Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łamanie Konstytucji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łamanie Konstytucji. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2018

Gwarancje konstytucyjne - mity i hity - przewlekłość postępowań sądowych


Klienci sądów w Kanadzie podobnie jak klienci  polskich sądów  mają prawo do rozpatrzenia sprawy w rozsądnym terminie. Ten termin określił w Kanadzie Sąd Najwyższy   w orzeczeniu zwanym casusem Jordan.  Rozsądny termin wg SN Kanady   to 18 miesięcy dla sprawy osądzanej w odpowiedniku polskiego sądu rejonowego  i 30 miesięcy w odpowiedniku polskiego sądu okręgowego – od dnia złożenia aktu oskarżenia w sądzie. W Polsce prawo do rozpatrzenia  sprawy „bez nieuzasadnionej zwłoki” gwarantuje  Konstytucja RP – art. 45 ust. 1. W polskim systemie prawnym  nie ma prostej zero jedynkowej  definicji „nieuzasadnionej zwłoki” rozpatrywania sprawy w sądzie. Sam system wyznaczania po kilka rozpraw np. miesięcznie, a częściej kwartalnie powoduje, że zdefiniowanie tego określenia jest praktycznie niemożliwe. 10 - dniowy proces sądowy w Polsce  rekordowo  szybko trwa  dwa lata, a najczęściej  trzy  i więcej. 

Niedawno natknęłam się na orzeczenie kasacyjne kasacyjne Sądu Najwyższego z 2014r.  Dwie sprawy pana X, najpierw karna, a później  cywilna (której dotyczyła kasacja) rozpoczęły się kiedy delikwent  miał 48 lat. W czasie rozpatrywania kasacji przez SN był emerytem. Oskarżony został o oszustwo, po latach, 170 rozprawach i dwóch uniewinnieniach wystąpił do sądu o zadośuczynienie krzywd fizycznych i psychicznych jakich doznał przez lata przewlekłości postępowania karnego. Sądy niższej instancji przyznały mu odszkodowanie  w oszałamiającej wysokości  100 tys. zł.  Prokuratoria RP reprezentująca w sprawie Skarb Państwa, czyli  prokuraturę i sądy w sprawie pana X  nie zgodziła się z tym wyrokiem i złożyła skargę kasacyjną. SN uznał ją, a sprawę skierował do ponownego rozpatrzenia przez sąd apelacyjny. Można przypuszczać, że ten nieszczęśnik dalej doświadcza dobrodziejstw praworządności i sprawiedliwości po polsku wynikających z gwarancji konstytucyjnej  "rozpoznania sprawy bez niezasadnionej zwłoki".

Kilka dni później przypadkowo znalazłam inną informację o orzeczeniu w sprawie  przewlekłości postępowania sądowego,  tym razem w odległym 7000 km od Warszawy –  Toronto.  6 oskarżonych  prowadzilo  dwie firmy inwestycyjne i wyłudzili  ponad 14 milionów dolarów od około 5000 osób. „Inwestorzy” zostali poinformowani, że ich pieniądze zostaną wykorzystane jako kapitał początkowy dla małych obiecujących firm, a „interes” od zainwestowanych pieniędzy to prawo do odpisów podatkowych kosztów generowanych przez te firmy. Oszuści nie zdążyli „zainwestować” tych 14 milionów, ponieważ jak twierdzą, skonsumowały je w całości  „bieżące wydatki” związane „z prowadzeniem” wspomianych dwóch firm, czyli poszukiwanie następnych „inwestorów”.  Wydatki te oszuści  wpisali w rozliczenia podatkowe swoich firm, oczekując zwrotu części  kosztów poszukiwania jeleni  od fiskusa. Urząd skarbowy  zamiast czeku zgłosił sprawę do prokuratury.

Zarzuty postawiono oskarżonym w 2014r. Przewód sądowy nie został otwarty do   lipca 2018r. Na początku tego roku sędzia, który próbował ustalić termin procesu oświadczył, że nie może znaleźć wolnego terminu na szacowany na 18 dni proces do co najmniej stycznia 2019 roku.

