Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezkarność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezkarność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 listopada 2014

Niezawiśli od Konstytucji i ustaw.

Każdy Polak płaci za działalność władzy sądowniczej ca 27 zł miesięcznie.

Na 100 tys obywateli polskich przypada ca 27 sędziów,
Irlandczycy mają ich 3 na 100 tys populacji,
a Amerykanie i Kanadyjczycy po ca 6.5


Sędziowie żądają dla siebie i dla sądów szacunku bezwzględnego, ponieważ sędziowie i  sąd reprezentują “państwo“ i władzę! Ale przecież  „państwo“ i władza  nie są jakimiś bytami istniejącymi sobie a muzom, w oderwaniu od społeczeństwa czy obywateli. To „państwo“ i władza spełniać winny rolę służebną dla nas społeczeństwa i działać w jego interesie.  W zamian my społeczeństwo dajemy tej władzy warunkowy kredyt szacunku, zaufania i respektu i płacimy władzy pensje. Gwarancją, że ta władza nie zmarnuje tego kredytu i nie zawiedzie nas są zapisy w Konstytucji, przepisy prawa i legalne, demokratyczne narzędzia kontroli tej władzy. Jest to więc swoista umowa.

W relatywnie normalnym  kraju, jeżeli jedna ze stron łamie  umowę, druga powinna mieć prawo używać tych narzędzi dochodząc  swoich racji i praw.

Część tej  władzy - sędziowie, wyposażeni są w tę władzę przez Konstytucję dożywotnio, są nieusuwalni,  chroni ich imunitet i  zasada niezawisłości.  My - społeczeństwo pozbawieni  jesteśmy jakichkolwiek narzędzi egzekwowania wywiązywania się władzy sądowniczej z obowiązków w stosunku do nas. Do tego, nie mamy też żadnego, nawet pośredniego wpływu na wybór tej władzy. Innymi słowy wychodzimy  na tej umowie z władzą sędziowską  jak  Zabłocki na mydle.

A przecież sędzia decyduje - literalnie - o życiu innych ludzi. Od niego zależy czy oskarżony pójdzie siedzieć czy nie, czy w życiu  dzieci będą obecni obydwoje rodzice, dziadkowie i rodzina z obydwu stron, czy renta lub emerytura zostanie wyliczona sprawiedliwie i da się z niej wyżyć,  to on decyduje o zastosowaniu aresztu, o wysłaniu na badania psychiatryczne, czy też utracie domu, biznesu i dorobku całego życia, a i często dorobku paru pokoleń.Sędzia jest literalnie panem życia i śmierci i nie ma znaczenia czy jego decyzje są produktem widzimisię, korupcji, układów czy też rzetelności, bezstronności i niezawisłości.   Czy zostały podjęte zgodnie z przepisami prawa czy rażąco naruszając prawo. Bowiem sędzia nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakość  merytoryczną  orzeczenia, zgodność  z prawem czy prawdą materialną.

I według sędziów nie możemy od nich niczego wymagać!  Blasfemią jest żądanie jakiejkolwiek kontroli dożywotnio nietykalnych sędziów, żądanie dyscyplinowania nieudaczników i przestępców, czy żądanie lustracji i oczyszczenie ich szeregów z tych, którzy ręce mają uwalane? Przerażający jest fakt, iż zdaje się większość członków tej władzy,  ma poczucie absolutnej  racji. Nie ma tam miejsca na żadną refleksję, samokrytykę czy jakiekolwiek ale... To przykład korupcji mentalnej i moralnej wielu, a najprawdopodobniej lwiej większości sędziów.

Dzisiaj w Polsce sędziowie i sądy  nie służą  społeczeństwu, są jego panami. Literalnie.

Te olbrzymie prerogatywy co do ludzkich losów, KRS i Prezydent rozdają beztrosko i dożywotnio niemal jak przysłowiowe bułki – nieukształtowanym życiowo młodym prawnikom, a wśród nich ludziom małym duchem, którym ta władza uderza do głowy, ludziom, którzy nie mają nawet elementarnych predyspozycji, stanu świadomości i doświadczenia  życiowego do pełnienia tej szczególnej i jakże odpowiedzialnej roli, że nie wspomnę o limitach w wiedzy profesjonalnej.

Art. 4  Ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa stanowi, iż instytucja ta jest zobligowana li tylko do informowania o swojej działalności Sejm, Senat i Prezydenta, a nad tą informacją w Sejmie i Senacie nie przeprowadza się głosowania.

De facto więc KRS pozostaje po za jakąkolwiek kontrolą, tak Sejmu, jak Senatu i  Prezydenta RP,  co jest nie do pomyślenia  w demokratycznym państwie prawa. Stąd nie mamy możliwości wyegzekwowania od KRS wykonywania jej ustawowych obowiązków w kwestiach dotyczących np. dyscyplinowania sędziów, chociaż takowe zawarto w ustawie o KRS. Są to
  
·         wypowiadanie się o stanie kadry sędziowskiej,
·         działania komisji do spraw odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, której zadaniem jest analizowanie wyroków sądów dyscyplinarnych, składanie Radzie wniosków w przedmiocie żądania podjęcia czynności dyscyplinarnych, zaskarżania orzeczeń sądów dyscyplinarnych i rzeczników dyscyplinarnych oraz żądania wznowienia postępowania dyscyplinarnego,
·         działania komisji do spraw wizytacji i lustracji, której zadaniem jest przygotowanie projektów uchwał w sprawach przeprowadzenia wizytacji sądu albo jego jednostki organizacyjnej, lustracji w sądzie albo lustracji pracy sędziego,
·          działania komisji do spraw etyki zawodowej sędziów, której zadaniem jest przygotowywanie projektów uchwał dotyczących zbioru zasad etyki zawodowej sędziów oraz przestrzegania tych zasad.

Wystarczy zajrzeć do wspomnianej informacji KRS - o stanie kadry sędziowskiej i kwestiach dyscyplinarnych, etyki zawodowej sędziów, lustracjach sądów czy indywidualnych sędziów znajdziemy niewiele więcej niż pół strony w 70-80 stronicowej corocznej publikacji. Ewidentnie KRS uważa, że sędziowie są nieskazitelni i  nie ma w tej materii nic do roboty. Ryba psuje się od głowy a przykład idzie z góry.

I KRS i sędziowie, jeżeli w ogóle rozmawiają czy dyskutują na temat tragicznego stanu Trzeciej Władzy, skandalicznego orzecznictwa, rażącego łamania prawa przez tę władzę, korupcji etc., to kreują nie mający nic wspólnego z realiami matrix, alternatywną rzeczywistość, Lalaland. W tym Lalaland sędziowie to o kryształowym charakterze - ofiary władzy wykonawczej (głównie Min. Sprawiedliwości) i społeczeństwa. MS  ma zagrażać permanentnie niezawisłości sędziowskiej. A społeczeństwo to przecież en masse niedouczeni pieniacze i roszczeniowcy, a przede wszystkim tysiące niezadowolonych z orzeczeń nie po swojej myśli.

Poczucie całkowitej bezkarności wielu czy nawet większości sądziów, de facto niepociąganie tychże do odpowiedzialności, nawet za ewidentne i najpoważniejsze delikty konstytucyjne, a równocześnie ucieczka III władzy w manipulacje i zapatrzenie we własne problemy, brak empatii i ignorowanie krzywdy i cierpienienia innych, nieustanna gotowość do wskazywania winnych i brak zdolności do jakiejkolwiek samokrytyki – tak postrzegani są sędziowie przez większość tych, którzy mieli spotkanie III stopnia z wymiarem sprawiedliwości. Niestety coraz częściej nagłaśniane, nie tylko w drugim obiegu, ale też w mainstream-owych mediach  fakty dotyczące oburzającego traktowania uczestników postępowań sądowych, czy rażącego naruszania przepisów prawa, absurdalnego orzecznictwo nie mające oparcia w faktach i postępowaniu dowodowym – są przez sędziów bagatelizowane, ignorowane i pokrętnie tłumaczone niezawisłością.

III władza zatraciła w swej większości przyzwoitość i nonkonformizm, niezbędny w zachowaniu bezstronności i niezawisłości. W tym sędziowskim Lalalandzie samo istnienie Konstytucji i ustaw, ma gwarantować  obywatelom urzeczywistnianie sprawiedliwości i zbudowanie państwa prawa. Bez  stosowania tych praw przez sędziów, czyli bez podległości  sędziów Konstytucji i ustawom.

Dzisiaj część władzy sądowniczej pewna całkowitej bezkarności uważa, że jest niezawisła także od Konstytucji i ustaw.

Co robić, bo już strach się bać?

środa, 31 lipca 2013

O łamaniu prawa, krytyce, bierności i upierdliwym brzęczeniu much




W ostatnich tygodniach opinia publiczna zbulwersowana była kilkoma zaiste kuriozalmymi decyzjami sądów i prokuratur. Jak zwykle przy okazji dyskusji, debat i wywiadów przedstawiciele obydwu korporacji podnosili  dyżurny“ argument – obywatele nie mają odpowiednich predyspozycji intelektualnych i odpowiedniej wiedzy, aby zrozumieć zadania i sens działań tak sędziów jak i prokuratorów.

I tak na przykład Prokurator Generalny poetycko i arogancko stwierdził,  że  opinie i krytyka
polityków to dla niego brzęczenie much” i nikt nie dał politykom prawa do takich zarozumiałych opinii. Czy to kompromitujące i niekostytucyjne odbieranie obywatelom prawa do krytyki, czyli prawa do kontroli władzy to mentalny balast epoki z przed 1989,  czy to syndrom władzy?[i]

Nigdzie w relatywnie normalnym i cywilizowanym kraju Trzecia Władza i organy ścigania nawet nie ośmieliłyby się prawić takich bezczelnych andronów. Wynika to z fundamentalnej roli wymiaru sprawiedliwości (i przy tym organów ścigania) w każdym demokratycznym społeczeństwie i państwie prawa i stąd postrzeganie sprawowania wymiaru sprawiedliwości przez obywateli jest niezwykle istotne.

Jak cię widzą tak cię piszą !

To polskie przysłowie sformułowane trochę innaczej przez Lorda Hewart – Justice must not only be done, but must seen to be done -  jest dzisiaj stosowaną nie tylko w UK czy innych krajach gdzie obowiązuje system comon law, ale również krajach Europy i na świecie jedną z zasad  gwarantującą rzetelny proces.

Europejski Trybunał w Stasbourgu również podniósł takie wymaganie do rangi zasady i uważa je za konieczne i nieodzowne, aby nie osłabiać zaufania opinii publicznej, a w sprawach karnych, również zaufania oskarżonego do władzy sądowniczej. Działania wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania mają inspirować społeczeństwo w demokratycznym państwie prawa do przestrzegania tego prawa i wzbudzać zaufanie, iż  tylko w  przypadku rzeczywistego złamania prawa poniosą karę.

Zasada ta obowiązuje więc również wymiar sprawiedliwości w Polsce.

Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 28 listopada 2012 r. (sygn. akt III CZP 65/12)  „...poza dyskusją pozostaje teza, że orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka obejmujące wykładnię postanowień konwencji praw człowieka i podstawowych wolności powinny być uwzględniane przy interpretacji prawa polskiego...“

Tutaj geneza powstania tej zasady.  Wszystko zaczęło się w 1923r. w UK od wypadku, który spowodował motocyklista i został uznany przez sąd I instancji winnym niebezpiecznego prowadzenia pojazdu i spowodowania zagrożenia na drodze. McCarthy odwołał się od tego wyroku, twierdząc, iż asystent sędziego rozpoznającego sprawę w I instancji, pracował w firmie adwokackiej, która prowadziła sprawę przeciwko niemu z powództwa cywilnego poszkodowanego w tym wypadku.

Apelację wygrał, a przewodniczący sądu Lord Gordon Hewart, uzasadniając swoją decyzję stwierdził, iż wierzy  w oświadczenie sędziego, że podejmując decyzję w sprawie, nie konsultował się ze swoim asystentem i domniemany interes asystenta w wydaniu wyroku skazującego McCarthy nie miał żadnego wpływu na jego decyzję.

„...Niemniej nie to w tej sprawie jest istotne. Fundamentalne znaczenie dla wymiaru sprawiedliwości ma nie tylko fakt, iż sprawiedliwości stało się zadość, ale również to,  aby bez cienia podejrzenia (skazany i społeczeństwo – przypisek mój) widzieli, że sprawiedliwości stało się zadość (...) Bowiem odpowiedź na pytanie - czy sprawiedliwośc zatriumfowała - nie zależy od tego - co faktycznie zrobiono, ale od tego, co może wydawać się, że zrobiono…”

Tak sprawa Rex v Sussex Justices; Ex parte McCarthy  stała się jednym z kamieni milowych w kształtowaniu zasad uczciwego i rzetelnego procesu ( fair trial) na świecie i także w Polsce  po sygnowaniu Karty Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Dlaczego piszę o tej zasadzie?  Sędziowie, prokuratorzy i autorytety prawnicze we wszystkich wspomnianych powyżej krajach, także sędziowie ETPC nie tylko nie uważają obywateli za baranów niemających odpowiednich predyspozycji intelektualnych i odpowiedniej wiedzy, aby zrozumieć zadania i sens działań tak sędziów jak i prokuratorów, ale przeciwnie uważają, że opinia, zaufanie i postrzeganie przez społeczeństwo wymiaru sprawiedliwości jest nieodzownym mechanizmem powściągania bezprawnych działań instytucji tego wymiaru w demokratycznym państwie prawa. 

Zanim zakończę ten tekst, parę słów wyjaśnienia.
 Prawdę  powiedziawszy  postanowiłam nie pisać przez jakiś czas ani na temat sądów i sędziów, ani prokuratutry i prokuratorów. I wspomniane kuriozalne i rażąco naruszające prawo decyzje ww nie są bezpośrednim asumptem do napisania tego tekstu. Jest nim inne bulwersujące wydarzenie w odległym tysiące kilometrów Toronto.

Tam kilka dni temu w pustym tramwaju policjat zastrzelił 9 strzałami 18 letniego chłopaka, a w chwilę później policjanci weszli do tramwaju i do ofiary strzelił któryś z nich jeszcze raz i użył Taser. Przechodnie sfilmowali wydarzenie. Opinia publiczna w Toronto i Kanadzie jest oburzona, uważając że policja nadużyła władzy i zamordowała chłopaka.  Od kilku dni trwają protesty pod komendami policji, pod parlamentem prowincji Ontario, na linii tramwajowej, gdzie został zastrzelony pasażerowie wkładają białe podkoszulki z czerwonymi plamami, na torach tramwajowych w miejscu tego tragicznego zdarzenia ludzie kredą i farbą piszą epitafia i hasła żądające sprawiedliwości dla ofiary. W poniedzialek ulicami Toronto przeszedł marsz demonstrantów. Opinia publiczna żąda śledztwa przez niezależną od policji komisję. Dla pełnego obrazu zabity chłopak był emigrantem z Syrii.

To porównanie spontanicznej i natychmiastowej reakcji Kanadyjczyków na zabicie przez policję jednego z obywateli, z reakcjami Polaków na bezprawie policji, prokuratury czy sądów jest dla mnie tragiczne i smutne. Jak ktoś mądry powiedział „Najwięcej zła wyrządzają dobrzy ludzie swoją biernością“.

Społeczenstwo en masse, wszelkiej proweniencji elity, a także nasi przedstawiciele w Sejmie czy Senacie swoja biernością przyzwalali i przyzwalają na postepujace i umacniajace sie bezprawie przez 24 lata “wolnej Polski”, nie biorac pod uwage prostej zależności: zaniechanie jakichkolwiek form realnej kontroli, krytyki i protestu przeciwko bezprawiu  urzędników państwowych, funkcjonariuszy, sędziów, prokuratorów i brak dyscyplinowania i wymierzania sprawiedliwości tym, którzy są zdeprawowani, skutkuje tym, iż następnym razem ich nieprawość i jest jeszcze bardziej bezczelna i bezwstydna. I następnym razem to bezprawie i ta bezczelność i ta arogancja podnosi się do kwadratu, a a później do sześcianu… I tak rośnie jak rak niepowstrzymana zawczasu. I przychodzi czas, iż już jest za późno.

Wydaje mi się, że  ten czas nadszedł.


[i] Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,76842,14314496,Andrzej_Seremet_o_krytyce_prokuratury_przez_politykow_.html?as=3#ixzz2aMyktHKr


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka

czwartek, 30 maja 2013

Bilans 7 lat mitręgi prokuratorów w sprawie K.Olewnika. Szału nie ma.


Kilka dni temu, wszem i wobec ogłoszono z fanfarami, że rozpoczyna się proces policjantów – słownie dwóch, którzy brali udział w początkowej fazie śledztwa w sprawie porwania K.Olewnika. Każdemu używającemu przynajmniej części posiadanych  szarych komórek nasuwa się naturalne pytanie: tylko dwóch?

To ta cała mitręga prokuratur najpierw w Olsztynie, póżniej PA w Gdańsku, a także Komisji sejmowej – 7 lat śledzenia, analizowania, zbierania dowodów – żeby ewentualnie wsadzić za kratki dwóch policjantów? Spektakularny sukces.

Na pocieszenie – prokuratura gdańska nadal prowadzi postępowanie w sprawie super-śledczego w Olsztynie Piotra Jasińskiego i jego zwierzchników. Ale nie ma co się podniecać, jak dotąd ta sama prokuratura prowadziła postępowania  w sprawach 24 innych prokuratorów i prokuratorek prowadzących w różnych okresach śledztwo w sprawie K.Olewnika.  Rezultat? Co do działań 7 z nich  prokuratura ta wypowiedziała się nawet bardzo krytycznie i gdyby nie przedawnienie sprawy (sic!), mogliby oni ponieść odpowiedzialność karną.

Zaiste pogarda organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości dla obywatela osiąga rozmiary katastrofy. I nie ma większego faux pass jak żądanie od tych funkcjonariuszy rzetelnej, uczciwej, dobrej roboty, działania w ramach prawa itp. No, a już bezczelnością jest żądanie pociągnięcia do jakiejkolwiek odpowiedzialności - delikatnie mówiąc; niudaczników, nierobów, niedouków i przestępców.

Rodzina Olewników zna ten trend z autopsji. Sprawa porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika urosła do rangi tragicznego symbolu. Symbolu, który obnaża degrengoladę polskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Ale ani funkconariusze organów ścigania ani  funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości specjalnie się tym nie przejmują. No bo niby co możemy im zrobić? Kaczki na wodzie zająć? W razie zadymy znajdzie się autorytet, który wyłoży nam  prawdę w rodzaju „...Wymiar sprawiedliwości powinien służyć ludziom…” albo  “…warto podkreślać, że sądy są dla obywateli…

Media od lat cyklicznie powracają do tragedii rodziny Olewników. Niektóre przedstawiane w nich opinie są zaskakujące.

Znany dziennikarz śledczy, Piotr Pytlakowski 5 lat temu pisał w Polityce;
“…Panuje (…) przekonanie, że każdy prokurator, któremu przypadnie to śledztwo, przegra,nawet jeśli odniesie jakiś sukces, bo rodzina Olewników nigdy nie zostanie w pełni usatysfakcjonowana. Dopiero gdyby na ławie oskarżonych obok bandytów umieszczono niedbałych policjantów, kiepskich prokuratorów i lekceważących nieszczęście tych ludzi polityków – cel ich wieloletnich zmagań byłby spełniony. Z prawnego punktu widzenia jest to jednak niemożliwe. …” 

Twierdzenie redaktora Pytlakowskiego, iż z punktu widzenia prawa niemożliwe jest posadzenie na ławie oskarżonych niedbałych policjantów, kiepskich prokuratorów i lekceważących nieszczęście Olewników polityków jest wysoce szkodliwą dezinformacją. Fakt, że państwo polskie olewa obywatela i ochrania nieudaczników i przestępców nie wynika na pewno z braku „możliwości prawnych“ ukarania tychże! Kto jak kto, ale dziennikarz śledczy winien to wiedzieć.

Stawianie tezy, iż obywatele nie mają prawa do żądania, aby być w pełni usatysfakcjonowanymi działaniami władzy jest absurdalne. Widać doktryny polityczne pomajtały się redaktorowi.

Prokuratura w Gdańsku miała takie same poglądy co do usatysfakcjonowania rodziny Olewników. Po przejęciu postępowania w sprawie „uchybień“ w śledztwie w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika od prokuratury olsztyńskiej, już po paru miesiącach sielanki rozpoczęła nagonkę na roszczeniową i nieusatysfakcjonowaną rodzinę Olewników. Działania tej prokuratury przez ostatnie 4 lata sprawiały wrażenie działań skierowanych na zdyskredytowanie rodziny Olewników i przeciąganie śledztwa, tak aby zarzuty w sprawach nieprawidłowości, uchybień, niedopełnienia obowiązków i podejrzeń popełnienia przestępstw w sprawach prokuratorów przedawniły się. Ta taktyka okazała się skuteczna.

W tym samym czasie, kiedy prokuratura podczas licznych konferencji prasowych przedstawiała najnowsze rewelacje dotyczące rodziny Olewników, z drugiej strony nabierała wody w usta co do   informacji dotyczących działań w sprawach prokuratorów i policjantów, a więc głównych wątków śledztwa.

Zarzucano Olewnikom, iż porwanie sfingowali razem z porwanym, mieli komunikować  się z porywaczami nie informując organów ścigania, ukrywać nagrania z monitoringu CCTV z domu Krzysztofa, ktørego to monitoringu nigdy nie było.  Wszczęto też śledztwo przeciwko W.Olewnikowi i jego zięciowi o nielegalne posiadanie broni ( dzisiaj sprawa jest w sądzie), zarzucono  rodzinie mataczenie, ukrywanie dowodów i nie zgłoszenie istnienia ważnego świadka, a także zarzucano im  fundamentalne sprzeczności w ich zeznaniach. Wiosną 2011r.  odebrano rodzinie dostęp do akt sprawy. Zdesperowana rodzina pozwała prokuraturę do sądu.

A przecież szkody wyrządzone przez działania policjantów, prokuratorów i polityków są porażające i przerażające. Przede wszystkim sama prokuratura gdańska przyznaje, iż gdyby nie rażące błedy i zaniechania Krzysztof Olewnik mógł przeżyć.

Życie człowieka jest najwyższą wartością. Prawna ochrona życia jest zagwarantowana w art. 38 Konstytucji RP. Czy dla Krzysztofa Olewnika ta gwarancja Rzeczpospolitej była tylko fikcją?

Nie sposób nie wskazać również na straty społeczne, moralne i straty wymierne w złotówkach, spowodowane działaniami funkcjonariuszy państwa.

Sprawa ta położyła trwały cień na wizerunku państwa polskiego, rządu, organów ścigania, a szczególnie na prokuraturze i policji. Sejmowa komisja śledcza w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika w raporcie końcowym z 2011r. postawiła tezę, iż policjanci i prokuratorzy, mogli celowo zacierać ślady i niszczyć dowody w sprawie. Nie wykluczono, że takie działania mogły wynikać z tego, że przedstawiciele organów ścigania współdziałali z porywaczami.

Od pażdziernika 2001r. oprócz śledztwa w sprawie porwania i póżniej zabójstwa Krzysztofa Olewnika zakończonego aktem oskarżenia w 2007r., prokuratury prowadziły i umarzały dziesiątki śledztw dotyczących wydarzeń wokół tej sprawy. Do tego trzeba dodać dwuletnie prace Sejmowej Komisji śledczej, process 11 oskarżonych w w SO w Płocku, apelację w SA w Warszawie, ekshumację zwłok K.Olewnika, powtarzanie badań DNA i setek innych badań, ekspertyz itp. Wszystkie te działania  kosztowały do dzisiaj podatników miliony,  jeśli nie dziesątki milionów złotych! Podejrzewam, że nikt nawet w przybliżeniu nie oszacował nigdy tych kosztów.

A jaki jest dzisiaj bilans tych 12 letnich działań? Szału nie ma.


1.   Raport komisji sejmowej. Komisja de facto na podstawie swoich ustaleń,  może tylko rekomendować  zmiany w prawie czy kroki prawne – np. w celu ukarania winnych zaniedbań czy przetępstw. Te ostatnie rekomendacje miała zrealizować PA w Gdańsku.
2.   Po 5 latach pracy i analizowania materiału dowodowego PA w Gdańsku, stwierdza, iż ustalenia faktyczne Sądu Okręgowego w Płocku, na podstawie których wydano wyrok i skazano 10 osób  są „niezgodne ze stanem rzeczywistym“. Wersja uprowadzenia i zabójstwa wynikająca z wyroku Sądu Okręgowego w Płocku, a oparta głównie na wyjaśnieniach Artura Rechula, Irenusza Piotrowskiego i Sławomira Kościuka, “…jest w wielu aspektach wątpliwa…” Czyli krótko mówiąc cały ten proces to był jeden wielki pic, który może zakończyć sie nowymi procesami.
3.   oskarżono 2 (słownie dwóch!) policjantów o czyny karalne  popełnione w czasie śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa K.Olewnika,
4.   oskarżono kierowniczkę Laboratorium Kryminalistycznego KW w Olsztynie Jolantę D. oraz biegłego medycyny sądowej Bogdana Z., m. inn. o nieprawidłowości: źle przeprowadzane badania DNA, zamianę próbek, nieautoryzowany dostęp do zwłok osób trzecich i zaginięcie fragmentów kości Krzysztofa Olewnika. W rezultacie tych uchybień PA na wniosek rodziny ekhumowała ciało i ponownie zbadała DNA.

ad 2 - Wprawdzie rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, Barbara Sworobowicz twierdzi iż „...nie oznacza to wcale podważenia meritum rozstrzygnięcia skazującego osoby oskarżone w postępowaniu, a krytykę wyroku z 2007 roku prokuratorzy musieli zawrzeć w akcie oskarżenia z uwagi na nowe dowody i zasadę obiektywizmu…”,
ale ten damage control nie umniejsza doniosłości i ewentualnych konsekwencji tych ustaleń.

Stwierdzenie PA, ustalenia faktyczne sądu meriti są „niezgodne ze stanem rzeczywistym“, oznaczają, iż skazani mają podstawę do skierowania prośby o wywiedzenie kasacji do RPO lub PG powołując się na art. 438 & 3 kpk – orzeczenie sądu ulega uchyleniu lub zmianie w razie stwierdzenia błędu w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia, jeżeli mógł on mieć wpływ na treść tego orzeczenia. Alternatywnie mogą żądać wznowienia postępowania na podstawie art.540 & 2, bowiem PA ujawniła nowe fakty, nieznane przedtem sądowi.


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka




poniedziałek, 27 maja 2013

Czym skorpka za młodu...czyli sędziowska mentalność.






Dostałam wiadomość od właścicieli jednego z portali blogowiskowych z informacją, iż b. sędzia Artur J. straszy portal konsekwencjami prawnymi i żąda usunięcia swoich danych osobowych zawartych w  moim tekscie z przed lat. 

Portal po otrzymaniu wniosku od sędziego portal usunął mój tekst.

List sędziego:




Wniosek o usunięcie danych osobowych
Żądam natychmiastowego usunięcia moich danych osobowych opublikowanych na stronie internetowej:

Opublikowanie moich prywatnych danych w dniu 28 lipca 2009 r. nastąpiło bez mojej wiedzy i zgody.  Jest to więc działanie bezprawne. Dane te w świetle art. 27 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych podlegają szczególnej ochronie, jako dane szczególnie wrażliwe.

Ponadto, w dniu 13.05.2013 r. na formularzu kontaktowym X zgłosiłem wniosek o usunięcie moich danych osobowych, wskazując jednocześnie, iż ich publikacja narusza moje prawa. Do chwili obecnej moje dane osobowe nie zostały usunięte. W tej sytuacji dalsze publiczne udostępnianie moich danych odbieram jako uporczywe, bezprawne naruszanie mojej prywatności.

Co szczególnie istotne, opublikowane na w/w stronie informacje są już nieaktualne, albowiem nastąpiło już zatarcie skazania. Z chwilą zatarcia skazania uważa się je za niebyłe; wpis o skazaniu usuwa się z rejestru skazanych (art. 106 Kodeksu karnego). Oznacza to, że z chwilą zatarcia skazania następuje usunięcie wszelkich jego skutków – nie tylko w zakresie prawa karnego ale, co należy szczególnie podkreślić – w sytuacji społeczno-zawodowej skazanego. Nie budzi zatem wątpliwości, iż wskazana wyżej publikacja niweczy skutki zatarcia skazania, a w konsekwencji również negatywnie oddziałuje na normalne życie niżej podpisanego.

Z powyższych względów wystąpienie z niniejszym wnioskiem jest konieczne i uzasadnione. Jednocześnie informuję, iż jeżeli w ciągu 7 dni (od chwili wprowadzenia wniosku do środka komunikacji elektronicznej kontrolowanego przez X) wniosek nie spotka się z pozytywną reakcją, będę zmuszony podjąć kroki prawne, co narazi osoby odpowiedzialne na sankcje prawne z odpowiedzialnością karną włącznie.

 A.J



O co chodziło w tymi danymi osobowymi? Kilka dobrych lat temu napisałam tekst o bezprawiu Trzeciej Władzy i braku jakiejkolwiek odpowiedzialności sędziów – tak dyscyplinarnej jak i karnej za popełnione przestępstwa. Podałam bulwersujące przykłady, m.inn. przykład sędziego SR Praga w Warszawie, Artura J. Poniżej cytat, który oburzył sędziego J.

“Sędzia spowodował wypadek drogowy, w wyniku którego zginęła starsza kobieta, a druga osoba odniosła ciężkie obrażenia. Wszczęto  sprawę dyscyplinarną, rzecznik dyscyplinarny żądał ukarania sędziego naganą (sic!), Sąd Apelacyjny w Warszawie ( jako Sąd Dyscyplinarny) wymierzył sędziemu karę złożenia z urzędu.

Postępowanie zostało zawieszone, ponieważ rozpoczęło się śledztwo i proces karny. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał sędziego Artura J. na karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat, 3 lata zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, jak również 4 tys. nawiązki dla pokrzywdzonego.(!) Po tym wyroku, wznowiono postępowanie dyscyplinarne i sędzia A.J. wniósł odwołanie od decyzji SA do Sądu Najwyższego, żądając uchylenia orzeczenia, ponownego rozpoznania sprawy i złagodzenia kary, co pozwoliłoby mu na wykonywanie nadal zawodu sędziego. O złagodzenie kary wystąpił również warszawski rzecznik dyscyplinarny sędzia Przemysław Filipkowski - uważał, że kara usunięcia z urzędu jest zbyt surowa  (sic!).

SN utrzymał  wyrok I instancji. Sędzia SN Jerzy Grubba podkreślił, że wyroki sądów karnych są dla sądu dyscyplinarnego wiążące, co do ustalenia winy a chociaż prawo nie zakazuje osobom karanym bycia sędzią,  "...ale dla nikogo nie może stanowić wątpliwości, że dopuszczenie się przestępstwa jest najwyższym deliktem dyscyplinarnym, jaki można zarzucić sędziemu..." – stwierdził Sędzia  Grubba.

Interesująca jest informacja, że sędzią w Polsce może być osoba karana!  Wydawałoby się, że niekaralność jest niezbędnym  kryterium sprawowania władzy  sędziowskiej!  Tak przynajmniej dzieje się w cywilizowanym świecie…”

To tyle w moim tekście o Arturze J.

Na marginesie - czapka z głowy sędziemu J.Grubby. Nie wszyscy jego koledzy w SN mają takie radykalne poglądy co wymagań w kwestii morale kolegów sędziów.

A wracając do „wniosku“ – b. sędzia napisał “…zgłosiłem wniosek o usunięcie moich danych osobowych, wskazując jednocześnie, iż ich publikacja narusza moje prawa. Do chwili obecnej moje dane osobowe nie zostały usunięte. W tej sytuacji dalsze publiczne udostępnianie moich danych odbieram jako uporczywe, bezprawne naruszanie mojej prywatności…”

 i dalej

(Opublikowanie danych)  “…nastąpiło bez mojej wiedzy i zgody.  Jest to więc działanie bezprawne. Dane te w świetle art. 27 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych podlegają szczególnej ochronie, jako dane szczególnie wrażliwe…”


Ups! Były sędzia bredzi. Czy wynika to z poziomu wiedzy prawniczej czy alternatywnie z przyzwyczajenia zawodowego do poszanowania prawa? Nie wiem, ale o jakiej prywatności prawi Artur J.? Po pierwsze w czasie, gdy pisałam ten tekst Artur J. był osobą właśnie pozbawioną  funkcji publicznej.  

"..Osoby wykonujące funkcje publiczne - ze względu na swą pozycję i możliwość oddziaływania zachowaniami, decyzjami, postawami, poglądami na sytuację szerszych grup społecznych - muszą zaakceptować ryzyko wystawienia się na surowszą ocenę opinii publicznej...” SK 43/05 12.05.2008

Po drugie został właśnie skazany prawomocnym wyrokiem za przestępstwo! Imię i nazwisko skazanego przestępcy to są informacje publiczne,  tak jak publiczny jest wyrok sądu. Tak stoi w polskim prawie!

Stąd po trzecie; przepisy ustawy o ochronie danych osobowych nie obejmują informacji publicznych, to chyba jasne i oczywiste jak słońce!

Na marginesie, abstrahując od faktu, że b.sędzia nie potrafi rozróżnić prywatnych danych osobowych od informacji publicznej, zachodzę w głowę jakie to dane „szczególnie wrażliwe“ podałam jakoby  bezprawnie (bez zgody  na piśmie?!) według Artura J.? Podałam jego imię i nazwisko.

Natomiast katalog danych „ szczególnie wrażliwych“ jest dość długi, ale z nazwiskiem i imieniem nie ma nic wspólnego. I tak czy samo nazwisko i imię może być informacją o pochodzeniu rasowym i etnicznym sedziego? I czy możemy po nazwisku poznać czyjeś przekonania filozoficzne i religijne? Albo może przynależność wyznaniową, partyjną, czy związkową? Przy najlepszych chęciach nie można z nazwiska uzyskać danych o kodzie genetycznym czy też danych życiu seksualnym, ani danych o jego nałogach czy stanie zdrowia.

Czemu więc Artur J. tym właśnie artykułem straszył? Jedyne racjonalne wytłumaczenie to chyba stare przyzwyczajenie do arogancji nietykalnych i tęsknota do tej utraconej szczególnej ochrony.

Dalej w swoim liście do właściciela portalu b. sędzia pisze:

“…Co szczególnie istotne, opublikowane na w/w stronie informacje są już nieaktualne, albowiem nastąpiło już zatarcie skazania. Z chwilą zatarcia skazania uważa się je za niebyłe; wpis o skazaniu usuwa się z rejestru skazanych (art. 106 Kodeksu karnego). Oznacza to, że z chwilą zatarcia skazania następuje usunięcie wszelkich jego skutków – nie tylko w zakresie prawa karnego ale, co należy szczególnie podkreślić – w sytuacji społeczno-zawodowej skazanego. Nie budzi zatem wątpliwości, iż wskazana wyżej publikacja niweczy skutki zatarcia skazania, a w konsekwencji również negatywnie oddziałuje na normalne życie niżej podpisanego…”

Mój Boże! Artur J. żąda usunięcia tekstu z przed czterech lat, ponieważ dzisiaj skazanie jest zatarte!  Po pierwsze; zatarcie skazania wywołuje skutki w sferze prawnej od chwili zatarcia i nie działa wstecz!

Po drugie; jak praktycznie wyglądałoby usuwanie  w prasie, tv i necie (tutaj w pierwszym i drugim obiegu) setek, jeśli nie tysięcy oryginalnych i powielonych informacji i artykułów o przestępstwie Artura J.? To absurd i utopia! Zastraszyć tym bełkotem prawnym można co najwyżej część mediów drugiego obiegu. Media mainstream wyśmieją takie strachy na Lachy. 

Po trzecie; nawet koledzy po fachu  i autorytety prawne jak np. były I Prezes SN Lech Gardocki stoją na stanowisku, iż „...nie ma powodu, by (…) fakt skazania jakiejś osoby był pomijany, ponieważ zostało ono prawnie zatarte. Podnoszenie publicznie faktu, że dana osoba była skazana, musi jedna leżeć w uzasadnionym interesie społecznym, inaczej bowiem wchodzi w grę odpowiedzialność za zniesławienie”[i]

Informowanie o procedurach dyscyplinarnych sędziów i o ich wyrokach skazujących, nawet zatartych. moim zdaniem leży jak najbardziej w uzasadnionym interesie społecznym, chociażby ze względu na niezwykłą rzadkość takich zdarzeń. To ja robiłam za friko  PR Trzeciej Władzy! Taka informacja publiczna leży przecież w interesie samych sędziów, albowiem pokazuje, że jeżeli nawet sporadycznie, to  czyszczą swoje szeregi z nieudaczników i pospolitych przestępców! 

A Pani Magdalena Błaszczyk w swoim opracowaniu INSTYTUCJA ZATARCIA SKAZANIA W POLSKIM PRAWIE KARNYM[ii] precyzuje doktrynę;

“… W sytuacji, kiedy informacja o fakcie skazania, które uległo już zatarciu jest podnoszona publicznie – czyli może dotrzeć do nieoznaczonego kręgu odbiorców (np. czytelników prasy, słuchaczy radia, przybyłych na spotkanie wyborcze) albo do oznaczonej, większej liczby osób (np. zgromadzonych na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej bloku) podający ją nie popełnia przestępstwa zniesławienia, jeżeli ...publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut służący obronie społecznie uzasadnionego interesu” (art. 213 § 2 k.k.).
(...)
Stosując ten tok rozumowania, należałoby informowanie o skazaniu, które uległo zatarciu, uznać za nieprawdę. W świetle prawa bowiem skazanie, które uległo zatarciu, uważa się za niebyłe. Jednakże możliwość przyjęcia takiej interpretacji musi rodzić wątpliwości. „Prawdziwość” jako znamię kontratypu z art. 213 k.k. jest bowiem interpretowana dosłownie, literalnie. „Prawdziwy” – to znaczy „odpowiadający rzeczywistości”. Literalna wykładnia art. 213 k.k. jest uzasadniona  ratio legis tego kontratypu, czyli potrzebą prawa do krytyki…"


To całe wydarzenie zakończone wykasowaniem mojego tekstu pozostawiło  niesmak. Swoboda wyrażania pejoratywnych opinii o osobach publicznych i w sprawach publicznych winna być niezbywalnym prawem obywatela. Taką swobodę "reklamują" portale blogerskie. Taka swoboda lub jej brak jest zasadniczym testem demokracji i wolnego społeczeństwa. Tym bardziej blogerzy, ktorzy w dzisiejszej dobie Internetu obok dziennikarzy zawodowych pełnią funkcje “strażników demokracji“, winni mieć prawo pisaniania o nieprawidłowościach w działaniach władzy, businessu i instytucji pożytku publicznego, bez obawy możliwości odpowiedzialności karnej, która bez wątpienia powstrzymuje od takiej krytyki wielu, ze szkodą dla szeroko pojętego interesu społeczeństwa.
Zgodnie z wyrokiem TK SK 43/05, zawsze istnieje domniemanie, że dziennikarz ( czy to zawodowy czy bloger) działa w uzasadnionym interesie publicznym.

Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka





[i] L. Gardocki, Prawo karne, wyd. 11, Warszawa 2005, s. 206

[ii] [ii] STUDIA IURIDICA XLVI/2006,  WPiA UW