Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bylejakość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bylejakość. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

O łamaniu prawa, krytyce, bierności i upierdliwym brzęczeniu much




W ostatnich tygodniach opinia publiczna zbulwersowana była kilkoma zaiste kuriozalmymi decyzjami sądów i prokuratur. Jak zwykle przy okazji dyskusji, debat i wywiadów przedstawiciele obydwu korporacji podnosili  dyżurny“ argument – obywatele nie mają odpowiednich predyspozycji intelektualnych i odpowiedniej wiedzy, aby zrozumieć zadania i sens działań tak sędziów jak i prokuratorów.

I tak na przykład Prokurator Generalny poetycko i arogancko stwierdził,  że  opinie i krytyka
polityków to dla niego brzęczenie much” i nikt nie dał politykom prawa do takich zarozumiałych opinii. Czy to kompromitujące i niekostytucyjne odbieranie obywatelom prawa do krytyki, czyli prawa do kontroli władzy to mentalny balast epoki z przed 1989,  czy to syndrom władzy?[i]

Nigdzie w relatywnie normalnym i cywilizowanym kraju Trzecia Władza i organy ścigania nawet nie ośmieliłyby się prawić takich bezczelnych andronów. Wynika to z fundamentalnej roli wymiaru sprawiedliwości (i przy tym organów ścigania) w każdym demokratycznym społeczeństwie i państwie prawa i stąd postrzeganie sprawowania wymiaru sprawiedliwości przez obywateli jest niezwykle istotne.

Jak cię widzą tak cię piszą !

To polskie przysłowie sformułowane trochę innaczej przez Lorda Hewart – Justice must not only be done, but must seen to be done -  jest dzisiaj stosowaną nie tylko w UK czy innych krajach gdzie obowiązuje system comon law, ale również krajach Europy i na świecie jedną z zasad  gwarantującą rzetelny proces.

Europejski Trybunał w Stasbourgu również podniósł takie wymaganie do rangi zasady i uważa je za konieczne i nieodzowne, aby nie osłabiać zaufania opinii publicznej, a w sprawach karnych, również zaufania oskarżonego do władzy sądowniczej. Działania wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania mają inspirować społeczeństwo w demokratycznym państwie prawa do przestrzegania tego prawa i wzbudzać zaufanie, iż  tylko w  przypadku rzeczywistego złamania prawa poniosą karę.

Zasada ta obowiązuje więc również wymiar sprawiedliwości w Polsce.

Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 28 listopada 2012 r. (sygn. akt III CZP 65/12)  „...poza dyskusją pozostaje teza, że orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka obejmujące wykładnię postanowień konwencji praw człowieka i podstawowych wolności powinny być uwzględniane przy interpretacji prawa polskiego...“

Tutaj geneza powstania tej zasady.  Wszystko zaczęło się w 1923r. w UK od wypadku, który spowodował motocyklista i został uznany przez sąd I instancji winnym niebezpiecznego prowadzenia pojazdu i spowodowania zagrożenia na drodze. McCarthy odwołał się od tego wyroku, twierdząc, iż asystent sędziego rozpoznającego sprawę w I instancji, pracował w firmie adwokackiej, która prowadziła sprawę przeciwko niemu z powództwa cywilnego poszkodowanego w tym wypadku.

Apelację wygrał, a przewodniczący sądu Lord Gordon Hewart, uzasadniając swoją decyzję stwierdził, iż wierzy  w oświadczenie sędziego, że podejmując decyzję w sprawie, nie konsultował się ze swoim asystentem i domniemany interes asystenta w wydaniu wyroku skazującego McCarthy nie miał żadnego wpływu na jego decyzję.

„...Niemniej nie to w tej sprawie jest istotne. Fundamentalne znaczenie dla wymiaru sprawiedliwości ma nie tylko fakt, iż sprawiedliwości stało się zadość, ale również to,  aby bez cienia podejrzenia (skazany i społeczeństwo – przypisek mój) widzieli, że sprawiedliwości stało się zadość (...) Bowiem odpowiedź na pytanie - czy sprawiedliwośc zatriumfowała - nie zależy od tego - co faktycznie zrobiono, ale od tego, co może wydawać się, że zrobiono…”

Tak sprawa Rex v Sussex Justices; Ex parte McCarthy  stała się jednym z kamieni milowych w kształtowaniu zasad uczciwego i rzetelnego procesu ( fair trial) na świecie i także w Polsce  po sygnowaniu Karty Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Dlaczego piszę o tej zasadzie?  Sędziowie, prokuratorzy i autorytety prawnicze we wszystkich wspomnianych powyżej krajach, także sędziowie ETPC nie tylko nie uważają obywateli za baranów niemających odpowiednich predyspozycji intelektualnych i odpowiedniej wiedzy, aby zrozumieć zadania i sens działań tak sędziów jak i prokuratorów, ale przeciwnie uważają, że opinia, zaufanie i postrzeganie przez społeczeństwo wymiaru sprawiedliwości jest nieodzownym mechanizmem powściągania bezprawnych działań instytucji tego wymiaru w demokratycznym państwie prawa. 

Zanim zakończę ten tekst, parę słów wyjaśnienia.
 Prawdę  powiedziawszy  postanowiłam nie pisać przez jakiś czas ani na temat sądów i sędziów, ani prokuratutry i prokuratorów. I wspomniane kuriozalne i rażąco naruszające prawo decyzje ww nie są bezpośrednim asumptem do napisania tego tekstu. Jest nim inne bulwersujące wydarzenie w odległym tysiące kilometrów Toronto.

Tam kilka dni temu w pustym tramwaju policjat zastrzelił 9 strzałami 18 letniego chłopaka, a w chwilę później policjanci weszli do tramwaju i do ofiary strzelił któryś z nich jeszcze raz i użył Taser. Przechodnie sfilmowali wydarzenie. Opinia publiczna w Toronto i Kanadzie jest oburzona, uważając że policja nadużyła władzy i zamordowała chłopaka.  Od kilku dni trwają protesty pod komendami policji, pod parlamentem prowincji Ontario, na linii tramwajowej, gdzie został zastrzelony pasażerowie wkładają białe podkoszulki z czerwonymi plamami, na torach tramwajowych w miejscu tego tragicznego zdarzenia ludzie kredą i farbą piszą epitafia i hasła żądające sprawiedliwości dla ofiary. W poniedzialek ulicami Toronto przeszedł marsz demonstrantów. Opinia publiczna żąda śledztwa przez niezależną od policji komisję. Dla pełnego obrazu zabity chłopak był emigrantem z Syrii.

To porównanie spontanicznej i natychmiastowej reakcji Kanadyjczyków na zabicie przez policję jednego z obywateli, z reakcjami Polaków na bezprawie policji, prokuratury czy sądów jest dla mnie tragiczne i smutne. Jak ktoś mądry powiedział „Najwięcej zła wyrządzają dobrzy ludzie swoją biernością“.

Społeczenstwo en masse, wszelkiej proweniencji elity, a także nasi przedstawiciele w Sejmie czy Senacie swoja biernością przyzwalali i przyzwalają na postepujace i umacniajace sie bezprawie przez 24 lata “wolnej Polski”, nie biorac pod uwage prostej zależności: zaniechanie jakichkolwiek form realnej kontroli, krytyki i protestu przeciwko bezprawiu  urzędników państwowych, funkcjonariuszy, sędziów, prokuratorów i brak dyscyplinowania i wymierzania sprawiedliwości tym, którzy są zdeprawowani, skutkuje tym, iż następnym razem ich nieprawość i jest jeszcze bardziej bezczelna i bezwstydna. I następnym razem to bezprawie i ta bezczelność i ta arogancja podnosi się do kwadratu, a a później do sześcianu… I tak rośnie jak rak niepowstrzymana zawczasu. I przychodzi czas, iż już jest za późno.

Wydaje mi się, że  ten czas nadszedł.


[i] Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,76842,14314496,Andrzej_Seremet_o_krytyce_prokuratury_przez_politykow_.html?as=3#ixzz2aMyktHKr


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka

środa, 24 lipca 2013

Szacunek dla sędziego – nagroda czy obowiązek?



Każdy Polak płaci za działalność władzy sądowniczej ca 27 zł miesięcznie.  

Na 100 tys obywateli polskich przypada ca 27 sędziów, Irlandczycy mają  3 na 100 tys populacji, a Amerykanie i Kanadyjczycy ca 6.5

Bezpośrednim impulsem do napisania tej notki był tekst  “O szacunku, powadze i porządku słów kilka” na blogu sędziego “Sub iudice”. Niezwykle pouczający i otwierający szeroko oczy tekst, postulujący bezwzględny szacunek dla sądów, sędziów czy władzy sądowniczej, który jakoby należy się tym instytucjom czy osobom automatycznie, bez względu na ich pozytywne czy negatywne działania.

Najpierw kilka słów dwóch różnych zjawiskach określanych w tym tekście i komentarzach mianem “szacunku dla sądu”. 

Jedno zjawisko dotyczy zewnętrznej oprawy, formy, symboliki, tradycji czy ceremoniału na sali sądowej. Ten szacunek wynika z dobrego wychowania, savoir vivre czy kindersztuby uczestników postępowania sądowego. Tego rodzaju szacunek oczywiście należy się sądowi automatycznie od wszystkich uczestników postępowania. Autor tekstu i część komentatorów (sędziowie) twierdzą, że to publiczność i niezawodowi bywalcy sądów nie okazują tego szacunku sądowi. To przesada, nie tylko podsądni, pozwani czy publiczność, ale też zawodowi uczestnicy  rozpraw sądowych nierzadko świecą golizną, bawią się komórkami, czytają i wysyłają SMS-y podczas rozprawy, przerywają wypowiedzi, pokrzykują,  czy ucinają sobie pogaduszki podczas słuchania świadków itp. I o ile naganne zachowanie obywateli w wielu sytuacjach można rozgrzeszyć czy usprawiedliwić,  takie zachowanie zawodowych uczestników postepowania sądowego nie powinno mieć miejsca.

Oburzanie się na Kowalskiego, który jest pierwszy raz w życiu w sądzie i nie wie jak się zachować jest absurdalne. Bo niby skąd ma to wiedzieć wielu, czy być może nawet większość Kowalskich. To są konsekwencje zaniedbań i zaniechań instytucji państwowych i korporacji prawniczych.  Ministerstwo Sprawiedliwości, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich czy Krajowa  Rada Sądownictwa, a także MEN nie wywiązują się z obowiązku edukowania, propagowania i upowszechniania elementarnej wiedzy i kultury prawnej w społeczeństwie. Także wszystkie korporacje prawnicze wpisały sobie w swoje statuty działania edukacyjne w zakresie wiedzy i kultury prawnej społeczeństwa. Ale na wpisach się skończyło.

Do tego trzeba wziąć pod uwagę ogólny upadek kultury osobistej i dobrego zachowania, które widać i słychać  wszędzie. Od parlamentarzystów, członków rządu i przedstawicieli mediów począwszy.

Tak więc brak tego rodzaju szacunku w społeczeństwie  jest kwestią techniczną – dobry przykład elit przede wszystkim prawniczych i edukacja społeczeństwa może je stosunkowo szybko, przynajmniej częściowo skorygować.

Katastrofą narodową jest brak, a raczej przyczyny braku tego drugiego rodzaju szacunku – do działań i poczynań instytucji sądu i samych sędziów. Ten szacunek, zaufanie czy respekt zależy przede wszystkim od postawy moralnej i etycznej,  oraz działań  samych sędziów,  a także władzy wykonawczej, ustawodawczej i wszechobecnych autorytetów prawniczych.

Autor artykułu twierdzi: “…Dopatrują się oni ( spoleczeństwo? przypis mój) bowiem w szacunku do sądu jakiejś nagrody za właściwe zachowanie sędziego, czy wydawanie wyroków zgodnych z oczekiwaniem społecznym. Raz po raz napotykałem bowiem na stwierdzenie, iż to co się dzieje w sądach - czyli "skandaliczne" (znaczy inne, niż komentator by chciał) wyroki sprawia, że sędziowie na szacunek nie zasługują. No i oczywiście dopóki sądy się nie zlustrują i nie zostaną poddane "kontroli społecznej" (chyba pod postacią jakiegoś nowego wcielenia IRChy) to nie może być mowy o szacunku dla sądów. Inaczej mówiąc sędziowie mają sobie na szacunek zasłużyć, a jeśli wsłuchać się w vox populi to najlepiej poprzez szybkie i surowe ukaranie każdego, o kim w gazetach napiszą, że coś złego komuś zrobił…” in a końcu stawia tezę, iż  „...Powaga sądu, powaga władzy sądowniczej jest wartością samą w sobie. Podważając ją podważa się sam fundament państwa prawa, które nie może istnieć bez skutecznego wymiaru sprawiedliwości...”.

A w jednym z komentarzy inny sędzia pisze:

“…Czytam, czytam i czytam i jak ktoś wyżej napisał nie rozumiem. 
Nie rozumiem o czym pisze większośc dyskutantów. 
Jakie zachowanie sędziego ? Jaki szacunek dla sędziego ? jakie zachowanie protokolanta ? 
Szacunek dla Sądu jest jednym z przejawów szacunku dla naszej państwowości i tyle. To naprawdę wystarczy. Jeżeli nie szanuje sądu to nie szanuje prawa i państwa w imieniu którego orzeka. 
Czy jak hymn jest brzydko śpiewany to można siedzieć ? Czy jak flaga jest wypłowiała i postrzępiona to można na nią napluć lub spalić ? 
Kwestia szacunku do sądu, premiera czy prezydenta to nie jest kwestia szacunku do osoby. I nie jest to w związku z tym kwestia braku kultury osobistej. To kwestia braku poszanowania dla własnej państwowości i jej atrubutów w postaci władz państwowych. A to już jest o wiele większy problem niż brak kultury. 
Gdy strony na sali zachowują sie niewłaściwie zwykłem mawiać : "Nie musicie państwo szanować mnie jako osoby. Macie jednak bezwzględny obowiązek szanowania tego Sądu i Państwa które reprezentuje. I tego będę od Państwa wymagał z całą stanowczością". Co oczywiście nie zwalnia z obowiązku szanowania Sądu przez samego sędziego. Tyle, że jedno nie ma z drugim nic wspólnego i niczego nie usprawiedliwia…”

Moim zdaniem, obydwaj sędziowie nie rozumieją swojej roli ustrojowej w demokratycznym państwie prawa. Więcej, te wypowiedzi budzą strach. Uderza w nich brak refleksji, arogancja, pycha, pogarda dla nas obywateli, manipulacja i sofizmaty , a także oderwanie od realiów.   Przy tym sobie sędziowie nie mają sobie nic do zarzucenia.

Rację ma autor artykułu twierdząc, iż fundamentem państwa prawa jest sądownictwo. Tyle tylko, że paradoksalnie, ci, którzy wymierzają  sprawiedliwość w naszym kraju,  zbyt często sami przy okazji wymierzania sprawiedliwości naruszają prawo. Być może to jest skuteczny  wymiar, ale ze sprawiedliwością zbyt często niewiele ma wspólnego. Stąd ta powaga władzy sądowniczej jest mocno nadwątlona.   Nie zgadzam się, że  powaga sądu jest jakąś abstrakcyjną wartością, niezależną od opinii o tym sądzie i od oceny jego działań. 

Autor artykułu ironizuje, iż nie ma skandalicznie niesprawiedliwych wyroków, to tylko my społeczeństwo podskakujemy jak wyrok nie po naszej myśli. Zamiast z szacunkiem, grzecznie i z pokorą przyjmować każdy wyrok i cicho siedzieć, my  żądamy bezczelnie lustracji sędziów i kontroli społecznej!

Drugi sędzia w komentarzu, porównuje szacunek i estymę  dla symboli narodowych z szacunkiem dla osób piastujących stanowiska we władzach. No nie wiem…co ma piernik do wiatraka? Te symbole narodowe przetrwały wieki i nie zawodzą społeczeństwa, bo niby jak?  Flaga, nawet brudna kuku nie zrobi, a np. sędzia może.

Ten sędzia w komentarzu, absurdalnie wymaga szacunku dla stanowiska (sędziego, prezydenta czy premiera) abstrahując od konkretnych działań osoby piastującej ten urząd, charakteru tej osoby, czy wartości jakie reprezentuje. Na zdrowy chłopski rozum, ten urząd nie może istnieć, bez osoby sprawującej tenże urząd. Jeżeli te „atrybuty w postaci władz państwowych“ to np. niemoralni krętacze, złodzieje, kłamcy, mordercy etc. działający li tylko we własnym interesie, a naród olewający, jak wyobraża sobie sędzia to poszanowanie „tych atrybutów“?

Nonsensem jest też więc wymaganie od Kowalskiego, aby szanował sąd – jako jakąś abstrakcję, nie mająca żadnego związku z osobami reprezentującymi i uosobiającymi ten sąd! Jeżeli sędzia reprezentujący ten sąd jest np. ewidentnie stronniczy, zachowuje się po chamsku, jest „niesprawiedliwy“ np. niedopuszczając dowodów stron, niedopuszczając strony do głosu, podaje do protokołu ewidentnie „skrócone“ i „zniekształcone“ wypowiedzi stron, że nie wspomnę o rażących wcale nie odosobnionych przypadkach łamania przez sędziów przepisów prawa itd, itd, absurden jest żądanie od Kowalskiego,  aby szanował ten „atrybut w postaci władzy sądowniczej“?!  Za co ma go szanować?

Sędzia uzasadnia żądanie bezwzględnego “szacunku dla sądu, tym że ten sąd reprezentuje “państwowość“! Ale przecież ta „państwowość“ też nie jest jakimś bytem istniejącym sobie a muzom. Ta „państwowość“ spełniać winna rolę służebną dla nas społeczeństwa i działać w naszym interesie.  W zamian my społeczeństwo dajemy tej „państwowości“ warunkowy kredyt szacunku, zaufania i respektu i płacimy pensje. Gwarancją, że „państwowość“ nie zmarnuje tego kredytu i nie zawiedzie nas są zapisy w Konstytucji i przepisy prawa. Jest to więc swoista umowa.

W relatywnie normalnym  kraju, jeżeli jedna ze stron łamie  umowę, druga powinna mieć adekwatne narzędzia dochodzenia swoich praw.

Część „państwowości“ - sędziowie, wyposażoni są  przez Konstytucję w dożywotnią władzę, są nieusuwalni,  chroni ich imunitet i  zasada niezawisłości.  My - społeczeństwo pozbawieni  jesteśmy jakichkolwiek narzędzi egzekwowania wywiązywania się władzy sądowniczej z obowiązków w stosunku do nas. Do tego, nie mamy też żadnego, nawet pośredniego wpływu na wybór tej władzy. Innymi słowy wychodzimy  na tej umowie z władzą sędziowską jak Zabłocki na mydle.

Sędzia literalnie decyduje o życiu innych ludzi. Od niego zależy czy oskarżony pójdzie siedzieć czy nie, czy w życiu  dzieci będą obecni obydwoje rodzice, dziadkowie i rodzina z obydwu stron, czy renta lub emerytura zostanie wyliczona sprawiedliwie i da się z niej wyżyć,  to on decyduje o zastosowaniu aresztu, o wysłaniu na badania psychiatryczne, czy też utracie domu. biznesu i dorobku całego życia, a i często dorobku paru pokoleń. Praktycznie nie ma znaczenia czy te decyzje są produktem widzimisię, czy też rzetelności, bezstronności i niezawisłości sędziego,  czy zostały podjęte zgodnie z przepisami prawa czy rażąco naruszając prawo. Sędzia nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakość  merytoryczną  orzeczenia, zgodność  z prawem i przestrzeganie procedury.

I według sędziów nie możemy od nich niczego wymagać!  Blasfemią jest żądanie jakiejkolwiek kontroli dożywotnio nietykalnych sędziów, żądanie dyscyplinowania nieudaczników i przestępców, czy żądanie lustracji i oczyszczenie ich szeregów z tych, którzy ręce mają uwalane? Przerażający jest fakt, iż tak autor tego artykułu, jak i zdaje się większość członków tej władzy,  ma poczucie absolutnej  racji. Nie ma tam miejsca na żadną refleksję, samokrytykę czy jakiekolwiek ale... 

Sędziowie i sądy  nie służą  społeczeństwu, są jego panami. Literalnie.

Te olbrzymie prerogatywy w zakresie ludzkich losów, KRS i Prezydent rozdają beztrosko - dożywotnio jak przysłowiowe bułki – nieukształtowanym życiowo młokosom, także ludziom małym duchem, którzy nie mają nawet elementarnych predyspozycji, stanu świadomości i doświadczenia życiowego do pełnienia tej szczególnej i jakże odpowiedzialnej roli, że nie wspomnę o limitach w wiedzy profesjonalnej.

Stąd takie poglądy jak przytoczone wyżej z blogu “Sub iudice” są niestety reprezentatywne dla dużej części władzy sądowniczej, a być może znacznej jej większości.  To przykład korupcji mentalnej i moralnej sędziów.

dziowie jeżeli w ogóle rozmawiają czy dyskutują na temat tragicznego stanu Trzeciej Władzy, skandalicznego orzecznictwa, rażącego łamania prawa prze tę władzę, korupcji etc.  kreują nie mający nic wspólnego z realiami matrix, alternatywną rzeczywistość, Lalaland. W tym Lalaland sędziowie to kryształowe ofiary władzy wykonawczej (głównie Ministerstwa Sprawiedliwości) i społeczeństwa. MS  ma zagrażać permanentnie  niezawisłości sędziowskiej, a społeczeństwo to en masse pieniacze i roszczeniowcy, niezadowoleni z orzeczeń nie po swojej myśli.

Niezwykle trafną definicję tej przypadłości przedstawia w pracy „Pamięć, historia, zapomnienie”  Paul Ricour “…Manipulacja czyni pamięć wybiórczą i stwarza tym samym pewną formę zapomnienia, zapatrzenia we własne cierpienie a niepomną na cierpienie innych, nieustannie gotową do wskazywania winnych a niezdolną do najmniejszej samokrytyki. Odepchnięcie przeszłości niewygodnej w imię poprawy obrazu własnego czy wspólnoty, może przerodzić się w obsesję…”

W tym sędziowskim Lalalandzie nie przestrzeganie prawa, a samo jego istnienie gwarantuje  obywatelom istnienie państwa prawa. Tak jak teoretyczne atrybuty jakie winien posiadać  premier, prezydent czy sędzia, mają gwarantować, że w rzeczywistości je posiadają.

To mi przypomina, iż podobno najbardziej „humanitarną“ konstytucją, była konstytucja stalinowska zwana  Konstytucją Zwycięskiego Socjalizmu z 1936r. Czy miała ona jakikolwiek znaczenie dla losu tych ca 50 milionów obywateli  CCCP, w tym ponad 250 tys Polaków wymordowanych przez współautora tej konstytucji tylko w latach 1937-1938?

Mam wrażenie, że władza sadownicza  już nie wymierza sprawiedliwości, a wykorzystuje te władzę do karania społeczeństwa za jego „niesubordynację“czyli  krytykę i brak szacunku. 

Zaiste strach się bać.
  
Nie będę przytaczała tutaj dziesiątków przykładów (bo na setki czy tysiące nie ma zwyczajnie miejsca) skandalicznych orzeczeń, efemistycznie zwanymi „błędami i pomyłkami“ sędziów, aby uchronić dyskusję od argumentu, iż orzeczenie skandaliczne to takie, które  nie spełniło oczekiwań moich czy społeczeństwa, lub że są to moje czy innych „subiektywne odczucia i oceny“ i alternatywnie, że jestem laikiem, więc  nie jestem w stanie zrozumieć orzeczenia.  W zamian  przytoczę cytaty z depesz Ambasady USA do Waszyngtonu, znalezione na Wikileaks.

Tylko w 2009r, ambassador USA w Warszawie 8 depesz wysłanych do Waszyngtonu poświęca korupcji w Polsce, w polskim sądownictwie i zapaści polskiego wymiaru sprawiedliwości.

(…) w Polsce największą słabością jest nieskuteczny - i żałośnie “zatkany”- system karny, a sam system jest podejrzany o korupcję (…) a jedyną sankcją dostępną społeczeństwu są media, ponieważ “systemu” sąd nie skaże (...)

(…)72% respondentów w sondażu z kwietnia 2009 r. wciąż wierzy, iż urzędnicy najwyższego szczebla przyjmują łapówki, … i kontakty biznesowe sugerują, iż praktyka jest mniej rozpowszechnione niż to było dziesięć lat temu, a największym wyzwaniem jest korupcja związana z nepotyzm i konfliktem interesów (..).