W tej sytuacji sędzia Bonie Caroll umorzyła sprawę w lipcu 2018r. i krótko uzasadniła swoją decyzję: "W tym przypadku, pomimo poważnych i twórczych wysiłków podejmowanych w celu znalezienia rozwiązania, problemy z brakiem sędziów uniemożliwiły sądowi wywiązanie się ze zobowiązań wynikających z  casusu Jordan. Opóźnienie  byłoby po prostu zbyt długie, aby można je było uznać za rozsądne. "

Prezes sądu  regionu, sędzia John McMahon otwartym tekstem przyznał, że sytuacja jest niedopuszczalna, a sędziowie nie mają na nią wpływu, bowiem ich rolą jest przestrzeganie prawa. Stąd  tragicznie „prioretyzowanie”, czyli umarzanie spraw karnych lżejszego kalibru, aby zdążyć w terminie osądzić sprawy poważniejsze.

 "W tym roku zaplanowano 44 procesy o zabójstwo w regionie Toronto. Te sprawy nie mogą być umorzone” - powiedział  sądzia McMahon.

Ciekawostka: 

Populacja kanadyjskiej prowincji  Ontario, której stolicą jest Toronto - to 13.9 miliona. W sądach okręgowych prowincji pracuje około 320 sędziów. Zamieszanie, o którym piszę powoduje brak 14 sędziów. Dodam, że sędziowie są nominowani do sądów regionu, jest ich w Ontario 8.  W każdym regionie jest kilka lub kilkanaście sądów. W zależności od obciążenia sprawami poszczególnych sądów sędziowie orzekają w kilku sądach regionu. W omawianej sprawie w żadnym z regionów nie znaleziono sędziego, który mógłby osądzić sprawę w 2017r. 

Dla porównania w Warszawie w Sądzie Okręgowym pracuje 261 sędziów (stan na 3.08.2018), a na 100 000 mieszkańców mamy około 27 sędziów, w Kanadzie 6,4, przy czym sprawy o wykroczenia rozpatrują sędziowie pokoju, a nie sędziowie zawodowi.

Przewlekłość postępowań sądowych w Polsce jest nierozwiązywalnym problemem od początku transformacji.  Przez ponad ćwierć wieku nie udało się nic zmienić poza zwiększaniem kadry sędziowskiej. A niezbędne zmiany to:

1.   Planowanie procesu dzień po dniu do zakończenia – czyli 10 dniowy proces trwałby w sądzie - czas oczekiwania od wniesienia pozwu czy oskarżenia do rozpoczęcia procesu plus 10 posiedzeń sądu = 10 dni roboczych, czyli  plus minus maksimum rok. W rzeczywistości  trwa „szybko” 2-3 lata

2. Protokołowanie rozpraw. Protokolant nie dokumentuje wypowiedzi uczestników procesu, ale czeka na podyktowaną przez sędziego wersję tych wypowiedzi.  W relatywnie normalnych krajach od dekad rozprawa jest protokołowana przez stenotypistki (i nagrywane audio lub video) lub nagrywane audio (video)  i natychmiast po rozprawie sporządzany jest transkrypt nagrania w tradycyjnej papierowej  formie, aby strony i sąd mogli z niego korzystać już następnego dnia. Stąd  każde posiedzenie sądu trwa literalnie ponad  dwa razy dłużej, a przy okazji protokoły nie są 

trudniejsze reformy – 

3.    wprowadzenie do wymiaru sprawiedliwości  instytucji sędziego pokoju, który odciąży sędziów zawodowych w sądach okręgowych przed rozpocząciem procesu – koordynując planowanie procesu w porozumieniu ze stronami  - daty, sale, sprzęt, wymiana dokumentów, rozpatrywanie wniosków stron  itp.

