Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krytyka w demokracji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krytyka w demokracji. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lipca 2013

Szacunek dla sędziego – nagroda czy obowiązek?



Każdy Polak płaci za działalność władzy sądowniczej ca 27 zł miesięcznie.  

Na 100 tys obywateli polskich przypada ca 27 sędziów, Irlandczycy mają  3 na 100 tys populacji, a Amerykanie i Kanadyjczycy ca 6.5

Bezpośrednim impulsem do napisania tej notki był tekst  “O szacunku, powadze i porządku słów kilka” na blogu sędziego “Sub iudice”. Niezwykle pouczający i otwierający szeroko oczy tekst, postulujący bezwzględny szacunek dla sądów, sędziów czy władzy sądowniczej, który jakoby należy się tym instytucjom czy osobom automatycznie, bez względu na ich pozytywne czy negatywne działania.

Najpierw kilka słów dwóch różnych zjawiskach określanych w tym tekście i komentarzach mianem “szacunku dla sądu”. 

Jedno zjawisko dotyczy zewnętrznej oprawy, formy, symboliki, tradycji czy ceremoniału na sali sądowej. Ten szacunek wynika z dobrego wychowania, savoir vivre czy kindersztuby uczestników postępowania sądowego. Tego rodzaju szacunek oczywiście należy się sądowi automatycznie od wszystkich uczestników postępowania. Autor tekstu i część komentatorów (sędziowie) twierdzą, że to publiczność i niezawodowi bywalcy sądów nie okazują tego szacunku sądowi. To przesada, nie tylko podsądni, pozwani czy publiczność, ale też zawodowi uczestnicy  rozpraw sądowych nierzadko świecą golizną, bawią się komórkami, czytają i wysyłają SMS-y podczas rozprawy, przerywają wypowiedzi, pokrzykują,  czy ucinają sobie pogaduszki podczas słuchania świadków itp. I o ile naganne zachowanie obywateli w wielu sytuacjach można rozgrzeszyć czy usprawiedliwić,  takie zachowanie zawodowych uczestników postepowania sądowego nie powinno mieć miejsca.

Oburzanie się na Kowalskiego, który jest pierwszy raz w życiu w sądzie i nie wie jak się zachować jest absurdalne. Bo niby skąd ma to wiedzieć wielu, czy być może nawet większość Kowalskich. To są konsekwencje zaniedbań i zaniechań instytucji państwowych i korporacji prawniczych.  Ministerstwo Sprawiedliwości, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich czy Krajowa  Rada Sądownictwa, a także MEN nie wywiązują się z obowiązku edukowania, propagowania i upowszechniania elementarnej wiedzy i kultury prawnej w społeczeństwie. Także wszystkie korporacje prawnicze wpisały sobie w swoje statuty działania edukacyjne w zakresie wiedzy i kultury prawnej społeczeństwa. Ale na wpisach się skończyło.

Do tego trzeba wziąć pod uwagę ogólny upadek kultury osobistej i dobrego zachowania, które widać i słychać  wszędzie. Od parlamentarzystów, członków rządu i przedstawicieli mediów począwszy.

Tak więc brak tego rodzaju szacunku w społeczeństwie  jest kwestią techniczną – dobry przykład elit przede wszystkim prawniczych i edukacja społeczeństwa może je stosunkowo szybko, przynajmniej częściowo skorygować.

Katastrofą narodową jest brak, a raczej przyczyny braku tego drugiego rodzaju szacunku – do działań i poczynań instytucji sądu i samych sędziów. Ten szacunek, zaufanie czy respekt zależy przede wszystkim od postawy moralnej i etycznej,  oraz działań  samych sędziów,  a także władzy wykonawczej, ustawodawczej i wszechobecnych autorytetów prawniczych.

Autor artykułu twierdzi: “…Dopatrują się oni ( spoleczeństwo? przypis mój) bowiem w szacunku do sądu jakiejś nagrody za właściwe zachowanie sędziego, czy wydawanie wyroków zgodnych z oczekiwaniem społecznym. Raz po raz napotykałem bowiem na stwierdzenie, iż to co się dzieje w sądach - czyli "skandaliczne" (znaczy inne, niż komentator by chciał) wyroki sprawia, że sędziowie na szacunek nie zasługują. No i oczywiście dopóki sądy się nie zlustrują i nie zostaną poddane "kontroli społecznej" (chyba pod postacią jakiegoś nowego wcielenia IRChy) to nie może być mowy o szacunku dla sądów. Inaczej mówiąc sędziowie mają sobie na szacunek zasłużyć, a jeśli wsłuchać się w vox populi to najlepiej poprzez szybkie i surowe ukaranie każdego, o kim w gazetach napiszą, że coś złego komuś zrobił…” in a końcu stawia tezę, iż  „...Powaga sądu, powaga władzy sądowniczej jest wartością samą w sobie. Podważając ją podważa się sam fundament państwa prawa, które nie może istnieć bez skutecznego wymiaru sprawiedliwości...”.

