Łączna liczba wyświetleń

sobota, 1 sierpnia 2015

Kneblowanie krytykujących władzę, czyli każdy może być kibolem




Tak jakoś od wiosny można zauważyć w naszym parlamencie ponadnormatywną biegunkę legislacyjną. 

O tych działaniach naszych ustawodawców można rzec za klasykiem  (…) Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą. Że deszcz, że drogo, że to, że tamto. Trochę pochodzą, trochę posiedzą. I wszystko widmo. I wszystko fantom.(…) jak ciasto biorą [projekty ustaw] w palce i żują, żują na papkę pulchną, aż papierowym wzdęte zakalcem,  wypchane głowy grubo im puchną. I znowu [głosują]… Warstwami rośnie brednia potworna…”

Nie wiem dlaczego, ale ciągle zadziwia mnie, że ta działalność przechodzi najczęściej bez większego echa. Powinnam się przecież już przyzwyczaić, bowiem my Polacy en masse  kochamy trzymanie za mordę. Po 1945 w gruncie rzeczy niewielu z nas przeszkadzał brak wolności. To nie brak wolności, a brak kiełbasy przeszkadzał tak dotkliwie, że wychodziliśmy na ulice. Tak samo jest dzisiaj.  Jest nie tylko kiełbasa, ale i ciepła woda w kranie! No to o co chodzi?  Zaakceptujemy każde świństwo, draństwo, łgarstwo, zamordyzm, bezprawie i co tam jeszcze szykują nasi “wybrańcy”, aby mieć spokój i kiełbachę na grilla.

 Przykład: ostatnio uchwalona nowa ustawa o zgromadzeniach. Teoretycznie, jedną z podstawowych wolności człowieka i obywatela we współczesnym demokratycznym państwie prawnym jest wolność zgromadzeń. Polska Rzeczpospolita zgodnie z gwarancjami naszej Konstytucji - art 57 i podstawowymi międzynarodowymi standardami ( jak art. 11 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z dnia 4 listopada 1950 r. czy art. 21 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych z dnia 19 grudnia 1966 r.)  ustanowiła już na początku transformacji (w lipcu 1990 r.) Prawo o zgromadzeniach.  Przez następne ćwierćwiecze rządziciele nieustannie mieli wątpliwości, czy aby nie przesadzili z tą naszą wolnością i ciągle przy niej majstrowali. Tak majstrowali, że aż Trybunał Konstytucyjny specjalnie nie uczulony na ograniczanie praw obywatelskich,  kilka razy obruszył się.

Ostatnio w wyroku z 18 września 2014 r. (K 44/2012) TK poddał  krytyce wydłużenie minimalnego okresu przewidzianego na notyfikację zgromadzenia. W pierwotnym brzmieniu Prawa o zgromadzeniach, termin ten wynosił 3 dni od zaplanowanej daty zgromadzenia. Nowelizacja tej ustawy  14 września 2012 r. zmieniła te 3 dni na 3 dni robocze. Zdaniem Trybunału takie rozwiązanie przewiduje nieproporcjonalne ograniczenia wolności zgromadzeń, albowiem „Cele notyfikacji związane z potrzebą zagwarantowania pokojowego przebiegu demonstracji oraz zapewnienia ochrony jej uczestników, mogą być osiągnięte w krótszym czasie, szczególnie biorąc pod uwagę ciągły charakter pracy służb ochrony porządku publicznego (policja, straż miejska). Wydłużenie okresu notyfikacji do minimum 3 dni roboczych stanowi nadmierne ograniczenie wolności zgromadzeń”.

Również ETPC stwierdził w sprawie Bączkowski i inni v Polska  -  „jeżeli zgromadzenie odbywa się później, traci ono swoje znaczenie i wagę co do bieżącej debaty politycznej i społecznej, a jego wpływ może znacząco się zmniejszyć. Wolność zgromadzeń może być pozbawiona znaczenia, jeśli nie można korzystać w niej w odpowiednim czasie”.

A tymczasem w myśl nowej ustawy o zgromadzeniach pośpiesznie „uchwalonej” (2 i pół miesiąca!) kilka dni temu pod pretekstem wykonania powyżej przywołanego wyroku TK - organizatorzy zgromadzenia powinni notyfikować gminę nie wcześniej niż na 30 dni i nie później niż na 6 dni przed jego planowaną datą. Nie dość  tego, to jeszcze „projektodawca” czyli „rząd” określa bezczelnie ten minimalny 6 dniowy czas na notyfikowanie jako „optymalny”.

Po co nam więc ten Trybunał? Po co ta cała mitręga i mydlenie oczu? Nie dość, że do rzadkości  należą sensowne wyroki TK, to  najpierw rząd w nowym projekcie, a potem posłowie przyciskając guziczki i tak olali ten wyrok.  Dlaczego niemal nikogo nie dziwi to naruszanie praw obywatelskich zagwarantowanych w Konstytucji, to bezprawie władzy ustawodawczej i wykonawczej!

Ustawa ta poprzez szeroko rozumiane przepisy karne Kodeksu wykroczeń i Kodeksu karnego, będzie jeszcze dalej ingerewała i ograniczała nasze prawa obywatelskie niż poprzednia, np możliwość rozwiązania zgromadzenia za okrzyki przeciwko władzy!

Jeden z najwybitniejszych jurystów amerykańskich XX wieku Harry Kalven, Jr. (1914 –1974), specjalista prawa konstytucyjnego, a przede wszystkim kwestii związanych wolnością słowa uważał, iż 
“[...] żadne społeczeństwo, w którym istnieje przestępstwo znieważania władzy nie jest, bez względu na to, jakie są inne jego cechy, społeczeństwem wolnym”. 



Polecam blogi Adama Kłykowa
 adamklykow.bloog.pl 


sobota, 20 czerwca 2015

Dziwnologia prestidigitatorów w olsztyńskiej prokuraturze





W „Dziwnologii” prof. Richard Wiseman, specjalista psychologii oszustwa, a także czynny iluzjonista wyjaśnia mechanizm wymuszonego wyboru. Kuglarz kładzie przed delikwentem w rzędzie trzy karty np. - asa pik, królową kier i króla karo. Delikwent ma wybrać “w myśli” jedną z nich i oczywiście może wybrać każdą z nich.  Iluzjonista przysuwa asa pik najbliżej delikwenta, dalej kładzie resztę kart. O której karcie pomyśli delikwent? Z badań prof. Wisemana wynika, że większość delikwentów wybiera asa, ponieważ kuglarz świadomie najlepiej go przed nami wyeksponował.

Kuglarze z prokuratury olsztyńskiej właśnie podsunęli społeczeństwu asa pik i zakomunikowali, że ustalono profil DNA mężczyzny znalezionego 16 lat temu w jeziorze Pluszne pod Olsztynem.[1] Ofiara została 16 lat temu zidentyfikowana jako Tomasz S., a Jacek Wach  został w 2003r. skazany za jego zabójstwo na dożywocie. W styczniu ubiegłego roku inna osoba przyznała się do zabójstwa Tomasza S. i wskazała miejsce ukrycia “prawdziwych “ zwłok Tomasza S.
Po uchyleniu przez Sąd Najwyższy wyroku dożywocia Jacka Wacha, ekshumowano w Suwałkach ciało fałszywie zidentyfikowane na podstawie badań DNA, dwóch opinii antropologicznych i opinii z sekcji zwłok, jako Tomasz S.

Po ekshumacji w Suwałkach Prokurator Zbigniew Czerwiński z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie podał, że opinia patomorfologów dotycząca ekshumowanych szczątków uznanych 16 lat temu za ciało Tomasza S., “ różni się znacznie od tej, jaką wydał patomorfolog A.Z. Gidzgier  16 lat temu.  Chodzi m.in. o opis ran postrzałowych, jakie były widoczne na czaszce. Prokuratura zleciła biegłym wykonanie dodatkowej opinii, aby stwierdzić, czy szczątki badane przed laty i ekshumowane w ostatnich miesiącach to te same szczątki. Podobno bez tej wiedzy na nic zdadzą się badania DNA, które mogłyby pomóc w ustaleniu tożsamości wyłowionego z jeziora ciała...”[2]

Jeżeli dzisiaj kuglarze z prokuratury olsztyńskiej twierdzą, iż ... Śledczy mają nadzieję, że porównywanie profili osób zaginionych z profilem właśnie ustalonym szczątków NN pomoże w określeniu tego, kogo przed laty wyłowiono z jeziora... “, to zgodnie z informacjami z komunikatów – tym z 5.02.2015 i tym z 17.06.2015 - mogą ustalić czyje zwłoki ekshumowano z grobu Tomasza S., ale nie czyje zwłoki znaleziono w jeziorze Pluszne, bowiem sama prokuratura stwierdziła i póki co nie odwołała, nie wyjaśniła czy nie sprostowała komunikatu z 5.02.2015, iż ciało ekshumowane w Suwałkach, nie było ciałem znalezionym 16 lat temu.

Czy to podsunięcie asa pik przez iluzjonistów prokuratury olsztyńskiej ma na celu odwrócenie uwagi społeczeństwa od faktu, iż nie wszczęto procedury wyjaśniającej nadwyżkę niezidentyfikowanych ciał z postrzałami głowy, będących w dyspozycji tej prokuratury 16 lat temu i w konsekwencji  jak doszło do wydania 16 lat temu rodzinie Tomasza S.  innego ciała, niż te zidentyfikowane jako tenże Tomasz S.?

Z lakonicznej informacji z 5.02.2015r. wynika, że ciało ekshumowane w Suwałkach było najprawdopodobniej ciałem mężczyzny zamordowanego (też ma rany postrzałowe w głowę)! Stąd można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością twierdzić, iż jedna z 13 prokuratur rejonowych  w województwie warmińsko-mazurskim,  podległych Prokuraturze Okręgowej w Olsztynie,  prowadziła śledztwo w sprawie tego zabójstwa i zleciła sekcję tego ciała biegłemu patomorfologowi A.Z. Gidzgierowi (był to jedyny medyk sądowy w województwie). Jeżeli pomylono ciała i wydano rodzinie Tomasza S. nie to zidentyfikowane jako tenże, to przecież dalej prokuratura dysponowała ciałem znalezionym w jeziorze Pluszne. Co się z nim stało? I jak, jeżeli wogóle zakończono śledztwo w sprawie zabójstwa mężczyzny pochowanego w Suwałkach jako Tomasz S.? 
Jak wiadomo nie zmienia się działań, techniki i metod,  które dają te same lub podobne pożądane wyniki. Podsuwanie tego asa pik w tej sprawie działa niemal perfekcyjnie od 16 lat. Niemożliwe stawało się możliwe – Tomasz S. jak dotąd, zgodnie z oficjalnymi informacjami Prokuratury Okręgowej w Olsztynie miał "trzy ciała". A nadwyżka niezidentyfikowanych czy fałszywie zidentyfikowanych  szczątków w Olsztynie ani nie oburza i ani nie bulwersuje, ani  nawet niespecjalnie dziwi. Jak coś się sypnie to wystarczy, że kuglarz wyciągnie się z rękawa następnego asa pik i zgrabnie podsunie.