I najtrudniejsze  

4.   w sprawach karnych – przedsąd, czyli wstępna ocena zasadności oskarżenia i ewentualne zwrócenie aktu oskarżenia prokuraturze do uzupełnienia lub umorzenie sprawy. Inkwizycyjność postępowań karnych i „ponadnormatywna” opresyjność tych postępowań sprawia, iż po takie rozwiązania  pomimo istnienia odpowiednich przepisów procedury sędziowie sięgają niezwykle rzadko. Stąd  mając akt oskarżenia, sędziowie mentalnie angażują się, żeby tak długo szukać dowodów, aż znajdą tezy na jego poparcie (...) Sami sędziowie zresztą twierdzą, że bardzo często angażują się w ratowanie aktu oskarżenia i tak prowadzą postępowanie, żeby usunąć ewentualne jego braki. I to jest właśnie powód, że zapada 92 proc. wyroków skazujących, a tak mało jest wyroków uniewinniających " [i]
   
    

        Co najciekawsze, argument przewlekłości w postępowaniach sądowych został nominowany na grzech główny polskich sądów już na początku dyskusji o reformie sądownictwa, zgrabnie przykrywając czy pomijając dyskusję o dużo poważniejszych patologiach i chorobach wymiaru sprawiedliwości. Senator Libicki twierdzi nawet, że do przewlekłości prowadzić będzie  udział ławników w rozpatrywaniu skarg nadzwyczajnych i dyscyplinarnych! Innymi słowy obrońca praworządności nie widzi  (abstrahując od kwestii jak udział ławników praktycznie doprowadzi do przewlekłości?), że  aby nie naruszać gwarancji konstytucyjnej rozpatrzenia sprawy w rozsądnym terminie, postuluje  naruszanie innej  gwarancji konstytucyjnej - udziału czynnika społecznego w wymiarze sprawiedliwości. 

Nie podlega dyskusji, iż przewlekłość postępowania jest zmorą naszego sądownictwa, a konsekwencje są dla  obywateli ekstremalnie dolegliwe. Nie zapominajmy jednak, że jeszcze większą tragedią dla klientów sądów i ich rodzin jest brak niezawisłości i bezstronności sędziów. Tysiące pokrzywdzonych przez sądy przekłada sprawiedliwość nad szybkością.  

Problemy powyżej poruszone  ilustruje  postępowanie dyscyplinarne sędzi Barbary Piwnik i Hanny Pawlak z SO w Warszawie. Sędzie oskarżono,   ich decyzja z lipca 2011 roku o wyłączenie sprawy niektórych oskarżonych do ponownego rozpatrzenia doprowadziła do przewlekłości sprawy "modlińskiej”, a  sędzie uchybiły godności urzędu sędziego i naruszyły etykę sędziowską. 

W czasie wydania tej decyzji sprawa trwała już 8 lat i prze te długie lata nikogo ta przewlekłość nie oburzała i nie dziwiła.  Sędzia Piwnik obwiniała winą za tę przewlekłość  jakość materiału dowodowego prokuratury i planowanie rozpraw w sądzie. Rzeczywiście w akcie oskarżenia (z 2003r.) zarzucającym oskarżonym zastrzelenie 4 osób nie było nawet opinii balistycznych, a z biegiem lat prokuratura przedstawiała nowe dowody i nowe wersje zdarzeń, które podważały ich poprzednie ustalenia i ustalenia CBŚ. Sędzia Piwnik uważa, iż konieczne było wyłączenie sprawy niektórych oskarżonych do odrębnego postępowania, by te materiały dowodowe zweryfikować rzetelnie jeszcze raz – oddzielając mozolnie ziarno od plew. 

Barbara Du Chateau, sędzia SA w Lublinie uznała B. Piwnik winną "oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa procesowego", ponieważ razem z sędzią Pawlak nie powinny dopuścić, by proces grupy modlińskiej rozpoczął się na nowo.

Fakt, że decyzja wydana przez sędzie Piwnik i Pawlak nie mogła być przedmiotem oceny dyscyplinarnej, bowiem dotyczy sfery sędziowskiej niezawisłości była dla SA w Lublinie bez znaczenia. I nie ciągnący się  od 8 lat proces,  a dopiero wyłączenie sprawy niektórych oskarżonych,  czyli konieczność rozpoczęcia sprawy od nowa miała być przyczyną przewlekłości i spowodowała wszczęcie postępowania dyscyplinarnego przeciwko sędziom. 

Można wydać wyrok i mieć święty spokój, ale chyba nie o to chodzi w postępowaniu karnym” – broniła się sędzia Piwnik. Niestety właśnie o to chodziło i o to chodzi w tysiącach spraw karnych do dzisiaj. Wydać wyrok i mieć święty spokój. Dla wymiaru sprawiedliwości nie ma znaczenia czy akt oskarżenia chociaż jako tako trzyma się kupy. Decyzje sędziów mogą być produktem widzimisię, korupcji, układów bądź rzetelności, bezstronności i niezawisłości, nie ma znaczenia czy zostały podjęte zgodnie z przepisami prawa czy rażąco naruszając prawo. Sędzia de facto nie ponosi żadnej odpowiedzialności moralnej, dyscyplinarnej, czy karnej za jakość   merytoryczną   orzeczenia, za zgodność  tego orzeczenia z prawem, logiką  czy z prawdą materialną. Uchylenie  wyroku przez SA czy SN, a nawet uznanie naruszenia praw człowieka przez ETPC w Strasburgu nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami dla sędziów, którzy wydali badany  wyrok. Orzeczenie sędzi Du Chateau jest exemplum  powyższych twierdzeń.
 
Sąd Najwyższy uniewinnił obie sędzie od powyższych zarzutów.



[i] b. wiceminister sprawiedliwości, dr hab. Michał Królikowski   

wtorek, 5 grudnia 2017

Fikcja zwana niezawisłość




Proje

Sędzia polski może ustalić, że Ziemia jest płaska i leży na grzbietach trzech słoni lub czterech żółwi. Sąd odwoławczy tego rodzaju ustalenie w ca 80 przypadkach na 100 uzna za zgodne z zasadami  logiki, wiedzy i doświadczenia życiowego, a Sąd Najwyższy w ca 95 kasacjach na 100 uzna, iż sądy I i II istancji zgodnie z przepisami procedury ustaliły stan faktyczny, czyli rażąco nie naruszyły przepisów procedury, które to naruszenia. gyby zaistniały miałyby wpływ na treść  wyroku. Równie absurdalne ustalenia czyni część  sędziów codziennie jak Polska długa i szeroka.

Jeden z sędziów Sądu Najwyższego wyjaśnił - osobie, która została skazana na podstawie ustalenia sędziego, że posiada fenomenalny dar bilokacji – jeżeli sędzia tak ustalił to znaczy, że tak było.


1.   nieustalanie  rzeczywistego stanu faktycznego w sprawie w sądach I instancji i blankietowe podtrzymywanie tych ustaleń bez rzetelnej kontroli przez sądzy II instancji (podstawą decyzji znaczącej części sędziów nie jest prawda materialna, a fikcja),
2.    karygodny brak stosowania logiki przy  wyciąganiu wniosków z dowodów w sprawie przez niemałą część sędziów sądów I instancji i blankietowa aprobata da takich działań ( bez kontroli) sądów II instancji  (nieumiejętność wynikająca z braków intelektualnych, braków adekwatnej wiedzy i doświadczenia życiowego lub niestosowanie wyżej wymienionych umiejętności),
3.   interpretacja przepisów prawa zbyt często zależy od arbitralnego  nieprzestrzegania hierarchii reguł wykładni, absurdalnego stosowanie równocześnie różnych reguł interpretacji i karygodny brak stosowania logiki przez sądy I instancji i bezrefleksyjna i nie poprzedzona analizą tych interpretacji aprobata sądów II instancji.



Wszystkie organy i instytucje państwa „nie zauważają” tych patologii. Przede wszystkim uprawnieni do wnoszenia kasacji Rzecznik Praw Obywatelskich i Prokurator Generalny, do których wpływało rocznie dziesiątki tysięcy skarg  dotyczących działań sędziów i niesprawiedliwych wyroków. Trzeba dodać, że znacznie mniejsza liczba takich skarg – na poziomie tysiąca do ponad dwóch rocznie, wpływała także do Krajowej Rady Sądownictwa, która z mocy art. 186 ust. 1 Konstytucji stoi na straży niezawisłości sędziów. Z około ca 8,5 tys skarg   na brak niezawisłości sędziów i/lub naruszenia etyki sędziowskiej w latach  2003-2014 KRS uznała za zasadne 28 skarg!

