Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEWINNIE SKAZANI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEWINNIE SKAZANI. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Super-śledczy z Olsztyna i DNA, którego nie było i nie ma



środa, 26 listopada 2014

Demokratyczne mechanizmy korygowania "pomyłek" sądowych


Po niemal 14 latach walki Jacka Wacha i jego rodziny Sąd Najwyższy pochylił się nad sprawą i i orzekł wznowienie postępowania.

dzia Sprawozdawca Rafał Malarski, uzasadniając decyzję o wznowieniu postępowania, powiedział - "Sądy nie popełniają pomyłek tylko w krajach autorytarnych, dyktatorskich. Pomyłka to zawsze porażka wymiaru sprawiedliwości, ale w krajach demokratycznych są mechanizmy pozwalające korygować te pomyłki".


Tyle tylko, że w sprawie J.Wacha nie chodzi o pomyłkę czy pomyłki, a o fabrykowanie dziesiątków dowodów identyfikujących ofiarę i dowodów zabójstwa  przez prokuraturę, a następnie  pozytywne zweryfikowanie tychże wszystkich dowodów – przez pięć składów sędziowskich i 13 sędziów sądów I, II instancji i Sądu Najwyższego. W części dotyczącej identyfikacji ofiary zabójstwa przez w sumie 18 sędziów tych samych sądów.  Po 15 latach znaleziono „drugie“ ciało ofiary i inna osoba przyznała się do zabójstwa.

Przez 14 lat, pomimo próśb o wywiedzenie kasacji do ministra sprawiedliwosci i prokuratora generalnego w jednej osobie, później do prokuratora generalnego, RPO, doniesień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prokuratury i sądy, oswiadczeń senatorskich, wniosków o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego do KRS i innych skarg, nikt nie „skorygował“ tych fabrykacji, dzisiaj eufemistycznie zwanych „pomyłkami“. I to pomimo zawartych w dokumentach sprawy ewidentnych dla średnio rozgarniętego laika dowodów fabrykowania ekspertyz identyfikacyjnych i dowodów zabójstwa. Stąd nieuprawnione jest twierdzenie Sędziego SN Rafała Malarskiego, iż „demokratyczne mechanizmy pozwoliły skorygować te pomyłki“.

To niemożliwość ukrycia tego drugiego trupa  uruchomiło mechanizm „korygowania“. Gdyby nie znalezienie prawdziwego ciała ofiary, Jacek Wach siedziałby w pierdlu do końca życia.

21 listopada, w dniu rozpatrywania przez Sąd Najwyższy wniosku o wznowienie postępowania w sprawie J.Wacha, przedstawiciele stowarzyszeń pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości zorganizowali protest pod hasłem Stop Bezprawiu, a także  rozpoczęli zbieranie podpisów pod  petycją pod tym samym tytułem.

Petycja.

STOP BEZPRAWIU

W imieniu wszystkich pokrzywdzonych przez bezprawne działania organów i instytucji Rzczpospolitej Polskiej, zwracamy się do Prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej Pana Bronisława Komorowskiego, Ministra Sprawiedliwości Pana Cezarego Grabarczyka, Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego prof. dr hab. Małgorzaty Gersdorf, Prokuratora Generalnego Pana Andrzeja Seremeta, Prezesa Krajowej Rady Sądownictwa prof. dr hab. Romana Hausera, Premier Ewy Kopacz, Posłów i Senatorów o zorganizowanie narodowej debaty dotyczącej ogólnonarodowej dotyczącej niezbędnych zmian i reform, aby  powstrzymać postępujące, rażące i oburzające łamanie prawa przez część władzy sądowniczej, funkcjonariuszy organów państwa i instytucji państwowych. 
Jak dotąd tragiczny fakt istnienia dziesiątków tysięcy pokrzywdzonych przez bezprawne działania instytucji i funkcjonariuszy państwa jest oficjalnie ignorowany, bagatelizowany i ośmieszany.
Ignorowany i bagatelizowany jest fakt, iż niemal wszystkie decyzje rażąco łamiące przepisy prawa i krzywdzące obywateli wydane przez organy ścigania, komorników, Izby Skarbowe, Izby Celne, ZUS i inne instytucje państwa, znajdują swój finał w sądach powszechnych. To władza sądownicza stoi na straży przestrzegania prawa. Niestety często i zbyt często w sądach fałszywa i nieuprawniona wykładnia zastępuje uczciwą, rzetelną i honorującą wszelkie przyjęte w teorii prawa reguły wykładni. Orzekanie nie według obowiązujących reguł prawa, nie na podstawie faktów, ale według dowodów i kryteriów wykreowanych dla ochrony korzyści i interesów w/w instytucji i organów państwa lub interesów innych grup czy osób – jest traumatycznym i tragicznym doświadczeniem pokrzywdzonych.
To sąd decyduje - literalnie - o życiu innych ludzi. Od niego zależy, czy oskarżony pójdzie siedzieć czy też nie, czy w życiu  dzieci bezpodstawnie oskarżonych będą obecni obydwoje rodzice, dziadkowie i rodzina z obydwu stron, czy renta lub emerytura zostanie wyliczona sprawiedliwie i da się z niej wyżyć. To sąd   decyduje o zastosowaniu aresztu, o wysłaniu na badania psychiatryczne, czy też o utracie domu, biznesu i dorobku całego życia, a często dorobku paru pokoleń. Sąd i sędziowie są literalnie panem życia i śmierci. I nie ma znaczenia, czy ich decyzje są produktem widzimisię, korupcji, układów czy też rzetelności, bezstronności i niezawisłości, czy zostały podjęte zgodnie z przepisami prawa czy rażąco naruszając prawo. Bowiem sąd i sędzia nie ponosi żadnej odpowiedzialności moralnej czy dyscyplinarnej za jakość  merytoryczną  orzeczenia, za zgodność tego orzeczenia z prawem czy z prawdą materialną.
Część władzy sądowniczej nie podlega Konstytucji i ustawom.
Wymienianie i opisanie nawet w paru zdaniach konkretnych przypadków jest tutaj niemożliwe, bowiem to pismo zamieniłoby się w wielotomową książkę. W zamian przywołamy jedyne w Polsce badanie “Przyczyny niesłusznych skazań w Polsce“ - autorstwa Łukasza Chojniaka i Łukasza Wiśniewskiego z Instytutem Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego.

“…Łącznie przeanalizowano 119 spraw rozpoznanych przez sądy z obszaru właściwości Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (...) z czego w 68 sprawach stwierdzono niesłuszne skazanie. Już te dane, obejmujące sprawy rozpoznane jedynie przez sądy z apelacji poznańskiej, dowodzą, że liczba niesłusznych skazań w całej Polsce (11 apelacji) musi być zdecydowanie większa...”

W 57% badanych spraw udowodniono niesłuszne skazania! A przecież wyniki tego badania to tylko czubek góry lodowej.  Ile takich spraw wciąż pozostało niezauważonych i funkcjonuje w obrocie prawnym – nikt nie wie.

