Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kretynizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kretynizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

O łamaniu prawa, krytyce, bierności i upierdliwym brzęczeniu much




W ostatnich tygodniach opinia publiczna zbulwersowana była kilkoma zaiste kuriozalmymi decyzjami sądów i prokuratur. Jak zwykle przy okazji dyskusji, debat i wywiadów przedstawiciele obydwu korporacji podnosili  dyżurny“ argument – obywatele nie mają odpowiednich predyspozycji intelektualnych i odpowiedniej wiedzy, aby zrozumieć zadania i sens działań tak sędziów jak i prokuratorów.

I tak na przykład Prokurator Generalny poetycko i arogancko stwierdził,  że  opinie i krytyka
polityków to dla niego brzęczenie much” i nikt nie dał politykom prawa do takich zarozumiałych opinii. Czy to kompromitujące i niekostytucyjne odbieranie obywatelom prawa do krytyki, czyli prawa do kontroli władzy to mentalny balast epoki z przed 1989,  czy to syndrom władzy?[i]

Nigdzie w relatywnie normalnym i cywilizowanym kraju Trzecia Władza i organy ścigania nawet nie ośmieliłyby się prawić takich bezczelnych andronów. Wynika to z fundamentalnej roli wymiaru sprawiedliwości (i przy tym organów ścigania) w każdym demokratycznym społeczeństwie i państwie prawa i stąd postrzeganie sprawowania wymiaru sprawiedliwości przez obywateli jest niezwykle istotne.

Jak cię widzą tak cię piszą !

To polskie przysłowie sformułowane trochę innaczej przez Lorda Hewart – Justice must not only be done, but must seen to be done -  jest dzisiaj stosowaną nie tylko w UK czy innych krajach gdzie obowiązuje system comon law, ale również krajach Europy i na świecie jedną z zasad  gwarantującą rzetelny proces.

Europejski Trybunał w Stasbourgu również podniósł takie wymaganie do rangi zasady i uważa je za konieczne i nieodzowne, aby nie osłabiać zaufania opinii publicznej, a w sprawach karnych, również zaufania oskarżonego do władzy sądowniczej. Działania wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania mają inspirować społeczeństwo w demokratycznym państwie prawa do przestrzegania tego prawa i wzbudzać zaufanie, iż  tylko w  przypadku rzeczywistego złamania prawa poniosą karę.

Zasada ta obowiązuje więc również wymiar sprawiedliwości w Polsce.

Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 28 listopada 2012 r. (sygn. akt III CZP 65/12)  „...poza dyskusją pozostaje teza, że orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka obejmujące wykładnię postanowień konwencji praw człowieka i podstawowych wolności powinny być uwzględniane przy interpretacji prawa polskiego...“

Tutaj geneza powstania tej zasady.  Wszystko zaczęło się w 1923r. w UK od wypadku, który spowodował motocyklista i został uznany przez sąd I instancji winnym niebezpiecznego prowadzenia pojazdu i spowodowania zagrożenia na drodze. McCarthy odwołał się od tego wyroku, twierdząc, iż asystent sędziego rozpoznającego sprawę w I instancji, pracował w firmie adwokackiej, która prowadziła sprawę przeciwko niemu z powództwa cywilnego poszkodowanego w tym wypadku.

Apelację wygrał, a przewodniczący sądu Lord Gordon Hewart, uzasadniając swoją decyzję stwierdził, iż wierzy  w oświadczenie sędziego, że podejmując decyzję w sprawie, nie konsultował się ze swoim asystentem i domniemany interes asystenta w wydaniu wyroku skazującego McCarthy nie miał żadnego wpływu na jego decyzję.