Pierwszą osobą zajmującą prominentne stanowisko w Polsce,  która oficjalnie i publicznie wyartykuowała powyższe przyczyny  patologii w sądach był Prezydent Andrzej Duda, dodając do projektu ustawy o SN instytucję skargi nadzwyczajnej i formułując kryteria jakie winna spełniać ta skarga. Kryteria te są  tożsame z podanymi powyżej głównymi przyczynami patologii w sądach.

W tym miejscu przypomnę, iż zgodnie z art. 183 ust. 1 Konstytucji oraz art. 1 ustawy o Sądzie Najwyższym, a także konstytucyjnej klauzuli demokratycznego państwa prawnego, Sąd Najwyższy ma sprawować nadzór nad orzecznictwem sądów powszechnych, czyli dbać o prawidłową wykładnię prawa w orzecznictwie  oraz o jednolitość tego orzecznictwa.

Tymczasem w polskim SN analogiczne sprawy rozpoznawane są arbitralnie  i dowolnie. Każdy kto zada sobie trochę trudu i przejrzy orzecznictwo tego sądu dotyczące często podnoszonych w kasacjach naruszeń przepisów kpk czy kpc, zauważy, iż  nie dość, że w części orzeczeń SN uznaje zarzuty,  a w innych - podkreślam analogicznych co do stanu faktycznego – nie uznaje. Co więcej SN w swoich orzeczeniach nie bierze pod uwagę swoich własnych uchwał. Normalną też jest sytuacja, iż składający kasację powołuje się na 10 wyroków SN, a strona przeciwna (pozwany lub prokurator) powołuje się na 10 inych wyroków SN dokładnie zaprzeczającym argumentom przywołanym w orzeczeniach  przeciwnika. A SN w swoim orzeczeniu powoła się na jeszcze inne 10 wyroków uzasadniających decyzję.

Taki bałagan w orzecznictwie SN dotyczył np. przez lata delegacji sędziów do wykonowania władzy sądowniczej na terenie sądu innego niż sąd wskazany w nominacji sędziego. Chodziło o to czy deleguje minister sprawiedliwości czy też mogą delegować również sekretarze stanu ministerstwa. Wadliwa delegacja sędziego stanowi bezwzględną przyczynę odwoławczą.  I prezes SN zwołał cały skład SN, który podjął uchwałę, iż delegować może tylko minister. Uchwała calego składu SN ma moc zasady prawnej (17 lipca 2007 r. - III CZP 81/07) Pod naciskiem politycznym rządu i ministerstwa sprawiedliwości 4 miesiące póżniej caly skład SN zmienił swoje zapatrywania prawne i uznał, iż delegowaać mogą też sekretarze stanu MS!    

Zdarzają się równeż takie sytuacje, kiedy SN uznaje kasację i zwraca sprawę do ponownego rozpatrzenia sądowi I lub II instancji.  Po rozpatrzeniu przez sąd II instancji lub I i II instacji   sprawa wraca ponownie do tego SN  z zarzutami nie zastosowania się sądu II istancji lub sądów I i II do zapatrywań prawnych i zaleceń co do dalszego procedowania zawartych w orzeczeniu kasacyjnym, a SN kuriozalnie uznaje kolejną de facto identyczną kasację  tym razem za oczywiście bezzasadną!

Jeszcze bardziej kuriozalne są uregulowania dotyczące bezwzględnych przyczyn odwoławczych, które jak samo określenie wskazuje są takiego kalibru, iż ich  stwierdzenie skutkuje bezwzględnym skasowaniem wyroku. Tymczasem jeżeli oskarżony lub jego reprezentant nie zauważą takiego naruszenia i nie podniosą w odwołaniu lub kasacji, to kasacja czy
wznowienie na tej podstawie jest  praktycznie niemożliwe. Bowiem  wg doktryny i orzecznictwa SN sądy odwoławcze  poważnie podchodzą do swych obowiązków, a zatem realizując dyrektywy pzepisów prawa rozpoznają apelację lub kasację nie tylko w granicach zaskarżenia i podniesionych zarzutów, ale także w zakresie szerszym pod kątem zaistnienia bezwzględnych przyczyn odwoławczych i powinniśmy przyjąć, że w każdym wypadku, gdy określona sprawa stanowiła przedmiot rozpoznania w trybie apelacji lub kasacji, tym samym przedmiotem rozpoznania było istnienie (lub brak) bezwzględnych przyczyn uchylenia orzeczenia. Wg Sędziego SN Stanisława Zabłockiego -  nader pesymistyczne byłoby zaś przyjęcie innego założenia. (sic)
 
Stąd optymistyczne autorytety i sędziowie SN, nie psują sobie humorów faktem, że odwołania i kasacje en masse są fikcją w kontroli zarzutów zawartych w skargach, a tym bardziej  o badaniu czegokolwiek z urzędu nie ma mowy.  