A w jednym z komentarzy inny sędzia pisze:

“…Czytam, czytam i czytam i jak ktoś wyżej napisał nie rozumiem. 
Nie rozumiem o czym pisze większośc dyskutantów. 
Jakie zachowanie sędziego ? Jaki szacunek dla sędziego ? jakie zachowanie protokolanta ? 
Szacunek dla Sądu jest jednym z przejawów szacunku dla naszej państwowości i tyle. To naprawdę wystarczy. Jeżeli nie szanuje sądu to nie szanuje prawa i państwa w imieniu którego orzeka. 
Czy jak hymn jest brzydko śpiewany to można siedzieć ? Czy jak flaga jest wypłowiała i postrzępiona to można na nią napluć lub spalić ? 
Kwestia szacunku do sądu, premiera czy prezydenta to nie jest kwestia szacunku do osoby. I nie jest to w związku z tym kwestia braku kultury osobistej. To kwestia braku poszanowania dla własnej państwowości i jej atrubutów w postaci władz państwowych. A to już jest o wiele większy problem niż brak kultury. 
Gdy strony na sali zachowują sie niewłaściwie zwykłem mawiać : "Nie musicie państwo szanować mnie jako osoby. Macie jednak bezwzględny obowiązek szanowania tego Sądu i Państwa które reprezentuje. I tego będę od Państwa wymagał z całą stanowczością". Co oczywiście nie zwalnia z obowiązku szanowania Sądu przez samego sędziego. Tyle, że jedno nie ma z drugim nic wspólnego i niczego nie usprawiedliwia…”

Moim zdaniem, obydwaj sędziowie nie rozumieją swojej roli ustrojowej w demokratycznym państwie prawa. Więcej, te wypowiedzi budzą strach. Uderza w nich brak refleksji, arogancja, pycha, pogarda dla nas obywateli, manipulacja i sofizmaty , a także oderwanie od realiów.   Przy tym sobie sędziowie nie mają sobie nic do zarzucenia.

Rację ma autor artykułu twierdząc, iż fundamentem państwa prawa jest sądownictwo. Tyle tylko, że paradoksalnie, ci, którzy wymierzają  sprawiedliwość w naszym kraju,  zbyt często sami przy okazji wymierzania sprawiedliwości naruszają prawo. Być może to jest skuteczny  wymiar, ale ze sprawiedliwością zbyt często niewiele ma wspólnego. Stąd ta powaga władzy sądowniczej jest mocno nadwątlona.   Nie zgadzam się, że  powaga sądu jest jakąś abstrakcyjną wartością, niezależną od opinii o tym sądzie i od oceny jego działań. 

Autor artykułu ironizuje, iż nie ma skandalicznie niesprawiedliwych wyroków, to tylko my społeczeństwo podskakujemy jak wyrok nie po naszej myśli. Zamiast z szacunkiem, grzecznie i z pokorą przyjmować każdy wyrok i cicho siedzieć, my  żądamy bezczelnie lustracji sędziów i kontroli społecznej!

Drugi sędzia w komentarzu, porównuje szacunek i estymę  dla symboli narodowych z szacunkiem dla osób piastujących stanowiska we władzach. No nie wiem…co ma piernik do wiatraka? Te symbole narodowe przetrwały wieki i nie zawodzą społeczeństwa, bo niby jak?  Flaga, nawet brudna kuku nie zrobi, a np. sędzia może.

Ten sędzia w komentarzu, absurdalnie wymaga szacunku dla stanowiska (sędziego, prezydenta czy premiera) abstrahując od konkretnych działań osoby piastującej ten urząd, charakteru tej osoby, czy wartości jakie reprezentuje. Na zdrowy chłopski rozum, ten urząd nie może istnieć, bez osoby sprawującej tenże urząd. Jeżeli te „atrybuty w postaci władz państwowych“ to np. niemoralni krętacze, złodzieje, kłamcy, mordercy etc. działający li tylko we własnym interesie, a naród olewający, jak wyobraża sobie sędzia to poszanowanie „tych atrybutów“?

Nonsensem jest też więc wymaganie od Kowalskiego, aby szanował sąd – jako jakąś abstrakcję, nie mająca żadnego związku z osobami reprezentującymi i uosobiającymi ten sąd! Jeżeli sędzia reprezentujący ten sąd jest np. ewidentnie stronniczy, zachowuje się po chamsku, jest „niesprawiedliwy“ np. niedopuszczając dowodów stron, niedopuszczając strony do głosu, podaje do protokołu ewidentnie „skrócone“ i „zniekształcone“ wypowiedzi stron, że nie wspomnę o rażących wcale nie odosobnionych przypadkach łamania przez sędziów przepisów prawa itd, itd, absurden jest żądanie od Kowalskiego,  aby szanował ten „atrybut w postaci władzy sądowniczej“?!  Za co ma go szanować?