(…) brak uczciwości wśród polskich prokuratorów i sędziow - choć trudny do udowodnienia, to jednak korupcja jest powszechna. W Polsce, (sądownictwo to) relikt komunizmu… powolne postępowania sądowe, długie śledztwa i długie areszty tymczasowe… niedoświadczeni entry-level sędziowie tworzą zwartą grupę, która cieszy się niemal całkowitą bezkarnością i brakiem nadzoru(…)

(…)Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia jest „grupą quasi-lobbingową”.)(…)
  
(…)jest coraz bardziej oczywiste dla większości Polaków, że reforma sądownictwa jest konieczna, aby Polska zostawiła prawne dziedzictwo komunizmu za sobą(…)

 (…)Postrzeganie korupcji - opublikowane w kwietniu badania wykazały powszechną nieufność do polskiego sądownictwa: 44 procent ankietowanych ma negatywną opinię, przede wszystkim z powodu postrzeganej korupcji. Zdaniem ankietowanych, najbardziej skorumpowane grupy to prokuratorzy (56 procent) …i sędziowie (50 proc.) Inne najczęstsze zarzuty to: skomplikowane procedury, nadmierna biurokracja i opóźnienia, stronniczośc sądu i niesprawiedliwe orzeczenia.

Według obiegowych opinii, celem sędziego jest awans (dosł. stać się na tyle ważnym), aby sądzić “grubsze” sprawy i brać większe łapówki, jednak nie można tych pogłosek obiektywnie potwierdzić. Według Grażyny Kopińskiej, dyrektor Projektu Antykorupcyjnego w Fundacji Batorego, polska opinia publiczna ma tendencję do kojarzenia każdej nieprawidłowości lub niedoboru w systemie z korupcją. Ci, którzy przegrywają sprawy sądowe często niesłusznie oskarżają sędziego lub adwokata o korupcję. Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski podkreśla, że korupcja nie jest największym problem sądownictwa, ale przyznaje, że w wielu przypadkach mogą istnieć wątpliwości co bezstronności sędziów.
(UWAGA: Septel zajmie się problemem korupcji) (…)

(…)Oprócz zbadania zarzutów dotyczących sprawy Olewnika, Czumę czeka zamieszanie w sądownictwie - w tym wiele lat zaległości – przepełnione więzienia, przestarzałe struktury administracyjne i korupcja.(…)


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka

niedziela, 14 kwietnia 2013

Czy 2+4=7 ? science fiction w badaniach sądowych DNA


Poziom wiedzy dziennikarzy piszących o sprawach sądowych i wypowiadają się na temat dowodów DNA jest z reguły żenujący. A to właśnie te  przekazy medialne i popularne seriale kryminalne TV, kształtują wyobrażenia większości o ekspertyzach i opiniach sądowych DNA. Po latach interesowania się tym tematem doszłam do przekonania, że wiedza nie tylko zwykłych zjadaczy chleba, ale też większości prokuratorów, adwokatów i sędziów jest mniej więcej na takim samym poziomie. Nawet młodzi wykształceni, którzy podstawy genetyki mają w programie gimnazjum czy liceum, wiedzą niewiele więcej, niż ich rodzice i dziadkowie.


Na salach sądowych w Polsce można oglądać prawdziwe dramaty (pod warunkiem oczywiście, że niezależny sąd zezwoli na uczestnictwo w rozprawie) -  ofiar, rodzin ofiar  i oskarżonych.  kiedy przedstawiane są opinie z badań DNA i cała sala jak jeden mąż, włącznie z sędzią/ami nie bardzo wie, o co biega. Oczywiście po za biegłym, stąd to nomen-omen określenie.

Jak powszechnie wiadomo DNA to „instrukcja genetyczna“, która reguluje rozwój każdego organizmu i jego cechy. Te cechy fizyczne określane przez geny znajdują się w zaledwie 2% ludzkiego DNA i zwie się regionem kodującym DNA. Pozostałe 98% ludzkiego DNA to tzw. część śmieciowa (ang. junk ) DNA, czyli niekodująca. Jaka jest rola tej części DNA w naszym życiu, na razie niewiele wiemy.

To właśnie ta część niekodująca DNA jest wykorzystana m. inn. w ekspertyzach sądowych. Zawiera ona powtarzalne, unikalne i niezmienne dla każdego kombinacje alleli (alllele to różne warianty danego genu, które zajmują to samo miejsce, czyli locus). Takie różnice osobnicze w DNA nazwano polimorfizmem. Analizowanie polimorfizmu pozwala genetykom dokonać rozróżnienia między DNA poszczególnych osób.

Genetycy doskonaląc metodę badań DNA, wiedzą dzisiaj, które loci ( liczba mnoga od locus) charakteryzują się  największym zróznicowaniem, ponieważ zawierają dużą liczba zróżnicowanych w populacji alleli, czyli tzw. wysoki współczynnik dyskryminacji.

To obecnie najpowszechniej stosowana metoda badania DNA zawartego w jądrze komórki, tzw. STR (ang. Short Tandem Repeat). Bez wchodzenia w skomplikowane szczegóły,  w DNA każdego z nas znajduje się ok. 100 tys. takich miejsc (loci). Technologia analizy układów STR zajmuje stzw. polimorfizmem długości sekwencji i umożliwia obecnie badanie 15-16 loci występujących na chromosomach (chromosom to to forma organizacji materiału genetycznego, czyli genów w komórce) nie płciowych, oraz markera płci w jednej reakcji. (Człowiek posiada 23 pary  chromosomów, 22 nie płciowe i jedną determinujący płeć).

Proces technologiczny badania obejmuje zwykle:
1) uzyskanie materiału biologicznego na miejscu przestępstwa. ewentualnej ofiary  i od podejrzanego/nych - w celu porównania
2) izolację i oczyszczanie DNA,
3) powielenie układów STR na matrycy wyizolowanego DNA, czyli PCR (zwielokrotnienie liczby kopii wybranych fragmentów DNA z 1 do ok. biliona. Metoda ta pozwala więc na badanie minimalnych ilości materiału genetycznego znalezionego na miejscu przestępstwa),
4) rozdział fragmentów DNA (STR)
5) analiza porównawcza uzyskanych profili DNA,
6) obliczenia i analizę statystyczną,
7) wydanie ekspertyzy.

ad 3. Wszystkie komórki, z wyjątkiem dojrzałych czerwonych krwinek, zawierają DNA, np. pot,
nasienie, płyny ustrojowe jak np. ślina lub komórki skóry pozostawione na miejscu przestępstwa mogą być badane. Wraz z postępem technologii medycyny sądowej naukowcy są w stanie analizować coraz mniejsze próbki biologiczne i opracować na ich podstawie profil DNA. Na przykład, jeżeli ktoś dotknął jakiegoś obiektu, jest możliwość znalezienia w tym miejscu komórek skóry, nawet kiedy przestępca nie pozostawił odcisków palców. Ten niski poziom DNA jest określany jako "DNA dotykowe".

W badaniach sądowych stosuje się również m.inn. badanie mitochondrialne DNA (mtDNA), które jest dziedziczone tylko od  biologicznej matki, a więc wszystkie biologiczne dzieci jednej kobiety mają takie  samo mtDNA.  Ponieważ mtDNA występuje w znacznie większych ilościach niż DNA jądrowe i nie rozkłada tak szybko jak DNA jądrowe, mtDNA jest przydatne do identyfikacji osób zaginionych lub niezidentyfikowanych zwłok.

Są trzy możliwe wyniki badania sądowego DNA:




Ø   Jeżeli któryś z profili DNA otrzymanych z materiału pobranego na miejscu przestępstwa i z próbek pobranych od ofiary czy podejrzanego są takie same na każdym z badanych loci i po obliczeniach statystycznych, interpretuje się je jako pasujące (ang. match) lub "brak wykluczenia" (ang. no exclusion). Na rycinie obok  proszę zobaczyć, którego podejrzanego  profil DNA pasuje do profilu sprawcy ( pierwszy na górze)








Ø   Jeśli dwa profile nie są takie same w każdym loci, interpretowane jest to jako nie pasujące (ang. nonmatch) lub wykluczające (ang. exclusion)








Ø   Jeśli nie ma wystarczających danych, wynik badania może być niejednoznaczny.

Prawdziwa moc analizy STR zawarta jest w jej mocy statystycznej dyskryminacji. A to oznacza w praktyce, iż jeżeli badane allele materiału biologicznego z miejsca przestępstwa i materiału pobranego od podejrzanego są identyczne, to następnie przeprowadzone obliczenia i ich analiza - prawdopodobieństwa przypadkowej zgodności wszystkich badanych alleli w danej populacji (Maching Probability, MP), siła dyskryminacji (Discrimination Power, DP) i iloraz wiarygodności ( LR likelihood ratio) - właśnie statystycznie wykluczą lub uprawdopodobnią,  czy badany materiał biologiczny mógłby należec do innego  człowieka.

Tak przedstawione są wyniki profilowania DNA w opinii sądowej


Powyższe informacje potwierdzają więc powszechną wiarę w magię badań DNA. Jest to jedno z najważniejszych narzędzi śledztwa czy dochodzenia dzisiaj,  jeżeli na miejscu przestępstwa znaleziono ślady biologiczne. O co więc chodzi?

Jak zwykle, o ludzi, którzy tych narzędzi używają.

Zgodnie ze standardami wyznaczonymi w kpk, w orzecznictwie SN,1 jak również  standardy i metodologię przyjętą w krajach UE 2na temat profilowania DNA -  kryteria, które powinny być spełnione, jeżeli dowód z badań DNA miałby odpowiadać warunkom dopuszczalności dowodu naukowego w polskim postępowaniu karnym są następujące:
• poprawność przyjętych zasad naukowych i wiarygodność zastosowanych metod badawczych.
• określenie kwalifikacji biegłego i stwierdzenie, czy kwalifikacje te są adekwatne do przeprowadzania badań
• fachowe pobranie i zabezpieczanie materiału genetycznego
• przestrzeganie i standaryzacja zabezpieczeń antykontaminacyjnych, tak przy pobieraniu jak i badaniu mat.
• udokumentowanie zarówno  obiegu mat., jak i samego przebiegu badań.
 • przeprowadzenie badań statystycznych (przy zastosowaniu współczynnika odziedziczalności q - jako miary zróżnicowania struktury populacji ) 1. przypadkowego prawdopodobieństwa powtórzenia się otrzymanego profilu w   populacji 2. siły dyskryminacji 3. ilorazu prawdopodobieństwa.

Laboratoria genetyki sądowej w Polsce są atestowane przez Polskie Towarzystwo Medycyny Sądowej i Kryminologii (PTMSiK) od 1998 r. Nieuzyskanie atestu lub uzyskanie go w ograniczonym zakresie świadczy o niewystarczającej jakości wykonywanych ekspertyz. 3
Tutaj wyniki atestów za rok 20124

Znany genetyk polski prof. dr hab. Ryszard Pawłowski twierdzi, iż “(…) główne błędy to raportowanie nieistniejących w atestowanych próbkach alleli lub wyciąganie nieuprawnionych wniosków w oparciu o nieprawidłowo uzyskane elektroforegramy  (wyniki). No ale co tu mówić o tak trudnej materii jak badanie śladowych ilości DNA, kiedy nawet trywialnie proste badanie próbek do ustalenia spornego ojcostwa może być problemem.(…) Jednymi z częstszych błędów ujawnianych podczas kontroli jakości błędy powstające przy okazji przepisywania wyników z urządzeń analizujących do opinii. (…) liczba błędów tego typu sięgała na początku atestacji nawet 5,4 proc.! (…)5

A przecież, zanim materiał biologiczny trafi do laboratorium, musi być najpierw fachowo pobrany i zabezpieczany przy zachowaniu standaryzowanych zabezpieczeń antykontaminacyjnych. I to na wynik badania DNA ma to równie fundamentalny wpływ, jak stosowanie  poprawnych zasad naukowych, wiarygodność zastosowanych metod badawczych i   kwalifikacje biegłych w laboratoriach.

Kontaminacja materiału biologicznego na miejscu przestępstwa, przy pobieraniu przez techników, podczas autoppsji i podczas przechowywania i transportu do laboratorium, jest główną przyczyną niemożliwości ustalenia prawidłowych profili DNA z miejsca przestępstwa na całym świecie. 6

Źródłem zanieczyszcenia próbki z miejsca przestępstwa może być naskórek, włosy, czy mini kropla śliny pobierającego technika kryminalistycznego, a najczęściej innych osób, które uczestniczą w czynnościach na miejscu przestępstwa. Często też do zanieczyszczenia próbek dochodzi podczas ich pobierania w czasie autopsji – jak użycie zanieczyszczonych obcym DNA skalpeli, pił, penset, nożyczek czy niewyjałowionych dokładnie probówek.

podstawową wiedzę na temat badań i opinii DNA winni posiadać wszyscy prawnicy uczestniczący w procesie karnym. Niestety w Polsce bylejakość i brak zasad etycznych rozpanoszyła sie wszędzie, także na sali sądowej. Prokuratorzy, sędziowie i adwokaci zbyt często nie mają nawet podstawowej wiedzy, aby zadać biegłemu adekwatne pytanie, a co dopiero mówić o ocenie przedstawionej opinii DNA.

Przykład: w sprawie o zabójstwo, w której zapoznałam się z protokołami rozprawy, dokumentami sprawy ( w tym nagraniami video z oględziń zwłok na miejscu znalezienia) i opiniami DNA,  sprawa mniej więcej miała się tak.

Podczas znalezienia i oględzin zwłok (video) prokurator i biegły medyk sądowy jak też technicy i policjanci zabezpieczający teren, paradowali bez żadnych zabezpieczeń antykontaminacyjnych, jak odzież ochronna - kombinezony, czepki na głowach, maseczki na twarzy czy zabezpieczenie butów. Niektórzy tylko mieli rękawiczki gumowe, jak np. biegły medyk i technik. Biegły przy oględzinach, dyktował protokolantowi swoje spostrzeżenia bez maseczki na twarzy.

Po przewiezieniu ciała do prywatnego zakładu medycyny sądowej, biegły medyk pobrał podczas autopsji próbki do badań DNA. Nie wiadomo jak i czym, bowiem nie ma protokołu pobrania tych próbek, a tylko wzmianka w protokole autopsji. Zresztą autopsję wykonywał sam, nie było przy niej ani prokuratora, ani nikokogo  policji, więc nawet nie można byłoby ewentualnie zweryfikować rzetelości tego protokołu.

 Na metryczkach dołączonych do próbek – niektóre miejsca, z których je pobrano, wg. dokumentów prokuratury i swobodnej oceny sądu nie istniały! ( ciało było rozkawałkowane i niekompletne). Biegły na sprawie wytłumaczył sądowi, że „specyfika jego pracy polega na dysponowaniu duża ilością zwłok“ i to miało mu przeszkadzać w sporządzeniu zgodnego ze stanem faktycznym protokołu secji i metryczek.(SIC!) Jak za chwilę czytelnicy się dowiedzą, nie ma też pewności,  że z tej dużej ilosci zwłok, którymi dysponował - wybrał odpowiednie zwłoki do pobrania próbek do badań DNA.

Albowiem w tej sprawie genetycy wykonali dwukrotnie profil DNA badanych zwłok NN metodą STR. Po raz pierwszy, kiedy stwierdzili, że wszystkie części ciała należą do tej samej osoby.


Prosze zwrócić uwagę, że u profesora hab i doktora genetyka  2+4 = 7(SIC!)



Ale wyniki tych dwóch badań DNA tego samego NN(?), nie były identyczne! W pierwszym badaniu DNA badano tylko 4 allele w drugim 9. Z tych 4 w pierwszym i 9 w drugim badaniu - tylko 2 były wspólne dla obydwu badań. Jeden z nich różnił się, allel THO1 w jednej opini to - 8, 9.3 - a w drugiej - 8, 9.




Czyli do dzisiaj nie wiadomo, jaki jest faktycznie profil DNA NN. Jest oczywistym, iż w tej sytuacji badania powinny być powtórzone, ponieważ conajmniej jedno z nich było błedne. Tymczasem biegli beztrosko wykonali badanie porównawcze, nie wiedząc nawet jaki jest rzeczywisty profil DNA zwłok NN!

Podczas rozprawy, powyżej podane standardy jakie winien spełniać dowód naukowy, nie były w ogóle weryfikowane i sędziowie „nie zauważali“ powyżej przedstawionych fundamentalnych błędów w ekspertyzach biegłych. Sędzia przewodniczący prosił tylko o „uściślenie  jak bliski krewny“ – a biegły stwierdził, że nie mógł przeprowadzić obliczeń statystycznych, gdyż analiza statystyczna nie dałaby wiarygodnego obrazu, ponieważ nie dysponował DNA ojca! W tym miejscu logicznym i jedynym pytaniem winno być – dlaczego ewentualna, a przecież niezbędna przy ocenie tego dowodu analiza statystyczna byłaby niewiarygodna? Czy to nie oznacza, że badanie profilu DNA NN nie miało żadnego sensu? Przecież dopiero obliczenia statystyczne uwiarygadniają otrzymane wyniki badań! 

Tymczasem sędzia cisnął biegłego, aby próbował „usciślić“ pokrewieństwo! W końcu biegły stwierdził, że to najprawdopodobniej drugi stopień pokrewieństwa.

Bez komputera i programu do  obliczeń statystycznych, nawet bez kalkulatorka,  tak ad hoc „w pamięci“ na sali sądowej, biegły obliczył to „niewiarygodne “i tak prawdopodobieństwo! Dobrze, że miał na tyle przyzwoitości i nie stwierdził, że to pierwszy stopień pokrewieństwa, czyli tutaj syn. Ale sędzia i tak się nie zraził tym „niedociągnięciem“ i ocenił ten dowód… ”swobodnie i zgodnie z zasadami logiki” (wg. SA, SN i PG) – i uznał, iż zwłoki NN, to był syn badanej kobiety!

Zasadnym jest w tej sytuacji pytanie, dlaczego biegli nie wykonali ekspertyzy DNA mitochondrialnego (mtDNA), jeżeli brak DNA ojca, uniemożliwiał otrzymanie wiarygodnego wyniku w badaniu DNA komórkowego? Przecież wybór metody badania jest częścią naukowej ekspertyzy! Tym bardziej, że domniemana siostra miała innego ojca, więc przy badaniu DNA komórkowego, potrzebne byłyby profile i ojca syna i ojca córki.  Gdyby NN rzeczywiście był synem i bratem (nawet przyrodnim) badanych kobiet, badanie mtDNA było jedynym logicznym wyborem.


Konsekwencją tych dwóch opinii DNA, które z naukowymi standardami nie  miały nic wspólnego i niczego nie mogły udowadniać ani wykluczać, było arbitralne uznanie przez sąd, iż NN to zaginiony syn i brat badanych kobiet i skazanie 5 osób w procesie poszlakowym za zabójstwo syna i brata tych kobiet – w tym 2 na dożywocie.

Inna sprawa. 12 lat temu zamordowano 12 letnią dziewczynkę w okolicach Wielgowa.  Domniemany zabójca Marcin S. po raz trzeci zasiada na ławie oskarżonych. Dwa poprzednie wyroki skazujące zostały uchylone. O sprawie po za generalnie bardzo lakonicznymi  informacjami, nie wiemy za wiele. Fakt uchylenia wyroku SO w Szczecinie dwukrotnie, wskazuje, iż w sprawie nieżle śmierdzi.  Dowodem winy ma być badanie DNA.  W doniesieniach w gazecie szczecińskiej czytamy:

 „(...) Dzięki postępowi w technice kryminalistycznej, z tego odcisku wyodrębniono DNA. Pasowało jak ulał do kodu genetycznego męskiej części mieszkającej w Wielgowie rodziny S. (…)Chodzi m.in. o ślad DNA, który zabezpieczono na ramieniu ofiary. To kod genetyczny odpowiadający rodzinie S. Prokuratura uznała, że należy on do Mariusza S.(…)7

Powyższy fragment jest reprezentawny dla tej właśnie wspominanej ignorancji, niewiedzy, braku odpowiedzialności i bylejakości pracy większości dziennikarzy.

 Przyjrzyjmy się tej informacji. Kod genetyczny,  może co najwyżej pasować „jak ulał“ do  kodu genetycznego człowieka, który pozostawił swoje DNA na ramieniu dziewczynki.

Nie ma czegoś takiego jak kod genetyczny rodziny, który  pasowałby „jak ulał“ do jakiegokolwiek indywidualnego kodu genetycznego!   Dziedziczymy nasze DNA po rodzicach i dalszych przodkach i jest oczywistym, że mamy część elementów DNA wspólnych w rodzinie. Nie ma dwóch identycznych ( pasujących jak ulał!) profili DNA nawet w rodzinie, a pasujące jak ulał“ mają tylko i wyłącznie bliżnięta jednojajowe!.

Biegłym prawdopodobnie udało się uzyskac z tej próbki DNA tzw. haplotyp Y-STR  i prównano go z Y-STR mężczyzn w rodzinie. Haplotyp Y-STR, to badanie alleli tylko na chromosomie Y.  Jest on identyczny dla wszystkich mężczyzn w linii ojca, podobnie jak mtDNA w linii matki. Takie badanie stosuje się w kryminalistyce, w przypadkach kiedy materiał genetyczny jest jest mieszaniną męskiego i żeńskiego materiału, aby je rozdzielić I tak było prawdopodobnie w tym przypadku.

Na to badanie zużyto cały material genetyczny. 

 Genetycy nie badali DNA „komórkowego“ z odcisku na ramieniu dziewczynki, a cały materiał genetyczny zużyli na badanie Y-STR do rozdzielenia mieszaniny DNA zamordowanej dziewczynki i ewentualnego sprawcy morderstwa.  Nie mogą więc porównać profilu  DNA wszystkich  mężczyzn  w rodzinie S., co w praktyce oznacza, że nie mają dowodu winy oskarżonego Marcina S. Samo posiadanie wyniku Y –STR DNA i  stwierdzenie „pasowania jak ulał“ do męskiej części rodziny S.  w Wielgowie i przeprowadzenie dowodu eliminacji wszystkich jej członków oprócz oskarżonego to jeszcze za mało. Bowiem wyniki z takiego badania charakteryzują się stosunkowo niską siłą dyskryminacji.  Innymi słowy prawdopodobieństwo powtórzenia się tego haplotypu jest statystycznie dużo większe, niż w przypadku DNA „komórkowego“, gdzie badane są allele na różnych chromosomach, nie tylko na chromosomie Y. Np. w Azji Srodkowej ten sam haplotyp Y ma co 10 mężczyzna.7

Czy cała ta mitręga z badaniem DNA jest po to by uzyskać wiarygodny, prawidłowy wynik i wymierzyć sprawiedliwośc i winnemu i ofierze i rodzinie ofiary, czy też wystarczy uzyskać jakikolwiek wynik i skazać kogokolwiek?

Ciekawostka: sędziowie uważają, że dowód z opinii DNA jest 100% dowodem!8  O „jakości“ tych 100% dowodów i swojej wiedzy potrzebnej do oceny tych dowodów dyskretnie milczą.

Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka
http://adam-klykow.blog.onet.pl/ 


1 kryterium dowodu naukowego: Wyrok SN z 12 grudnia 1974 roku III CRN 305/74, Postanowienie SN z 20 lipca 1977 roku, V KZ 54/77, OSNKW 1977 nr 9, poz. 108; wyrok SN z 6 maja 1983 roku, IV KR 74/83, OSNKW 1983 nr 11-12, poz. 76; Wyrok SN z 6 listopada 2000 roku, IV KKN 440/99, Wyrok SN z 5 listopada 1999, V KN 440/99,
2 Rekomendacja Komitetu Ministrów Rady Europy nr 1 R (92) z dnia 10 lutego 1992 r.  Raport  Końcowy Grupy Roboczej Interpolu - XXVII Konferencja Regionalna  Interpolu w maju 1998 r.
3 O jakości pracy laboratorium świadczy certyfikat dot. w Polsce normy: PN-EN ISO/IEC 17025:2001:, inne certyfikaty m.in. normy zarządzania jakością 9001
5  http://www.amsik.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=156
7 dr Tomasz Kupiec – Współczesne możliwości analizy śladów biologicznych http://ies.krakow.pl/download/KUPIEC.pdf
8 Ekspertyza Sądowa, red. J. Wójcikiewicz, Zakamycze 2002