Asumptem do dzisiejszego protestu i niniejszego apelu jest głośna ostatnio sprawa Jacka Wacha skazanego na dożywocie za zabójstwo Tomasza S. Jacek Wach i jego rodzina przez ostatnie 14 lat walczyli o rzetelne, zgodne z przepisami prawa, zdrowego rozsądku, nauki i wiedzy zweryfikowanie dowodów zebranych przez prokuraturę i ustaleń sądu I instancji. Tak jak dziesiątki tysięcy pokrzywdzonych w procesach cywilnych i w procesach karnych, czy pokrzywdzonych przez decyzje sądów rodzinnych i administracyjnych, których wyroki w świetle prawa są prawomocne. Skargi do Ministerstwa Sprawiedliwości, Krajowej Rady Sądownictwa, doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw do prokuratur i desperackie prośby o wywiedzenie kasacji do Prokuratora Generalnego czy Rzecznika Praw Obywatelskich są pisaniem na Berdyczów.
Pokrzywdzeni walczący o swoje racje są traktowani jak osobnicy niezrównoważeni psychicznie, pieniacze, roszczeniowcy, bezzasadnie niezadowoleni z decyzji, osobnicy działający z niskich pobudek lub nierozgarnięci umysłowo, a ich zarzuty to bezczelne  pomówienia i urojenia, a w najlepszym wypadku subiektywne odczucia niepoparte badaniami aktowymi sprawy, do których skarżący mają prawo!
Jacek Wach i jego rodzina mieli szczęście. Zbieg przypadków, a nie lata upokorzeń i upodlenia, nie setki skarg i próśb kierowanych m.inn. do w/w sprawiły, że  Sąd Najwyższy pochyla się dzisiaj nad jego sprawą.
Na takie przypadki nie mogą liczyć dziesiątki tysięcy pokrzywdzonych.
Dalsze bagatelizowanie  i zamiatanie pod dywan krzywd ludzkich, oportunizmu, łgarstwa, braku empatii, korupcji, braku kompetencji i łamania prawa przez wszystkie władze w Polsce musi się skończyć. Tragiczna rzeczywistość tylko do czasu może być zakłamywana i zaklinana. Władze zapomninają, iż ignorowanie powoli organizujących się obywateli i ofiar bezprawia, ignorowanie tragicznego stanu władzy sądowniczej to droga do nikąd. Z dnia na dzień przybywa ofiar bezprawia sędziów, prokuratorów, urzędników. Z dnia na dzień za sprawą stowarzyszeń przybywa świadomych obywateli. Społeczeństwo powoli budzi się z letargu, z bierności i przestaje się bać. Niezadowolenie i oburzenie powoli osiąga masę krytyczną.
Demokratyczne państwo prawa nie istnieje. Władza sądownicza, jak i władza ustawodawcza i wykonawcza zapomniały o Monteskiuszowskim mechanizmie stosunków między władzami, ich wzajemnym oddziaływaniu, hamowaniu i wzajemnej kontroli, a to jest fundament demokratycznego państwa prawa.
Stop patologii - korupcji, nepotyzmu i bezprawia w sądach i innych instytucjach i organach państwa, które niszczą kraj i obywateli. Żądamy daleko idących zmian i reform. W debacie na temat tych zmian muszą uczestniczyć obywatele, a przede wszystkim przedstawiciele pokrzywdzonych zorganizowani w stowarzyszeniach i niezorganizowani. Nic o nas bez nas.
 Mając powyższe na uwadze, pokrzywdzeni przez bezprawne działania organów i instytucji Rzeczpospolitej Polskiej, zwracają się do Prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej Pana Bronisława Komorowskiego, Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego prof. dr hab. Małgorzaty Gersdorf, Ministra Sprawiedliwości Pana Cezarego Grabarczyka,  Prokuratora Generalnego Pana Andrzeja Seremeta, Prezesa Krajowej Rady Sądownictwa prof. dr hab. Romana Hausera i Premier Ewy Kopacz - do objęcia osobistą opieką i nadzorem - ogólnonarodowej debaty dotyczącej niezbędnych zmian i reform, aby  powstrzymać postępujące, rażące i oburzające łamanie prawa przez część władzy sądowniczej, funkcjonariuszy organów państwa i instytucji państwowych.

Link do składania podpisów:

wtorek, 8 października 2013

Mity i hity - dowodzenie cz.III - W imieniu Rzeczpospolitej...



Ø Czy fakt, że Jerzy B. widział przywiezione do P. pręty metalowe, jak również "znalazł" za pomieszczeniem gospodarczym 8 prętów metalowych dowodzi, iż do P. przywieziono zespawaną w Suwałkach klatkę?
Swiadek zeznał„....Przypominam sobie, że do Wieśka były przywożone takie jakieś paczki z metalowymi prętami ze stali zbrojeniowej, ale co to było to nie wiem bo wszystko wnosili na strych a ja jeżdżę na wózku inwalidzkim i nie mogłem tego sprawdzic...“ a na rozprawie świadek dodał, że pręty były zapakowane w szary papier i zawiązane sznurkami.
Sędziowie dysponowali również dowodem rzeczowym – świadek znalazł za starą wersalką 8 prętów metalowych.  Powiązali te fakty i ustalili..., iż przywiezione  i wniesione  na strych  metalowe pręty  to "rozłożona" klatka, którą zespawano w Suwałkach. A więc Tomasz S. był przewieziony i  przetrzymywany w tej  klatce zespawanej w "niedostępnym i bezludnym " i "nigdy nieodnalezionym" miejscu.
Ale zanim  sędziowie poczynili te ustalenia faktyczne, winni najpierw  wyjaśnić:

  •  jak klatka zespawana w Suwałkach (przez fachowca ) „rozspawała“ się w drodze do P. i na posesji Wiesława S. jego ojczym Jerzy B. widział pręty metalowe wnoszone na strych?
  • dlaczego Jerzy B. przebywający non stop w domu lub na podwórku nie zauważył znoszenia ze strychu prętów zawinietych w szary papier?
  • jak te pręty zabójcy ponownie „złożyli” w funkcjonalną klatkę, z której nie wydostał się zdrowy, młody Tomasz S?
  • i jak to "skladanie klatki" umknęło również uwadze Jerzego B.
  • jaki był sens i racjonalne powody  zamawiania zespawanej klatki, ponoszenie kosztów jej wykonania, aby w drodze do P. "jakoś ją rozspawać“, a nawet popakować tę klatkę 0 już w postaci prętów w szary papier i zawiązać sznurkiem? Czy nie prościej byłoby kupić po prostu pręty?
Po zabójstwie wg ustaleń sędziów ponownie w postaci prętów,  umieszczono klatkę na strychu i tego wnoszenia też nie zauważył świadek. Umieszczenie na strychu prętów oznacza, że klatka ponownie została „rozspawana“ czy w jakis inny sposób „rozłożona“ na pręty. Podstawą tego ustalenia faktycznego, są zeznania Jerzego B. iż pod koniec sierpnia 1999r. (po znalezieniu głowy) zabójcy przyjechali do P. i ze strychu znosili „różne rzeczy“. Te „różne rzeczy“ w zeznaniu Jerzego B. zamieniły się w "rozważaniach"  sędziów w pręty metalowe/ elementy metalowe – bo takie zamiennnie określenia znajdujemy w uzasadnieniu wyroku.

Cóż tu dodać, napewno nie podlega dyskusji fakt, iż i metalowe pręty, i zespawana z metalowych prętów klatka  mają jedną cechę wspólną - i klatka to metal i pręty też! Sędziom  SO Suwałki to wystarczyło.
W kontekście tych ustaleń "faktycznych" sądu, interesujące są dziwne okoliczności w jakich Jerzy B. znalazł pręty schowane za wersalką. Otóż wg zeznań świadka na wiosne 2001 roku (dawno po przeczesaniu posesji przez fachowców CBŚ w lipcu 2000r i jeszcze raz we wrześniu 2000r) – na posesję w P. przyjechało samochodem 2 młodych nieznanych świadkowi mężczyzn. ( nie był to żaden z 9 podejrzanych w tym czasie, ponieważ  wszyscy siedzieli już w areszcie). Mężczyźni ci nie zwracając uwagi na świadka weszli na strych i „czegoś szukali“,  a później kontynuowali poszukiwania w pomieszczeniach gospodarczych i na terenie posesji. Nic nie znaleźli i odjechali. Jerzy B. nie protestował, nie zadzwonił też na policję podczas tego przeszukiwania przez nieznanych mu osobników, co na zdrowy chłopski rozum byłoby normalną reakcją. Natomist po odjeździe tych osobników, zaintrygowany pojechał wózkiem na tyły pomieszczenia gospodarczego i tam za starą wersalką odkrył 8 prętów metalowych. Zadzwonił natychmiast na policje, ale na lokalny  posterunek, a bezpośrednio do znajomego funkcjonariusza CBŚ w odległym Bialymstoku, tego samego co to przyjeżdżal do niego towarzysko przed złożeniem zeznań. 
Podkomendant przyjechał nastepnego dnia – 19 kwietnia 2001roku i odebrał zeznanie Jerzego B. Natomiast 30 kwietnia „zatrzymano rzeczy od Jerzego B.“ na podstawie postanowienia prokuratora „o zatwierdzeniu przeszukania, zatrzymania rzeczy“,  które prokurator wydał 23 kwietnia 2001r. - po rozpatrzeniu wniosku KGP CBŚ. 
I w procedurze tej nie byłoby nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że sam wniosek KGP CBŚ o zatwierdzenie zatrzymania rzeczy od Jerzego B. nosił datę 15 STYCZNIA 2001r. Równe dwa tygodnie przed pierwszym przesłuchaniem Jerzego B. Skąd podkomendant CBŚ, wiedział, że w ogóle będzie potrzeba zatrzymania jakichkolwiek rzeczy, jeżeli CBŚ już prawie pól roku wcześniej przeszukało posesję dwukrotnie i zatrzymało cały szereg potencjalnych dowodów rzeczowych? Czy pogawędki ze świadkiem dawały podkomendantowi prawo do takiego przypuszczenia?
Jeżeli tak, to ten wniosek był gotowy na czas - przed pierwszym przesłuchaniem świadka przez prokuratora  29.01.2001r. Niestety chyba świadek nie zeznał co trzeba w kwestii tych prętów i  nie było  podstwy do przeszukania i zatrzymania rzeczy. 
Czy to było powodem tej wizyty młodych mężczyzn i poszukiwań „czegoś“ na posesji w kwietniu 2001r.? I dlaczego świadek po ich odjeździe pojechal prosto za zabudowanie gospodarcze i szukał za starą wersalką?
Ø    Czy fakt, iż świadek rozpoznał Jacka W.  i Romualda W. na zdjęciach, jako osoby, które bywały w P. jest dowodem, aby uznać, że Jacek W. torturował i był zabójcą Tomasza S.?
Wspomniałam wcześniej, że obydwaj rozpoznani przez świadka bywali u Wiesława S. od lat i Jerzy B. znał ich. Świadek nie wspomniał nic o tym w swoich zeznaniach, albo spisujący protokól zeznania pominąl ten fakt. W dniu zabójstwa rozpoznał tylko jedną osobę Romualda W, nie wspomina o Jacku W. czy Damianie D. Co więcej nie wspomina, że Jacek W. czy Damian D. byli w P., kiedy przywieziono pręty, ktore zamieniły się w klatkę, a podczas usuwania śladów pod koniec sierpnia 1999r „słyszał imię Jacek“ ale też nie widział ani Jacka W., ani Damiana D.
A o jedynym zeznaniu innego świadka, relacjonującym wizytę obcych mężczyzn w P. w czerwcu 1999r. - Norberta D. sami sędziowie w uzasadnieniu wyroku stwierdzili,
„...Zeznania tego świadka są o tyle istotne, iż wśród mężczyzn z Suwałk przebywających na terenie plaży nie rozpoznał on ani Jacka W, ani Krzysztofa A. oskarżonych o pozbawienie życia Tomasza S, natomiast rozpoznał Adama S. i Marka J...“
Czyli to zeznanie nie potwierdza zeznań Jerzego B.  Podczas rozprawy sędziowie nie przepytali ani Adama S., ani Marka J. co robili w P.? Ponadto Jacek W. nie był mężczyzną z Suwałk, jak sugerują sędziowie, mieszkał w Olsztynie i jego samochód miał olsztyńskie numery.
Ø    Czy podane przez sędziów w uzasadnieniu wyroku dowody mające potwierdzać ustalenia poczynione z zeznań Jerzego B. o uczestnictwie Jacka W., Wieława S. i Damiana D. w torturowaniu i zabójstwie Tomasza S. rzeczywiście je potwierdzają?
1.    zeznania świadka incognito nr.1   „...o zabójstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i były to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wiem czy brały w nim udział…” i to zdanie sąd uznał za przesądzające w uznaniu, że Jacek W. brał udział w zabójstwie Tomasza S.
2.  zeznania świadka incognito nr.2, który podczs śledztwa twierdził, że słyszał na mieście, że Tomasza S. torturował Damian D. ( w domu Adama S.) i Tomasz S. nie przeżył tych tortur. W trzy lata później na rozprawie przypomniał sobie, że  torturował nie Damian D. a  Jacek W. ( też w domu Adama S.), a ofiara nie przeżyła tortur. 
3.  zeznanie Jarosława R. (odwołane na rozprawie). Swiadek zeznał w śledztwie, że po znalezieniu głowy w jeziorze Jacek W. mówił, że to niemożliwe, że jest to głowa Tomasza S.  Sędziowie orzekli, iż świadczy to o dokładnej i precyzyjnej wiedzy Jacka W. na temat zabójstwa i rozkawałkowania zwłok.
Powyżej przedstawione metody dowodzenia winy, a także inne takie  przypadki znane z mainstream mediów i ze stron internetowych walczacych z bezprawiem sądów uprawniają twierdzenie, że sędzia polski może orzec, że ziemia jest płaska i ten krażek leży na plecach trzech słoni czy czterech żółwi i to ustalenie faktyczne uzasadnić, a przy odwołaniu się od tego orzeczenia, prawdopodobieństwo, że sąd odwoławczy nie uzna tego tego ustalenia za zgodne z zasadami logiki, wiedzy i doświadczenia życiowego, a także zdrowego rozsądku jest mniejsze niż prawdopodobieństwo wygrania na loterii. Ewentualna kasacja w SN ma takie same szanse. 
Twierdzenie, iż “…sędzia wydając wyrok musi (w przeciwieństwie do przysięgłego) przygotować jego uzasadnienie… sędzia, choć przekonany (np. niedopuszczalnym dowodem) o winie oskarżonego, wyda wyrok uniewinniający ze względu na brak argumentów, których mógłby użyć w uzasadnieniu decyzji odwrotnej..”.[1] i i ten obowiązek uzasadniania ma nas chronić przed arbitralną, absurdalną czy bezprawną oceną dowodów,  jest taką samą bajką i picem jak wszystkie inne gwarancje konstytucyjne i procesowe rzetelnego procesu.
Jak przedstawiłam powyżej, każdy absurd da się udowodnić i uzasadnić w polskim sądzie.
Kontrola apelacyjna swobodnej oceny dowodów jest zwykłą fikcją – vide fragment uzasadnienia SA w tej sprawie.
“(...zarzuty) sprowadzają się do obrazy przepisów prawa procesowego, także błędu w ustaleniach faktycznych, w istocie zmierzają do podważenia wiarygodności zeznań głównych świadków, które stały się podstawą ustaleń faktycznych sądu meriti. W ocenie zaś Sądu Apelacyjnego dokonana przez sąd I instancji analiza i ocena przeprowadzonych dowodów… zasługuje na aprobatę(...)”
Spektakularny przykład tej fikcji - zastosowanie zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego (in dubio pro reo) na przykładzie orzeczenia w tej samej sprawie - Sądu Apelacyjnego w Białymstoku – sygnatura akt II aKA 333/03
Sędziowie poddali ocenie fragmenty zeznania świadka anonimowego, relacjonującego rozmowę z Damianem D., która miała miejsce w szpitalu aresztu śledczego. Damian D. czekał na przeniesienie do szpitala psychiatrycznego na obserwację. Podczas tej obserwacji biegli stwierdzili, iż jest on chory psychicznie i nie może odpowiadać za zabojstwo Tomasza S.
Swiadek anonimowy zeznał w czasie śledztwa:
„...mówił, że wcześniej u tego co urwało mu nogę pracowal w ogrodzie...Uważał go za bliskiego kolegę, przyjaciela, ale zabójstwa podjął się nie z przyjaźni, ale dla pieniędzy, bo mu ich brakowało. Opowiadał, że załatwił sobie wcześniej papiery psychiatryczne, symulując chorobę...Ten, kto zlecił zabójstwo chciał się zemścić za utratę nogi...D. mówił, że o zabojstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i byly to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wie czy brały w nim udziałWymieniał też osobę o ps. Student, o imieniu Marek, że to jego wspólnik...Przypominam sobie, że zwłoki przewieźli w jakieś odległe miejsce...D. zlecił zabójstwo, razem z tym mężczyzną bez nogi innej osobie,  ale z jakichś powodów to nie wyszło i zabójstwa dokonał sam
Świadek podał również, że w domu mężczyzny bez nogi był lombard, a siostra żony Damiana D, była konkubiną tego mężczyzny.
Sędziowie SA doszli do wniosku, iż sędziowie SO popełnili błąd oceniając te zeznania ustalając,  iż Krzysztof A. zlecił zabójstwo Tomasza S.  Równocześnie  uznali, że dowód z tego zeznania jest przesądzający, aby uznać, że Jacek W. brał udział w zabójstwie.
Uzasadnienie: „...stwierdzenie świadka ...na polecenie mężczyzny, któremu bomba urwała nogę…  sa zbyt ogólne, a nadto sprzeczne z innymi dowodami. Oparcie zaś w swoim rozstrzygnieciu na tego rodzaju pośrednim dowodzie byłoby więc sprzeczne także z zasadą określoną w art. 5 & 2 tj. tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego...”
Gdyby powyższe ustalenie sędziów SA było prawdziwe, to prawdziwe byłoby równocześnie twierdzenie, iż w Suwałkach była tak duża ilość mężczyzn, którym nie tylko bomba urwała nogę, ale również:
§ w ich domach mieszczą się lombardy,
§ Damian D. pracował u nich w ogrodzie,
§ a ich konkubiną byla szwagierka Damiana D
że sędziowie SA, nie mieli wyjścia i musieli uznać, że powyższe cechy identyfikacyjne są tak ogólne, że nie mogą stwierdzić o kim mówił świadek.
W swietle tak daleko posuniętej ostrożności sędziów SA w ocenie cech identyfikacyjnych i uznanie podanych cech za „zbyt ogólne“, niezrozumiałe jest dlaczego oceniając ustalenia dotyczące identyfikacji Jacka W. i Marka J. uznali, że wspomniany przez świadka jeden raz „Jacek“ i wspomniany dwa razy „Marek“ nie jest określeniem ani troszkę „zbyt ogólnym“. Z tego wnioskuję, iż w Suwałkach nie było ani jednego osobnika o imieniu „Jacek“, oprócz Jacka W., (który nawet nie mieszkał w Suwalkach, a w Olsztynie.) i ani jednego osobnika o imieniu „Marek“  oprócz Marka J.
Co więcej, sędziowie ci uznali, iż część zeznania  „...o zabojstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i były to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wiem czy brały w nim udział…jest (jak słusznie ustalili sędziowie sądu I instancji)- przesądzająca w uznaniu, że Jacek W. brał udział w zabójstwie Tomasza S. Dlaczego akurat tylko „Jacek“, a nie inni wymienieni przez świadka? Tego sędziowie nie wyjaśnili w uzasadnieniu.
Ustalenia sędziów SA w tej kwesti są nie tylko przeprowadzone z pominęciem zasad logicznego myślenia, wiedzy i doświadczenia życiowego i zdrowego rozsądku, ale również rażąco naruszają inne zasady procesowe.
Ocena zeznań świadka icognito miałcechy zasady ogólnej, co oznaczało, iż sędziowie mieli obowiązek zastosować ją do wszystkich oskarżonych, oceniając ten dowód w tym samym zakresie – możliwości identyfikacji osób, na podstawie informacji w zeznaniu.
Nie mogli więc sędziowie uznać cech identyfikacyjnych oskarżonego Krzysztofa A. za niewiarygodne, przy   równoczesnym uznaniu ich wiarygodności w tym samym procesie, wobec Jacka W. i Marka J. przy identycznych przesłankach faktycznych i prawnych.
Samo decyzja zastosowania zasady in dubio pro reo przy ocenie zeznań świadka anonimowego przez sędziów SA była nieprawidłowa. Zasada ta ma zastosowanie dopiero wówczas, gdy zostały wyczerpane wszystkie możliwości poznania stanu faktycznego.
Analizując ocenę zeznań świadka anonimowego przez sędziów sądu meriti, błędy tej oceny sa diametralnie różne od tych jakie „zauważyli“ sędziowie SA.
Zeznanie to nie powinno być w ogóle dowodem w tej sprawie, ponieważ:
§ Damian D. wkrótce po tej rozmowie ze świadkiem został uznany za psychicznie chorego i nie odpowiadał za zabójstwo Tomasza S.
§ Jeżeli po rozmowie ze świadkiem Damian D. był uznany za chorego psychicznie, był też uznany za chorego psychicznie przed rozmową ze świadkiem, podczas zarzucanego zabójstwa Tomasza S. to jest oczywistym, iz był też chory psychicznie podczas tej rozmowy. K.p.k. wyklucza uznanie za dowód zeznań osób chorych psychicznie, a więc również zeznań relacjonujących rozmowę z osobą chorą psychicznie.
§ sędziowie SO nie przesłuchali świadka incognito na rozprawie i swoje ustalenia oparli na ujawnionych na rozprawie zeznaniach świadka ze śledztwa, a więc nie zastosowali zasady bezposredniości.
§ zeznania świadka nie były dowodem pierwotnym, świadek relacjonował rozmowę z Damianem D. Nie miał żadnej niezależnej wiedzy na temat domniemanego zabójstwa Tomasza S. i osób z tym domniemanych zabójstwem związanych,  ponad to co twierdził, że usłyszal od Damiana D.
Nawet uznając wbrew przepisom prawa procesowego to zeznanie za pełnowartościowy dowód :
§ Nie mogli też sędziowie SO ustalić, iż Krzysztof A. zlecił zabójstwo, bowiem żadne inne dowody nie potwierdzały zeznań świadka icognito. Przepytanie na tę okoliczność świadka było niemożliwe, ponieważ nie stawił się na rozprawę, a innych świadków nie pytano.
§ Nie mogli sędziowie SO ustalić z tego zeznania, że wspomniany w nim raz „Jacek“ to Jacek W.  bez potwierdzenia w innych dowodach. Przepytanie na tę okoliczność świadka było niemożliwe, ponieważ nie stawił się na rozprawę, a innych świadków nie pytano.
§ Tym bardziej nie było zgodne ze stanem faktycznym ustalenie sędziów sądu meriti, iż „Jacek“ brał udział w zabójstwie, ponieważ świadek nic takiego nie zeznał.
§ W tym kontekście absurdem jest ustalenie, że to zeznanie jest przesądzającym o udziale Jacka W. w zabójstwie.
Przedstawione w ostatnich trzech odcinkach Mity i hity III władzy  zasad procesowych dowodzenia, unaoczniają, jak rażąco łamią prawo sędziowie.  Każdy kto narusza prawo jest przestępcą.Czym więc róznią się sędziowie od tych, których osądzają? Nie moralnością, nie zasadami etycznymi i nie przyzwoitością, bo przecież opisane powyżej metody dowodzenia winy oskarżonych nie są ani moralne, ani etyczne, ani nie świadczą nawet o zwykłej ludzkiej przyzwoitości sędziów. 