Sędzia uzasadnia żądanie bezwzględnego “szacunku dla sądu, tym że ten sąd reprezentuje “państwowość“! Ale przecież ta „państwowość“ też nie jest jakimś bytem istniejącym sobie a muzom. Ta „państwowość“ spełniać winna rolę służebną dla nas społeczeństwa i działać w naszym interesie.  W zamian my społeczeństwo dajemy tej „państwowości“ warunkowy kredyt szacunku, zaufania i respektu i płacimy pensje. Gwarancją, że „państwowość“ nie zmarnuje tego kredytu i nie zawiedzie nas są zapisy w Konstytucji i przepisy prawa. Jest to więc swoista umowa.

W relatywnie normalnym  kraju, jeżeli jedna ze stron łamie  umowę, druga powinna mieć adekwatne narzędzia dochodzenia swoich praw.

Część „państwowości“ - sędziowie, wyposażoni są  przez Konstytucję w dożywotnią władzę, są nieusuwalni,  chroni ich imunitet i  zasada niezawisłości.  My - społeczeństwo pozbawieni  jesteśmy jakichkolwiek narzędzi egzekwowania wywiązywania się władzy sądowniczej z obowiązków w stosunku do nas. Do tego, nie mamy też żadnego, nawet pośredniego wpływu na wybór tej władzy. Innymi słowy wychodzimy  na tej umowie z władzą sędziowską jak Zabłocki na mydle.

Sędzia literalnie decyduje o życiu innych ludzi. Od niego zależy czy oskarżony pójdzie siedzieć czy nie, czy w życiu  dzieci będą obecni obydwoje rodzice, dziadkowie i rodzina z obydwu stron, czy renta lub emerytura zostanie wyliczona sprawiedliwie i da się z niej wyżyć,  to on decyduje o zastosowaniu aresztu, o wysłaniu na badania psychiatryczne, czy też utracie domu. biznesu i dorobku całego życia, a i często dorobku paru pokoleń. Praktycznie nie ma znaczenia czy te decyzje są produktem widzimisię, czy też rzetelności, bezstronności i niezawisłości sędziego,  czy zostały podjęte zgodnie z przepisami prawa czy rażąco naruszając prawo. Sędzia nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakość  merytoryczną  orzeczenia, zgodność  z prawem i przestrzeganie procedury.

I według sędziów nie możemy od nich niczego wymagać!  Blasfemią jest żądanie jakiejkolwiek kontroli dożywotnio nietykalnych sędziów, żądanie dyscyplinowania nieudaczników i przestępców, czy żądanie lustracji i oczyszczenie ich szeregów z tych, którzy ręce mają uwalane? Przerażający jest fakt, iż tak autor tego artykułu, jak i zdaje się większość członków tej władzy,  ma poczucie absolutnej  racji. Nie ma tam miejsca na żadną refleksję, samokrytykę czy jakiekolwiek ale... 

Sędziowie i sądy  nie służą  społeczeństwu, są jego panami. Literalnie.

Te olbrzymie prerogatywy w zakresie ludzkich losów, KRS i Prezydent rozdają beztrosko - dożywotnio jak przysłowiowe bułki – nieukształtowanym życiowo młokosom, także ludziom małym duchem, którzy nie mają nawet elementarnych predyspozycji, stanu świadomości i doświadczenia życiowego do pełnienia tej szczególnej i jakże odpowiedzialnej roli, że nie wspomnę o limitach w wiedzy profesjonalnej.

Stąd takie poglądy jak przytoczone wyżej z blogu “Sub iudice” są niestety reprezentatywne dla dużej części władzy sądowniczej, a być może znacznej jej większości.  To przykład korupcji mentalnej i moralnej sędziów.

dziowie jeżeli w ogóle rozmawiają czy dyskutują na temat tragicznego stanu Trzeciej Władzy, skandalicznego orzecznictwa, rażącego łamania prawa prze tę władzę, korupcji etc.  kreują nie mający nic wspólnego z realiami matrix, alternatywną rzeczywistość, Lalaland. W tym Lalaland sędziowie to kryształowe ofiary władzy wykonawczej (głównie Ministerstwa Sprawiedliwości) i społeczeństwa. MS  ma zagrażać permanentnie  niezawisłości sędziowskiej, a społeczeństwo to en masse pieniacze i roszczeniowcy, niezadowoleni z orzeczeń nie po swojej myśli.

Niezwykle trafną definicję tej przypadłości przedstawia w pracy „Pamięć, historia, zapomnienie”  Paul Ricour “…Manipulacja czyni pamięć wybiórczą i stwarza tym samym pewną formę zapomnienia, zapatrzenia we własne cierpienie a niepomną na cierpienie innych, nieustannie gotową do wskazywania winnych a niezdolną do najmniejszej samokrytyki. Odepchnięcie przeszłości niewygodnej w imię poprawy obrazu własnego czy wspólnoty, może przerodzić się w obsesję…”

W tym sędziowskim Lalalandzie nie przestrzeganie prawa, a samo jego istnienie gwarantuje  obywatelom istnienie państwa prawa. Tak jak teoretyczne atrybuty jakie winien posiadać  premier, prezydent czy sędzia, mają gwarantować, że w rzeczywistości je posiadają.

To mi przypomina, iż podobno najbardziej „humanitarną“ konstytucją, była konstytucja stalinowska zwana  Konstytucją Zwycięskiego Socjalizmu z 1936r. Czy miała ona jakikolwiek znaczenie dla losu tych ca 50 milionów obywateli  CCCP, w tym ponad 250 tys Polaków wymordowanych przez współautora tej konstytucji tylko w latach 1937-1938?

Mam wrażenie, że władza sadownicza  już nie wymierza sprawiedliwości, a wykorzystuje te władzę do karania społeczeństwa za jego „niesubordynację“czyli  krytykę i brak szacunku. 

Zaiste strach się bać.
  
Nie będę przytaczała tutaj dziesiątków przykładów (bo na setki czy tysiące nie ma zwyczajnie miejsca) skandalicznych orzeczeń, efemistycznie zwanymi „błędami i pomyłkami“ sędziów, aby uchronić dyskusję od argumentu, iż orzeczenie skandaliczne to takie, które  nie spełniło oczekiwań moich czy społeczeństwa, lub że są to moje czy innych „subiektywne odczucia i oceny“ i alternatywnie, że jestem laikiem, więc  nie jestem w stanie zrozumieć orzeczenia.  W zamian  przytoczę cytaty z depesz Ambasady USA do Waszyngtonu, znalezione na Wikileaks.

Tylko w 2009r, ambassador USA w Warszawie 8 depesz wysłanych do Waszyngtonu poświęca korupcji w Polsce, w polskim sądownictwie i zapaści polskiego wymiaru sprawiedliwości.

(…) w Polsce największą słabością jest nieskuteczny - i żałośnie “zatkany”- system karny, a sam system jest podejrzany o korupcję (…) a jedyną sankcją dostępną społeczeństwu są media, ponieważ “systemu” sąd nie skaże (...)

(…)72% respondentów w sondażu z kwietnia 2009 r. wciąż wierzy, iż urzędnicy najwyższego szczebla przyjmują łapówki, … i kontakty biznesowe sugerują, iż praktyka jest mniej rozpowszechnione niż to było dziesięć lat temu, a największym wyzwaniem jest korupcja związana z nepotyzm i konfliktem interesów (..).

(…) brak uczciwości wśród polskich prokuratorów i sędziow - choć trudny do udowodnienia, to jednak korupcja jest powszechna. W Polsce, (sądownictwo to) relikt komunizmu… powolne postępowania sądowe, długie śledztwa i długie areszty tymczasowe… niedoświadczeni entry-level sędziowie tworzą zwartą grupę, która cieszy się niemal całkowitą bezkarnością i brakiem nadzoru(…)

(…)Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia jest „grupą quasi-lobbingową”.)(…)
  
(…)jest coraz bardziej oczywiste dla większości Polaków, że reforma sądownictwa jest konieczna, aby Polska zostawiła prawne dziedzictwo komunizmu za sobą(…)

 (…)Postrzeganie korupcji - opublikowane w kwietniu badania wykazały powszechną nieufność do polskiego sądownictwa: 44 procent ankietowanych ma negatywną opinię, przede wszystkim z powodu postrzeganej korupcji. Zdaniem ankietowanych, najbardziej skorumpowane grupy to prokuratorzy (56 procent) …i sędziowie (50 proc.) Inne najczęstsze zarzuty to: skomplikowane procedury, nadmierna biurokracja i opóźnienia, stronniczośc sądu i niesprawiedliwe orzeczenia.

Według obiegowych opinii, celem sędziego jest awans (dosł. stać się na tyle ważnym), aby sądzić “grubsze” sprawy i brać większe łapówki, jednak nie można tych pogłosek obiektywnie potwierdzić. Według Grażyny Kopińskiej, dyrektor Projektu Antykorupcyjnego w Fundacji Batorego, polska opinia publiczna ma tendencję do kojarzenia każdej nieprawidłowości lub niedoboru w systemie z korupcją. Ci, którzy przegrywają sprawy sądowe często niesłusznie oskarżają sędziego lub adwokata o korupcję. Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski podkreśla, że korupcja nie jest największym problem sądownictwa, ale przyznaje, że w wielu przypadkach mogą istnieć wątpliwości co bezstronności sędziów.
(UWAGA: Septel zajmie się problemem korupcji) (…)

(…)Oprócz zbadania zarzutów dotyczących sprawy Olewnika, Czumę czeka zamieszanie w sądownictwie - w tym wiele lat zaległości – przepełnione więzienia, przestarzałe struktury administracyjne i korupcja.(…)


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka

środa, 11 stycznia 2012

Wolnosc slowa - odslona II - Pentagon Papers - New York Times v. United States



Podobnie jak I część tego cyklu, i ten artykuł jest polemiką z twierdzeniem R.Sikorskiego, iż Polacy tak samo jak Amerykanie „czują do szpiku kości wartości demokratyczne. Być może, że Polacy tak, ale jak czują te wartości nasi „rzadziciele“ a w szczególności III władza.
Czy światowiec – demokrata Radek Sikorski donoszac do prokuratury na komentatorow Faktu i Pulsu Biznesu i pozywajac wydawce – kierowal sie „czuciem wartości demokratycznych do szpiku kości? Procesy odnoszace sie do „naruszenia dóbr“ „pomówienia“ etc tak polityków jak i mediów są polską codziennością.
Poniżej jak wygląda taki proces w USA i co jest jego przedmiotem.

Pentagon Papers i sprawa New York Times v. United States
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  
Dokladnie, 40 lat od przecieku części tzw. Pentagon Papers, całość Raportu sporządzonego w roku 1967/68 z inicjatywy Sekretarza Obrony Roberta McNamary została udostępniona społeczeństwu amerykańskiemu 13 czerwca 2011r.
Robert McNamara powołał Vietnam Study Task Force w czerwcu 1967. Zadaniem 36 analityków ( 19 oficerów wojska, 17 naukowców i cywilnych pracowników administracji) bylo sporządzenie „encyklopedycznej historii Wojny Wietnamskiej“. Do dzisiaj nie wiadomo w jakim celu McNamara zarządził sporządzenie tego  studium. McNamara twierdził, że chciał pozostawić spisaną historę wojny dla historyków, ale nawet Prezydent Lyndon Johnson i Sekretarz Stanu Dean Rusk nie wiedzieli nic o tym studium do czasu opublikowania przez Times. Historycy uważają, że McNamara planował przekazanie tego studium swojemu przyjacielowi Robertowi F. Kennedy, który zamierzał kandydować w wyborach prezydenckich w 1968r.
Studium to nazwane przez prasę Pentagon Papers zawierało 3.000 stron historycznych analiz i 4.000 stron oryginalnych dokumentów w 47 tomach zaklasyfikowanych “Ściśle tajne“ (Top Secret – Sensitive). "Sensitive" nie była oficjalną klasyfikacją I oznaczała, iż publikacja studium może być żenująca (be embarrassing) dla administracji.
Daniel Ellsenberg, który przekazał Pentagon Papers reporterowi New York Times – Neil Sheehan, zrobił ksero całego studium i usiłował zainteresować nim polityków od pazdziernika 1969 do lutego 1971 roku  - między innymi Henry Kissingera i Senatorów Williama Fulbrighta i Georga McGoverna, ponieważ nie wykazali oni zainteresowania, zwrócił sie do prasy. Ellsenberg przekazał 43 z 47 tomów dokumentów New York Times w marcu 1971 roku.
Daniel Ellsberg wyjaśniając powody swojej decyzji powiedział – dokumenty te demonstrowały niekonstytucyjne działania przez szereg prezydentów USA, pogwałcenie przez nich przysięgi prezydenckiej, a głównie uważał, że prawda o Wojnie Wietnamskiej przyczyni się do szerokiej debaty publicznej i szybkiego zakończenia tej „ niesprawiedliwej wojny“.
13 czerwca 1971 roku New York Times opublikował 6 stron artykułów i dokumentów z Tajnego Raportu Departamentu Obrony. Rząd USA wystąpił do Sędziów Federalnych w Nowym Yorku i Washingtonie z petycją zakazania New York Times i Washington Post publikowania dalszych części Pentagon Papers. Sędziowie apelacyjni w obydwu miastach po nadzwyczajnych posiedzeniach wydali wykluczające się postanowienia. Sąd Najwyższy USA postanowił rozpatrzyć sprawę.
Ta bezprecedensowa sprawa dotyczyła kwesti niezwykle doniosłej i świetej dla Amerykanów - wolności słowa i wolności prasy zagwarantowanych Pierwszą Poprawką do Konstytucji. Po raz kolejny zwróciła uwagę na szczególną funkcję wolności słowa w społeczeństwie demokratycznym, podkreślając, że każdy kto korzysta z wolności słowa powinien mieć zaufanie do państwa i stanowionego przez nie prawa. Tylko bowiem pewność prawa prowadzi do efektywnej ochrony wolności słowa i zapobiega samoocenzurowaniu się ze względu na ryzyko poniesienia odpowiedzialności prawnej w wyniku arbitralnego działania sądu. Podstawową demokratyczną funkcją wolności słowa jest możliwość kontroli i krytykowaniu działań rządzących.
Pierwsza Poprawka do Konstytucji USA
“ Kongres nie może stanowić praw wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych; ani praw ograniczających wolność słowa lub prasy lub naruszających prawo do spokojnego odbywania zebrań i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd…” (poprawka weszła w życie 15 grudnia 1791 roku.) W amerykańskiej doktrynie konstytucyjnej przyjmuje się, że XIV Poprawka rozciąga to postanowienie na władze stanowe.

Normalnie w USA potrzebne jest conajmniej dwa lata, aby sprawa dotarła do Sądu Najwyższego. Ta sprawa byla rozpatrzona przez ten sąd po 12 dniach !  Co więcej Sąd Najwyższy był na urlopie ! Prezes SN USA zwołał nadzwyczajne posiedzenia, odbyły się  one 25, 26 czerwca 1971 roku.
 Prezes Sądu Najwyższego USA, Sędzia Warren Burger przewodniczył sprawie.
Erwin Griswold, były Dziekan Harvard Law School, przedstawiał i argumentował pozycję Rządu USA.
Aleksander Bickel, profesor Prawa - Yale Law School,  przedstawiał i argumentował pozycję New York Times, William Glendon - pozycję Washington Post.
Poniżej wybrane i w mojej opinii najistotniejsze fragmenty argumentacji obydwu stron i postanowienia, a takze opinii Sędziów Sądu Najwyższego.
Sędzia Burger przywitał adwokatów obydwu stron i publikę. Oddał głos adwokatowi Rządu.
Griswold - Jest bardzo istotne, uważam, aby na tę sprawę spojrzeć z perspektywy. Sprawa ta podnosi niezwykle istotną i trudną kwestię konstytucyjnego prawa do wolności słowa i wolności prasy i słuchalismy o tym dużo w ostatnich dwóch tygodniach. Ale też podnosi niezwykle istotną kwestię równie fundamentalną i ważną – prawo Rządu do efektywnego rządzenia. Główny nacisk w tej sprawie położono na Pierwszą Poprawkę i moim zdaniem słusznie. Nie można jednak pominąć w tej sprawie fundamentalnej kwesti podziału władzy w takim sensie, że władza i autorytet, które Konstytucja przyznaje prezydentowi, jako szefowi rządu i głównodowądzącemu Armii i Marynarki i wynikająca z tych kompetencji kwestia integralności instytucji prezydentury: czy ta instytucja – jedna z trzech władz zgodnie z podziałem władzy – może funkcjonować efektywnie....
Problem jest bardzo skomplikowany, jak wszystkie problemy konstytucyjnego prawa i wymaga rozstrzygnięcia dotyczącego konkurujących ze sobą zasad…
Dalej Griswold twierdził, że stempel „ściśle tajne“ na 10 dokumentach w Pentagon Papers  uzasadnia zakaz publikowania. 
Sędzia Potter Stewart - Nie chciałbym odwracać uwagi od sedna sprawy ( dosł. bring in a red herring) – ale chyba to robię – czy chce Pan też powiedzieć, iż te 10 dokumentów, o których Pan mówił, w pełni usprawiedliwiają czy uzasadniają klasyfikację jaka była im nadana?
Griswold – Moja pozycja ...te 10 dokumentów poprawnie są zaklasyfikowane „ściśle tajne“.
Sędzia Potter Stewart – Dziękuję. Jak ja zrozumiałem....
Griswold wchodzi w słowo Sędziemu – Jeden dokument. Powinienem mówić jaśniej, to są cztery tomy z 47 tomów. Wszystkie cztery tomy dotyczą jednego tematu, którego wyciąganie ...byłoby niezwykłej wagi naruszeniem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.
„Cztery tomy“ dotyczyły negocjacji dyplomatycznych USA z Północnym Wietnamem. Griswold nie wiedział, że Ellsberg ( który przekazał Pentagon Papers dziennikarzowi New York Times) nie przekazał tych dokumentów, aby chronić dyplomatów.
Sędzia Burger – Jak zrozumiałem – i proszę mnie poprawić, jeżeli zle zrozumiałem – sprawa ta tak naprawdę nie jest uzałeżniona od klasyfikacji tego materiału, czy od kwesti czy w ogóle jest klasyfikowany i jak ?
Griswold – Rzeczywiście, uważam, że takie twierdzenie jest prawdziwe. Myślę jednak, że najważniejsze jest to, ze publikacja tych materiałów ma wpływ na bezpieczeństwo USA. Bedzie miała wpływ na życie wielu ludzi. Bedzie miała wpływ na zakończenie wojny. Będzie miała wpływ na więzniów wojennych i ich uwolnienie...Moim zdaniem taki wpływ na bezpieczeństwo USA powinien być podstawą zakazu publikacji.
Griswold– jeżeli ten materiał nie był nigdy tajny, myślę że mielibyśmy dużo większe trudności z argumentami w tej sprawie: na przyklad załóżmy gdyby ten materiał był częścią publicznego wystąpienia prezydenta.
Sąd – Ale wtedy ten materiał już bylby publiczną domeną. To zupełnie co innego.
Griswold – Zgoda. Ale nie mozemy też tylko powiedzieć „Nie możecie tego publikować, ponieważ to bedzie miało śmiertelny wpływ na bezpieczeństwo Stanów“ ...
Sąd – I wtedy sprawa opierałaby się na nieprzekonywujących i niepewnych faktach. I w takim razie, w Pana domniemaniu sprawa opiera się na faktach. Czy tak?....musimy więc zająć się faktami, ewidencją w tej sprawie - przedstawionej jako tajna.
Griswold – Proszę Wysokiego Sądu - w większości tak...
 Griswold krytykuje poniżej postanowienie Sędziego Gerarharda Gesell, który orzekał w sprawie Washington Post. Sędzia Gesell stwierdził, że Rząd musi udowodnić „natychmiastowe i bezpośrednie niebezpieczeństwo“ dla USA, aby uzasadnić zakaz publikacji.
Griswold – Jeżeli standard jest taki, że nie możemy zapobiec publikacji nielegalnie zdobytych materiałów, chyba że udowodnimy i teotetycznie i praktycznie....że może to spowodować zerwanie relacji dyplomatycznych, czy ze spowoduje to atak wojskowy na USA, sugeruję, że standard śędziego Gesell jest zbyt zawężony. Ten standard powinien brzmieć „ wielkie i nienaprawialne szkody dla bezpieczeństwa USA“...Nie mam najmniejszych wątpliwości, że materiał już opublikowany i publikacja dalszych materiałow będzie miała wpływ na życie Amerykanów i jest to niezwykłej wagi wpływ. Powiedzenie, że prawo do publikacji moze byc odebrane tylko, jeżeli jutro rano wybuchnie wojna, kiedy ta wojna już trwa jest nieusprawiedliwionym zawężeniem problemu.
Sędzia Burger oddaje głos Aleksandrowi Bickel.
Bickel – Wysoki Sądzie , nawet przez chwilę nie twierdziłem, ze prezydent nie ma prawa do ustaleniasystemu klasyfikacji dokumentów rządowych i że nie ma władzy aby zarządzać tym systemem i procedurami w ramach pryznależnej mu władzy wykonawczej....Zgadzamy się z argumentami w tej sprawie, że zakaz  publikacji, podobnie jak wszystkie inne prawa konstytucyjne nie jest absolutem. I po za tym stwierdzeniem proszę Wysokiego Sądu, nasza pozycja jest odmienna i dużo bardziej skomplikowana.
Po pierwsze nasza pozycja dotycząca fundamentalnej zasady rozdzialu władzy – naszym zdaniem prezydent nie ma takich uprawnień, które mogłyby być podstawą i uzasadniać zakaz publikacji. I po wtóre, rozpatrując pryncypia Pierwszej Poprawki, które dotyczą i punktu pierwszego, nasuwa się pytanie dotyczące standardu przed poznaniem faktów – standardu, który interpretujemy całkowicie odmiennie niż strona Rządu.
Sąd – Z tego rozumiem, że może Pan zgodzić się bez problemu z twierdzeniem, ze te 47 tomów materiałów, chociaż satysfakcjonują definicję „ściśle tajne“ na potrzeby władzy wykonawczej, to jednak nie satysfakcjonują Pana standardów?
Blickel– Tak , głównie z powodu notorycznego klasyfikowania...
Sąd przerywa – Nie, nie moje pytanie brzmiało - umówmy się na chwilę, że są jakieś dokumenty ... poprawnie zaklasyfikowane „ściśle tajne“. Czy chce Pan powiedzieć, ze to niekoniecznie oznacza, ze pański standard jest usatysfakcjonowany?
Blickel – Dokładnie tak, Proszę Wysokiego Sądu, powiedzial bym, że....
Sąd - Dobrze, ja uważam – i nie znalazłem nigdzie w Pana dokumentach, czy w dokumentach tych spraw, gdzie gazety sugerowałyby, chociaż przez moment, że w tych materiałach, w tych 47 tomach nie ma dokumentów, ktore uzasadnialyby poprawnie zdefiniowanie ich jako „ściśle tajne“.
Blickel – Po zapoznaniu się z wnioskami strony rządowej, uważam, że nie ma tam takowych. ...Gdyby takowe były, na pewno dawno wiedzielibyśmy o nich.
Sędzia Stewart – Teraz Panie Blickel, ponieważ większość akt w tej sprawie jest tajna,.. musimy rozpatrywać ją abstrakcyjnie....Załóżmy, że kiedy członkowie tego sądu zapoznają się z tymi dokumentami, znajdziemy tam absolutnie przekonywujące dowody, że konsekwencją ujawnienia tych dokumentów bedzie śmierć stu młodych ludzi, któtych jedynym przestępstwem było to, iż mieli po 19 lat i byli najwyżej na liście poboru. Co wtedy mamy zrobić?
Blickel -  Chciałbym żeby był paragraf i na taką sytuację.
Sędzia Stewart – Ale takiego paragrafu nie ma. Pytam się Pana - co mamy zrobić w tej sprawie? Czy powie Pan, że Konstytucja wymaga opublikowania tych dokumentów, a ci chlopcy mają umrzeć? Czy tak?
Blickel – Nie, nie. Myślę, że w takiej sytuacji....człowieczeństwo będzie ważniejsze od  bardziej abstrakcyjnej „dewocji“ do gwarancjiPierwszej Poprawki...
Sędzia Hugo Black – zapytał czy Kongres może zakazać publikacji prasie.
Blickel -  Nie stoimy poki co przed takim problemem ....musialļym zapoznać się ewentualnie z taką ustawą....
Sędzia Hugo Black -  Dlaczego ustawa miałaby jakieś znaczenie? Przecież Pierwsza Poprawka stanowi wyraznie - „Kongres nie może ograniczać wolności prasy“. Pan interpretuje to, że Kongres może ustanowić „jakieś prawo“ ograniczające wolność prasy?
Blickel –Nie, proszę Wysokiego Sądu. Zgodziłem się tylko...że jakieś ograniczenia dotyczące absolutności tego zakazu jest możliwe....
Sędzia  Black – To jest bardzo dziwne, iż Pan podnosi taki argument będąc adwokatem Times, że Kongres może ustanowić taką bezprawną ustawę!
Blickel – Nie taki był mój argument. Przynajmniej mam nadzieję...
Sędzia Black – Taka była moja impresja i to jest to co pamiętam najwyrazniej z Pana argumentacji.
Sędzia Burger oddał głos adwokatowi Washington Post - Williamowi Glendonowi.
Sędzia Burger – Panie Glendon, jak Rząd może udowodnić swoją pozycję, spełniając standard postawiony przez Sędziego Gesell? Ta sprawa nie spowoduje pojawienia się statków wojennych w Porcie Nowego Jorku, nie uruchomi rakiet, ale czy może Pan powiedzieć, ze nie jest to sprawa życia i śmierci?
Glendon -  Proszę Wysokiego Sądu, myślę, że jeżeli mamy rozważać możliwości czy przypuszczenia przeciwko zawieszeniu, czy okrojeniu Pierwszej Poprawki, odpowiedz jest oczywista. Możliwość i przypuszczalne hipotezy, że negocjacje dyplomatyczne będą trudniejsze, czy żenujące nie usprawiedliwiają i nie uzasadniają – i to jest sedno tej sprawy - ....nie usprawiedliwiają zawieszenia Pierwszej Poprawki.
Sędzia Burger – Pana pozycja jest teraz taka, że żąda Pan, aby gwarancje Pierwszej Poprawki były respektowane?
Glendon – Tak właśnie.
Sędzia Burger – I mówi Pan, że gazeta ma prawo doochrony swoich zródeł, ale Rząd nie ma takiego prawa?
Glendon – Nie widzę tutaj żadnej rozbieżności. Jestesmy tutaj na pozycji żądającego, aby nie wprowadzono zakazu publikacji, ponieważ byłoby to naruszeniem naszych gwarancji konstytucyjnych, a przecież równość ( wobec prawa) tego zabrania. Jesteśmy także w takiej sytuacji, że możemy twierdzić, iż zgodnie z gwarancjami Pierwszej Poprawki, mamy prawo do ochrony naszych zródeł. I prawdę mówiąc nie znajduję  tutaj żadnej rozbieżności czy konfliktu....Nie tylko Stany Zjednoczone są tu ofiarą. Sędzia Gesell słusznie podniósł – i uważam, że jest to ważny argument, i ja też tak uważam - że Rząd zapomina o tym, że interesy Stanów Zjednoczonych to interesy obywateli. I jeżeli rozważamy tutaj okrojenie Pierwszej Poprawki, to będzie  to prawo obywateli do  tej wiedzy. Być może jest to tylko abstrakcja, ale na takich abstrakcjach zbudowaliśmy ten kraj i ten Naród, przez ponad dwiescie lat budowaliśmy jego wielkość i potęgę, a teraz  mamy zaakceptować coś, czego nigdy Rząd nie wymagał od nas....
Jeszcze raz dostał głos Griswold. Sędziowie Thurgood Marshall i Hugo Black pytali.
Griswold – W mojej opinii, jeżeli poprawnie sklasyfikowany materiał, został „niepoprawnie“ zdobyty i można wykazać, ze ma to natychmiastowy impakt na bezpieczeństwo kraju, jego publikacja powinna być zakazana.
Sędzia Marshall – Czy w takim razie federalne sądy miałyby spełniać rolę cenzora?
Griswold – Wysoki Sądzie to jest pejoratywna opinia. Nie wiem czy jest jakaś alternatywa.
Sędzia Marshall – Pierwsza Poprawka może nią być. ( śmiech na sali)
Griswold – Tak Proszę Wysokiego Sądu. .... problemem w tej sprawie jest konstrukcja Pierwszej Poprawki. Jest wszystkim znana interpretacja Sędziego Black, iż „żadne prawo“ oznacza „żadne prawo“ i ja szanuję tę pozycję.
Sędzia Black – Tak też myślałem.
Griswold -  Mogę tylko powiedzieć, Wysoki Sądzie, że dla mnie jest równie oczywiste, że „żadne prawo“ nie oznacza zawsze  „żadne prawo“ i chciałbym przekonać Sąd, że to jest prawda.

Cztery dni pózniej Sąd Najwyższy wydał postanowienie w sprawie Pentagon Papers. W trzech krótkich paragrafach sześciu sędziów zgodziło się, iż Rząd nie uzasadnił wystarczająco i przekonywująco swojejego żądania zakazu publikacji Pentagon Papers i zawieszenia tym samym gwarancji Pierwszej Poprawki. Orzeczenie Sąu Apelacyjnego District Columbia ( Sędziego Gesell w sprawie Washington Post) zostało podtrzymane. Orzeczenie Sądu Apelacyjnego Second Circuit ( w sprawie New York Times) zostało skasowane i podtrzymane orzeczenie District Court dla Southern District Nowego Jorku.