„...Niemniej nie to w tej sprawie jest istotne. Fundamentalne znaczenie dla wymiaru sprawiedliwości ma nie tylko fakt, iż sprawiedliwości stało się zadość, ale również to,  aby bez cienia podejrzenia (skazany i społeczeństwo – przypisek mój) widzieli, że sprawiedliwości stało się zadość (...) Bowiem odpowiedź na pytanie - czy sprawiedliwośc zatriumfowała - nie zależy od tego - co faktycznie zrobiono, ale od tego, co może wydawać się, że zrobiono…”

Tak sprawa Rex v Sussex Justices; Ex parte McCarthy  stała się jednym z kamieni milowych w kształtowaniu zasad uczciwego i rzetelnego procesu ( fair trial) na świecie i także w Polsce  po sygnowaniu Karty Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Dlaczego piszę o tej zasadzie?  Sędziowie, prokuratorzy i autorytety prawnicze we wszystkich wspomnianych powyżej krajach, także sędziowie ETPC nie tylko nie uważają obywateli za baranów niemających odpowiednich predyspozycji intelektualnych i odpowiedniej wiedzy, aby zrozumieć zadania i sens działań tak sędziów jak i prokuratorów, ale przeciwnie uważają, że opinia, zaufanie i postrzeganie przez społeczeństwo wymiaru sprawiedliwości jest nieodzownym mechanizmem powściągania bezprawnych działań instytucji tego wymiaru w demokratycznym państwie prawa. 

Zanim zakończę ten tekst, parę słów wyjaśnienia.
 Prawdę  powiedziawszy  postanowiłam nie pisać przez jakiś czas ani na temat sądów i sędziów, ani prokuratutry i prokuratorów. I wspomniane kuriozalne i rażąco naruszające prawo decyzje ww nie są bezpośrednim asumptem do napisania tego tekstu. Jest nim inne bulwersujące wydarzenie w odległym tysiące kilometrów Toronto.

Tam kilka dni temu w pustym tramwaju policjat zastrzelił 9 strzałami 18 letniego chłopaka, a w chwilę później policjanci weszli do tramwaju i do ofiary strzelił któryś z nich jeszcze raz i użył Taser. Przechodnie sfilmowali wydarzenie. Opinia publiczna w Toronto i Kanadzie jest oburzona, uważając że policja nadużyła władzy i zamordowała chłopaka.  Od kilku dni trwają protesty pod komendami policji, pod parlamentem prowincji Ontario, na linii tramwajowej, gdzie został zastrzelony pasażerowie wkładają białe podkoszulki z czerwonymi plamami, na torach tramwajowych w miejscu tego tragicznego zdarzenia ludzie kredą i farbą piszą epitafia i hasła żądające sprawiedliwości dla ofiary. W poniedzialek ulicami Toronto przeszedł marsz demonstrantów. Opinia publiczna żąda śledztwa przez niezależną od policji komisję. Dla pełnego obrazu zabity chłopak był emigrantem z Syrii.

To porównanie spontanicznej i natychmiastowej reakcji Kanadyjczyków na zabicie przez policję jednego z obywateli, z reakcjami Polaków na bezprawie policji, prokuratury czy sądów jest dla mnie tragiczne i smutne. Jak ktoś mądry powiedział „Najwięcej zła wyrządzają dobrzy ludzie swoją biernością“.

Społeczenstwo en masse, wszelkiej proweniencji elity, a także nasi przedstawiciele w Sejmie czy Senacie swoja biernością przyzwalali i przyzwalają na postepujace i umacniajace sie bezprawie przez 24 lata “wolnej Polski”, nie biorac pod uwage prostej zależności: zaniechanie jakichkolwiek form realnej kontroli, krytyki i protestu przeciwko bezprawiu  urzędników państwowych, funkcjonariuszy, sędziów, prokuratorów i brak dyscyplinowania i wymierzania sprawiedliwości tym, którzy są zdeprawowani, skutkuje tym, iż następnym razem ich nieprawość i jest jeszcze bardziej bezczelna i bezwstydna. I następnym razem to bezprawie i ta bezczelność i ta arogancja podnosi się do kwadratu, a a później do sześcianu… I tak rośnie jak rak niepowstrzymana zawczasu. I przychodzi czas, iż już jest za późno.

Wydaje mi się, że  ten czas nadszedł.


[i] Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,76842,14314496,Andrzej_Seremet_o_krytyce_prokuratury_przez_politykow_.html?as=3#ixzz2aMyktHKr


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka

niedziela, 30 czerwca 2013

Inwazja kretynizmu, czyli casus dzieciobójczyni.




Codzienna prasówka pierwszego i drugiego obiegu utwierdza w przekonaniu, że decydenci wszystkich władz, na wszystkich szczeblach zatracili zupełnie umiejętność zdroworozsądkowego myślenia. Inwazja zwykłej głupoty połączona często z defektami emocjonalnymi, jak brakiem empatii i odruchów moralnych, agresją, ignorowaniem konwencji społecznych i narcyzmem, jest ewidentna na każdym kroku.

Przykładów jest tysiące, jak chociażby ostatnio przykład nauczycielki morderczyni. Po odsiedzeniu wyroku za zabójstwo pasierba i po ustawowo określonym czasie karalność jej uległa wymazaniu. Takie rozwiązanie czyli fikcja prawna - dająca szansę powrotu do społeczeństwa byłym skazanym, po czasie próby ( czas między zakończeniem kary, a wymazaniem), jest stosowane w niemal wszystkich krajach na świecie.

Nie oznacza to jednak, że  informacja o fakcie skazania nie istnieje i nie może być podnoszona  i wykorzystywana, jeżeli służy uzasadnionemu interesowi publicznemu. Takie stanowisko przedstawia doktryna, potwierdza ją orzecznictwo sądów. Powszechne mniemanie, że zatarcie skazania usuwa wszelkie jego skutki, nie tylko w zakresie prawa, ale również w sytuacji społeczno - zawodowej skazanego jest błędne. Niestety to domniemanie ma negatywne i często oburzające konsekwencje, tak jak w przypadku  tej  nauczycielki.

Jest to ewidentny przykład właśnie kompletnego ogłupienia decydentów Ministerstwa Edukacji, tworzących standardy zatrudniania nauczycieli.  Domaganie się zmiany prawa dotyczącego zatarcia skazania jest moim zdaniem wylewaniem dziecka z kąpielą i biciem piany, aby odwrócić uwagę od kardynalnych niedopatrzeń MEN.

"Jestem głęboko poruszona sytuacją przedstawioną dziś w artykule redaktora Szczygła
(…) stanowi (to wydarzenie) podstawę do ponownego poddania ocenie publicznej zbyt liberalnych rozwiązań prawnych, które niedostatecznie chronią nasze dzieci" – odkrywa Amerykę minister edukacji Krystyna Szumilas, w oświadczeniu na stronie ministerstwa, a minister sprawiedliwości już zapewnia o podjęciu prac nad zmianą prawa i wprowadzeniu dodatkowej kary zakazu pracy z dziećmi. Ta nadgorliwość MS jest równie szkodliwa, jak  oburzające niedopatrzenia, nieznajomość prawa czy kretynizm MEN.

Czy fakt, że ta kwestia nie jest uregulowana w prawie karnym, zwalnia pracodawców w instytucjach zaufania publicznego z wymagania najwyższych standardów moralnych i etycznych od pracowników tych instytucji, a co za tym idzie dbałości o ochronę interesów społeczeństwa, a przede wszystkim dzieci! Prawo nie zabrania, jak podniosłam powyżej uzyskania informacji o skazaniu po jego zatarciu i wykorzystaniu tej informacji,  jeżeli służy to uzasadnionemu interesowi społecznemu.

Jest oczywistym, dla każdego używającego już tylko części szarych komórek,  iż ta pani powinna mieć prawo wpisania w aplikacji o pracę niekarana, starając się o pracę sprzątaczki, urzedniczki czy pracownicy na taśmie w  fabryce, ale na Boga, nie w aplikacji na stanowisko nauczycielki! Wystarczy trochę wyobrażni, zdrowego rozsądku i odpowiedzialności, aby  w aplikacji pytać kandydata/kę czy był/a nie tylko o czy był/a karana/y, ale też czy ewentualna kara uległa zatarciu i sprawa jest rozwiązana!  Za to „przeoczenie“ w  standardach oceny moralności kandydatów na nauczycieli odpowiada resort edukacji, a konkretnie osoba czy zespół, który wyprodukował zasady weryfikowania kwalifikacji i moralności kandydata na nauczyciela,  a nie „złe prawo karne“.  

Ale w Polsce wszystko musi być maksymalnie skomplikowane i pozbawione kompletnie zdroworązsądkowego sensu. Minister Szuwalis twierdzi, że "obecne uregulowania prawne zobowiązują dyrektora szkoły do zawieszenia w czynnościach nauczyciela, wobec którego zaszło podejrzenie o popełnieniu przestępstwa przeciwko dzieciom lub innym małoletnim oraz do rozwiązania z nauczycielem stosunku pracy, w przypadku gdy doszło do prawomocnego skazania…(ale!) prawo oświatowe nie dotyczy jednak sytuacji, w których nastąpiło zatarcie skazania. Dlatego potrzebna jest zmiana przepisów karnych i o nią występuję".

Czemu minister Szuwalis występuje o zmiany w kpk ? Przecież wystarczy zmienić to prawo oświatowe!

Tak na marginesie zastanawia mnie kto to są inni małoletni, ale nie dzieci !

 W relatywnie normalnych krajach ubiegając się o pracę w zawodach zaufania publicznego, w instytucjach związanych z bezpieczeństwem społeczeństwa czy kraju, o pracę z dziećmi lub w „okolicy“ dzieci, osób starszych, czy osób chorych i  ubezwłasnowolnionych – kandydaci muszą podać, czy byli karani i czy ewntualnie karalność została zatarta. W Kanadzie np. pracodawcy sprawdzają aplikanta na takie pozycje nie w rejestrze skazanych, a w rekordach  policji.  Nawet rodziny zatrudniające nianię do dziecka mają prawo sprawdzić  na policji, czy osoba była aresztowana – niekoniecznie skazana!. Tak powinno też być w Polsce. Wystarczy tylko trochę zdrowego rozsądku!

Niestety ten kretynizm powoli udziela się też różnym mniejszym i większym autorytetom i zwykłym Kowalskim.

Na zakończenie, Himalaje ogłupienia. Znalazłam w sieci wywiad z bodajże psychologiem czy może socjologiem na temat nauczycielki – morderczyni. Niestety nie zanotowałam gdzie i z kim. Zacytuję kawałek, który skopiowałam do mojej teczki  “Kretyństwo i absurdy”.

“…Rozumie pan sposób, w jaki ludzie w internecie zareagowli na tekst w „Dużym formacie“ – wyśledzenie danych kobiety, ujawnienieich, żądanie zwolnienia?

Obudziły się w nich odruchy związane z poczuciem wlasnej wyższości budowanym przez znalezienie ofiary, na którą wspólnie szczują. Motywacją jest chęć zapobieżenia kolejnej tragedii. Taka motywacja może powstać oczywiście urodziców dzieci, które uczy ta kobieta.

Jeśli jednak kierowaliby się troską, to chcieliby porozmawiać z dyrekcją szkoły, powiadomiliby policję, spotkaliby się z tą nauczycielką, wysłuchali jej argumentów. W sieci nie ma jednak takiego języka troski, jest za to głupi język nienawiści, stadne polowanie, w którym chcemy i lubimy uczestniczyć. Ujawniła się ta obrzydliwa potrzeba siedząca w ludziach.

Przecież wszystko wskazuje na to, że ta kobieta nie jest materiałem na zawodową morderczynię, a do zbrodni doszło przez jej poronione metody wychowawcze. Człowiek często nie jest świadomy swoich zachowań i konsekwencji. U podłoża tych metod mogło leżeć  przeświadczenie, że będą prowadzić do dobra dziecka, a zbrodnia mogła zmienić tę filozofię...“

Nic nie rozumiem z tego bełkotu, poza paranoidalnym lejtmotywem zarzutu „mowy nienawiści“ i jakimś chorym żądaniem  „tolerancji i zrozumienia“.

Ale może być jeszcze lepiej! Spotkałam się nawet z opiniami, że ... sąsiedztwo z Kaczyńskimi miało związek z działaniami tej pani i tragicznym losem jej pasierba...



Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka