Łączna liczba wyświetleń

środa, 17 kwietnia 2013

Milczenie wobec bezprawia, czy podłe pisanie tekstów tego rodzaju




















W roku 2010 Izba Karna Sądu Najwyższego rozpoznała 390 skarg kasacyjnych.  Z tych SN:
Ø    odrzucił                                                                       3
Ø    oddalił                                                                   298
Ø    uwzględnił kasację poprzez zmianę orzeczenia                0                                 
Ø    uchylił orzeczenie i przekazał sprawę sądowi I lub II instancji do   ponownego rozpoznania                                                                   45
Ø    uchylił wydane orzeczenie                                             1
Ø    załatwił w inny sposób                                                  7

Obywatel X odsiadujący karę więzienia, doszukał się, iż przy rozpatrywaniu jego sprawy w I instancji w składzie sądu zasiadał sędzia Y nieprawidłowo delegowany.
Stan faktyczny dot. delegacji sędziego wyglądał następująco. Sprawa X i dwóch innych oskarżonych trwała od 10 pździernika do 13 czerwca następnego roku. W sprawie odbyły się 22 posiedzenia sądu. Przed pierwszą rozprawą, prezes sądu okręgowego poprosił kolegium sądu o zgodę na delegowanie sędziego Y i otrzymał takową w uchwale kolegium z dnia 19 sierpnia. Zgoda w uchwale brzmiała -  kolegium wyraża zgodę na delegowanie sędziego Y do SO w S (...) do orzekania sędziego w sprawie II K XX/XX, na okres nie dłuższy niż miesiąc(...).
Po pierwszej rozprawie prezes poprosił kolegium ponownie o zgodę na delegowanie sędziego Y. 14 października kolegium podjęło uchwalę identyczną jak pierwsza - na delegowanie sędziego Y (...) do orzekania sędziego w sprawie II K XX/XX, na okres nie dłuższy niż miesiąc (...).
Prezes na podstawie uprawnienia jakie uzyskał w uchwale kolegium z 19 sierpnia  wydal postanowienie o delegowaniu sedziego Y do wzięcia udziału w rozprawie 10 października.
Następnie, na podstawie zgody i uprawnienia w drugiej uchwale z dnia 14 października, prezes wydal postanowienie delegowania sędziego na 5 rozpraw - 29 października,  26 i  27 listopada ,  5 i 6 grudnia. W następnym roku wydal jeszcze kilka postanowień delegowania sędziego Y – w sumie na 16 rozpraw  (ostatnia – narada sądu i ogłoszenie wyroku odbyła się 13 czerwca).

zgłębił orzecznictwo SN i ETPC w kwestii delegacji sędziego. Bogate orzecznictwo SN wskazywało, iż w interpretacji art. 77 & 8 p.u.s.p powszechne były i są niejasności, a sama instytucja delegacji jest często nadużywana, a procedura delegacyjna traktowana jak upierdliwy niuas, a nie gwarancja niezawisłości sędziowskiej i gwarancja sprawiedliwego procesu. Doniosłość wagi problemu skłania Sąd Najwyższy do podejmowania od lat  szeregu uchwał, w celu podania wykładni wskazanego zwrotu ustawowego w przypadku wątpliwości, rozbieżności w orzecznictwie, celem ich wyjaśnienia w interesie pewności prawa i harmonizacji orzecznictwa.
Przepis regulujący delegacje brzmiał (przed nowelą z dnia 18 sierpnia 2011r) Prezes sądu okręgowego, po uzyskaniu zgody kolegium sądu okręgowego, może delegować sędziego sądu rejonowego albo sędziego sądu okręgowego do pełnienia obowiązków sędziego na obszarze właściwości tego samego sądu okręgowego, jednakże na czas nie dłuższy niż miesiąc w ciągu roku. (art. 77 & 8 prawo o ustroju sądów powszechnych).  

W uchwałach  z dnia 26 września 2002 r., I KZP 28/02 i z dnia 19 lutego 2003r. I KPZ 51/02  SN wyjaśnia m.innymi co oznacza zwrot  - nie dłuższy niż miesiąc w ciągu roku, (...) od określonej daty na nieprzerwany okres miesiąca lub krótszy, albo na oznaczone – także pojedyńczo – dni, których suma w wypadku wielokrotnego delegowania w danym roku nie może przekroczyć trzydziestu (...)

Zgoda kolegium na delegowanie sędziego to niezmiernie istotna decyzja ocharakterze kontrolnym, a wywołująca skutki prawne o charakterze ustrojowym. Decyzja taka  aprobuje nie tylko formalno-pragmatyczną zasadność propozycji prezesa sądu, ale również zasadność merytoryczną – słuszność delegowania właśnie tego sędziego, delegowanie go w ściśle określonym okresie, czy w ściśle określonych pojedyńczych terminach, a nie tylko delegowanie go do pełnienia konkretnych czynności do wskazanego sądu w bliżej nieokreślonym terminie.

(...) uprawnienie prezesa sądu okręgowego do delegowania sędziego musi być poprzedzone zgodą kolegium sądu okręgowego, dopiero po uzyskaniu takiej zgody, prezes sądu okręgowego jest uprawniony do delegowania sędziego sądu rejonowego. (...)

(...) Nieprawidłowe jest (...) delegowanie sędziego jedynie do orzekania w konkretnej sprawie rozpoznawanej w innym sądzie, jeżeli tylko tak określony jest czas delegowania, gdyż nie pozwala to na jednoznaczne ustalenie wyznaczonego czasu, w jakim sędzia ma pełnić obowiązki w innym sądzie (...)” wyrok SN z 22 sierpnia 2007 r., III KK 197/07

Wyjątkowy charakter przepisów „delegacyjnych” unormowanych ustawądeterminuje ich ścisłą interpretację przez kolegium sądu i prezesa sądu. SN wwyroku z z dnia 22 sierpnia 2007 r III KK 197/07, w uzasadnieniu przedstawił argumentację za koniecznością konkretyzowania i precyzyjnego określania zgody udzielanej prezesowi przez kolegium na delegowanie sędziego, a także konieczność uzyskania zgody Kolegium na każdy konkretny akt delegowania.
             “(…)Żadna z reguł interpretacji tekstu prawnego nie upoważnia (…) do wnioskowania, że zgoda ta nie musi poprzedzać każdego aktu delegowania i nie musi być każdorazowo wyrażana (…)”
              Również ETPC w sprawie Richert v. Polska w wyroku z 25 października 2011 r stwierdził m.innymi
 „(...)zgodnie z właściwymi przepisami prawa krajowego nienależyty skład sądu jest jedną z przyczyn, które podlegają rozpoznaniu sądów odwoławczych, w tym również w kontekście postępowania kasacyjnego, niezależnie od faktu, czy wnoszący środek zaskarżenia uwzględnił taką podstawę prawną w jego treści. Ponadto, uchybienie to skutkowało powstaniem bezwzględnej przyczyny odwoławczej (...)

 Wobec powyższego, jako że kwestia składu sądu mogła mieć zasadniczy wpływ na wynik sprawy, Sąd Najwyższy powinien był uwzględnić tę kwestię w swoim postanowieniu. Tymczasem, Sąd Najwyższy oddalił kasację stosując typową formułę stosowaną zazwyczaj w kontekście kasacji w sprawach karnych dla celów oddalenia kasacji oczywiście bezzasadnych. (...)

Nastąpiło zatem naruszenie Artykułu 6 ust. 1 Konwencji (...)”

ETPC przypomniał  w tym orzeczeniu, że sądy odwoławcze w tym również SN,podczas kontroli odwoławczej wyroku mają obowiązek z urzędu – nawet jak skarżący nie podniósł takiego zarzutu, sprawdzić czy nie ma uchybień kwalifikowanych jako bezwzględne przyczyny odwoławcze.

Richter nie podniósł tego zarzutu w apelacji (nie wiedział o uchybieniu) a  Sąd apelacyjny nie sprawdził z urzędu. Ale podniósł ten zarzut w skardze kasacyjnej, a SN i tak olał ten zarzut, nawet nie sprawdzając, czy rzeczywiście zostały naruszone minimalne gwarancje sprawiedliwego procesu i uznając kasację za oczywiście bezzasadną,  co ETPC bez owijania w bawełnę wytknął.

X analizował uchwałę kolegium sądu z 14 pażdziernika, aplikując interpretację SN do określenia na okres nie dłuzszy niz miesiąc w roku w tej uchwale.Zgodnie z  zasadami logiki i syntaktyki,  spójnik albo zawarty w tej interpretacji SN określa alternatywę o charakterze rozłącznym.  Czyli to albo- wyklucza jednoczesne  wystąpienie obydwu znaczeń podanych przez SN.
Ponieważ uprawnienia do delegowania sędziego w  uchwale z 19 sierpnia były wykorzystane na delegowanie sędziego na rozprawę 10 pażdziernika i prezes poprosił o następną zgodę, zasadnym było pytanie – na co wyraziło zgodę kolegium sądu w drugiej w uchwale z 14 pażdziernika?
Nie była to zgoda i uprawnienie prezesa sądu do delegowania (...)na oznaczone – także pojedyńczo – dni, których suma w wypadku wielokrotnego delegowania w danym roku nie może przekroczyć trzydziestu (...), ponieważ w uchwale nie oznaczono  pojedyńczo dnidelegacji.  A oznaczone nie tylko na chłopski rozum, ale i za Słownikien Języka Polskiego to wyrażone, określone, zaznaczone za pomocą znaku, uwidocznione, stąd zgodnie z wykładnią językową oznaczone dni, to dnizaznaczone datą.
A więc pozostała druga ewentualność – zgoda i uprawnienie prezesa sądu na delegowanie sędziego Y  (...) od określonej daty na nieprzerwany okres miesiąca lub krótszy (...)” W uchwale kolegium nie była określona data początkowa delegacji, na którą wyrażało zgodę  kolegium, a tylko, (...) do orzekania sędziego w sprawie II K XX/XX(...). Takie określenie daty rozpoczęcia sprawy SN uznał za nieprawidłowe. Określenie nieprzerwany - to trwający stale, nie mający przerw, ciągły, czyli okres delegacjigł – trwać, bez przerw, ciągle nie dłużej niż miesiąc. Prezes sądu wykorzystał zgodę i uprawnienia do delegowania sędziego Y wyrażone w uchwale z dnia 14 października wydając postanowienie o delegowaniu na posiedzenie sądu 29 października,  ponieważ następne posiedzenie sądu odbyło się - po przerwie – 26 listopada.
Stąwniosek– jeżeli ta zgoda i uprawnienia do delegowania straciły moc prawną, czyli były nieważne po posiedzeniu sądu 29 pażdziernika, towszystkie  postanowienia o delegowaniu sędziego Y wydane przez prezesa sadu po 29 października, na podstawie nieważnej i niemającej mocy prawnejzgody i uprawnienia kolegium w uchwale z 14 pażdziernika są wnież nieważne.

X nie mial wątpliwości, iż w jego sprawie sędzia był nieprawidłowo delegowany i sprawa winna być skierowana do ponownego rozpatrzenia, pozostawała kwestia: czy zwrócić się  do Prokuratora Generalnego lub Rzecznika Praw Obywatelskich z prośbą o wywiedzenie kasacji, czy zawiadomić SN, aby zbadał sprawę z „urzedu“ jak nakazuje prawo.

Postanowił przedstawić sprawę Sądowi Najwyższemu, zakładając,  iż sędziowie tego sądu mają trochę wiecej przyzwoitości i uczciwości, niż PG i RPO.  SN po otrzymaniu pisma od X zwrócił się o opinię do Prokuratora Generalnego, który stwierdził, iż brak jest podstaw do wznowienia sprawy z urzędu. Sędzia Y był prawidłowo delegowany.
W uzasadnieniu swojego stanowiska PG przywołał uchwalę SN w kwestii delegacji – z dnia 26 września 2002 r., I KZP 28/02 i zacytował interpretacjępodaną powyżej, czyli tę samą, która znalazł X w innej uchwale SN.
Powołując się na tę interpretację SN, PG twierdzi, że suma wielokrotnych delegacji sędziego nie przekroczyła 30 dni w roku(sic!). To prawda, ale też  X nie twierdził, że przekroczyła!

Czyli X o zupie a PG o...Zarzut nieważności delegacji sędziego Y nie ma przecież w tej sprawie nic wspólnego z sumą wielokrotnych delegacji sędziego,natomiast wszystko z brakiem  zgody czy zgód  kolegium sędziowskiego na delegowanie sędziego Y. 

Prokurator Generalny rżnie głupa i manipuluje dwoma pojęciami, które nie mają w przypadku sprawy X żadnego związku. A mianowicie – oczywisty fakt, że w sprawie nie przekroczono ustawowego limitu czasu jednego miesiąca, ma się jak pięść do oka do  zwrotu jakiego użyło kolegium sądu w obydwu uchwałach do określenia czasu trwania jednej z wielokrotnych delegacji-  na (nieprzewany- interpretacja SN)  okres nie dłuższy niż miesiąc.
Określenie - na okres nie dłuższy niż miesiąc -  art. 77 § 8 p.u.s.p.wyraża jeden z wielu warunków ważności aktów delegacji sędziego  -suma dni delegowania w danym roku nie może przekroczyć trzydziestu. I ten warunek w sprawie X został spełniony.
Natomiast w obydwu uchwałach kolegium sądu,  identycznie brzmiące wyrażenie – na okres nie dłuższy niż miesiąc nie określało sumy dni wielokrotnych delegacji,  a okres trwania  konkretnej delegacji, na którąkolegium wyrażało zgodę. Zgodnie z uchwalonymi zgodami, każda z delegacji mogła trwać nieprzerwanie miesiąc lub krócej – ponieważ tak oznaczała czas trwania delegacji  od określonej daty na nieprzerwany okres miesiąca lub krótszy i  w tym przypadku, każda z tych delegacji, trwała jeden dzień.
Zgodnie z interpretacją SN w podjętych uchwałach i wyrokach podanych powyżej  uchwała kolegium sądu z dnia 14 października, tylko wtedy uprawniałaby prezesa sądu do delegowania sędziego Y na 21 posiedzeń sądu, począwszy od 29 pażdziernika, a skończywszy 13 czerwca następnego roku,gdyby te 21 dni posiedzeń oznaczono – datami - w tej uchwale albogdyby 21 posiedzeń sądu trwało nieprzerwanie.  
Żaden z tych warunków nie został spełniony,  a więc prezes sadu nie miał uprawnienia do delegowania sędziego Y po 29 pażdziernika wyrażonego w zgodzie kolegium sądu. Tylko taka zgoda legitymuje akty delegacji sędziego
Po otrzymaniu tej opinii PG, Sąd Najwyższy już się nie szczypał i postanowił
Ø    pozostawić prośbe X bez rozpoznania
Ø    stwierdzić brak podstaw do rozpoznania zarzutów z urzędu
i stwierdził, iż uchwała kolegium „(…) stworzyła więc prezesowi prawo do delegowania sędziego na okres 30 dni w jednostce czasowejktórą wskazała, to jest w ciagu roku ( składającego się z dwunastu miesięcy) (...) prezes sądu poczynając od dnia 10 października  ( pierwszego dnia delegacji miał rok, czyli do 9 pażdziernika ( następnego roku ) na delegowanie sędziego Y do  pełnienia przez łacznie 30 dni obowiązków sędziowskich we wskazanym rocznym czasie. Ten podwójny  limit  czasowy nie został wykorzystany, bowiem łączna liczba dni delegacji wynosiła 22 dni w okresie do 13 czerwca(...)“
SN nie tylko stwierdził nieistniejący zarzut, nie tylko wyraźnie traktował X jak osobnika z zespołem Downa, któremu musiał tłumaczyć, co to jest rok, ale co najistotniejsze w sposób arbitralny i oburzający zaprzeczył swoim wszystkim wcześniejszym uchwałom i orzeczeniom w kwestii procedury delegowania sędziego.
Stwierdzenie braku podstaw do rozpoznania zarzutu bezwzględnej przyczyny odwoławczej w sprawie  X przez najwyższy autorytet wymiaru sprawiedliwości i uzasadnienie tego oczywistego bezprawia argumentami nie mającymi odzwierciedlenia, ani w faktach, ani w przepisach prawa, ani w orzecznictwie SN, świadczy o fasadowości i inkwizycyjności tej oceny. Świadczy również o deprecjacji instytucji Sądu Najwyższego, który zamiast urzeczywistniaćswoimi działaniami, rzetelną i przyzwoitą postawą - ideę sprawiedliwości i praworządności,  okazał się dla obywatela X po prostu niczym innym, jak tylko jeszcze jednym niegodnym zaufania, sankcjonującym bezprawie, skorumpowanym  sądem.
Kilka dni temu pierwszy prezes SN sędzia Stanisław Górski lamentował i oburzał się na dziennikarzy piszących o umorzeniu śledztwa w sprawie korupcji w tym sądzie.
Tego rodzaju pisanie artykułów jest szkodliwe nie tylko dla SN, ale też szkodliwe dla państwa, bo podważa autorytet najwyższego organu sądowniczego bez żadnych dowodów. Mówiąc po ludzku - jest to postępowanie, które oceniam po prostu jako podłe.
dzia Górski niepotrzebnie szafuje odium podłci, a równocześniemanipuluje nieelegancko faktami. Przecież póki co I prezes SN nie wie, czy istnieją dowody korupcji czy nie w sądzie, któremu prezesujeWiadomo natomiast, iż prokuratura ucięła śledztwo, ponieważ dowody – niedowodyzostały uzyskane bezprawnie. Nie oznacza to, że nie świadczą o ‚uwalanych rękach“ niektórych sędziów SN, a świadczy tylko o tym, że nie mogą być wykorzystane jako dowody w postępowaniu sądowym. Nota bene, podobnie zdobyte dowody w przypadku setek zwykłych Kowalskich, z reguły nie przeszkadza ani prokuratorom, ani sędziom,  w tym i SN i są oceniane jako pełnoprawne dowody.
Wracając do obywatela X, gdyby nie jego spotkania trzeciego stopnia z „autorytetami“ najwyższego organu sądowniczego, może ta duszaszczypatielnyja wypowiedź prezesa SN, byłaby nawet go wzruszyła. No ale nie wzruszyła. Stąd w jego opinii szkodliwe dla państwa jest brak praworządności w sądach, postępujące w nich bezprawie, arogancja i absolutna bezkarność sędziów, również z Sądu Najwyższego.  Opisywanie tego bezprawia i tej arogancji nie jest podważaniem autorytetu najwyższego organu sądowniczego, albowiem tenże autorytet już dawno nie istnieje. Mówiąc po ludzku, coraz większa częśc społeczeństwa widzi podłe postępowanie części sędziów, w tym również sędziów SN.
Na gmachu Sądu Najwyższego widnieje zapis „Milczenie wobec bezprawia, to przyzwalanie, przyzwalanie na bezprawie-to współudział.” Obywawatel X wziął sobie do serca tę maksymę.
Sędziom wszystkich sądów powszechnych przydałaby się codzienna lektura takich podniosłych kawałków, które wypisują, a którez rzeczywistością mają tyle wspólnego co prawda z fałszem. Najwyższy czas, aby za tymi - zbyt często pustymi słowami – wreszcie szłczyny.
“...Autorytet wymiaru sprawiedliwości, autorytet prawa, implikuje wyłącznie jego uczciwe interpretowanie i stosowanie. Tak prawo, jak i organy je stosujące nie będą miały autorytetu wówczas, gdy fałszywa i nieuprawniona wykładnia zastępuje uczciwą, rzetelną i honorującą wszelkie przyjęte w teorii prawa reguły wykładni  prawa. Każdy – w takiej sytuacji – mógłby je bowiem interpretować nie według obowiązujących – powszechnie aprobowanych – reguł wykładni, ale według kryteriów wykreowanych dla ochrony własnych korzyści i interesów...”

Postanowienie  SN z dnia 28 lipca 2010 r., II KK 27109

Takie sprawy jak powyżej opisana, nie są ujmowane w statystykach SN.


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka
http://adam-klykow.blog.onet.pl/ 

Wazon, spróchniała deska czy ombudsman ?






























Dzisiaj -26.10.2012 - w Europie, w ponoć cywilizowanym państwie prawa Polsce, w Gdańsku zmarł  Wojciech Dąbrowski. Wyeksmitowany wraz  ze sparalizowaną zoną, protestował pod Urzędem Miasta w Gdańsku. DWA MIESIĄCE ! 

Rzecznik Praw Obywatelskich "interesowała" się ponoć sprawą.
Wojciech Dabrowski i jeg ozona potrzebowali POMOCY! Natychmiastowej!

1 stycznia 1988r. rozpocząl urzedowanie Rzecznika Praw Obywatelskich. Czy był to znak nadchodzego „nowego”, czy rozpaczliwe próby utrzymania podretuszowanego „starego”, nie wiem. Na pewno dla tysięcy obywateli powołanie RPO było nadzieją  na odzyskanie choć odrobiny zaufania do państwa, którego od dwóch pokoleń byli pozbawieni.  Od chwili powołania corocznie skarży się Rzecznikowi od 40 do ponad 60 tysięcy obywateli. Informują RPO oniepraworządnych działaniach  instytucji państwowych, o celowych działaniach lub zaniechaniach skutkujących naruszeniem wolności i podstawowych praw człowieka, a także proszą o pomoc w działaniach ī przeciwko bezkarności i arbitralności urzędników państwowych, sędziów, prokuratorów, komorników itd. 

 Rzecznik dysponuje oficjalnymi kompetencjami w zakresie rozstrzygania sporów pomiędzy obywatelem, a instytucją czy organem państwowym. Biorąc pod uwagę powszechne w intytucjach i organach państwa zaniechanie jakichkolwiek form realnej kontroli pracy urzędników i funkcjonariuszy, brak dyscyplinowania i wymierzania sprawiedliwości tym, którzy nie działają w ramach prawa i naruszają rażąco wolności i fundamentalne prawa obywateli – RPO ma pełne ręce roboty i jest najczęściej ostatnią deską ratunku, ostatnią nadzieją obywateli. 
Rzeczywista ocena działalności Rzecznika Praw Obywatelskich jest bardzo trudna. Oficjalne sprawozdanie z  działalności RPO przedstawiane corocznie Sejmowi jest traktowane przez posłów jako nudna formalność i de facto nikt nie kontroluje działań „kontrolera“. Praktycznie RPO może robić co chce i jak chce.
W mediach kwestie dotyczące ewentualnych zaniechań RPO w wypełnianiu jego konstytucyjnych obowiązków, są tematem tabu. I tylko w mediach drugiego obiegu pojawiają się krytyczne głosy.
W roku 2010 Rzecznik otrzymał  62 858 skarg, z których zbadał (przeczytał?) 34 248, a podjął 11 810. Z tych podjętych pozytywnie rozpatrzono 17% – czyli 2008 spraw ( w tym 64 kasacje). Czyli na ogólną liczbę skarg w roku 2010, zaledwie trochę więcej niż połowa została zbadana i zaledwie nad 1/3  tychbadanych RPO pochylił się głebiej i podjął je, tak więc  z ogólnej liczby skargtylko 5.86 % Rzecznik rozpatrzył pozytywnie.
Jak by nie liczyć, znając realia polskie, to nawet ten zgrabnie podretuszowany wynik 17 %,  na zdrowy chłopski rozum,  nie jest faktycznym odzwierciedleniem rzeczywistej zasadności tych 34 248 zbadanych skarg. Potwierdzeniem takiegoprzypuszczenia są SETKI relacji petentów Rzecznika zamieszczane w Internecie, włącznie z absurdalnymi interpretacjami prawa i uwarunkowań ewentualnej ingerencji, z którymi można się zapoznać przeglądając odpowiedzi specjalistówBRPO występujących w jego imieniu.
O jakości pracy RPO świadczy też,  jeżeli nie bezpośrednio to pośrednio ilość spraw, które przegrywa Polska w ETPC. Obywatele świadomi swoich praw próbują  wzystkich dróg dochodzenia tychże, lącznie ze zwracaniem się do RPO. Z dużym więc stopniem prawdopodobieństwa, można założyć, że skargi obywateli polskich do ETPC, miały szansę być rozwiązane w Polsce. Zaznaczyć trzeba, iż coraz częściej nie są to sprawy dotyczące przewlekłości postępowania, a sprawy dotyczące fundamentalnych  gwarancji sprawiedliwego procesu, dyskryminacji etc. Nie dalej jak parę tygodni temu jednego dnia Polska przegrała 10 spraw dotyczących bezprawnych decyzji jednego tylko oddziału ZUS. Na rozpatrzenie czeka w Trybunale 130 podobnych spraw! Ilu z tych skarżących Polskę w ETPC, korespondowało z BRPO a ich sprawy badano, ale nie podjęto?
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na interesujące badania przeprowadzono na zlecenie „Rzeczpospolitej” przez GfK Polonia dot. oceny demokracji i działania organów i instytucji państwa.
Według 37% badanych demokracja działa w Polsce ani dobrze, ani źle, 24% zdecydowanie dobrze lub dobrze, według 37 % zdecydowanie żle lub żle.
 instytucji i organów państwa najlepiej wypadł Trybunał Konstytucyjny 18 % , wojsko 13 %,  prezydent 11 %, rząd  7%, sądy 7%,  samorządy 5%, Narodowy Bank Polski 4%, no i prokuratury 1 %. 
Poniżej opis kilku takich skarg - zbadanych i załatwionych negatywnie.
Po zakończeniu procesu karnego, obywatel X chciał skorzystać zprzysługującego każdemu obywatelowi Rzeczpospolitej Polskiej i zagwarantowanego Konstytucją, prawa do złożenia skargi konstytucyjnej.Ponieważ nie posiadał żadnego majątku i nie miał żadnych dochodów (odbywałwyrok) zgodnie z przepisami prawa zwrócił się do sądu o przyznanie pełnomocnika w celu sporządzenia skargi konstytucyjnej.

Sąd Rejonowy Wydział Cywilny rozpatrzył wniosek i postanowił: odmówić ustanowienia pełnomocnika, uzasadniając odmowę … bezzasadnością skargi konstytucyjnej!   Sąd Okręgowy, podtrzymał tę decyzję i doprecyzował, iż w skardze konstytucyjnej nie można podważać wyroku(?).

X był decyzjami sądów zadziwiony i oburzony. I nie chodziło o samą odmowę ustanowienia pełnomocnika, a o kuriozalne uzasadnienia tej odmowy.

Skargę konstytucyjną, w tym także jej dopuszczalność i zasadność ocenia zgodnie z Konstytucją (art 188 ust.5) Trybunał Konstytucyjny. Czyli sądy tak rejonowy jak i okręgowy przekroczyły uprawnienia wynikające z art. 177 Konstytucji, sprawując wymiar sprawiedliwości ustawowo zastrzeżony dla właściwości Trybunału Konstytucyjnego, zaś sama ocena merytoryczna nieistniejącej skargi byla absurdem i nie mogła mieć miejsca, bowiem odmowa dotyczyła ustanowienia pełnomocnika, który tę skargę miał ewentualnie w przyszłości dopiero sporządzić.


W konsekwencji powyższych działań sądów X został pozbawiony konstytucyjnych praw
1.   złożenia skargi konstytucyjnej art. 79 ust.1 K
2.   prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez  WŁASCIWY  SĄD – czyli Trybunał Konstytucyjny   -    art 45 ust 1 K


Rodzina X złożyła skargę do Rzecznika w marcu 2007r., naiwnie wierząc, iż instytucja ta została powołana aby bronić podstawowych praw i wolności obywatelaTymczasem specjaliści podejmujący decyzje i występujący w imieniu RPO, znajdowali w tej skardze nieistniejące fakty, zarzuty, żądania i uwarunkowania prawne, a nie odnieśli się ani słowem do meritum skargi przez dwa i pół roku!
I tak – najpierw  skargę ignorowano przez 5 miesięcy,  a RPO milczal. Dopiero po dwukrotnym przypomnieniu skargi, rodzina otrzymała pierwszą odpowiedź.

1.     W piśmie z dnia 13.08.2007 specjalista BRPO poinformował, iż poszkodowany nie zwracał się do RPO o zbadanie sprawy. Poszkodowany nie zwracał się, ale zwracała się przecież rodzina. Ustawa o RPO wyraźnie wskazuje, iż osoba skarżąca, nie musi być tożsama z osobą poszkodowaną, a każda skarga musi być rozpatrzona.

2.     W następnym piśmie z 13.03.2008 tym razem główny specjalista RPO poinformował, iż jedyną formą ingerencji Rzecznika w proces karny jest kasacja. Na jaki proces karny powoływał się ten specjalista, nie wiadomo.

3.     W trzecim piśmie z listopada 2008r. skarżący zostali skarceni za namolność. Tym razem Zastępca Dyrektora Zespołu wyjaśnił, iż w dotychczasowej korespondencji rodzina była informowana o “…uwarunkowaniach prawnych określających możliwość podejmowania przez RPO działań ingerujących w czynności sądów karnych…”.  Jakie czynności  sądów karnych ? – zachodziła w głowę rodzina. Ewidentnie Z-ca Dyrektora Zespołu nie rozumiał lub nie chciał zrozumieć skargi.

4.     W ostatnim piśmie z dnia 5.08.2009 główny specjalista stwierdził, iż rzeczywiście RPO mógłby złożyć kasację od postanowienia SR Wydział Cywilny, ale niestety nie złoży...bo termin  do złożenia takowej minął ! To ten sam główny specjalista, który twierdził półtora roku wcześniej, iż jedyną formą ingerencji RPO w process karny – jest kasacja, a takowa się nie należy.

 W konsekwencji po dwóch i pól roku  korespondowania i informowania o uwarunkowaniach prawnych ewentualnej ingerencji Rzecznika na końcu rodzina dowiedziała się, iż owszem Rzecznik mógł wnieść skargękasacyjną – ale nie wniesie bo sprawę  przedawnił! Tyle tylko, że zgodnie z prawem RPO nie obowiązują terminy i przedawnienia, które kodeksy przewidują dla stron.

Rodzina ponowiła skargę, wskazując na przepisy dotyczące wnoszenia kasacji czy skargi kasacyjnej przez RPO.
Zniecierpliwione BRPO odpowiedziało, że rodzina otrzymała już odpowiedż i dalsza korespondencja pozostanie bez odpowiedzi.
BRPO dotrzymało słowa i próby ponowienia skargi  spotkały się z konsekwentnym milczeniem.

Próby zainteresowania sprawą Sejmowej Komisji Praw Człowieka, personalnie posła Kalisza w jego biurze poselskim i innych posłów nie doczekały się nawet odpowiedzi. Rodzina zrezygnowała z pisania na Berdyczów.

Obywatel Z w skardze złożonej do RPO zarzucał,  że jego prawa są gwałcone przez sąd, ponieważ nie ma dostępu do akt sprawy, m in sąd od 6 lat odmawia zrobienia kopii zapisów video i audio zawartych w aktach jego  sprawy – co narusza  gwarancje zawarte  art.156 & 1 kpk
Sąd od lat twierdził iż nie może wywiązać się ze swoich ustawowych obowiązków – ponieważ nie dysponuje środkami technicznymi (sic!) do sporządzenia kopii zapisów audio i video.  Z zaoferował sądowi usunięcie tej przszkody poprzez udostępnienie SO dwóch magnetowidów i dwóchmagnetofonów w celu sporządzenia kopii. Niestety sąd nie przyjął tej propozycji.

Z postanowił zwrócić się do strażnika praw i wolności. Przy czym  wierzył naiwnie, iż naruszenie jego praw jest tak oczywiste, iż w końcu po 6 latach proszenia SO i SA, Rzecznik zainterweniuje w tej sprawie i sąd wreszcie sporządzi te kopie. Tymczasem RPO nie ustosunkował się do skargi w tej sprawie i dopiero po dwukrotnym ponawianniu skargi odpowiedział wyraźnie zirytowany:

„ W odpowiedzi na kolejne wystapienia, z upoważnienia Rzecznika Praw Obywatelskich informuję, iż Rzecznik nie ma możliwości podjęcia działań w opisywanych sprawach.W zakresie udostępnienia kopii zapisu video z rozprawy (akurat chodzilo o zapisy czynności w postępowaniu przygotowawczym, a nie zapisy rozpraw), to kwestia ta dotyczy administracyjnej działalności sądu i podlega kontroli przez instancję nadrzędną. Tak więc może Pan rozważyć zwrócenie się do Sądu Apelacyjnego w B. z prośbą o wyjaśnienie sprawy...”

Po kolejnym ponowieniu skargi, BRPO stwierdziło, że odpowiedź zawarta jest w poprzednim piśmie i żeby nie fatygować ponownie w tej sprawie RPO, ponieważ skargi pozostaną bez odpowiedzi. Z nie śmiał zajmować czasu RPO i BRPO usiłowaniem ponownego wyjaśnienia, iż uniemożliwianie dostępu do akt, w tym zapisów video i audio nie jest na pewno „administracyjną działalnością sądu”, a prawem  zagwarantowanym Konstytucją i przywołanymi przepisami kpk. Zrezygnował.

Inna sprawa – obywatel Y – skarżył się RPO, iż sąd odmawia mu dostępu do akt niejawnych, które mogłbyć podstawą ustaleń co do sprawstwa i winy w jego sprawie karnej, a o których to aktach dowiedział się po zapadnięciu wyroku, a więc nie był z nimi nigdy zapoznany.  Y powołał się na  gwarancje art 156 § 4 kpk i art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych
Odpowiedź RPO „..Jeśli chodzi o dostęp do akt, w zakresie w jakim były one niejawne, to kwestie te reguluje ustawa o ochronie informacji niejawnych, gdzie podstawowym warunkiem takiego dostępu jest posiadanie stosownego certyfikatu...”
Y zapytał RPO w ponowionej skardze - Czy ta odpowiedź oznacza, iż tylko oskarżeni posiadający „stosowny certyfikat” mogą posiąść dostęp do akt niejawnych w swojej sprawie? Czy też działania sądu są łamaniem podstawowych praw i wolności –prawa do obrony?
 Po ponownej skardze RPO zwrócił się  do sądu z pytaniem, czy akta sprawy zawierają akta niejawne, sąd odpowiedział, ze nie zawierają i na tym badanie sprawy zakończono. Fakt, iż Y załączył do skargi kopie protokołów rozpraw, w których np. sąd odracza sprawę, ponieważ nie zapoznał się jeszcze z aktami niejawnymi, ewidentnie nie był zbadany przez specjalistów RPO.
Na ponowioną skargę, RPO odpowiedział, ze te akta niejawne zawierają tylko dane personalne świadków anonimowych. Y nie wierzy w te wykręty sądu i RPO, ponieważ policja prowadziła rozpoznanie operacyjne w jego sprawie, jak równieżtrudno jest przyjąć, iż sąd odraczał rozprawy, aby zapoznać się kilkakrotnie z danymi personalnymi 2 świadków anonimowych, zwłaszcza, że zaplanowane słuchania świadków na tych odroczonych rozprawach nie miały nic wspólnego ztymi anonimowymi świadkami.
Na ponawiane skargi RPO nie odpowiadał. Y też zrezygnował.
Powyżej zaprezentowane „traktowanie“  petenta przez strażnika naszych praw obywatelskich i wolności jest „normą“ na co wskazują inne sprawy opisywane na róznych portalach internetowychStrażnik naszych praw i wolności z  uporem wręcz maniaka uchyla się od spełniania swoich konstytucyjnych obowiązków. Badanie skargi i sprawy - to „korespondowanie“ ze skarżącym, przy czym zawartość tej „korespondencji“ wskazuje na:

1.   patologiczną niechęć do skarżących się i niezrozumiałą maksymalną  złą wolę – które to przypadłości ewidentnie nie mają żadnego związku przyczynowowo - skutkowego z merytoryczną zasadnością lub też nie samej skargi.
2.   albo na - żenującą niekompetencję, nieznajomośc prawa i obowiązków strażnika, niedoczytanie czy w ogóle nie zapoznanie się ze skargami, czy jej kompletne niezrozumienie
3.   a w najlepszym przypadku na – zwyczajne rżnięcie głupa, które przejawia się „owijaniem w bawełnę“, pomijaniem sedna skargi, udawaniem, że nie wiedzą o co chodzi, przywoływaniem jakichś wydumanych „uwarunkowań uniemożliwiających ingerencję“ i podkreślaniem subtelnie lub mniej subtelnie rzekomego debilizmu i upierdliwości skarżacych.
W każdym wariancie, czy kombinacji powyższych wariantów,  petent dopuszczający się  poddawania w wątpliwość  objawień specjalistów BRPO w „pierwszej korespondencji“ najpierw wszelkimi sposobami jest  zniechęcany do kontynuowania “korespondowania” z BRPO. Jeżeli zniechęcanie nie wystarcza dają petentowi do zrozumienia, że jest pieniaczem, głupkiem lub chorym na głowę.

   I co z tego, że Rzecznik wzniośle oświadczał
„...nie ma praw i wolności bez sprawnie funkcjonujących instytucji państwa prawnego - tak jak nie ma silnego państwa, bez wolnych obywateli. Nie ma wolnych obywateli bez społeczeństwa obywatelskiego, które promuje cnoty obywatelskie i poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne. Tego rodzaju państwo jest warunkiem rozwoju jednostki, jest niezbędnym komponentem siły narodu i konkurencyjności kraju na arenie międzynarodowej…”
kiedy były to tylko piękne i jakże puste frazesy.  To co winno być wprowadzane w czyn, co  z mocy obowiązującego prawa, winno być ustawową powinnością, jest zwykłym, ordynarnym picem i fikcją. Instytucja RPO, która miałaprzywracać poczucie bezpieczeństwa obywatela, zaufanie do państwa i przestrzegania przez nie prawa zawiodzi corocznie – 24 lata - dziesiątki tysięcy obywateli. Prawo, kodeksy,ustawy,  konwencje i podniosłe deklaracje są mniej warte niż papier na którym je wydrukowano.

Co pozostałtysiącom zdesperowanych ofiar tej niepraworządności i niedemokracji, tym, którzy stracili literalnie wszystko przez niepraworządnedziałania Rzeczpospolitej - majątek, rodzinę, marzenia, nadzieje, zdrowie i czasami wolność, jeżeli ta ich ostatnia deska ratunku zgnilizną trąci  i spróchniała rozpada się?

Zaiste prawdą jest  „…Im mniej godni swoich wysokich urzędów są ci, którzy je piastują, tym pewniej się czują i tym mocniej się nadymają głupotą i bezczelnością…” – Demokryt 

Wazon - w gwarze sędziowskiej ławnik


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka
http://adam-klykow.blog.onet.pl/