Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurd. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2013

Czym skorpka za młodu...czyli sędziowska mentalność.






Dostałam wiadomość od właścicieli jednego z portali blogowiskowych z informacją, iż b. sędzia Artur J. straszy portal konsekwencjami prawnymi i żąda usunięcia swoich danych osobowych zawartych w  moim tekscie z przed lat. 

Portal po otrzymaniu wniosku od sędziego portal usunął mój tekst.

List sędziego:




Wniosek o usunięcie danych osobowych
Żądam natychmiastowego usunięcia moich danych osobowych opublikowanych na stronie internetowej:

Opublikowanie moich prywatnych danych w dniu 28 lipca 2009 r. nastąpiło bez mojej wiedzy i zgody.  Jest to więc działanie bezprawne. Dane te w świetle art. 27 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych podlegają szczególnej ochronie, jako dane szczególnie wrażliwe.

Ponadto, w dniu 13.05.2013 r. na formularzu kontaktowym X zgłosiłem wniosek o usunięcie moich danych osobowych, wskazując jednocześnie, iż ich publikacja narusza moje prawa. Do chwili obecnej moje dane osobowe nie zostały usunięte. W tej sytuacji dalsze publiczne udostępnianie moich danych odbieram jako uporczywe, bezprawne naruszanie mojej prywatności.

Co szczególnie istotne, opublikowane na w/w stronie informacje są już nieaktualne, albowiem nastąpiło już zatarcie skazania. Z chwilą zatarcia skazania uważa się je za niebyłe; wpis o skazaniu usuwa się z rejestru skazanych (art. 106 Kodeksu karnego). Oznacza to, że z chwilą zatarcia skazania następuje usunięcie wszelkich jego skutków – nie tylko w zakresie prawa karnego ale, co należy szczególnie podkreślić – w sytuacji społeczno-zawodowej skazanego. Nie budzi zatem wątpliwości, iż wskazana wyżej publikacja niweczy skutki zatarcia skazania, a w konsekwencji również negatywnie oddziałuje na normalne życie niżej podpisanego.

Z powyższych względów wystąpienie z niniejszym wnioskiem jest konieczne i uzasadnione. Jednocześnie informuję, iż jeżeli w ciągu 7 dni (od chwili wprowadzenia wniosku do środka komunikacji elektronicznej kontrolowanego przez X) wniosek nie spotka się z pozytywną reakcją, będę zmuszony podjąć kroki prawne, co narazi osoby odpowiedzialne na sankcje prawne z odpowiedzialnością karną włącznie.

 A.J



O co chodziło w tymi danymi osobowymi? Kilka dobrych lat temu napisałam tekst o bezprawiu Trzeciej Władzy i braku jakiejkolwiek odpowiedzialności sędziów – tak dyscyplinarnej jak i karnej za popełnione przestępstwa. Podałam bulwersujące przykłady, m.inn. przykład sędziego SR Praga w Warszawie, Artura J. Poniżej cytat, który oburzył sędziego J.

“Sędzia spowodował wypadek drogowy, w wyniku którego zginęła starsza kobieta, a druga osoba odniosła ciężkie obrażenia. Wszczęto  sprawę dyscyplinarną, rzecznik dyscyplinarny żądał ukarania sędziego naganą (sic!), Sąd Apelacyjny w Warszawie ( jako Sąd Dyscyplinarny) wymierzył sędziemu karę złożenia z urzędu.

Postępowanie zostało zawieszone, ponieważ rozpoczęło się śledztwo i proces karny. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał sędziego Artura J. na karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat, 3 lata zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, jak również 4 tys. nawiązki dla pokrzywdzonego.(!) Po tym wyroku, wznowiono postępowanie dyscyplinarne i sędzia A.J. wniósł odwołanie od decyzji SA do Sądu Najwyższego, żądając uchylenia orzeczenia, ponownego rozpoznania sprawy i złagodzenia kary, co pozwoliłoby mu na wykonywanie nadal zawodu sędziego. O złagodzenie kary wystąpił również warszawski rzecznik dyscyplinarny sędzia Przemysław Filipkowski - uważał, że kara usunięcia z urzędu jest zbyt surowa  (sic!).

SN utrzymał  wyrok I instancji. Sędzia SN Jerzy Grubba podkreślił, że wyroki sądów karnych są dla sądu dyscyplinarnego wiążące, co do ustalenia winy a chociaż prawo nie zakazuje osobom karanym bycia sędzią,  "...ale dla nikogo nie może stanowić wątpliwości, że dopuszczenie się przestępstwa jest najwyższym deliktem dyscyplinarnym, jaki można zarzucić sędziemu..." – stwierdził Sędzia  Grubba.

Interesująca jest informacja, że sędzią w Polsce może być osoba karana!  Wydawałoby się, że niekaralność jest niezbędnym  kryterium sprawowania władzy  sędziowskiej!  Tak przynajmniej dzieje się w cywilizowanym świecie…”

To tyle w moim tekście o Arturze J.

Na marginesie - czapka z głowy sędziemu J.Grubby. Nie wszyscy jego koledzy w SN mają takie radykalne poglądy co wymagań w kwestii morale kolegów sędziów.

A wracając do „wniosku“ – b. sędzia napisał “…zgłosiłem wniosek o usunięcie moich danych osobowych, wskazując jednocześnie, iż ich publikacja narusza moje prawa. Do chwili obecnej moje dane osobowe nie zostały usunięte. W tej sytuacji dalsze publiczne udostępnianie moich danych odbieram jako uporczywe, bezprawne naruszanie mojej prywatności…”

 i dalej

(Opublikowanie danych)  “…nastąpiło bez mojej wiedzy i zgody.  Jest to więc działanie bezprawne. Dane te w świetle art. 27 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych podlegają szczególnej ochronie, jako dane szczególnie wrażliwe…”


Ups! Były sędzia bredzi. Czy wynika to z poziomu wiedzy prawniczej czy alternatywnie z przyzwyczajenia zawodowego do poszanowania prawa? Nie wiem, ale o jakiej prywatności prawi Artur J.? Po pierwsze w czasie, gdy pisałam ten tekst Artur J. był osobą właśnie pozbawioną  funkcji publicznej.  

"..Osoby wykonujące funkcje publiczne - ze względu na swą pozycję i możliwość oddziaływania zachowaniami, decyzjami, postawami, poglądami na sytuację szerszych grup społecznych - muszą zaakceptować ryzyko wystawienia się na surowszą ocenę opinii publicznej...” SK 43/05 12.05.2008

Po drugie został właśnie skazany prawomocnym wyrokiem za przestępstwo! Imię i nazwisko skazanego przestępcy to są informacje publiczne,  tak jak publiczny jest wyrok sądu. Tak stoi w polskim prawie!

Stąd po trzecie; przepisy ustawy o ochronie danych osobowych nie obejmują informacji publicznych, to chyba jasne i oczywiste jak słońce!

Na marginesie, abstrahując od faktu, że b.sędzia nie potrafi rozróżnić prywatnych danych osobowych od informacji publicznej, zachodzę w głowę jakie to dane „szczególnie wrażliwe“ podałam jakoby  bezprawnie (bez zgody  na piśmie?!) według Artura J.? Podałam jego imię i nazwisko.

Natomiast katalog danych „ szczególnie wrażliwych“ jest dość długi, ale z nazwiskiem i imieniem nie ma nic wspólnego. I tak czy samo nazwisko i imię może być informacją o pochodzeniu rasowym i etnicznym sedziego? I czy możemy po nazwisku poznać czyjeś przekonania filozoficzne i religijne? Albo może przynależność wyznaniową, partyjną, czy związkową? Przy najlepszych chęciach nie można z nazwiska uzyskać danych o kodzie genetycznym czy też danych życiu seksualnym, ani danych o jego nałogach czy stanie zdrowia.

Czemu więc Artur J. tym właśnie artykułem straszył? Jedyne racjonalne wytłumaczenie to chyba stare przyzwyczajenie do arogancji nietykalnych i tęsknota do tej utraconej szczególnej ochrony.

Dalej w swoim liście do właściciela portalu b. sędzia pisze:

“…Co szczególnie istotne, opublikowane na w/w stronie informacje są już nieaktualne, albowiem nastąpiło już zatarcie skazania. Z chwilą zatarcia skazania uważa się je za niebyłe; wpis o skazaniu usuwa się z rejestru skazanych (art. 106 Kodeksu karnego). Oznacza to, że z chwilą zatarcia skazania następuje usunięcie wszelkich jego skutków – nie tylko w zakresie prawa karnego ale, co należy szczególnie podkreślić – w sytuacji społeczno-zawodowej skazanego. Nie budzi zatem wątpliwości, iż wskazana wyżej publikacja niweczy skutki zatarcia skazania, a w konsekwencji również negatywnie oddziałuje na normalne życie niżej podpisanego…”

Mój Boże! Artur J. żąda usunięcia tekstu z przed czterech lat, ponieważ dzisiaj skazanie jest zatarte!  Po pierwsze; zatarcie skazania wywołuje skutki w sferze prawnej od chwili zatarcia i nie działa wstecz!

Po drugie; jak praktycznie wyglądałoby usuwanie  w prasie, tv i necie (tutaj w pierwszym i drugim obiegu) setek, jeśli nie tysięcy oryginalnych i powielonych informacji i artykułów o przestępstwie Artura J.? To absurd i utopia! Zastraszyć tym bełkotem prawnym można co najwyżej część mediów drugiego obiegu. Media mainstream wyśmieją takie strachy na Lachy. 

Po trzecie; nawet koledzy po fachu  i autorytety prawne jak np. były I Prezes SN Lech Gardocki stoją na stanowisku, iż „...nie ma powodu, by (…) fakt skazania jakiejś osoby był pomijany, ponieważ zostało ono prawnie zatarte. Podnoszenie publicznie faktu, że dana osoba była skazana, musi jedna leżeć w uzasadnionym interesie społecznym, inaczej bowiem wchodzi w grę odpowiedzialność za zniesławienie”[i]

Informowanie o procedurach dyscyplinarnych sędziów i o ich wyrokach skazujących, nawet zatartych. moim zdaniem leży jak najbardziej w uzasadnionym interesie społecznym, chociażby ze względu na niezwykłą rzadkość takich zdarzeń. To ja robiłam za friko  PR Trzeciej Władzy! Taka informacja publiczna leży przecież w interesie samych sędziów, albowiem pokazuje, że jeżeli nawet sporadycznie, to  czyszczą swoje szeregi z nieudaczników i pospolitych przestępców! 

A Pani Magdalena Błaszczyk w swoim opracowaniu INSTYTUCJA ZATARCIA SKAZANIA W POLSKIM PRAWIE KARNYM[ii] precyzuje doktrynę;

“… W sytuacji, kiedy informacja o fakcie skazania, które uległo już zatarciu jest podnoszona publicznie – czyli może dotrzeć do nieoznaczonego kręgu odbiorców (np. czytelników prasy, słuchaczy radia, przybyłych na spotkanie wyborcze) albo do oznaczonej, większej liczby osób (np. zgromadzonych na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej bloku) podający ją nie popełnia przestępstwa zniesławienia, jeżeli ...publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut służący obronie społecznie uzasadnionego interesu” (art. 213 § 2 k.k.).
(...)
Stosując ten tok rozumowania, należałoby informowanie o skazaniu, które uległo zatarciu, uznać za nieprawdę. W świetle prawa bowiem skazanie, które uległo zatarciu, uważa się za niebyłe. Jednakże możliwość przyjęcia takiej interpretacji musi rodzić wątpliwości. „Prawdziwość” jako znamię kontratypu z art. 213 k.k. jest bowiem interpretowana dosłownie, literalnie. „Prawdziwy” – to znaczy „odpowiadający rzeczywistości”. Literalna wykładnia art. 213 k.k. jest uzasadniona  ratio legis tego kontratypu, czyli potrzebą prawa do krytyki…"


To całe wydarzenie zakończone wykasowaniem mojego tekstu pozostawiło  niesmak. Swoboda wyrażania pejoratywnych opinii o osobach publicznych i w sprawach publicznych winna być niezbywalnym prawem obywatela. Taką swobodę "reklamują" portale blogerskie. Taka swoboda lub jej brak jest zasadniczym testem demokracji i wolnego społeczeństwa. Tym bardziej blogerzy, ktorzy w dzisiejszej dobie Internetu obok dziennikarzy zawodowych pełnią funkcje “strażników demokracji“, winni mieć prawo pisaniania o nieprawidłowościach w działaniach władzy, businessu i instytucji pożytku publicznego, bez obawy możliwości odpowiedzialności karnej, która bez wątpienia powstrzymuje od takiej krytyki wielu, ze szkodą dla szeroko pojętego interesu społeczeństwa.
Zgodnie z wyrokiem TK SK 43/05, zawsze istnieje domniemanie, że dziennikarz ( czy to zawodowy czy bloger) działa w uzasadnionym interesie publicznym.

Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka





[i] L. Gardocki, Prawo karne, wyd. 11, Warszawa 2005, s. 206

[ii] [ii] STUDIA IURIDICA XLVI/2006,  WPiA UW

środa, 17 kwietnia 2013

Milczenie wobec bezprawia, czy podłe pisanie tekstów tego rodzaju




















W roku 2010 Izba Karna Sądu Najwyższego rozpoznała 390 skarg kasacyjnych.  Z tych SN:
Ø    odrzucił                                                                       3
Ø    oddalił                                                                   298
Ø    uwzględnił kasację poprzez zmianę orzeczenia                0                                 
Ø    uchylił orzeczenie i przekazał sprawę sądowi I lub II instancji do   ponownego rozpoznania                                                                   45
Ø    uchylił wydane orzeczenie                                             1
Ø    załatwił w inny sposób                                                  7

Obywatel X odsiadujący karę więzienia, doszukał się, iż przy rozpatrywaniu jego sprawy w I instancji w składzie sądu zasiadał sędzia Y nieprawidłowo delegowany.
Stan faktyczny dot. delegacji sędziego wyglądał następująco. Sprawa X i dwóch innych oskarżonych trwała od 10 pździernika do 13 czerwca następnego roku. W sprawie odbyły się 22 posiedzenia sądu. Przed pierwszą rozprawą, prezes sądu okręgowego poprosił kolegium sądu o zgodę na delegowanie sędziego Y i otrzymał takową w uchwale kolegium z dnia 19 sierpnia. Zgoda w uchwale brzmiała -  kolegium wyraża zgodę na delegowanie sędziego Y do SO w S (...) do orzekania sędziego w sprawie II K XX/XX, na okres nie dłuższy niż miesiąc(...).
Po pierwszej rozprawie prezes poprosił kolegium ponownie o zgodę na delegowanie sędziego Y. 14 października kolegium podjęło uchwalę identyczną jak pierwsza - na delegowanie sędziego Y (...) do orzekania sędziego w sprawie II K XX/XX, na okres nie dłuższy niż miesiąc (...).
Prezes na podstawie uprawnienia jakie uzyskał w uchwale kolegium z 19 sierpnia  wydal postanowienie o delegowaniu sedziego Y do wzięcia udziału w rozprawie 10 października.
Następnie, na podstawie zgody i uprawnienia w drugiej uchwale z dnia 14 października, prezes wydal postanowienie delegowania sędziego na 5 rozpraw - 29 października,  26 i  27 listopada ,  5 i 6 grudnia. W następnym roku wydal jeszcze kilka postanowień delegowania sędziego Y – w sumie na 16 rozpraw  (ostatnia – narada sądu i ogłoszenie wyroku odbyła się 13 czerwca).

zgłębił orzecznictwo SN i ETPC w kwestii delegacji sędziego. Bogate orzecznictwo SN wskazywało, iż w interpretacji art. 77 & 8 p.u.s.p powszechne były i są niejasności, a sama instytucja delegacji jest często nadużywana, a procedura delegacyjna traktowana jak upierdliwy niuas, a nie gwarancja niezawisłości sędziowskiej i gwarancja sprawiedliwego procesu. Doniosłość wagi problemu skłania Sąd Najwyższy do podejmowania od lat  szeregu uchwał, w celu podania wykładni wskazanego zwrotu ustawowego w przypadku wątpliwości, rozbieżności w orzecznictwie, celem ich wyjaśnienia w interesie pewności prawa i harmonizacji orzecznictwa.
Przepis regulujący delegacje brzmiał (przed nowelą z dnia 18 sierpnia 2011r) Prezes sądu okręgowego, po uzyskaniu zgody kolegium sądu okręgowego, może delegować sędziego sądu rejonowego albo sędziego sądu okręgowego do pełnienia obowiązków sędziego na obszarze właściwości tego samego sądu okręgowego, jednakże na czas nie dłuższy niż miesiąc w ciągu roku. (art. 77 & 8 prawo o ustroju sądów powszechnych).  

W uchwałach  z dnia 26 września 2002 r., I KZP 28/02 i z dnia 19 lutego 2003r. I KPZ 51/02  SN wyjaśnia m.innymi co oznacza zwrot  - nie dłuższy niż miesiąc w ciągu roku, (...) od określonej daty na nieprzerwany okres miesiąca lub krótszy, albo na oznaczone – także pojedyńczo – dni, których suma w wypadku wielokrotnego delegowania w danym roku nie może przekroczyć trzydziestu (...)

Zgoda kolegium na delegowanie sędziego to niezmiernie istotna decyzja ocharakterze kontrolnym, a wywołująca skutki prawne o charakterze ustrojowym. Decyzja taka  aprobuje nie tylko formalno-pragmatyczną zasadność propozycji prezesa sądu, ale również zasadność merytoryczną – słuszność delegowania właśnie tego sędziego, delegowanie go w ściśle określonym okresie, czy w ściśle określonych pojedyńczych terminach, a nie tylko delegowanie go do pełnienia konkretnych czynności do wskazanego sądu w bliżej nieokreślonym terminie.

(...) uprawnienie prezesa sądu okręgowego do delegowania sędziego musi być poprzedzone zgodą kolegium sądu okręgowego, dopiero po uzyskaniu takiej zgody, prezes sądu okręgowego jest uprawniony do delegowania sędziego sądu rejonowego. (...)

(...) Nieprawidłowe jest (...) delegowanie sędziego jedynie do orzekania w konkretnej sprawie rozpoznawanej w innym sądzie, jeżeli tylko tak określony jest czas delegowania, gdyż nie pozwala to na jednoznaczne ustalenie wyznaczonego czasu, w jakim sędzia ma pełnić obowiązki w innym sądzie (...)” wyrok SN z 22 sierpnia 2007 r., III KK 197/07

Wyjątkowy charakter przepisów „delegacyjnych” unormowanych ustawądeterminuje ich ścisłą interpretację przez kolegium sądu i prezesa sądu. SN wwyroku z z dnia 22 sierpnia 2007 r III KK 197/07, w uzasadnieniu przedstawił argumentację za koniecznością konkretyzowania i precyzyjnego określania zgody udzielanej prezesowi przez kolegium na delegowanie sędziego, a także konieczność uzyskania zgody Kolegium na każdy konkretny akt delegowania.
             “(…)Żadna z reguł interpretacji tekstu prawnego nie upoważnia (…) do wnioskowania, że zgoda ta nie musi poprzedzać każdego aktu delegowania i nie musi być każdorazowo wyrażana (…)”
              Również ETPC w sprawie Richert v. Polska w wyroku z 25 października 2011 r stwierdził m.innymi
 „(...)zgodnie z właściwymi przepisami prawa krajowego nienależyty skład sądu jest jedną z przyczyn, które podlegają rozpoznaniu sądów odwoławczych, w tym również w kontekście postępowania kasacyjnego, niezależnie od faktu, czy wnoszący środek zaskarżenia uwzględnił taką podstawę prawną w jego treści. Ponadto, uchybienie to skutkowało powstaniem bezwzględnej przyczyny odwoławczej (...)

 Wobec powyższego, jako że kwestia składu sądu mogła mieć zasadniczy wpływ na wynik sprawy, Sąd Najwyższy powinien był uwzględnić tę kwestię w swoim postanowieniu. Tymczasem, Sąd Najwyższy oddalił kasację stosując typową formułę stosowaną zazwyczaj w kontekście kasacji w sprawach karnych dla celów oddalenia kasacji oczywiście bezzasadnych. (...)

Nastąpiło zatem naruszenie Artykułu 6 ust. 1 Konwencji (...)”

ETPC przypomniał  w tym orzeczeniu, że sądy odwoławcze w tym również SN,podczas kontroli odwoławczej wyroku mają obowiązek z urzędu – nawet jak skarżący nie podniósł takiego zarzutu, sprawdzić czy nie ma uchybień kwalifikowanych jako bezwzględne przyczyny odwoławcze.

Richter nie podniósł tego zarzutu w apelacji (nie wiedział o uchybieniu) a  Sąd apelacyjny nie sprawdził z urzędu. Ale podniósł ten zarzut w skardze kasacyjnej, a SN i tak olał ten zarzut, nawet nie sprawdzając, czy rzeczywiście zostały naruszone minimalne gwarancje sprawiedliwego procesu i uznając kasację za oczywiście bezzasadną,  co ETPC bez owijania w bawełnę wytknął.

X analizował uchwałę kolegium sądu z 14 pażdziernika, aplikując interpretację SN do określenia na okres nie dłuzszy niz miesiąc w roku w tej uchwale.Zgodnie z  zasadami logiki i syntaktyki,  spójnik albo zawarty w tej interpretacji SN określa alternatywę o charakterze rozłącznym.  Czyli to albo- wyklucza jednoczesne  wystąpienie obydwu znaczeń podanych przez SN.
Ponieważ uprawnienia do delegowania sędziego w  uchwale z 19 sierpnia były wykorzystane na delegowanie sędziego na rozprawę 10 pażdziernika i prezes poprosił o następną zgodę, zasadnym było pytanie – na co wyraziło zgodę kolegium sądu w drugiej w uchwale z 14 pażdziernika?
Nie była to zgoda i uprawnienie prezesa sądu do delegowania (...)na oznaczone – także pojedyńczo – dni, których suma w wypadku wielokrotnego delegowania w danym roku nie może przekroczyć trzydziestu (...), ponieważ w uchwale nie oznaczono  pojedyńczo dnidelegacji.  A oznaczone nie tylko na chłopski rozum, ale i za Słownikien Języka Polskiego to wyrażone, określone, zaznaczone za pomocą znaku, uwidocznione, stąd zgodnie z wykładnią językową oznaczone dni, to dnizaznaczone datą.
A więc pozostała druga ewentualność – zgoda i uprawnienie prezesa sądu na delegowanie sędziego Y  (...) od określonej daty na nieprzerwany okres miesiąca lub krótszy (...)” W uchwale kolegium nie była określona data początkowa delegacji, na którą wyrażało zgodę  kolegium, a tylko, (...) do orzekania sędziego w sprawie II K XX/XX(...). Takie określenie daty rozpoczęcia sprawy SN uznał za nieprawidłowe. Określenie nieprzerwany - to trwający stale, nie mający przerw, ciągły, czyli okres delegacjigł – trwać, bez przerw, ciągle nie dłużej niż miesiąc. Prezes sądu wykorzystał zgodę i uprawnienia do delegowania sędziego Y wyrażone w uchwale z dnia 14 października wydając postanowienie o delegowaniu na posiedzenie sądu 29 października,  ponieważ następne posiedzenie sądu odbyło się - po przerwie – 26 listopada.
Stąwniosek– jeżeli ta zgoda i uprawnienia do delegowania straciły moc prawną, czyli były nieważne po posiedzeniu sądu 29 pażdziernika, towszystkie  postanowienia o delegowaniu sędziego Y wydane przez prezesa sadu po 29 października, na podstawie nieważnej i niemającej mocy prawnejzgody i uprawnienia kolegium w uchwale z 14 pażdziernika są wnież nieważne.

X nie mial wątpliwości, iż w jego sprawie sędzia był nieprawidłowo delegowany i sprawa winna być skierowana do ponownego rozpatrzenia, pozostawała kwestia: czy zwrócić się  do Prokuratora Generalnego lub Rzecznika Praw Obywatelskich z prośbą o wywiedzenie kasacji, czy zawiadomić SN, aby zbadał sprawę z „urzedu“ jak nakazuje prawo.

Postanowił przedstawić sprawę Sądowi Najwyższemu, zakładając,  iż sędziowie tego sądu mają trochę wiecej przyzwoitości i uczciwości, niż PG i RPO.  SN po otrzymaniu pisma od X zwrócił się o opinię do Prokuratora Generalnego, który stwierdził, iż brak jest podstaw do wznowienia sprawy z urzędu. Sędzia Y był prawidłowo delegowany.
W uzasadnieniu swojego stanowiska PG przywołał uchwalę SN w kwestii delegacji – z dnia 26 września 2002 r., I KZP 28/02 i zacytował interpretacjępodaną powyżej, czyli tę samą, która znalazł X w innej uchwale SN.
Powołując się na tę interpretację SN, PG twierdzi, że suma wielokrotnych delegacji sędziego nie przekroczyła 30 dni w roku(sic!). To prawda, ale też  X nie twierdził, że przekroczyła!

Czyli X o zupie a PG o...Zarzut nieważności delegacji sędziego Y nie ma przecież w tej sprawie nic wspólnego z sumą wielokrotnych delegacji sędziego,natomiast wszystko z brakiem  zgody czy zgód  kolegium sędziowskiego na delegowanie sędziego Y. 

Prokurator Generalny rżnie głupa i manipuluje dwoma pojęciami, które nie mają w przypadku sprawy X żadnego związku. A mianowicie – oczywisty fakt, że w sprawie nie przekroczono ustawowego limitu czasu jednego miesiąca, ma się jak pięść do oka do  zwrotu jakiego użyło kolegium sądu w obydwu uchwałach do określenia czasu trwania jednej z wielokrotnych delegacji-  na (nieprzewany- interpretacja SN)  okres nie dłuższy niż miesiąc.
Określenie - na okres nie dłuższy niż miesiąc -  art. 77 § 8 p.u.s.p.wyraża jeden z wielu warunków ważności aktów delegacji sędziego  -suma dni delegowania w danym roku nie może przekroczyć trzydziestu. I ten warunek w sprawie X został spełniony.
Natomiast w obydwu uchwałach kolegium sądu,  identycznie brzmiące wyrażenie – na okres nie dłuższy niż miesiąc nie określało sumy dni wielokrotnych delegacji,  a okres trwania  konkretnej delegacji, na którąkolegium wyrażało zgodę. Zgodnie z uchwalonymi zgodami, każda z delegacji mogła trwać nieprzerwanie miesiąc lub krócej – ponieważ tak oznaczała czas trwania delegacji  od określonej daty na nieprzerwany okres miesiąca lub krótszy i  w tym przypadku, każda z tych delegacji, trwała jeden dzień.
Zgodnie z interpretacją SN w podjętych uchwałach i wyrokach podanych powyżej  uchwała kolegium sądu z dnia 14 października, tylko wtedy uprawniałaby prezesa sądu do delegowania sędziego Y na 21 posiedzeń sądu, począwszy od 29 pażdziernika, a skończywszy 13 czerwca następnego roku,gdyby te 21 dni posiedzeń oznaczono – datami - w tej uchwale albogdyby 21 posiedzeń sądu trwało nieprzerwanie.  
Żaden z tych warunków nie został spełniony,  a więc prezes sadu nie miał uprawnienia do delegowania sędziego Y po 29 pażdziernika wyrażonego w zgodzie kolegium sądu. Tylko taka zgoda legitymuje akty delegacji sędziego
Po otrzymaniu tej opinii PG, Sąd Najwyższy już się nie szczypał i postanowił
Ø    pozostawić prośbe X bez rozpoznania
Ø    stwierdzić brak podstaw do rozpoznania zarzutów z urzędu
i stwierdził, iż uchwała kolegium „(…) stworzyła więc prezesowi prawo do delegowania sędziego na okres 30 dni w jednostce czasowejktórą wskazała, to jest w ciagu roku ( składającego się z dwunastu miesięcy) (...) prezes sądu poczynając od dnia 10 października  ( pierwszego dnia delegacji miał rok, czyli do 9 pażdziernika ( następnego roku ) na delegowanie sędziego Y do  pełnienia przez łacznie 30 dni obowiązków sędziowskich we wskazanym rocznym czasie. Ten podwójny  limit  czasowy nie został wykorzystany, bowiem łączna liczba dni delegacji wynosiła 22 dni w okresie do 13 czerwca(...)“
SN nie tylko stwierdził nieistniejący zarzut, nie tylko wyraźnie traktował X jak osobnika z zespołem Downa, któremu musiał tłumaczyć, co to jest rok, ale co najistotniejsze w sposób arbitralny i oburzający zaprzeczył swoim wszystkim wcześniejszym uchwałom i orzeczeniom w kwestii procedury delegowania sędziego.
Stwierdzenie braku podstaw do rozpoznania zarzutu bezwzględnej przyczyny odwoławczej w sprawie  X przez najwyższy autorytet wymiaru sprawiedliwości i uzasadnienie tego oczywistego bezprawia argumentami nie mającymi odzwierciedlenia, ani w faktach, ani w przepisach prawa, ani w orzecznictwie SN, świadczy o fasadowości i inkwizycyjności tej oceny. Świadczy również o deprecjacji instytucji Sądu Najwyższego, który zamiast urzeczywistniaćswoimi działaniami, rzetelną i przyzwoitą postawą - ideę sprawiedliwości i praworządności,  okazał się dla obywatela X po prostu niczym innym, jak tylko jeszcze jednym niegodnym zaufania, sankcjonującym bezprawie, skorumpowanym  sądem.
Kilka dni temu pierwszy prezes SN sędzia Stanisław Górski lamentował i oburzał się na dziennikarzy piszących o umorzeniu śledztwa w sprawie korupcji w tym sądzie.
Tego rodzaju pisanie artykułów jest szkodliwe nie tylko dla SN, ale też szkodliwe dla państwa, bo podważa autorytet najwyższego organu sądowniczego bez żadnych dowodów. Mówiąc po ludzku - jest to postępowanie, które oceniam po prostu jako podłe.
dzia Górski niepotrzebnie szafuje odium podłci, a równocześniemanipuluje nieelegancko faktami. Przecież póki co I prezes SN nie wie, czy istnieją dowody korupcji czy nie w sądzie, któremu prezesujeWiadomo natomiast, iż prokuratura ucięła śledztwo, ponieważ dowody – niedowodyzostały uzyskane bezprawnie. Nie oznacza to, że nie świadczą o ‚uwalanych rękach“ niektórych sędziów SN, a świadczy tylko o tym, że nie mogą być wykorzystane jako dowody w postępowaniu sądowym. Nota bene, podobnie zdobyte dowody w przypadku setek zwykłych Kowalskich, z reguły nie przeszkadza ani prokuratorom, ani sędziom,  w tym i SN i są oceniane jako pełnoprawne dowody.
Wracając do obywatela X, gdyby nie jego spotkania trzeciego stopnia z „autorytetami“ najwyższego organu sądowniczego, może ta duszaszczypatielnyja wypowiedź prezesa SN, byłaby nawet go wzruszyła. No ale nie wzruszyła. Stąd w jego opinii szkodliwe dla państwa jest brak praworządności w sądach, postępujące w nich bezprawie, arogancja i absolutna bezkarność sędziów, również z Sądu Najwyższego.  Opisywanie tego bezprawia i tej arogancji nie jest podważaniem autorytetu najwyższego organu sądowniczego, albowiem tenże autorytet już dawno nie istnieje. Mówiąc po ludzku, coraz większa częśc społeczeństwa widzi podłe postępowanie części sędziów, w tym również sędziów SN.
Na gmachu Sądu Najwyższego widnieje zapis „Milczenie wobec bezprawia, to przyzwalanie, przyzwalanie na bezprawie-to współudział.” Obywawatel X wziął sobie do serca tę maksymę.
Sędziom wszystkich sądów powszechnych przydałaby się codzienna lektura takich podniosłych kawałków, które wypisują, a którez rzeczywistością mają tyle wspólnego co prawda z fałszem. Najwyższy czas, aby za tymi - zbyt często pustymi słowami – wreszcie szłczyny.
“...Autorytet wymiaru sprawiedliwości, autorytet prawa, implikuje wyłącznie jego uczciwe interpretowanie i stosowanie. Tak prawo, jak i organy je stosujące nie będą miały autorytetu wówczas, gdy fałszywa i nieuprawniona wykładnia zastępuje uczciwą, rzetelną i honorującą wszelkie przyjęte w teorii prawa reguły wykładni  prawa. Każdy – w takiej sytuacji – mógłby je bowiem interpretować nie według obowiązujących – powszechnie aprobowanych – reguł wykładni, ale według kryteriów wykreowanych dla ochrony własnych korzyści i interesów...”

Postanowienie  SN z dnia 28 lipca 2010 r., II KK 27109

Takie sprawy jak powyżej opisana, nie są ujmowane w statystykach SN.


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka
http://adam-klykow.blog.onet.pl/