Róznica polega na tym, że przestępstwa sędziów włącznie ze zbrodniami sądowymi są popełniane w imieniu Rzeczpospolitej, przy użyciu i wykorzystywaniu autorytetu wymiaru sprawiedliwości i imunitetu sędziowskiego. Pospolici przestępcy odpowiadają za swoje przestępstwa, a często i za te, które sędziowie fałszywie im udowodnią, natomiast przestępcy w togach są bezkarni absolutnie.
Niestety tragedią jest, iż całe środowisko prawnicze, robi wszystko, aby problem zbagatelizować, zamieść pod dywan, czy zgrabnie odkręcić kota ogonem. Już sam fakt, ze nikt nie nazywa rzeczy po imieniu, uciekając się  do żałosnych eufemizmów, jest jednoznaczny.  Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski w wywiadzie dla „Przeglądu“ powiedział miedzy innymi o błędach prokuratorów i sędziów:
“…To prawda, pytanie tylko, czy zrobił wszystko, aby się nie pomylić, czy może prowadził postępowanie na zasadzie „byle odwalić”. Za pomyłki należy ponosić odpowiedzialność, a prawo do błędu nie jest nieograniczone. Trudno sobie wyobrazić, by kierowca czy pilot, który spowodował ciężki wypadek, zasłaniał się tym, że miał prawo do błędu. Podobnie traktuję sędziego i prokuratora. To są zawody zaufania publicznego i wielkiej odpowiedzialności. Uważam, że to wstyd, iż Polska należy do liderów pod względem spraw przegrywanych w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. W końcu płacą za to podatnicy. Takie przykłady jak historia Janusza Lewandowskiego, obecnego unijnego komisarza do spraw budżetu, który 14 lat był podejrzanym i oskarżonym, są żenujące…”
Dobrze powiedziane! Ale, ale…następne pytanie:
Czym są spowodowane błędy i nieprawidłowe działania ludzi mających strzec praworządności?

