Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniacze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniacze. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 września 2017

Szybkość czy sprawiedliwość? Oto jest pytanie.





Kontrowersje wokół skargi nadzwyczajnej

Po ujawnieniu niecierpliwie oczekiwanego projektu ustawy o SN, pokrzywdzeni bezprawiem sądowym, zwani przez  sędziów i ich akolitów pieniaczami, oszołomami lub niezdowolonymi z wyroków odetchnęli z ulgą i  ostrożną nadzieją. 

Instytucja skargi nadzwyczajnej w projekcie prezydenta bezpośrednio i realnie odpowiada na  oczekiwania przeszłych, obecnych i przyszłych klientów sądów. Kowalscy chcą sądów sprawiedliwych. A z tym jest w Polsce ponadnormatywnie źle.  Stąd skarga nadzwyczajna jest dla pokrzywdzonych klientów sądów  promykiem nadziei w  ich  rozpaczy i być może ostatnią szansą odzyskania godności, sprawiedliwości  i wiary w państwo. 

Zgodnie z projektem, o prezydenckiej wersji ustawy o SN od każdego prawomocnego orzeczenia sądowego kończącego postępowanie w sprawie będzie można wnieść skargę nadzwyczajną, jeżeli:
1)        orzeczenie narusza zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji;
2)        orzeczenie w sposób rażący narusza prawo przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie;
3)        zachodzi oczywista sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. No i odezwały się autorytety prawne, profesorowie prawa, sędziowie sądów i trybunałów, politycy, etc.  I rozpoczęło się ośmieszanie, zaciemnianie, kodowanie, straszenie Armagedonem i chaosem.
Głównymi argumentami przeciwko skardze nadzwyczajnej jest zaniepokojenie przeciwników reformy chaosem związanym z ilością orzeczeń, które spełniają kryteria do zastosowania skargi nadzwyczajnej, co według przeciwników tego rozwiązania wydłuży postępowania. Argument przewlekłości w postępowaniach sądowych została nominowana na grzech główny polskich sądów już na początku dyskusji o reformie sądownictwa, zgrabnie przykrywając czy pomijając dyskusję o dużo poważniejszych patologiach i chorobach wymiaru sprawiedliwości. Senator Libicki twierdzi nawet, że do przewlekłości prowadzić będzie wprowadzony w projekcie ustawy o SN udział ławników w rozpatrywaniu skarg nadzwyczajnych i w postępowaniach dyscyplinarnych! Tysiące pokrzywdzonych przez sądy z niecierpliwością i nadzieją czeka na możliwość takiego „wdłużenia” postępowania sądowego.

W tym miejscu niezbędne wyjaśnienie. Przewlekłość postępowań sądowych spowodowana jest przede wszystkim  brakiem  organizacji, planowania i zarządzania pracą sędziów. Proces, który powinien trwać  powiedzmy 10 dni = 10 posiedzeń sądu - w rzeczywistości  trwa rok czy półtora roku, bowiem przerwy pomiędzy posiedzeniami sądu to często 2 i więcej miesięcy. Wystarczy planować posiedzenia sądu dzień po dniu. Ale u nas jest to za trudne! Druga organizacyjna kwestia, która ma wpływ na długość procesu to protokołowanie. To problem, którego w XXI wieku polskie  sądownictwo również nie jest w stanie rozwiązać. Protokolant nie dokumentuje wypowiedzi uczestników procesu, ale czeka na podyktowaną przez sędziego wersję tej wypowiedzi.  Każde posiedzenie sądu trwa literalnie  (conajmniej) dwa razy dłużej, niż powinno.  W relatywnie normalnych krajach od dekad rozprawa jest protokołowana przez stenotypistki (i nagrywane audio) lub nagrywane audio  i natychmiast po rozprawie sporządzany jest transkrypt nagrania w tradycyjnej formie, aby strony i sąd mogli z niego korzystać już następnego dnia.

