Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poziom legislacji. polskie absurdy niekonstytucyjność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poziom legislacji. polskie absurdy niekonstytucyjność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 grudnia 2015

TK – można być trochę w ciąży, tak cirka na 3/5





Wczorajsza odsłona konfliktu Trybunału Konstytucyjnego i Sejmu RP zakończyła się salomonowym i absurdalnym wyrokiem. Na zdrowy babski rozum, jeżeli do kompetencji TK należy kontrola zgodności ustaw z Konstytucją to;

1.   TK winien orzekać, m. inn. o konstytucyjności tego kontrowersyjnego art. 137 ustawy o TK  uchwalonej w czerwcu 2015r.

2.   artykuł Art. 137 tej ustawy brzmi:  „W przypadku sędziów Trybunału, których kadencja upływa w roku 2015, termin na złożenie wniosku, o którym mowa w art. 19 ust. 2, wynosi 30 dni od dnia wejścia w życie ustawy”.  Otwartym tekstem, zgodnie z wykładnią językową, zrozumiałą dla każdego przeciętnie inteligentnego człowieka, artykuł ten mówi o „sędziach, których kadencja kończy się w 2015r” – wszystkich sędziów, nie dwóch, nie trzech, a wszystkich!

3.   Zgodnie z zasadami logicznego myślenia i  wykładnią językową TK mógł orzec o zgodności lub niezgodności z Konstytucją art. 137 i nic ponad to. Aby móc wydać ten salomonowy wyrok,  TK zastosował myk i równocześnie  „sprawdzał” zgodność/niezgodność z Konstytucją  uchwał Sejmu poprzedniej kadencji o wyborze 3 „listopadowych”  i  2 „grudniowych” sędziów. Czy TK  ma kompetencje do  ingerowania w kompetencje władzy ustawodawczej? Czy nie jest taka ingerencja naruszeniem monteskiuszowskiego rozdziału władz, a więc naruszeniem Konstytucji?


4.   Jeszcze kilka słów o uchwałach Sejmu poprzedniej i obecnej kadencji. PO miało do wyboru dwie konkurencyjne procedury wyboru sędziów  -   jedna w ustawie o TK z 25 czerwca 2015 r.  i druga w Regulaminie  Sejmu. Procedury te zawierają różne regulacje. W ustawie podmiotem uprawnionym do zgłaszania kandydatów jest „Prezydium Sejmu oraz grupa co najmniej 50 posłów”, a w  Regulaminie  „Prezydium Sejmu albo grupa co najmniej 50 posłów”.

Różnica jest zasadnicza - w pierwszym przypadku podmioty zgłaszające kandydata muszą współpracować, a w drugim zgłaszają go oddzielnie. Różne są też terminy procedowania. Przy procedowaniu  PO, kandydatów zgłosiło Prezydium Sejmu zgodnie z Regulaminem, ale procedowanie przebiegało  w terminach ustawowych. Abstrahując od kwestii „wyższości” jednej z procedur nad drugą, zgodnie z literą  prawa PO winno procedować  wyłącznie na podstawie jednej regulacji. Stąd nowy Sejm z większością PiS 5 uchwałami stwierdził niezgodność z prawem 5 uchwał wyboru sędziwów TK za niezgodne z prawem.

5.    TK orzekł absurdalnie, iż art. 137 czerwcowej ustawy o TK jest troszkę konstytucyjny – o ile dotyczy sędziów „pażdziernikowych” no i jak najbardziej niekonstytucyjny  co do sędziów „grudniowych”. Czy można być troszkę w ciąży?