Przyczyny są różne, nie wszystkie obciążają prokuraturę i sądy. Jeśli świadek kłamie, ktoś tworzy fałszywe dowody wyglądające jak prawdziwe, do oceny których z całą powagą podchodzą prokuratorzy i sędziowie, nie można mówić o ich błędach. Świadek, który z premedytacją kłamie, może doprowadzić do skazania osoby niewinnej – i trudno w każdej sytuacji winić za to sąd.”[2]
Tutaj wymiękłam! Panie profesorze prawa, po cóż nam więc w ogóle sądy i procesy sądowe? Po co ta mitręga przeprowadzania postępowania dowodowego? Czy nie jest faktem, iż prawo procesowe nie dopuszcza skazania kogokolwiek na podstawie zeznania jednego świadka, bez przeprowadzenia postępowania dowodowego? Żeby przeprowadzić takie postępowanie trzeba mieć jakieś dowody, które potwierdzą lub zaprzeczą zeznaniom świadka, a rzetelne postępowanie dowodowe prokuratora i sędziów ujawni kłamstwa świadka. Chyba, że jak sam profesor powiedział, nie zrobili wszytkiego (jak wyżej), żeby się „nie pomylić“!
Co do tego „kogoś“ co to może „tworzyć fałszywe dowody wyglądające jak prawdziwe“ to nie tylko zdrowy chłopski rozum mi podpowiada, ale też z autopsji wiem, że poza właśnie prokuratorami i sędziami, lub przy ich pomocy – takich możliwości nie ma nikt. Praktycznie niemożliwym jest, aby prokurator czy sędzia podchodząc „z całą powagą do oceny dowodów“ i stosując wszystkie zasady dowodzenia, dał się nabrać na „stworzony przez kogoś falszywy dowód“.
No i ten kawałek
Nastąpił właśnie zaskakujący zwrot w sprawie zamordowania gen. Papały. Czy skoro teraz odrzucane są wątki, które starano się udowodnić przez kilkanaście lat, oznacza to, że wcześniej popełniono rażące błędy?
W sprawach karnych tak się zdarza. …Być może więc i wątek zamordowania generała przez złodzieja samochodu okaże się tym właściwym...Ta wersja jest zdecydowanie bardziej wiarygodna od wcześniejszych...” (sic!)
W tym samym numerze “Przeglądu“ na pytanie: „Czy można zmniejszyć liczbę pomyłek sądowych i prokuratorskich?“, były szef MSWiA Janusz Kaczmarek powiedział:
"To trudne pytanie. Każdy chciałby, aby nie było żadnych pomyłek, jednak statystyka pokazuje, że 8% uniewinnień bierze się ze złego przygotowania materiału dowodowego...“
Nie wiem skąd p. Kaczmarek wziął te statystyki, mam natomiast pytanie – te pozostałe 92% uniewinnień jaką miały podstawę? Bo jakoś niewiele jest innych możliwości !

1 . http://biolawgy.files.wordpress.com/2011/03/efekt-niedopuszczalnych-dowodc3b3w_b_kucharzyk.pdf
2. http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/nadgorliwi-niesprawiedliwi-rozmowa-prof-zbigniewem-cwiakalskim

Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka

MITY I HITY - BŁĘDY, POMYŁKI, NIEDORÓBKI ? dowodzenie cz. II




     




W pierwszej części przedstawiłam  zasady procesowe dowodzenia 
i dowód z zeznań Jerzego B., a także ustalenia faktyczne  poczynione z tego dowodu przez sędziów Sądu Okręgowego w Suwałkach.

W tej części pytam i usiłuję odpowiedzieć na  pytania - czy te ustalenia faktyczne są zgodne rzeczywiście z faktami? Czy sędziowie dochodzili i ustalili prawdę materialną zgodnie z zasadą określoną w art. 2 kpk?

I tak:

Ø  Czy fakt znalezienia szczątków w jeziorze w okolicach P. i udowodnienie[1] iż są to szczątki Tomasza S. jest wystarcząjący do uznania, że był on przetrzymywany i zamordowany w okolicach P. ?

Sędziowie stwierdzili, z kilka dowodów potwierdza ten fakt.  W uzasadnieniu wyroku podano jako jeden z nich zeznania Jerzego B., a drugi zeznania funkcjonariusza policji - jako wzajemnie uzupełniające się.

Jerzy B. zeznał, że widział u pasierba dużą ilość pieniędzy. Było to podczas interwencji pogotowia ratunkowego 15 siepnia 1999r. Sędziowie ustalili, iż ta duża ilość pieniedzy to była zapłata Jacka W. za „udostępnienie miejsca przetrzymywania Tomasza S.“ przez pasierba Jerzego B. Wiesława S. Wg sędziów potwierdzały to ustalenie zeznanie oficera operacyjnego, który podsłuchał rozmowę, w której była mowa o żądaniu Wiesława S. zapłaty “za coś“ od Jacka W.  Tym ustaleniem sędziowie przy okazji udowodnili, iż możliwa jest podróż w czasie!  Podsłuchana rozmowa, w której omawiano dopiero potrzebę uregulowania zobowiązań w stosunku do Wiesława S. odbyła się 12 września 1999r., czyli prawie miesiąc po tym jak Jerzy B. widział  " dużą ilość pieniędzy... w wewnętrznej kieszeni marynarki" u pasierba.

Sędziowie nie przepytali podsłuchanych  rozmówców, ani też Jacka W. i Wiesława S., aby ustalić o jakich zobowiązaniach finansowych rozmawiano. Uznali arbitralnie i dowolnie, iż rozmowa dotyczyła zapłaty za  „udostępnienie miejsca przetrzymywania“.

Ponadto samo określenie "udostępnienie miejsca przetrzymywania" zgodnie z zasadami logiki i wykładnią językową wskazuje, iż Wiesław S. "udostępniał miejsce", którego był właścicielem czy rozporządzał takim miejscem, które ponadto wg. ustalenia sędziów miało spełniać warunki " niedostępne i odludne". Wiesław S. nie posiadał i nie rozporządzał takim "miejscem".  W okolicy P. lasy w 1999r.  były a) publiczne,   b) należały do zamknietego Ośrodka Rady Ministrów.

 Sędziowie ustalili też, iż Wiesław S. był jednym z aktywnych uczestników przetrzymywania i jednym z zabójców, a to zgodnie z logiką czyniło go jednym ze wspólników przestępstw,  a nie osobę, której zaangażowanie ograniczone było do udostępniania czegokolwiek za wynagrodzeniem.

Fakt, że Tomasza S. przewieziono do P. i tam przetrzymywano tygodniami w klatce, torturowano i  zamordowano - ma też potwierdzać zeznanie Jarosława R. Ten świadek relacjonował podsłuchaną rozmowę pomiędzy oskarżonymi Jackiem W. i Krzysztofem A. Podczas rozprawy odwołał te zeznanie i twierdził, że „zredagował  je i zawarł fakty, których nie podawał“ – prokurator. Za obietnicę uchylenia aresztu, zgodził się je podpisać, Zeznanie złożył  21 grudnia 2000r, a na Święta Bożego Narodzenia był już w domu.
Sędziowie uznali,  że zeznania złożne podczas rozprawy są absurdalne, bo przecież takie działania prokuratora są niemożliwe i oceniali tylko zeznanie z 21.12.2000r. Miało ono potwierdzać zeznania Jerzego B. i  ustalenia faktyczne jak przedstawione powyżej.

Nie wzięli sędziowie pod uwagę w tych rozważaniach i ocenach faktu fundamentalnego dla tej oceny - rozmowę tę  Jarosław R. miał podsłuchać – jak wynika z zeznania – 2-3 dni po zarzucanym porwaniu Tomasza S. a więc najpóźniej 20 kwietnia 1999r.
Jak więc te zeznania mogą potwierdzać 8 tygodni „działań“ oskarżonych  w okolicach P. – przewiezienie, przetrzymywanie w klatce, torturowanie i zabójstwo – najpóźniej 9 czerwca 1999r, jeżeli Tomasz S. nie żył – zgodnie z tym zeznaniem -  już 19/20 kwietnia?

Następne bardzo istotne zeznanie, które dotyczyło miejsca zabójstwa i kto brał udział w zabójstwie, to relacja świadka incognito nr 2, który relacjonował rozmowę z Markiem J. ( skazanym za porwanie Tomasza S.)
„...(M) J. powiedział...że z Damianem D. pojechali po Tomasza S. Nie mówił jakim samochodem... zawieźli ( Tomasza S.) do domu Adama S. Tam znajduje się również klub nocny....Słyszałem na mieście...że Sadowski nie przeżył tortur u Adama S.  w domu...”

Sędziowie  "swobodnie" ocenili, iż wszystkie fakty podane przez świadka są prawdziwe i zgodne z rzeczywistością... oprócz miejsca gdzie przewieziono i zamordowano Tomasza S.  Tutaj sędziowie doszli do wniosku, że żadne inne dowody nie potwierdzają faktu przewiezienia Tomasza S. do domu Adama S. i nie mogą uznać tej części zeznania za prawdziwe.

Fakt,  że takie same argumenty -- żadne dowody (oprócz dowodu podróży w czasie "zapłaty za udostępnienie miejsca przetrzymywania i dowodu, iż nieżyjący od 19/20 kwietnia Tomasz S. został przewieziony do P. i żył torturowany w klatce do 9 czerwca) nie potwierdzały, iż Tomasza S. był w ogóle przewieziony i zamordowany w P. jakoś przy tym ustaleniu nie przeszkadzał sędziom.

 Świadek nie posiadał żadnej bezpośredniej wiedzy ani na temat porwania , ani też zabójstwa. Co więcej wiedzę swoją czerpał nie tylko z rozmowy z Markiem J., ale z plotek na mieście. Jest oczywistym, że sędziowie nie mogli zweryfikować tych zeznań. 

Ciekawostka  - Sąd w Olsztynie przeprowadził w tej kwestii również dowody w sprawie jednego z zabójców Tomasza S. – Damiana D. (rozpatrywanej oddzielnie) i doszedł - stosując te same przepisy procesowe i oceniając te same zeznania i okoliczności do diametralnie różnych ustaleń faktycznych “… (Tomasz S.) został przewieziony na teren posesji…mieszkańca  Suwałk, Adama S … potem w inne nieustalone miejsce, najprawdopodobniej do zabudowań rodziny Krzysztofa A. … bądź nieruchomości Marka P. … W wyniku przetrzymywania …został pozbawiony życia … a jego zwloki rozkawałkowano, przewieziono w okolice Olsztyna i zatopiono w jeziorze…”

Ø  Sam fakt, że świadek słyszał dwa strzały może, ale nie musi mieć związek przyczynowo - skutkowy z faktem znalezienia szczątków w jeziorze.

Sędziowie nie wyeliminowali innych możliwych przyczyn słyszanych przez świadka strzałów. 
Miejscowość P. otoczona jest tysiącami hektarów lasu. W lasach tych od zawsze był problem z kłusownikami używającymi również nielegalnie broni palnej, działały  tam też koła łowieckie, wreszcie używali  broni pracownicy okolicznych leśnictw i nadleśnictwa. Dlaczego sędziowie a priori wyeliminowali wszystkie powyższe ewentualne i dużo bardziej prawdopodobne źródła strzałów, a przyjęli najmniej prawdopodobne – zabójstwo – nie poparte literalnie żadnym dowodem?  Jest też oczywistym, że taką weryfikację tym bardziej byli zobowiązani ustawowo przeprowadzić w sytuacji, kiedy nikt w P. nie tych słyszał strzałów poza Jerzym B.

Nie zaoferowali sędziowie żadnego logicznego, zgodnego ze zdrowym rozsądkiem, wiedzą i doświadczeniem życiowym dowodu, który potwierdził, iż strzały słyszane przez Jerzego B, były strzałami, które spowodowały smierć  osoby, której szczątki znaleziono w jeziorze.
Prokuratura nie znalazła świadka, który widział lub miał wiedzę, że Jacek  W. miał czy dysponował bronią palną.
Ø   Czy na podstawie faktu, że nie znaleziono żadnych śladów przetrzymywania, można ustalić, że Jacek W. usunął te ślady?

Zastanówmy się  najpierw - czym  w praktyce były te domniemane ślady?

Dorosły człowiek eliminuje dziennie przeciętnie około 2 - 3 litrów moczu i około 800g – 1500g  kału. W nigdy nieodnalezionym miejscu przetrzymywania i zabójstwa przez okolo 8 tygodni - w miejscu gdzie stała klatka – na powierzchni ca 2 metrów kwadratowych - w ziemię wsiąkło ( przyjmując za podstawę obliczeń minimalne ilości) ca 110 l moczu i rozkładało się wsiąkając cześciowo w ziemię ponad 50 kg kału. Do tego trzeba dodać krew i drobne kawałki kości i tkanki miękkiej pozostałe po zabójstwie i rozkawałkowaniu.

W polskim klimacie, rozkład takiej ilości odchodów przez bakterie ciepłolubne może nastąpić, tylko wtedy kiedy ludzkie odchody będą trzymane w kompostowniku przez co najmniej rok, przesypywane materią organiczną i napowietrzane.