I ciekawostka[i]

Oczywiście nie podlega dyskusji, iż przewlekłość potępowania jest zmorą naszego sądownictwa, a konsekwencje są dla  obywateli ekstremalnie dolegliwe. Nie można jednak przewlekłości traktować jako główny grzech wymiaru sprawiedliwości. Tragedią dla klientów sądów i ich rodzin jest brak niezawisłości i bezstronności sędziów, które materializują się  w uchybieniach wymienionych  w kryteriach dopuszczenia skargi nadzwyczajnej. 

Oto kilka głosów krytycznych o instytucji skargi nadzyczajnej.

 Prof. Z. Ćwiąkalski nie może sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądało organizacyjnie. Skoro każdy obywatel - za pośrednictwem odpowiedniego podmiotu - będzie mógł wystąpić o wniesienie superkasacji, to szykuje się nam duży chaos. W Polsce 80 proc. osób jest niezadowolonych z rozstrzygnięć. Wyobraźmy więc sobie, że milion, dwa albo trzy miliony osób składają wniosek o jeszcze jedno rozpatrzenie sprawy, a 10 proc. tych wniosków zostanie uwzględnionych. Nagle trzeba będzie rozpatrzyć kilkaset nowych spraw. To jest nierealne! I nijak się ma do walki z przewlekłością postępowań. Kasacje nadzwyczajne otworzą także drogę dla pieniaczy sądowych, którzy oczywiście skwapliwie to wykorzystają. Sam jako adwokat uznaję niektóre rozstrzygnięcia za wadliwe, ale przecież druga strona sporu równocześnie zwykle uważa inaczej.[ii]

 Moim zdaniem arbitralność opinii prof. Ćwiąkalskiego (jak na doświadczenia  byłego MS i obecnie adwokata) wpisuje się w retorykę opozycji totalnej[iii], której celem jest zachowanie status quo kosztem krzywdy ludzkiej. Świadczą o tym „dyżurne” sofizmaty przywołane przez profesora - o pieniaczach, o osobnikach „niezadowolonych  z wyroków”, o niemożliwości organizacyjnej sądownictwa polskiego i  creme de la creme o wspomnianej przewlekłości, do której ma się przyczynić  wprowadzenie skargi nadzwyczajnej. To jest ordynarny szantaż totalnej opozycji i sprowadzenie reformy sądownictwa do potrzeby skrócenia czasu postępowania sądowego i drobnych usprawnień, a Kowalskiego  stawia się  przed wyborem – albo szybkie sądy albo sprawiedliwe.

No cóż, pozostaje więc zapytać - jak to się ma do zapisu w  art. 2 Konstytucji - Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej? Za każdą z tych  kilkuset spraw nagle do rozpatrzenia kryją się ludzie i ich tragedie – utracone marzenia, niespełnione plany, rozpad rodziny, niesłuszne odbywanie kar pozbawienia wolności, utrata zdrowia, samobójstwa, stracony dorobek życia, a często dorobek kilku pokoleń.  

Prof. A. Strzembosz  - Niech mi ktoś pokaże badania, które wskazują na to, że w sądach powszechnych w liczącym się procencie zapadają złe orzeczenia. Problem w tym, że nie ma takich badań. Jeżeli odwołuje się do pojedynczych spraw z kilkunastu milionów, to jest humorystyczne. [iv]

Pokazuję - "Przyczyny niesłusznych  skazań w Polsce" opracowali  Łukasz Chojniak i Łukasz Wiśniewski  z Wydziału Prawa UW z pomocą kilkudziesięciu adwokatów, sędziów, prawników uniwersyteckich oraz przedstawicieli organizacji pozarządowych. Na 119 badanych złych orzeczeń (w kasacji lub apelacji wyrok uchylono i  przekazano do ponownego rozpatrzenia lub umorzono postępowanie), w 68 przypadkach skazano osoby faktycznie niewinne. Czy to jest dla Profesora liczący się procent?  W 100% złych  wyroków (wszystkie zostały wzruszone) niemal 60% to super złe wyroki – delikwenci byli faktycznie niewinni! W raporcie czytamy – „Można założyć, że tych przypadków jest więcej, ponieważ usuwanie błędów następuje zazwyczaj na skutek zupełnie przypadkowego ich dostrzeżenia, cały czas brak natomiast pogłębionych danych na ten temat.”[v]

I jeszcze jedna ciekawostka [vi]  

Himalaje absurdu osiągnął poseł Zembaczyński z Nowoczesnej.  W programie TVP Info Minęła 8 - był wyraźnie zdegustowany  pomysłem prezydenta, a  skarga nadzwyczajna jest wg posła najlepszym przykładem jak mogą być przeciągane w nieskończoność procesy. Poseł  był mocno zaniepokojony wobec jakiego kryterium można będzie wnosić taką skargę. Najbardziej jednak wzburzyła posła wizja tzw pieniaczy, którzy będą mogli w nieskończoność na koszt podatnika wieść swoje procesy, które de facto nie służą niczemu innemu, jak zaspokojeniu jakiegoś interesu, który nie jest tak  do końca ani interesem publicznym, ani obywatela, ani państwa! (kursywą zaznaczyłam dosłowne kawałki z wypowiedzi).[vii]

 G.W. Leibniz powiedział: nie ma nic bardziej namacalnego niż absurdalność idei liczby właściwie nieskończonej. Absurdem jest nieskończoność „wiedzenia” swojego procesu, bowiem wymaga to założenia, iż każdy tzw. pieniacz jest nieśmiertelny. Wydawałoby się, że członkowstwo w Komisji Sejmowej w sprawie wyjaśnienia afery Amber Gold to wzbogacające i edukujące doświadczenie, także w materii dotyczącej organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Okazuje się, że niekoniecznie, na co wskazuje bezrefleksyjny i pozbawiony jakiegokolwiek sensu  słowotok posła. 

Osobiście trzymam kciuki za instytucję skargi nadzwyczajnej. A przeciwnicy niech się odczepią od pieniaczy,  oszołomów i niezadowolonych z wyroków. To dzięki konsekwentnej walce i sprzeciwie tychże, społeczeństwo en masse dowiedziało się ciut prawdy o polskim bezprawiu, w tym o bezprawiu sądów, co przekłada sią na 70-80% poparcia dla reform sądownictwa. To dzięki nim być może nasze dzieci i wnuki będą miały szczęście żyć w   „trochę bardziej” demokratycznym państwie prawa.  



[i] W  Polsce nagrywa się posiedzenia sądów na rozprawach  cywilnych, ale... sąd nie sporządza  z nagrań oficjalnego transkryptu. Gdy  strona lub sąd chce przypomnieć sobie czyjeś zeznanie to jak sąd lub strona nie sporządziła „prywatnego” protokołu to powodzenia przez  parę albo paręnaście godzin słuchania  nagrania z rozprawy.     
[iii] Określenie „totalna opozycja” w tym tekście nie oznacza opozycji parlamentarnej, a członków instytucji, partii, stowarzyszeń i i wszytkich innych przeciwnych reformie wymiaru sprawiedliwości
[vi] Na  kilkanaście milionów „orzeczeń” składają się nie tylko wyroki, ale i postanowienia nie kończące postępowania, których wydanie zajmuje sędziom kilka czy kilkanaście minut. Ponadto każda „sprawa” generuje w czasie rozpatrywania w różnych instancjach nową sygnaturę, czyli jest to od  kilku do kilkudziesięciu sygnatur, a każda sygnatutra to statystyce „sprawa” a w rzeczywistości jest to jedna i ta sama sprawa. Innymi słowy „sprawa”, którą zajmują się różne instancje przez parę lat (do uprawomocnienia orzeczenia) w statystyce figuruje jako kilka do kilkudziesięciu „spraw”. To jest dopiero humorystyczne.



sobota, 12 października 2013

Pieniacze sądowi czy zrobieni na szaro? – polemika z komentatorem Salonu 24



Nie wiem kim jest i jaką profesję reprezentuje komentator  Salonu 24 występujący pod pseudonimem Skrzyp1. Sądząc po aktywności komentatorskiej, interesuje się zagadnieniami prawnymi. Często też w swoich komentarzach bardziej emocjonalnie i z pomocą kazuistyki. niż z pomocą logiki i merytorycznie, broni stanu sędziowskiego i prokuratorskiego. Stąd pewnie biorą się przypuszczenia, iż Skrzyp1 jest  sędzią lub ewentualnie prokuratorem.

Ostatnio pod tekstem Adama Kłykowa,[i] Skrzyp1 zmieścił komentarz, który jako żywo przypomina PR korporacji prawniczych. Ani to nowe ani oryginalne - kwalifikowanie a priori tych, którzy mają podstawy do podważania  podstaw prawnych czy merytorycznych ustaleń prokuratur i sądów w ich sprawach,  jako niezadowolonych z orzeczeń sądów, roszczeniowców, niezrównoważonych  psychicznie, pieniaczy itp.  

 Zastępy złotoustych PR-owców większego kalibru, do perfekcji opanowały posługiwanie się erystyką, sofizmatami i retoryką, aby wtłoczyć w mózg „przeciętnego człowieka“ dowolną bajkę o dzielnych  prokuratorach  i nieskazitelnego charakteru sędziach... Skrzyp1 jeszcze nie  z tej ligii.

Nazwanie Adama Kłykowa podręcznikowym i typowym pieniaczem, a w post scriptum komentarza zrewidowanie tego stanowiska i pieszczotliwe zmodernizowanie tej „kwalifikacji“ na skrzywionego pieniacza z poważnymi zaburzeniami w postrzeganiu rzeczywistości, to delikatnie mówiąc trochę przesada.

Określenie ‚pieniacz‘ dawniej  dotyczyło osoby, która lubi się procesować z byle powodu i najczęściej o błahe sprawy. Stąd synonimy tego określenia; kłótnik, awanturnik, pasjonat, piekielnik, furiat, impetyk, choleryk, nerwus, impertynent, zadziora, kogut, hucpiarz, zacietrzewieniec. Historyk J. Geresz uważa, iż „...pieniactwo jest wyrazem skrajnego indywidualizmu polskiego (…) jest elementem stereotypu Polaka, a jego źródeł szukać należałoby w historii szlacheckiego stanu...“. Określenie to w tamtych –znaczy szlacheckich – czasach, nie oznaczało ani niedorzecznego zachowania, ani osoby z poważnymi zaburzeniami w postrzeganiu rzeczywistości, ani też zachowania wynikającego z niskich pobudek.

Dopiero od kilkudziesięciu lat, ‘pieniacz’ kojarzy się zdecydowanie pejoratywnie, bowiem współczesna definicja tego określenia daleko odbiegła od tej z przeszłości.

Łatkę pieniacza przyczepiają dzisiaj chętnie m.in. sędziowie, prokuratorzy,  MS, KRS a nawet RPO i inne organy administracji państwowej każdemu, kto im się „narazi“ domagając się rozpatrzenia sprawy czy skargi zgodnie z przepisami prawa i  na podstawie faktów, ponawiając te żądania i często odwołując się do instancji wyższych czy nadrzędnych.

 Innymi słowy twierdzenie a priori, iz wszystkie wymienione instytucje, a także wszyscy sędziowie i prokuratorzy są nieomylni, zawsze mają rację, nigdy rażąco nie naruszają przepisów prawa itp, a poddający w wątpliwość czy (o zgrozo) kontestujący ten aksjomat, to osobnik mający chorobliwą skłonność dochodzenia urojonych krzywd - tworzy współczesną definicję pieniactwa.

Skrzyp1 twierdzi, iż zwykłego pieniacza, “rozróżnia “od „rozsądnego człowieka“ po ilości urzędników czy
sędziów, czy też ile instancji rozpatrywało sprawę. Rozsądny człowiek to wg komentatora taki, który powinien zrozumieć, że jeżeli kolejno, kilka razy „grupa, być może nawet 10 osób“ rozstrzygnęła jego sprawę negatywnie, to muszą mieć rację. I muszą mieć rację, bowiem w końcu są to specjaliści w swojej dziedzinie, szkoleni przez wiele lat. Natomiast zwykły, podręcznikowy pieniacz, dalej upiera się przy swoim, nie chce przyznać, że nie ma racji i (o zgrozo) nawet wieloletnie wyszkolenie sędziów (specjalistów w swojej dziedzinie) nie ma wpływu na jego przekonanie.

Z tym  rozumowaniem Skrzypa1 można byłoby się zgodzić, gdyby w tej definicji pieniacza nie zapomniał o jeszcze jednym warunku – merytorycznej zasadności lub jej braku w „niezadowoleniu“ i upartym  skarżeniu pieniacza.

Bo przecież absurdem jest twierdzenie, iż tylko ilość urzędników czy sędziów, czy ilość instancji, w  których  sprawa była rozpatrywana z takim samym wynikiem, jest jedynym kryterium słuszności rozstrzygnięcia.

Jak w takim razie wyjaśni Skrzyp1 takie przypadki:
Ø   sprawa była rozpatrzona negatywnie dla pieniacza przez grupę conajmniej 10 osób ( w dwóch instancjach SO i SA) aby w SN kasacja została uznana i sprawa przekazana do ponownego rozpatrzenia?
Ø   Albo sprawa rozpatrzona negatywnie przez conajmniej 15 osób (w dwóch instancjach SO i SA, kasacja w SN), a ETPC stwierdza naruszenie zasad rzetelnego procesu - art. 6 Konwencji?
Ø   i sprawa pieniacza rozpatrywana przez przez grupę  conajmniej 50 osób, specjalistów w swojej dziedzinie - prawo karne, kilkanaście z tych osób z tytułami naukowymi,  szkoleni więc  przez wiele lat. Ta grupa osób minus 5, w postępowaniach sądowych i rozpatrując skargi, prośby o wywiedzenie kasacji etc. podtrzymywała ustalenia i wyrok sądu meriti. A sąd ten udowodnił, iż zabójstwa dokonano powiedzmy 1 stycznia, a następnie ofiara była przetrzymywana i torturowana(zombi, czy z martwych wstał ?) i zamordowana (jeszcze raz?) 23 lutego. Z tych 50 osób z hakiem, tylko 5 osób (SN I kasacja) „zauważyło“ ten absurd, co nota bene na nic się zdało, ponieważ następne osoby w ponownym postepowaniu olały zalecenia SN co do dalszego postępowania jak i zapatrywania prawne tegoż sądu  i twierdziły, iż ustalenia faktyczne sądu meriti są prawidłowe i zgodne z zasadmi logiki, posiadanej wiedzy i zdrowego rozsądku(sic).

w związku z tym ostatnim przykładem i w doktrynie  w Polsce, jak i w Europie i na świecie uważa się, iż: udowadniany fakt uznaje się za udowodniny wtedy, kiedy każdy normalny, przeciętnie inteligientny, doświadczony człowiek, zostanie przekonany ponad wszelkie rozsądne wątpliwości, że ten fakt jest zgodny z rzeczywistościa.  

Czyli ocena dowodów i ustalenie stanu faktycznego podczas procesu w sądzie nie jest zadaniem wymagającym posiadania jakiejś tajemnej i niedostępnej zwykłym śmiertelnikom wiedzy czy też wykształcenia prawniczego. Twierdzenie, iż „sędziowie, czyli osoby specyficznie wykształcone, wyselekcjonowane i doświadczone“ mogą tylko podołać temu zadaniu jest  fantazją. Fakt, jakże przydatną i poręczną, zamiast uzasadniania absurdów, które wiadomo, że są niemożliwe, wystarczy powołać się na (zaiste) specyficzne szkolenie przez wiele lat i prawiczą wiedzę, której „niewyselekcjonowani“  nie są w stanie posiąść i szafa gra.

Tak na marginesie; co w takim razie z tymi miliardami ludzi, ktorzy żyją w krajach, gdzie obowiązuje common law i dowody ocenia ława przysięgłych, a nie sędzia?

i jeszcze jedna dygresja. Nie dalej jak pół roku temu b. wiceminister sprawiedliwości, dr hab. Michał Królikowski  powiedział:
 “ mając akt oskarżenia, (sędziowie) mentalnie angażują się, żeby tak długo szukać dowodów, aż znajdą tezy na jego poparcie (...) Sami sędziowie zresztą twierdzą, że bardzo często angażują się w ratowanie aktu oskarżenia i tak prowadzą postępowanie, żeby usunąć ewentualne jego braki. I to jest właśnie powód, że zapada 92 proc. wyroków skazujących, a tak mało jest wyroków uniewinniających " 

Czy to  też “pieniacz”?

Uwaga: eufemistyczne określenie “tak długo szukać dowodów, aż znajdą tezy na jego poparcie” w rzeczywistości oznacza zwyczajne „produkowanie“ dowodów. A faktycznie odsetek wyroków skazujących osiąga około 97 - 98 %. a nie 92%. Ale i tak to oświadczenie byłego wiceministra MS jest nadspodziewanie uczciwie przedstawia polskich sędziów.

To Skrzyp1 ma poważne zaburzenia  w postrzeganiu rzeczywistości, a nie autor komentowanego tekstu!

Nie (s)postrzegł rzeczony komentator, iż coraz głośniej i otwarciej mówi się o pomyłkach, błędach i niedoróbkach sędziów i prokuratorów, o zapaści wymiaru sprawiedliwości, o bezprawiu w Polsce.  Trąbią media mainstream i media drugiego obiegu, nawet „autorytetom“ wymsknie sie tu i tam,  wrą dyskusje w Internecie, możemy obejrzeć przykłady niemal codziennie w TV - Państwo w państwie, Uwaga, Interwencja  i inne, plus wiadomości. Nie tylko pokrzywdzeni (zwani przez korporacje prawnicze pieniaczami) i ich rodziny, ale i Polacy, którzy nigdy nie mieli spotkania trzeciego stopnia z wymiarem sprawiedliwosci, powoli zaczynają sobie zdawać sprawę z powagi sytuacji.

Oliwy do ognia dolało Forum Obywatelskiego Rozwoju wraz z Instytutem Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, którzy zorganizowali  9 lipca 2012r. na UW konferencję połączoną z prezentacją raportu – „Przyczyny niesłusznych skazań w Polsce“ - autorstwa Łukasza Chojniaka i Łukasza Wiśniewskiego.[ii]

…Łącznie przeanalizowano 119 spraw rozpoznanych przez sądy z obszaru właściwości Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (ze 171 wytypowanych – nie wszystkie akta były dostępne), z czego w 68 sprawach stwierdzono niesłuszne skazanie. Już te dane, obejmujące sprawy rozpoznane jedynie przez sądy z apelacji poznańskiej, dowodzą, że liczba niesłusznych skazań w całej Polsce (11 apelacji) musi być zdecydowanie większa niż liczba spraw, w których zasądzono odszkodowanie lub zadośćuczynienie za niesłuszne skazanie…”

To jest ca. 57% badanych spraw gdzie  udowodniono niesłuszne skazania!

W dyskusji na konferencji przedstawiającej raport nie było miejsca na podnoszenie kwesti tysięcy faktycznie niewinnych, niesłusznie skazanych prawomocnymi wyrokami. W świetle prawa ich wyroki są słuszne, (najczęściej potwierdzone kontrolą apelacyjną i nieudaną kasacją) a ich zarzuty to „subiektywne odczucia, do których mają prawo” w najlepszym wypadku. Oczywiście są i inne warianty - mogą też wynikać z “zaburzeń psychiatrycznych„ skarżących, a także z „pieniactwa i “wyjątkowej roszczeniowości“, i „zwykłego niezadowolenia z wyroku“.

I autorzy raportu doskonale zdają sobie sprawę z istnienia takich przypadków, a  ich badania to tylko czubek góry lodowej.

“..,Mamy natomiast przekonanie, iż duża część spraw, w których zaistniała pomyłka sądowa, pozostaje w ogóle niedostrzeżona, skoro często usuwanie takich błędów, co stwierdziliśmy podczas badań, dzieje się na skutek ich zupełnie przypadkowego dostrzeżenia i wszczęcia procedury kasacyjnej lub wznowieniowej, nierzadko przez Rzecznika Praw Obywatelskich lub Prokuratora Generalnego. Ile takich spraw wciąż pozostało niezauważonych i funkcjonuje w obrocie prawnym – nie wiadomo…“

Na zakończenie, odniosę się do jeszcze jednej manipulacji Skrzypa1 w jego komentarzu:  kiedy zarzucił autorowi twierdzenie, że istnieje "spisek w którym siedzi masa urzędników, wielu sędziów - w tem prezes sądu apelacyjnego. I wszyscy oni tylko kombinują jak mu zaszkodzić, spać po nocy nie może ta armia urzedniczo-sędziowska bo układa plany jak tu Adamowi Kłykow dopiec."

Nie z nami te numery Skrzyp1, miast rzeczowych argumentów i rzetelnej polemiki, robienie z interlokutora durnia? To stary i prymitywny numer. Przecież kazdy przeciętnie inteligentny człowiek wie, że to nie nazywa się spisek, a zwyczajna solidarnośc zawodowa,  innaczej „ręka rękę myje“ czy „kruk krukowi oka nie wykole“. Opisali tę przypadłość dużo bardziej elegancko Łukasz Chojniak i Łukasz Wiśniewski we wskazanym powyżej Raporcie:

“…Przyjmując, że przyczyna niesłusznych skazań – co do zasady – leży w słabości ludzkiej pracy i oceny materiału dowodowego, w przypadku zawinionych błędów nie istnieje – w praktyce – realny system prewencji, przejawiający się choćby w skorzystaniu w przypadku oczywistych naruszeń prawa przez sąd, z dyscyplinującej instytucji wytyku, zarezerwowanej tak dla sądów odwoławczych, jak i dla Sądu Najwyższego. W sprawach, w których orzeczono przykładowo kary powyżej górnego zagrożenia ustawowego, a więc z rażącą, oczywistą obrazą prawa, nie stwierdziliśmy skorzystania z instytucji wytyku. Nie chodzi o zatem o karanie sędziów, obrońców czy prokuratorów w każdym przypadku, gdy w danej sprawie zaistnieje przypadek niesłusznego skazania, ale jeśli doszło do niego na skutek zawinionych działań profesjonalnego uczestnika postępowania, odpowiedzialność dyscyplinarna, a także odszkodowawcza nie powinny być tylko iluzoryczne. Jeśli przyczyną niesłusznego skazania jest najczęściej ludzki błąd, to brak mechanizmów wdrażających realną odpowiedzialność za popełnione błędy z pewnością zwiększa skalę tego zjawiska…“

…Gdyby pokusić się o próbę wskazania jednej głównej przyczyny pomyłek sądowych skutkujących niesłusznym skazaniem, to w pierwszej kolejności należałoby wskazać na niekompetencję po stronie profesjonalnych uczestników postępowania. Zdajemy sobie sprawę z wyrazistości tej oceny, ale niekiedy jest ona konieczna. Oczywiście, dalecy jesteśmy od generalizacji i ujawnione przez nas przykłady nie świadczą o całym środowisku sędziów, adwokatów czy prokuratorów, ale dobitnie wskazują jednak, że profesjonaliści mylą się niekiedy w sposób niedopuszczalny, co wywołuje daleko idące negatywne skutki. Wskazywanie tych przykładów ma na celu dążenie do ich ograniczenia w praktyce wymiaru sprawiedliwości, choćby nawet stanowiły one margines…”

Mam nadzieję, że Skrzyp1 nie jest sędzią!



[i] http://adam-klykow.salon24.pl/540263,prawosc-sedzi-zony-prokuratora
[ii] http://www.for.org.pl/pl/misja-for