6.   TK tym orzeczeniem pokazał czarno na białym swoje kompetencje jako jedynego organu władnego orzekać w kwestii konstytucyjności ustaw. Nie tylko jedno zdanie art. 137 ustawy o TK może być konstytucyjne i niekonstytucyjne, to Prezes i kilku sędziów TK nie potrafią napisać jednego zdania ustawy zgodnie z Konstytucją ! Trzeba podkreślić po raz enty, iż „pisząc” tę ustawę, Prezes i sędziowie TK, nie tylko wyprodukowali niekonstytucyjny bubel prawny, to biorąc udział w pracach nad tą ustawą, złamali fundamentalną zasadę trójpodziału władz, wchodząc w kompetencje władzy ustawodawczej. I nie były to „konsultacje”, jak sugerują rozhisteryzowani obrońcy Trybunału i naszych konstytucyjnych wolności przed tyranią PiSu.

7.   TK rozpatrywał wczoraj wniosek grupy posłów PO, co wręcz kojarzy się z kombinacją  cyrku  z burleską. Poseł Budka rżnął głupa i przekonywał, iż ustawa uchwalona 25 czerwca 2015r. przez prawie 5 miesięcy nie wzbudzała u niego najmniejszych podejrzeń, ani też podejrzeń jego klubowych koleżanek i kolegów co do jej ewentualnej niekonstytucyjności.
Otworzyły im się oczy i sumienia, kiedy nowelizacja PiSu wyeliminowała zapisy art. 137 i zmiany w rozdziale 10 -  Postępowanie w sprawie stwierdzenia przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, czyli zniweczyła mitręgę Prezesa, sędziów TK i decydentów PO antycypujących ewentualną przegraną w jesiennych wyborach i zabezpieczających sobie uniemożliwianie pracy przyszłego Sejmu. I nie chodzi tutaj o niekonstytucyjność faktyczną przyszłych ustaw uchwalanych przez obecny Sejm, bowiem ocena konstytucyjności ustaw przez Trybunał - również tego w obecnym składzie (dzisiaj 11 sędziów) - na pstrym koniu jeździ.

czwartek, 17 października 2013

Czekając na uchwałę pełnego składu Sądu Najwyższego w kwestii przenoszenia sędziów


Czekając na uchwałę pełnego składu Sądu Najwyższego w kwestii przenoszenia sędziów

Fundamentalną i wydaje się nie budzącą wątpliwości zasadą ustrojową dotyczącą sądownictwa powszechnego w Rzeczpospolitej jest to, iż osoba powołana przez Prezydenta RP na stanowisko sędziego jest  uprawniona do orzekania wyłącznie  w sądzie wskazanym  w akcie powołania. Prezydent RP wyznacza w akcie powołania siedzibę sędziego, a tym samym terytorium, na którym powołany sędzia będzie sprawował władzę sądowniczą.

 Udzielając Ministrowi Sprawiedliwości prawa do przenoszenia sędziego w trybie art. 75 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych (u.s.p.) i delegowania sędziego w trybie art. 77 u.s.p., ustawodawca uczynił wyłom w zasadzie podziału władz, gwarantowanej w art. 10 ust. 1 i art. 173 Konstytucji RP.

Ustawodawca w przywołanych powyżej przepisach u.s.p. nie daje uprawnienia ministrowi do delegowania swoich obowiązków sekretarzowi stanu, ani podsekretarzowi stanu.

Sąd Najwyższy wielokrotnie wskazywał, iż w celu zrozumienia istotnego sensu znaczeniowego analizowanego przepisu i jego funkcjonalnego zakresu, wystarczające powinno być odwołanie się do wykładni językowej. Stosując to wskazanie - określenie Minister Sprawiedliwości użyte w kontekście – kto deleguje lub przenosi sędziego nie nastręcza trudności w zrozumieniu istotnego sensu funkcjonalnego. Przepisy te powinny być interpretowane ściśle i zawężająco, a nie rozszeżająco, bowiem chodzi tu o poszanowanie zasady ustrojowej - trójpodziału władzy. Jest to przecież uprawnienie dane MS – władzy wykonawczej, do wyjątkowej ingerencji w działanie władzy sądowniczej.

Tyle teorii.

W praktyce  zawartość Ustawy Zasadniczej jest  interpretowana dość swobodnie i “mniej więcej“  ściśle i zawężająco.