W ustalonych przez sędziów realiach – „przetrzymywanie w klatce w niedostępnym miejscu“ przemiana chemiczna  tych odchodów byłaby bardzo powolna, ze względu na skondensowanie fekalii  na małej powierzchni i brak napowietrzenia. Wysychanie było też niemożliwe z tych samych powodów – mała powierzchnia i codzienne systematyczne „dodawanie“. Obrazowo była to cuchnąca wydzielanym m. inn amoniakiem i siarkowodorem i innymi gazami maź, utrudniająca lub wręcz uniemożliwiająca oddychanie. Ta  maź musiała być conajmniej 20-30cm głęboka, a na tej mazi żerowały miliony much, ich larw i innych insektów. 

Wg ustalenia sędziów  ofiara była torturowana, (zarzuty oskarżenia dotyczyły zabójstwa kwalifikowanego). Jak odbywało się praktycznie torturowanie w takich warunkach?

Sędziowie ustalili też pomijąjąc fakty, iż w okolicach P. było możliwe znalezienie "odludnego miejsca". 

Przeprowadzając ten dowód, sędziowie pominęli poniższe fakty.
Od zamierzchłych czasów PRL do lat 2000 w pobliżu P. znajdował się ośrodek wypoczynkowy Rady Ministrów. W 1999r. kilka kilometrów od domu Wiesława S. znajdowała się granica tego ośrodka, a lasy w okolicy patrolowane były przez służby ochrony, czuwające nad bezpieczeństwem notabli w ośrodku RM. W P. i okolicach setki prominentów lokalnych i "z Warszawy" ma wille wakacyjne, z których część jest używana przez cały rok, a część od wiosny do jesieni. Ponadto od wczesnej wiosny do czerwca 1999r. nadleśnictwo w P. przeprowadzało kwalifikacje drzew  do wycinki, co oznacza, że pracownicy nadleśnictwa i podległych leśnictw  literalnie przemierzyli każdy metr lasu. Nie jest możliwym, aby te setki ludzi pracujących w okolicznych lasach, spacerujących czy zbierających  runo leśne nie zauważyli oskarżonych w lesie czy okolicy przez 8 tygodni, czy też nie natknęli się na klatke z przetrzymywanym Tomaszem S. Sam fetor i "odgłosy"  milionów much i innych insektów nie mógł ograniczać się do kilku metrów wokół klatki i ktoś musiałby je "poczuć" czy "usłyszec". 
       
       Zasadnym jest też pytanie - czy ofiara mogła w ogóle  przeżyć w  takich warunkach  8 tygodni?

Równie zasadnym jest pytanie jak zabójcy  - bez masek gazowych i odpowiedniego zabezpieczenia przed patogenami i ekstementami w okolicy klatki i w samej klatce dokonali samego zabójstwa i poćwiartowania ofiary? Można domniemywać z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż samo skondensowanie wydzielającego się amoniaku i siarkowodoru i innych gazów w miejscu gdzie stała klatka i wokół niej było wystarczające, by prowadzić do zawrotów głowy czy omdlenia z braku tlenu każdego, nawet pozbawionych skrupułów zabójców.
Jerzy B. nie widział, aby mężczyźni przyjeżdżający tam  wiosną od kwietnia do czerwca chodzili do lasu, czy też aby  Wieslaw B. i Romuald W. wzięli ze sobą jakieś inne przedmioty poza piłą w dniu, w którym słyszał strzały.
Czy zważywszy na powyższej rozważane okoliczności i fakty – dwie godziny (tyle czasu spędzili w lesie Wiesław S. i Romuald W. ) były wystarczające aby zabić ofiarę,  poćwiartować ciało, zapakować w plastykowe worki, część z tych worków wrzucić do jeziora, a resztę ukryć w nieznanym miejscu. Następnie  zmienić ubranie i dokładnie wyszorować się, umyć włosy,  tak aby pozbyć się skutecznie fetoru, którym musieli przesiąknąć podczas tych działań.

Jerzy B. nie zauważył, aby Wiesław S. czy Romuald W. mieli mokre włosy, zmienili ubrania etc. 

To były te ślady i warunki w jakich Jacek W. miał je usuwać.  Jak, gdzie i czym wywiózl czy wyniósł te „ślady“ – jeżeli miejsce przetrzymywania wg ustalenia sędziów znajdowało się w „niedostępnym miejscu“. Czy to dowodzenie jest zgodne z zasadami logicznego myślenia, a rozsądny i posiadający doświadczenie  życiowe, przeciętnie inteligentny  człowiek może być przekonany ponad wszelkie rozsądne wątpliwości, że możliwe było usunięcie powyżej opisanych śladów, tak że fachowcy CBŚ nie znależli śladu po tych „śladach“?

Sędziowie  nie rozstrzygnęli też czy Jacek W. „usuwał ślady“ – czy też „dopilnował zatarcia śladów“ – i naprzemiennie używają obydwu wykluczających się ustaleń w uzasadnieniu wyroku. Świadczy to o beztrosce sędziow w ustalaniu stanu faktycznego w sprawie o zabójstwo, abstrahując od łamania zasad procesowych dowodzenia.

Na poparcie swojego ustalenia, iż Jacek W.  usunął ślady, sędziowie przedstawiają w uzasadnieniu wyroku dowód z zeznania  Jerzego B., w którym zeznał on, że po podaniu w mediach  wiadomości o znalezieniu głowy w jeziorze, na posesję w P.  przyjechało wielu nieznanych mu mężczyzn, a o obecnosci Jacka  W. na posesji tego dnia swiadczył fakt, ze świadek słyszał kilka  razy „wymawiane imię Jacek“.

Powyższe ustalenie, iż ślady usuwano prawie trzy miesiące po zabójstwie (zabójstwa dokonano wg ustaleń sędziów najpóżniej 9 czerwca 1999r, a głowę znaleziono w jeziorze 24 sierpnia 1999r.) zgodnie z zasadami logicznego myślenia i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem,  eliminuje ustalenie:
-       „.. Obecność Jacka W. przy egzekucji wynikała między innymi z chęci dopilnowania zatarcia śladów...“
bowiem bezpośrednią przyczyną usuwania śladów zgodnie z  tym ustaleniem było odkrycie szczątków w jeziorze,  a nie „chęci“ Jacka W. dopilnowania zatarcia śladów bezpośrednio po zabójstwie.

Stąd nie jest zgodne z logiką ustalenie, iż  „był obecny przy egzekucji“, jeżeli nie spełniony został warunek tej obecności - „chęć dopilnowania zatarcia śladów“, bo śladów tych nie zatarł.

Ø          Czy z faktu, że świadek Jerzy B. nie widział Jacka W. w dniu w którym słyszał strzały, można ustalić, że był obecny czy też brał udział w zabójstwie, rozkawałkowaniu i ukryciu zwłok?

Stwierdzenie „...Świadek ten nie wymienił osoby Jacka W., jako powracającego z lasu..“ jest nieuprawnioną manipulacją, bowiem sugeruje, iż świadek widzial Jacka W. udającego się do lasu, a takie domniemanie nie znajduje potwierdzenia w zeznaniu świadka – jedynym źródle wiedzy sędziów w tej kwestii. Dalszą część ustalenia faktycznego sędziów  „...jednakże co znamienne – świadek ten stwierdził, że na posesji Wiesława S. było wiele osób i samochody były parkowane w sposób uniemożliwiający obserwację swiadka...“  jest wynikiem związku przyczynowo - skutkowego jaki znaleźli sędziowie w stwierdzeniu Jerzego B. „... Nie potrafię powiedzieć, kto wtedy był u nas. Jacyś mężczyźni byli u nas w tym okresie, ale jacy nie pamiętam...“ i w innym miejscu „...jakieś samochody były zaparkowane..." z faktem, że świadek nie widział  Jacka W. w P. tego dnia.

