"Wiekuiste doświadczenie uczy, iż wszelki człowiek, który
posiada władzę, skłonny jest jej nadużyć; posuwa się tak daleko, aż napotka
granicę. Któż by powiedział! Nawet sama cnota potrzebuje granic" Monteskiusz
Bezkarność
nieuchronnie prowadzi do trwałej i radykalizującej się demoralizacji. Taka jest
natura ludzka. Bezkarność funkcjonariuszy państwa prowadzi nie tylko do
demoralizacj, ale też do radykalizującej się niesprawiedliwości. Zaniechanie
jakichkolwiek form realnej kontroli pracy prokuratorów, policjantów i biegłych,
brak dyscyplinowania i wymierzania sprawiedliwości tym, którzy są zedeprawowani
i zdemoralizowani i popełniają przestępstwa - jest przyzwoleniem i legitymizowaniem
przez organy państwa nie tylko popełnianych błedów,
zaniechań, pomyłek, niedoróbek, ale przede wszystkim przestępstw, jak
fałszowanie dokumentów, fabrykowanie dowodów, ekspertyz biegłych czy
sugerowanie świadkom zeznań. Skutkiem takich działań,
nieprawość następnymi razami jest jeszcze bardziej bezczelna i
bezwstydna.
A przecież te
nonszalanckie i aroganckie łamanie procedur i prawa procesowego mogły być
powstrzymane, gdyby dostępne narzędzia kontroli działania prokuratur działały. Te dostępne podczas postępowania przygotowawczego, jak skargi i doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw
przez podejrzanych, jak i kontrola sądowa podczas rozprawy.
Tak na marginesie zawsze
interesowało mnie ile doniesień złożyli obywatele (np w ostatnim
dziesięcioleciu) w sprawie odpowiedzialności karnej prokuratora z art.231 kk? I
ile z nich zostało potwierdzonych w dochodzeniu i zakończyło się aktem
oskarżenia, a ilu prokuratorów zostało skazanych wyrokiem sądu z art.231kk?
Powszechne przekonanie. iż większość śledztw w
poważniejszych sprawach w Polsce ciągnie się latami z powodu wyjaśniania
wszystkich okoliczności sprawy jest nieprzekonywujące i nieprawdziwe. Główną przyczyną jest tunel
vision prokuratorów i policji. Już w pierwszych tygodniach śledztwa organy
ścigania wypracowują jakąś hipotezę i typują podejrzanych, co jest normalne. Gorzej, kiedy po
jakimś czasie okazuje się, ze
hipoteza jest ewidentnie błędna, a policja
i prokurator nie potrafią się z nią rozstać. I
tutaj rozpoczyna się
szukajnie dowodów na potwierdzenie
tej hipotezy. Z czasem to szukanie, nie ma już nic wspólnego ze śledztwem czy dochodzeniem, a wszystko
z fałszowaniem dokumentów, wymuszaniem czy sugerowaniem zeznań, poszukiwaniem
świadków koronnych, poszukiwaniem biegłych skłonnych wydać opinię o treści
ambiwaletnej lub wręcz spęłniającej oczekiwania itd. itd. Ten modus operandi
przedstwiłam na przykładzie sprawy zabójstwa gen. Papały, w wątku podżegania do
zabójstwa przez E.Mazura[i], w wątkach śledztwa w sprawie porwania i
zabójstwa Krzysztofa Olewnika[ii] [iii]
i wreszcie precedensu w sprawie skazananego na dożywocie Jacka W.[iv]
Takie
sprawy ciągną się latami, bowiem dopasowanie i zebranie fałszywych dowodów, sugerowanych i
manipulowanych zeznań i zatarcie śladów takich działań jest praktycznie niemożliwe.
Zawsze jakieś elementy kupy się nie trzymają. I te poprawki, poszukiwania
nowych dowodów właśnie trwają latami.
Poseł Piotrowicz – członek sejmowej Komisji sprawiedliwości twierdzi,
że przed wojną z “…oskarżenia prokuratorskiego zapadało 30% uniewinnień…”
i wynikało to z faktu niewyjaśniania wszystkich okoliczności przez
prokuratorów i nieposiadania pewności skazania. Moim zdaniem
przyczyną leży gdzie indziej - przed wojną mieliśmy sędziów, którzy
przestrzegali prawa, szanowali honor i swój i wymiaru sprawiedliwości, a
dzisiaj mamy gumowe pieczatki potwierdzające każdy niemal, nawet absurdalny i nie trzymający się kupy akt oskarżenia – czyli 98,2% czy 92% zależy kto liczy !
Wiceminister sprawiedliwości, dr hab. Michał Królikowski powiedział:
“ mając akt oskarżenia, (sędziowie) mentalnie angażują się, żeby tak długo szukać dowodów, aż znajdą tezy na jego poparcie (...) Sami sędziowie zresztą twierdzą, że bardzo często angażują się w ratowanie aktu oskarżenia i tak prowadzą postępowanie, żeby usunąć ewentualne jego braki. I to jest właśnie powód, że zapada 92 proc. wyroków skazujących, a tak mało jest wyroków uniewinniających "
Forum Obywatelskiego Rozwoju wraz z Instytutem
Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, było
sponsorem raportu autorstwa Łukasza Chojniaka i Łukasza Wiśniewskiego –
„Przyczyny niesłusznych skazań w Polsce“[v]
Autorzy
badali sprawy, w kórych zapadł prawomocny wyrok skazujący i orzeczenie zostało
następnie uchylone w drodze nadzwyczajnych środków zaskarżenia (kasacja albo
wznowienie postępowania), a poprzednio skazana osoba została
uniewinniona, albo postępowanie w jej sprawie umorzone. w sądach Apelacji
Poznańskiej
Na 119 badanych spraw w 68
stwierdzono niesłuszne skazanie - co daje ciut ponad 57%. Bagatela!
Autorzy piszą w tym raporcie: “…W przypadku, gdy
w danej sprawie zaistnieje przypadek niesłusznego skazania, ale jeśli doszło do
niego na skutek zawinionych działań profesjonalnego uczestnika postępowania,
odpowiedzialność dyscyplinarna, a także odszkodowawcza nie powinny być tylko
iluzoryczne. Jeśli przyczyną niesłusznego skazania jest najczęściej ludzki
błąd, to brak mechanizmów wdrażających realną odpowiedzialność za popełnione
błędy z pewnością zwiększa skalę tego zjawiska…“
I dalej,
“…dalecy jesteśmy od generalizacji i ujawnione
przez nas przykłady nie świadczą o całym środowisku sędziów, adwokatów czy
prokuratorów, ale dobitnie wskazują jednak, że profesjonaliści mylą się
niekiedy w sposób niedopuszczalny, co wywołuje daleko idące negatywne skutki.
Wskazywanie tych przykładów ma na celu dążenie do ich ograniczenia w praktyce
wymiaru sprawiedliwości, choćby nawet stanowiły one margines…”
“…Mamy natomiast przekonanie,
iż duża część spraw, w których zaistniała pomyłka sądowa, pozostaje w ogóle
niedostrzeżona, skoro często usuwanie takich błędów, co stwierdziliśmy podczas
badań, dzieje się na skutek ich zupełnie przypadkowego dostrzeżenia i wszczęcia
procedury kasacyjnej lub wznowieniowej (…) Ile takich spraw wciąż pozostało
niezauważonych i funkcjonuje w obrocie prawnym – nie wiadomo…“