Jakim autorytetem, przykładem i wzorem dla sędziów  niższych instancji jest Sąd Najwyższy? I jak walczyć z patologią opisaną powyżej w moich 3 punktach, jeżeli jest to niemal powszechna praktyka nie tylko w sądach rejonowych, okręgowych i apelacyjnych ale także w Sądzie Najwyszym.  Od ponad 20 lat podtrzymywana jest  ta nienormatywna fikcja prawna, że spełnione są wymagania wynikające z art. 183 ust. 1 Konstytucji oraz art. 1 ustawy o Sądzie Najwyższym, a także z konstytucyjnej klauzuli demokratycznego państwa prawnego. 

Niezawisłość sędziego jest gwarancją dla klientów sądów i oznacza, iż ich sprawa zostanie rostrzygnięta zgodnie z przepisami prawa, przestrzeganiem praw człowieka i obywatela, a sędzia będzie bezstronny, czyli osądzi sprawę wg kryteriów obiektywnych, a nie osobistych przekonań, uprzedzeń, preferencji lub w wyniku poglądów  politycznych, wpływu innych osób, a nawet humoru i widzimisię, jak to się zbyt często dzieje.  Niezawisłość to integralność postawy etycznej i moralnej sędziego i  poszanowanie przez niego prawa.

Ta propaganda nieskazitelnych i niezawisłych sędziów  o wrednej władzy wykonawczej jak nie szykującej zamach na niezawisłość, to naruszającej  tę niezawisłość nie jest niczym nowym i nie zaczęła się w październiku 2015r. Od początku „wolnej Polski”  sędziowie walczyli z egzekutwą. Za rządów PO mieliśmy protesty w sądach- dni bez wokandy – kilkakrotnie. Były też plany „rzucenia na kolana” ministra Rostowskiego, poprzez przydzielanie (bez rozpatrywania wniosku) pełnomocników z urzędu każdemu kto złoży taki wniosek, aby wymusić podwyżki. Przytomność części sędziów, którzy nie zgadzali się na tak otwartą stronniczość i zawisłość od własnych interesów płacowych, zniweczyła tę „akcję protestacyjną”.

Od października 2015r. sędziów poparła w ich walce  armia ludzi, których dostęp do konfiturek i bezkarne kręcenie lodów zostało zagrożone przez nową władzę. I tak z poparciem ulicy i zagranicy z niezawisłością i Konstytucją na sztandarach sędziowie z poparciem „totalnej opozycji” i wspomnianych powyżej odstawionych od konfiturek łamią Konstytucję otwarcie. Ale, ale przecież walczą w imieniu „wszystkich”, nas, społeczeństwa, o nasze prawo do niezawisłości sędziów i w obronie Konstytucji.   KRS po uchwaleniu nowej ustawy ma być  „upolityczniona” i „pisowska”. Jakby nie była dzisiaj. Rzecznik KRS sędzia Zurek nawoływał  nie dalej jak tydzień temu do protestów przeciwko obecnej władzy, a I prezes SN, Sędzia Gersdorf brała udział w politycznej demonstracji zorganizowanej przez PO i Nowoczesną wraz z  Obywatelami RP i KODem w obronie „wolnych sądów” i oczywiście jak zwykle niezawisłości sędziów.

Czy sędzia Zurek, czy sędzia Gersdorf  mają  moralne prawo do powoływania się na Konstytucję i niezawisłość sędziowską, podczas gdy  nie widzą i lub udają,  że nie widzą systemowego trwającego ponad dwadzieścia lat łamania prawa i Konstytucji przez sędziów  sądów  powszechnych i Sąd Najwyższy?  


   

.