Jerzy B.  zeznał, że w dniu kiedy słyszał strzały widział jeden samochód - ten należący do Romualda W. Powyżej przytoczone urywki nie wiadomo jakiego okresu czy dnia dotyczą, a prokurator przeprowadzający przesłuchanie nie wypytywał swiadka o  szczegóły.
Żeby więc  udowodnić taki związek sędziowie winni wyjaśnić – przepytując świadka – czy ci męzczyźni byli u świadka tego dnia, w którym świadek słyszał strzały? Bo cóż oznacza samo określenie  „ ten okres“?  Czy jest to przedział czasu „ od kwietnia do czerwca“ kiedy świadek słyszał strzały? Czy też oznacza konkretny dzień, w którym świadek słyszał strzały? Czy jest to okres „od marca do czerwca“ kiedy przyjeżdżali na posesję różni mężczyźni – a świadek rozpoznał wsród nich Romualda W. i Jacka  W.?  Czy wreszcie świadek miał na myśli okres od wiosny 1999r. do momentu podania w radio wiadomości o znalezieniu głowy w jeziorze w P – co miało miejsce 24 sierpnia 1999r i po tym wizyty ustały?  Po ustaleniu precyzyjnie, kiedy ci nieznani mężczyżni przebywali  u swiadka, sędziowie mieli ustawowy obowiązek ustalić – iloma samochodami i czy w ogóle samochodami - mężczyżni ci przyjechali do P? A także, sędziowie nie usiłowałi nawet ustalić nie wspominając o powołaniu jako świadków, kto przebywał na posesji Wiesława S.? - A przecież Jerzy B. twierdził, iż tego dnia,  kiedy słyszał strzały była tam "libacja"

Przy tych rozważaniach sędzia prowadzący rozprawę w P. zignorował oczywiste wnioski z  obserwacji  w czasie pobytu w domu Wiesława S. A mianowicie:
- droga do lasu jest niewidoczna z podwórka posesji,  w miejscu gdzie  znajduje się wejście/wyjście z budynku, ponieważ droga znajduje się po przeciwnej stronie tego budynku.
- Samochody były parkowane z boku budynku i nie mogły zasłaniać drogi do lasu, ponieważ była ona prostopadła do usytuowania parkingu, a bok budynku od miejsca gdzie parkowano samochody oddziela droga wewnętrzna na posesji i pasy trawy po obu stronach drogi wewnętrznej, w sumie około kilkunastu metrów wolnej przestrzeni pomiędzy bokiem budynku i miejscem parkowania. Innymi słowy świadek Jerzy B. żeby obserwować drogę do lasu musial przejechać wózkiem inwalidzkim  końca  budynku, wjechać na wewnętrzną drogę  i dopiero wtedy widział drogę do lasu. Samochody zaparkowane z boku budynku, ale pod płotem posesji nie zasłaniały więc praktycznie  drogi do lasu i fakt czy byly tam zaparkowane, czy tez nie - był bez znaczenia.

Sędziowie sami zaprzeczyli temu ustaleniu, ustalając, iż świadek nie widział samochodów zaparkowanych na parkingu  z boku budynku : „...Świadek nie może wykluczyć, że poza tymi osobami do lasu przed oddaniem strzałów  poszły i inne osoby, gdyż samochody były parkowane za budynkiem, tak, że ich nie było widać...“  tym razem, aby  hurtowo wyjaśnić, dlaczego świadek nie widział w tym dniu nie tylko  Jacka W., ale też nie widział Damiana D.

Jest oczywistym, że albo parkujące samochody zasłaniały widoczność świadkowi i dlatego nie widzial Jacka W. i innych, albo nie widział zaparkowanych samochodów „za budynkiem“, a wtedy całe to dowodzenie sędziów jest fałszywe. Bowiem nie mogły samochody, których - jak ustalili sędziowie – świadek nie widział – uniemożliwiać równocześnie temu świadkowi obserwowanie powrotu Jacka W. z lasu.

 Na marginesie dodam, że świadek znał i Jacka W. i Romualda W. ponieważ od lat przyjeżdżali do jego pasierba Wiesława S. z pobliskiego Olsztyna,  co potwierdzaja zeznania wielu świadków, a co sędziowie pominęli w swoich ustaleniach i nie wyjaśnili, dlaczego świadek udawał, że ich nie znał.

Ø Czy ciało rozkawałkowano piłą, którą Wiesław S. wziął do lasu tego dnia, kiedy Jerzy B. słyszał strzały?
Podczas rozprawy biegły medyk sądowy zeznał, że ciało rozkawałkowano piłą mechaniczną.
Trzy lata wcześniej w  dwóch protokołach oględzin i dwóch protokołach autopsji opisał swoje obserwacje szczątków i stwierdził w nich, że cialo rozkawałkowano siekierą lub toporem. Prokurator brał udział w czynnościach oględzin ciała 24.08 i 2.09. 1999r .

Przy  ustaleniu jakim narzędziem rozkawałkowano zwłoki, sędziowie mieli ustawowy obowiązek wziąć pod uwagę: 
§  zawartość protokołów oględzin i autopsji, albowiem są to fakty znane z urzędu,  które uważa się za udowodnione mimo, że do udowodnienia nie doszło ( art. 168 k.p.k.). Wynika to z zaufania jakim sąd obdarza biegłego medyka sądowego co do jego wiedzy i bezstronności. Dlatego też art. 393 § 1 dopuszcza ujawnienie protokołów autopsji i oględzin na rozprawie, a biegły medyk sądowy nie musi składać żadnych wyjaśnień na rozprawie.
§  Stąd też wynika jedyny logiczny wniosek, iż obserwacje medyka sądowego udokumentowane w protokołach nie mogą być zmienione, bez dokonania ponownie tych czynności. Ponadto zakładając, że biegły był rzeczywiście godny zaufania sądu, jest oczywistym, iż biegły nawet jeżeli popełnił pomyłkę – cztery razy – to nie mógł przecież o niej wiedzieć, bez ponownego obejrzenia kości.
§  Samo zdeterminowanie do jakiej grupy narzedzi należało narzędzie użyte do rozkawałkowania zwłok jest stosunkowo proste, szczególnie kiedy dotyczy to róznicy śladów na kościach pozostawionych przez siekierę czy topór, a tych pozostawionych przez piłę mechaniczną.
§  Po zabezpieczeniu i zatrzymaniu piły przez CBŚ i po odebraniu zenań od Jerzego B.- w dwa lata po znalezieniu szczątków - biegły wezwany przez prokuratora do złożenia „dodatkowych“ wyjaśnień, stwierdził między innymi, że ciało rozkawałkowano piłą. Dodam, iż prokurator nie zlecił zadnych badań śladów na pile, jedynym materialnym dowodzie (poza szczątkami) jakim dysponowała prokuratura.

Ustalenie przez sędziów, iż ciało rozkawałkowano piłą, jest oburzającym przykładem, jak nie dochodzenie prawdy, a ukrywanie fałszywego zeznania biegłego i udowodnienie fałszywych  tez zawartych w oskarżeniu prokuratury było jedynym celem tego procesu. A wszystkie zasady procesowe zawarte w przepisach k.p.k, logika, wiedza i doświadczenie życiowe, zdrowy rozsądek, moralność, etyka zawodowa czy zwykła przyzwoitość, którymi winni kierować się sędziowei to bajka i fikcja.

cdn
[1] o dowodach identyfikacyjnych szczątków więcej tutaj
            http://faxe1.blogspot.ca/2012_01_01_archive.html

Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka