trzech policjantów dokonali oględzin miejsca zrzucenia okupu. W trakcie czynnosci zabezpieczono 2 znicze i lampki rowerowe.   Jarosław G. dokonał penetracji na ul. Gwiaździstej pod katem poszukiwania śladów bez pozytywnego efektu. Czynności udokumentowano 10 zdjeciami fotograficznymi.

Na początek, niezrozumiałe jest stwierdzenie Sędziego, iż  Remigiusz M. przeprowadził rozmowę z prokuratorem Robertem Skawińskim na temat zabezpieczenia przekazania okupu. Taka konstrukcja zdania wskazuje, że operacja policyjna miała służyć zabezpieczaniu podjęcia okupu bandytom, a nie wykryciu sprawców porwania K.Olewnika.

Jeszcze bardziej zastanawia, jak  manewr, wykonany przez Klaudiusza Cieplińskiego, tj. cofniecie samochodem ca 50m do miejsca oznaczonego lampkami rowerowymi i zniczami - uniemożliwił kierowcy conajmniej jednego z pięciu samochodów policyjnych podjecie adekwatnej reakcji pozwalającej na dalsze prowadzenie obserwacji bez ryzyka dekonspiracji ich działań.

Taki wniosek byłby uprawniony, gdyby te 5 samochodów policyjnych jechało bezpośrednio za samochodem Klaudiusza Cieplińskiego. Z zeznań  tak K.Cieplińskiego jak i jego żony Danuty wynika, że samochodów policyjnych nie widzieli, a więc  jeżeli w ogóle, to jechały w dość dużej odległości, a policjanci będąc cały czas w kontakcie z Klaudiuszem Cieplińskim, mieli dość czasu, aby podjąć adekwatną reakcję i  conajmniej dwa samochody grupy realizacyjnej mogły i powinny udać się w okolice zrzucenia okupu. Takie było przecież ich zadanie: zatrzymanie sprawców o ile się nadarzy taka sposobność ewentualnie podjęcie obserwacji tych osób.

Wg ustaleń Sędziego, porywacze przejęli okup wg planu opracowanego przez Wojciecha Franiewskiego, a na miejsce gdzie spadł okup po kilku minutach dojechali funkcjonariusze policji z grupy realizacyjnej jak i techniki operacyjnej.  W tym czasie sprawcy mogli bezpiecznie opuścić miejsce odbioru okupu.

Powyższe ustalenia Sędziego wzajemnie wykluczają się, ponieważ jedno jest nieprawdziwe. Zgodnie z planem,  Franiewski pojechał sprawdzić mobilizację policji warszawskiej i dopiero, gdy stwierdził, że takowa nie ma miejsca, skontaktował się z odbierającymi okup i  podjechał w okolice podjęcia okupu. Niemożliwym jest, aby trzy samochody z co najmniej ośmioma policjantami przyjechały na miejsce zrzucenia okupu po kilku minutach i nikogo tam nie zastali. Podejmujący okup sprawcy  czekali w tym czasie w krzakach pod ślimakiem na W.Franiewskiego. Czekali tam jeszcze około godziny!

Komiczne i absurdalne jest ustalenie Sędziego, iż ci policjanci nie zabezpieczyli śladów na miejscu podjęcia okupu, ponieważ pod ślimakiem było zupełnie ciemno. Czy podstawowym wyposażeniem policjanta nie jest latarka? Czy reflektory 3 samochodów policyjnych nie pracowały? I w co był wyposażony samochód techniki operacyjnej? A co przeszkodziło policjantom zabezpieczenie lampek, zniczy i ewentualnych  śladow na jezdni na górze ślimaka, gdzie sprawcy zaznaczyli miejsce zrzucenia okupu? Tego Sędzia nie ustalił i nie wyjaśnił w uzasadnieniu. Wiadomo, że na trasie AK nie było zupełnie ciemno, a dla ułatwienia lampki postawione przez sprawców świeciły się.

Sędzia nie ustalił też i nie wspomina ani słowem o tym, co robił i gdzie przebywał oskarżony Maciej L. i jego grupa w czasie, kiedy funkcjonariusze grupy realizacyjnej i techniki operacyjnej bezradnie próbowali działać w zupełnych  ciemnościach pod ślimakiem.

Dopiero 20 min. później,  około godziny 23:30 Maciej L. udał się do KSP w Warszawie sprawdzić, czy miejsce zrzucenia okupu było monitorowane. Nie było. Najbliższa kamera była odległa o 2 km.  I tutaj Sędzia nie ustalił i nie wyjaśnił co w tym czasie robiło pozostałych kilkunastu policjantów? Jest też zastanawiające dlaczego Maciej L. po wyczerpujących ca 12 godzinach pracy nie zadzwonił z miejsca zrzucenia okupu do KSP, gdzie taką samą informację uzyskałby przez telefon i gdyby miejsce było monitorowane, mógłby podjąć jakieś działania.

Sędziego nie zdziwiło, że po niemożliwości zabezpieczenia śladów ze względu na zupelne ciemności w dniu przekazania okupu, policjanci udali się na miejsce zdarzenia trzy dni póżniej. Zresztą, samo udanie się nawet 3 dni póżniej Sędzia ocenia na + oskarżonemu Remigiuszowi M. – podjął on decyzję o oględzinach miejsca zdarzenia i zabezpieczeniu lampek sygnalizacyjnych, wydając stosowne polecenie. Zastanawia, skąd 3 dni póżniej wydając to polecenie, Remigiusz M. miał wiedzę, że lampki sygnalizacyjne dalej stoją na trasie AK. Co do rezultatu, Sędzia  spokojnie stwierdza, iż zabezpieczanie śladów nie przyniosło pozytywnego efektu.

Z przedstawionego przez Sędziego stanu faktycznego wynika, iż bezpośrednio po zdarzeniu nie przesłuchano żadnego z ca 14 policjantów, którzy brali udział w nim w dniu 24 lipca 2003 roku. Przesłuchano  tylko Danutę Olewnik i Klaudiusza Cieplińskiego.

Wynika z niego  także, iż Maciej L. w dniu przekazania okupu wydawał polecenia policjantom, którzy mu nie podlegali – z Wydziału Techniki Operacyjnej KWP w Radomiu sekcja w Płocku i grupie realizacyjnej.

Prokurator Skawiński, który prowadził sprawę i rozmawiał z Remigiuszem M. na temat przygotowań grupy na ewentualność przekazywania okupu, po fiasku policji, nie był ciekawy co się tam wydarzyło i nie przesłuchał nawet policjantów biorących udział w akcji. Nie jest to normalna sytuacja. Sędziego też nie dziwiła, bowiem w uzasadnieniu ani słowa w tej kwestii.

Sędzia uznał za zupełnie dowolne twierdzenie (oskarżyciela), że przy profesjonalnym przygotowaniu akcji obserwacji osób przewożących okup we współpracy z miejscowymi jednostkami Policji, przy zaangazowaniu odpowiednich sił i środków możliwe bylo zatrzymanie sprawców, jak i kontynuowanie obserwacji. W istocie przy sprzyjających okolicznościach mogło się tak stać, stwierdza Sędzia,  ale dodaje;  równie dobrze mogło do tego nie dojść, gdyby sprawcy zorientowali się, że jest prowadzona obserwacja osób przewożących okup.

Nic dziwnego, że Sędzia nie znalazł braku profesjonalizmu, a w konsekwencji tegoż błędów,
zaniechań i wręcz „frywolności” w działaniach  Remigiusza M. i Macieja L. chociażby nagannym, skoro jego zdaniem zupełnie dowolne jest twierdzenie, że profesjonalne przygotowanie akcji zwiększało szanse zatrzymania sprawców, czy rozpoczęcie ich obserwacji. Czyli innymi słowy odpowiedni dobór kadr w policji i profesjonalne szkolenia policjantów, za które podatnicy płacą dziesiątki, czy setki milionów to zbędna mitręga, bo i tak nie mają one żadnego przełożenia na zwiększenie bezpieczeństwa obywateli i powodzenia przeprowadzanych przez policję akcji. Według Sędziego i tak na dwoje babka wróżyla, czyli -  obie wersje są równie prawdopodobne – normalka,  uda się, albo nie uda się. W tym przypadku nie udało się. Ale to przecież nie przestępstwo!


Drugim najważniejszym zarzutem była nieuzasadniona zwłoka w uzyskaniu i weryfikacji informacji dotyczących karty tel. o numerze 24/122/5465.  Stan faktyczny ustalony przez Sędziego jest następujący:
1.   W nocy z 24 na 25 czerwca 2003 r. w Drobinie Sławomir Kościuk podłożył  w samochodzie ciężarowym kierowcy zatrudnionego w firmie W. Olewnika list napisany przez K. Olewnika  z dołączoną kartą tel. z numerem 605 172 397, która miała służyć rodzinie Olewników do kontaktu ze sprawcami uprowadzenia.
2.   26.06.2003r. sprawcy połączyli się z numerem 605 172 397 z budki telefonicznej  posługując się kartą telefoniczną
3.   W dniu 27.06.2003r. oskarżony Remigiusz M. wystąpił do Telekomunikacji Polskiej o ustalenie nr. tej karty
4.   3.07.2003r. TP podało nr tej karty - 24/122/5465 Remigiusz M.  polecił Marianowi G. przeanalizowanie otrzymanego  z TP raportu połączeń z tej karty. W dniu 30.06.2003r. z karty tej dwukrotnie połączono się  z firmą Kasix –Auto – Mix należącej do Katarzyny Franiewskiej, a 1.07.2003r. z Lucyną Kościuk i KPP w Słubicach.
5.   Wystąpiono o bilingi telefonów K. Franiewskiej i L. Kościuk,  a KPP w Słubicach miała dokonać stosownych sprawdzeń i odtworzyć rozmowę
6.   Prokuratura Rejonowa w Słubicach   nadzorowała postępowanie karne przeciwko Sławomirowi Kościukowi i w dniu 8.07.2003r. prokurator wydał postanowienie o przeszukaniu mieszkania podejrzanego w Warszawie na ul. Astronomów 5 m 11.
7.   Następnego dnia dokonano przeszukania, a uczestniczył w nim Marian G.( policjant z grupy Remigiusza M.) Z bilingów telefonu stacjonarnego wypisał numery telefonów komórkowych i zamiejscowych
8.   W dniach 7-11 lipca 2003r. objęto obserwacją bezpośrednią Sławomira Kościuka. Nie uzyskano żadnych  efektów i obserwację zakończono.
9.   W dniu 10.07.2003r. skierowano wniosek o zastosowanie kontroli operacyjnej PT na telefonie Lucyny Kościuk.
10.         od 16 lipca 2003r. trwały intensywne czynności związane z wyjazdem oskarżonych do Berlina (28-30 lipca 2003r.)
11.         24.07.2003r  rodzina Olewnika przekazała okup
12.         31.07.2003r. sprawcy poinformowali rodzinę Olewnika (używając nr. 605 172 397),  że odebrali okup i K.Olewnik zostanie niedługo uwolniony.
13.         19.08.2003r. oskarżony Maciej L.  z Marianem G. zaobserwowali na posesji Katarzyny Franiewskiej samochód  „Fiat 125p” należący do Stanisława Owsianko  (skazanego później za udział w przetrzymywaniu K.Olewnika)
14.         3.08.2003 funkcjonariusze grupy uzyskali wydruki z bazy PESEL i bazy ZSIP dot. Katarzyny Franiewskiej i Wojciecha Franiewskiego
15.         7.08.2003r. M. Lubiński wystąpił z wnioskiem o zastosowanie kontroli operacyjnej PT tel. firmy Kasix-Auto-Mix Katarzyny Franiewskiej
16.        Od dnia 28.08 do dnia 21.11.2003r. realizowano kontrolę operacyjną S. Kościuka
17.        A w dniach 29.08-26.11.2003r. realizowano kontrolę operacyjną Katarzyny Franiewskiej

KRZYSZTOF OLEWNIK ZOSTAL ZAMORDOWANY w nocy z  4/5 WRZEŚNIA 2003r.

18.         6.09.2003r. S. Kościuk zadzwonił dwukrotnie do rodziny Olewników i odtworzył nagranie nieżyjącego K.Olewnika, że za karę wróci dopiero za dwa lata.  
19.        W dniu 3 grudnia 2003r. oskarżony Maciej  L. sporządził analizę połączeń, w której wskazał na połączenia z dnia 26.06.2003r  z użyciem karty nr. 24/122/5465
20.         12.12.2003r. prokurator R. Skawiński wystąpił o bilingi tel. 692 631 802 do Polskiej Telefonii Cyfrowej ERA
21.         15.01.2004r. prokuratura otrzymała ww. bilingi
22.         M. Lubiński dokonał analizy ww. bilingów  w dniach 23-25 lutego 2004r.
23.        W dniu 20.05.2004 i 27.05.2004r. oskarżony Maciej  L. sporządził  kolejne analizy bilingów i tym razem znalazł związek pomiędzy Sławomirem Kościukiem i porwaniem K. Olewnika.
24.         W dniach 31.05 do 1.06.2004  obserwowano S. Kościuka i W. Franiewskiego. Nie przyniosła ona jednak efektów w postaci uzyskania dowodów potwierdzających sprawstwo ww. osób
25.         W dniu 1.06.2004r. w oparciu o analizy połączeń tel. przeszukano mieszkanie S.Kościuka i zatrzymano go. W dniu 2.06.2004r., został on przesłuchany w charakterze świadka i zwolniony.
26.         Tego dnia przeszukano też miejsce zamieszkania Katarzyny Franiewskiej i Piotra Skwarskiego. Czynności nie wniosły nic istotnego do sprawy.


Prokurator zarzucił, iż to po uzyskaniu 3 lipca 2003r. wykazu numerów telefonicznych, z którymi łączył się nieznany sprawca z karty 24/122/5465 (pkt. 4), oskarżeni nie zastosowali niezwłocznie kontroli operacyjnej rozmów z tych numerów, nie wdrożyli obserwacji bezpośredniej Wojciecha i Katarzyny Franiewskich, Sławomira Kościucha i Piotra Skwarskiego.

W uzasadnieniu uniewinnienia oskarżonych Sędzia podkreśla, iż grupa operacyjno –
dochodzeniowa kierowana przez Remigiusza M. w okresie od 27 czerwca do 19 sierpnia 2003r działała intensywnie, co pozwoliło na ustalenie związku Sławomira Kościuka z uprowadzeniem Krzysztofa Olewnika. Co z tego? Samo ustalenie związku S.Kościuka z uprowadzeniem K.Olewnika, bez zastosowania wymienionych przez prokuratora działań, było właśnie oburzającym zaniechaniem, narażającym bezpieczeństwo uprowadzonego, czego nie zauważył Sędzia. Według Sędziego przecież na korzyść oskarżonych przemawia fakt, że objęli bezpośrednią obserwacją Sławomira Kościuka i to nie ich wina, że nie uzyskano żadnych efektów i obserwację zniechęceni policjanci zakończyli po 3 dniach(pkt. 8) !

W tym samym czasie, jak ustalił Sędzia - od 16 lipca 2003r. - trwały także intensywne czynności związane z wyjazdem oskarżonych do Berlina (28-30 lipca 2003r.) w związku z informacją, że widziano tam Krzysztofa Olewnika.  Nie ma żadnych ustaleń Sędziego, ani też analizy, jaki te intensywne czynności związane z wyjazdem i sam wyjazd, miały wpływ na ewentualne zmniejszenie intensywności innych działań w śledztwie od 16 do 30 lipca 2003r.  

Kuriozalne jest ustalenie Sędziego (pkt.14), iż funkcjonariusze uzyskali  wydruki z bazy PESEL i  z bazy ZSIP. Do takich informacji grupa Remigiusza M. miała dostęp przez komputer w komendzie i policjanci mogli  „uzyskać wydruki” natychmiast po otrzymaniu nazwisk abonentów telefonów, z którymi łączono się przez kartę TP nr. 24/122/5465 – czyli już 3.07.2006r!  Stąd uzyskanie tych informacji, które sprowadzało się do kilkunastu kliknięć myszką komputera - miesiąc po ustaleniu nazwisk z wydruku połączeń tej karty jest jednym z najważniejszych zaniechań oskarżonych,  obok zaniechania bezpośredniej obserwacji Sławomira Kościuka, Katarzyny Franiewskiej, Wojciecha Franiewskiego i Lucyny Kościuk - jak już te wydruki uzyskali.

Nie podlega żadnej dyskusji, iż bezpośrednia obserwacja już tylko S.Kościuka, gdyby ją kontynuowano po 11 lipca, zapobiegłaby zabójstwu Krzysztofa Olewnika i umożliwiłaby aresztowanie sprawców, w ciągu następnych kilku tygodni, kiedy sprawcy kupowali działkę pod Różanem, budowali tam ogrodzenie i szambo i gdzie następnie przewieźli i przetrzymywali  porwanego jeszcze przez miesiąc przed zabójstwem, czy podczas odbierania okupu 24 lipca (S.Kościuk bral w nim udział).

Z przedstawionego przez Sędziego stanu faktycznego wynika także, iż w trakcie przygotowań do zabójstwa i samego zabójstwa (jak też i 2 miesiące po zabójstwie) Sławomir Kościuk i Katarzyna Franiewska byli objęci kontrolą operacyjną Policji! (pkt. 16 i 17). Sędzia ani słowem nie odnosi się do doniosłości tego ustalenia, a co najważniejsze ani słowem do rezultatów tej kontroli !

Jak ponury żart brzmią  - sucho i bez żadnego komentarza czy wyjaśnienia - przedstawione ustalenia w pkt. 19-23. Czy intencją Sędziego było, aby czytelnik uzasadnienia wyroku miał  odnieść wrażenie, że analizowanie połączeń z użyciem karty nr. 24/122/5465 (pkt.4) pół roku po otrzymaniu tych informacji (!), czy wystąpienie o bilingi telefonu komórkowego zakupionego przez sprawców jeszcze przed porwaniem K.Olewnika dwa lata wcześniej(!) to normalka? Dadać trzeba, że trzy tygodnie wcześniej (20.11.2003r.) dokonano zniszczenia materiałów operacyjnych dot. tego numeru telefonu! To zniszczenie było też jednym z zarzutów.

Stąd zważywszy powyższe przykłady, dla każdego przeciętnego, średnio inteligentnego człowieka, ustalenie Sędziego, iż niepodobieństwem jest  twierdzenie, że opisane zachowania oskarżonych w akcie oskarżena powodowały narażenie Krzysztofa Olewnika na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Przecież owe zachowania niczym takim nie skutkowały , jest  absurdalne i nieprawdziwe.


Na koniec podam kilka ustaleń Sędziego, obok których „nie da się przejść” obojętnie.

·      Niemożliwość przesłuchanianie udało się przesłuchać ww., gdyż został zwolniony z zakładu karnego.
·      Metoda ustalenia nr. tel. podejrzanego przez policję - Pomimo próśb Macieja L. do Leszka Mikołajewskiego (szwagier  K.Olewnika) o ustalenie numeru telefonu Piotrowskiego, nigdy go nie otrzymał. Sędzia mija się z prawdą, L. Mikołajewski podał policji ten nr. tel.
·       Nieprzesłuchanie ekspedientki Urszuli P., która przed porwaniem K.Olewnika sprzedała W.Franiewskiemu telefon komórkowy używany przez porywaczy do kontaktów z rodziną porwanego -  nieprzesłuchanie...można uznać za błąd, ale również za element taktyki operacyjnej. Sędzia nie wyjaśnił na czym miałby polegać ten element taktyki.

„... Bezstronność to niezbywalna cecha władzy sądowniczej, a jednocześnie przymiot sędziego, którego utrata pozbawia go kwalifikacji do pełnienia swoich funkcji...”[ii]



[i] WikiLeaks – telefonogram ambasadora USA w Warszawie 2009r.
[ii] [ii] SK 7/06 OTK ZU 2007, nr 9A, poz. 108