W Rzepie Agata Łukasiewicz w alarmującym artykule „Sędziego może przenieść tylko sam minister“, pisze, iż Ministerstwo Sprawiedliwości jest zaniepokojone konsekwencjami uchwały SN w sprawie Sygn. akt III CZP 3/13,  w której SN stwierdził, iż tylko minister  ma uprawnienia do przenoszenia sędziego do innego sądu. Tymczasem takie decyzje o przeniesieniu czy delegowaniu sędziego podejmuje sekretarz stanu w MS. I tak dzieje się od wejścia w życie Konstytucji 1997r, z krótką przerwą – trwającą aż prawie 4 miesiące w 2007r.

 Ta przerwa spowodowana była inną uchwałą SN z dnia 17 lipca 2007 r., III CZP 81/07[i], kiedy to uchwalono, iż delegować sędziego może   tylko minister. I ta uchwała SN wzbudziła niepokój Ministerstwa Sprawiedliwości, obawiającego się jak i dzisiaj, iż sprawy, w których orzekali sędziowie delegowani przez sekretarza stanu trzeba będzie powtarzać. Niepokój nie tylko ministerstwa, ale też  prokuratur i sądów szybciutko, bo już 14 listopada  tego samego roku, uspokoił sam Sąd Najwyższy.[ii] W nowej uchwale , tym razem w pełnym składzie SN zmienił zdanie i  stwierdził, iż takie uprawnienia ma również sekretarz stanu. Zainteresowani odetchnęli z ulgą.

Dwóch sędziów zgłosiło zdanie odrębne do tej uchwały – sędzia Mirosław Bączyk i sędzia Zbigniew Kwaśniewski. Natomiast sędziowie, którzy w lipcu byli zdania, iż delegować może tylko minister : Jacek Gudowski , Gerard Bieniek i  Elżbieta Skowrońska-Bocian zmienili zdanie.

To właśnie z tą uchwałą była zgodna obecna praktyka MS przenoszenia i delegowania sędziów przez sekretarzy i podsekretarzy stanu z upoważnienia ministra. Od 2009r. SN podobno potwierdził to stanowisko w ca 1400 z hakiem orzeczeniach. A ostatnio w roku 2012  Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 25 stycznia podkreślił, iż pogląd ten jest wiążący dla wszystkich sędziów SN.

Dlaczego akurat w sprawie III CZP 3/13, po 6 latach SN zmienił front? Samo to orzeczenie jest  wiażące  tylko w tej konkretnej sprawie, a obawy MS dotyczą ewentualnej zmiany stanowiska SN w innych sprawach orzeczonych od listopada 2007r. [iii]

Osobiście nie podzielam tych obaw. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje od  SN rozpatrzenia ponownie 800 tys. spraw, w których zapadły orzeczenia tylko w ciągu ostatnich 10 miesięcy po reorganizacji sądów, tylko dlatego, że sędziowie nie mieli legitymacji do orzekania. I chyba nikt nie myśli, iż nasze kochane demokratyczne państwo prawa dopuści do takiej sytuacji, tylko dlatego, że miliony orzeczeń sądów od 1997r. ociążone są bezwzględną przyczyną odwoławczą.

Mamy więc powtórkę z „rozrywki“ .

Wypowiedzi ministra Biernackiego nie pozostawiają żadnej wątpliwości w tej materii.
“…Za sprawowanie wymiaru sprawiedliwości odpowiadają sądy. Minister jedynie za organizację ich pracy. Jedynym, który może ten problem rozwiązać, jest Sąd Najwyższy. W interesie nie tylko sądów, ale przede wszystkim obywateli konieczne jest pilne podjęcie uchwały pełnego składu Sądu Najwyższego, mającej moc zasady prawnej, wiążącej inne sądy…”

Czekamy więc na uchwałę pełnego składu Sądu Najwyższego! W 2007r czekaliśmy tylko 4 miesiące.

Gdyby SN aluzju nie paniał, Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego o wydanie orzeczenia interpretującego art. 75 i art. 77 u.s.p.

O ile orzecznictwo SN w kwestiach delegacji i przeniesień sędziów przez MS było jednolite i stabilne, abstrahując od kwestii konstytucyjności czy niekonstytucyjności tychże,  orzecznictwo tego sądu w sprawach legitymacji delegacji wydawanych przez prezesów sądów okręgowych i apelacyjnych przedstawia się zgoła innaczej. A art. 77 u.s.p przewiduje również takie delegacje. Decyzje prezesów sądów w tej kwestii uzależnione są od zgody na delegowanie sędziego przez  Kolegia w tych sądach.

W przypadku tych delegacji Sąd Najwyższy w części swoich orzeczeń zaskakująco niefrasobliwe i nonszalancko traktuje zasady ustrojowe trójpodziału władz i przepisy prawa gwarantujące przestrzeganie tych zasad.
Ale o tym w następnej notce.




[iii] http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/739840,biernacki-orzeczenia-sadowe-do-uniewaznienia.html

sobota, 9 lutego 2013

Bratnia pomoc czy demokratyczny stan wojenny


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka

http://adam-klykow.blog.onet.pl/


Mayday, mayday, mayday…
Każde społeczeństwo ma tyle praw i wolności – ile sobie wywalczy – i tyle zamordyzmu i bezprawia na ile “rządzicielom” pozwoli.®

Niedługo minie 6 lat od wystąpienia środowiska prawniczego i akademickiego przeciwko działaniom rzadu PiS i MS Z.Ziobry. Ten “bunt autorytetów” rozpoczął się od uchwały podjętej przez Radę Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego “w sprawie zagrożeń dla demokratycznego państwa prawnego”. Przygotowała tę uchwałę specjalna
 komisja Rady, której przewodniczył konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek, a w pracach komisji brali udział profesorowie Anna Turska, Piotr Kruszyński, Jan Błeszyński, Michał Pietrzak, Hubert Izdebski. W radzie zasiadali m.inn. I prezes Sądu Najwyższego prof. Lech Gardocki i b. prezes Trybunału Konstytucyjnego Marek Safjan.

Akademicy byli oburzeni i piętnowali m.inn. ograniczanie niezależności mediów, obniżający się poziom legislacji, podważanie autorytetu sądów, ataki na niezależność Trybunału Konstytucyjnego, likwidacje służby cywilnej, nadużywanie instytucji tymczasowego aresztowania i  ostrzegali przed niebezpieczeństwem posługiwania się regulacjami represyjnymi w celu sterowania życiem społecznym.

Prof. Zbigniew Ćwiąkalski z Uniwersytetu Jagiellońskiego - Podpisuję się pod każdym sformułowaniem (…) Chodzi o to, byśmy nie musieli się wstydzić, że milczeliśmy.  

Czy przez te 6 lat, które minęły od wspomnianego wystąpienia wymienione niebezpieczeństwa i zagrożenia demokratycznego państwa prawa usunięto, przestały egzystować w naszej rzeczywistości?  Czy milczenie autorytetów oznacza TAK?

Osobiście, od dobrych paru lat nie widzę polepszania, a wręcz przeciwnie coraz bardziej oddalamy się od stosowania zasad i idei demokratycznego państwa prawa. Sejm uchwala rok w rok regulacje represyjne w celu sterowania życiem społecznym.

18 stycznia  br. premier D.Tusk przesłał do Sejmu projekt Ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (druk sejmowy  1066). Od trzech tygodni trwa dyskusja na temat projektowanych  uregulowań.

Projekt ustawy ma na celu wykonanie prawa Unii Europejskiej.[i] Zaznaczyć trzeba, iż taka współpraca ma miejsce od lat i jest uregulowana umowami z poszczególnymi państwami: tak członkami UE, jak i państwami nie będącymi w UE, urgulowana jest również np.  współpraca policyjna z Interpolem.

Ustawa ta połączyła wykonanie prawa dwóch decyzji Rady 2008/615/WSiSW w sprawie intensyfikacji współpracy transgranicznej, szczególnie  w zwalczaniu terroryzmu  i przestępczości transgranicznej i decyzja 2008/617/WSiSW w sprawie usprawnienia współpracy pomiędzy specjalnymi jednostkami interwencyjnymi państw członkowskich Unii Europejskiej  w sytuacjach kryzysowych. 

Wspólne działania ratownicze nie budzą wątpliowści i są normą w stosunkach międzynarodowych. Współpraca transgraniczna w zawalczaniu terroryzmu i przestępczości transgranicznej również. I te kwestie powinna regulować ta ustawa, aby zgodnie z deklaracją projektodawców wykonać prawo UE.

Tymczasem rząd po raz kolejny pod przykrywką wykonania prawa UE przemyca “dodatkowe” uregulowania, które budzą sprzeciw, oburzenie i obawy społeczństwa.

Dlaczego współpraca ma dotyczyć pomocy lub wsparcia odpowiednich służb w zapewnieniu porządku i bezpieczeństwa publicznego, zapobieganiu przestępczości, współdziałania podczas zgromadzeń, imprez masowych, czy też w celu uporania się z sytuacją kryzysową (cokolwiek to znaczy)? Czy państwo polskie upadło na głowę? Czy wszystkie te służby:
1) Policja
2) Straż Graniczna
3) Biuro Ochrony Rządu
4) Żandarmeria Wojskowa i wojskowe organy porządkowe
5) Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego
6) Agencja Wywiadu
7) Centralne Biuro Antykorupcyjne
8) Służby Kontrwywiadu Wojskowego
10) Służby Więzienne
11) Służby celne
12) Kontrola skarbowa
13) InspekcjaTransportu Drogowego
14) Straż gminna (miejska)
15) Straż Ochrony Kolei
16) Państwowa Straż Rybacka
17) Straż Leśna
18) Państwowa Straż Łowiecka
19) Straż Park
20) Straż Marszałkowska
(zestawienie wzięte z projektu rządowego ustawy o zastosowaniu środków przymusu i broni palnej – są służby uprawnione do używania środków przymusu  i broni palnej )

nie wystarczają rządowi, aby zapewnić porządek publiczny?

Czy jest jakiś normalny, suwerenny kraj w UE, który na podstawie decyzji Rady 2008/615  „zapraszał do pomocy i wsparcia“ służby innych krajów UE i z poza UE do zaprowadzenia porządku i bezpieczeństwa publicznego, zapobiegania przestępczości czy współdziałania podczas zgromadzeń, imprez masowych, lub też do uporania się z  „sytuacją kryzysową“ (cokolwiek to oznacza dla projektodawców tej ustawy)?

To są podstawowe obowiązki państwa !  Jeżeli rząd polski przewiduje, iż nie będzie w stanie zapewnić nam porządku i bezpieczeństwa, nie będzie w stanie zapobiegać przestępczości, to powinien natychmiast zrezygnować z rządzenia i rozpisać wybory, a nie zabezpieczać się taką haniebną ustawą.

W sierpniu 2011r. seria rozruchów i grabieży, mająca swój początek w dzielnicy Londynu Tottenham w północnej części miasta, rozprzestrzeniła się na inne dzielnice Londynu i inne miasta - Birmingham, Manchester, Liverpool, Nottingham, Leeds i Bristol. Zginęło 5 osób, 35 zostało rannych. Aresztowano ponad 1100 osób. Straty oszacowano na ponad 100 milionów funtów. Płonęły całe dzielnice brytyjskich miast, demolowano i grabiono slepy, posterunki policji i prywatne domy. Czy rząd UK wzywał do pomocy i wsparcia służby z innych krajów UE lub z poza UE?

Rok później w tym samym Londynie odbyły się  XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie. Czy jest bardziej masowa impreza na świecie? I jakoś też Brytyjczycy nie szukali „wsparcia i pomocy“. 3 dni przed otwarciem igrzysk – KRYZYS! - okazało się ostatecznie, że firma ochroniarska G4S nie jest w stanie zapewnić zakontraktowanych 10.400 ochraniarzy. Nikomu nie przyszło do głowy szukać wsparcia w innych krajach UE. Tego samego dnia minister obrony skierował dodatkowo 1200 żołnierzy róznych formacji do ochrony Olimpiady. Wcześniej, kiedy wiadomo było, że  G4S nie jest w stanie zapewnić w pełni zakontraktowanej ochrony  Minister Obrony skierował dodatkowo 3500 żołnierzy. Zołnierze byli szkoleni juz 4 lata wczesniej na  taką ewentualność.

W Polsce powojennej nie było takich rozruchów i grabieży nigdy! nawet w 1981r. ! Nie zanosi się też w najblizszych dekadach organizowanie tak “masowych imprez” jak Olimpiada. Czy rząd boi się i zabezpiecza przed zgromadzeniami obywateli? 

TK (wyrok, 18 stycznia 2006 r., sygn. akt K 21/05) „zgromadzenie stanowi szczególny sposób wyrażania poglądów, przekazywania informacji i oddziaływania na postawy innych osób. Jest niezwykle ważnym środkiem komunikacji międzyludzkiej oraz formą uczestnictwa w debacie publicznej, a w konsekwencji również w sprawowaniu władzy w demokratycznym społeczeństwie”.

No bo jeżeli chodzi o zabezpieczenie porządku i bezpieczeństwa zgromadzeń, to poza incydentami chuligańskimi i chuligańskimi zachowaniami policji, problemów nie ma i „zapraszanie obcych funkcjonariuszy na pomoc“ jest zbędne.

Przypomnę, iż z tą ustawą bedzie ściśle związana, przygotowywana  przez MSW kontrowersyjna ustawa o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, bowiem zgodnie z proponowanym art. 8 & 1 “zaproszeni” funkcjonariusze mundurowi innych państw będą mieli prawo do:
1) noszenia munduru służbowego;
2) okazywania legitymacji służbowej;
3) wwozu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i posiadania broni palnej, amunicji oraz materiałów pirotechnicznych i środków przymusu bezpośredniego;
4) użycia broni palnej w sposób i w trybie określonych w ustawie z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji,(a po ew. wejściu w życie Ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej,  w trybie określonym w tej ustawie - przypisek autorki)

Tymczasem uregulowanie stosowania środków przymusu i broni palnej w Decyzji Rady 2008/617/WSiSWi :

art.19 - broni, amunicji i sprzętu, można stosować jedynie w przypadku uprawnionej obrony siebie lub innych osób. Dowodzący operacją funkcjonariusz przyjmującego państwa członkowskiego może w indywidualnych przypadkach i zgodnie z prawem krajowym wyrazić zgodę na zastosowanie broni, amunicji i sprzętu w zakresie przekraczającym cele określone w zdaniu pierwszym.

Czyli wykonanie prawa UE, wymaga tylko uprawnienia “zaproszonego” funkcjonariusza innego kraju UE do stosowania broni palnej w przypadku uprawnionej obrony siebie lub innych osób. Skąd więc ta nadgorliwość projektodawcy w uprawnianiu „zaproszonych“ funkcjonariuszy do użycia broni palnej w sposób i w trybie określonych w ustawie z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji, a w przyszłości wg. uregulowań Ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej?

“Zapraszani” funkcjonariusze mają być przed przyjazdem “na pomoc” do Polski zapoznani szczegółowo z polskimi przepisami m.inn. dotyczącymi  używania srodków przymusu bezpośredniego, broni palnej etc. Ale …w nagłych przypadkach wystarczające będzie przesłanie “wyciągu “ tych przepisów w języku angielskim.

Obserwuje się w Polsce niepokojący trend - inicjatorem i projektodawcą uregulowań dotyczących wykonania prawa UE, bezpieczeństwa państwa i setek innych ustaw jest władza wykonawcza, a nie Sejm! Czy trójpodział władzy zagwarantowany Konstutucją już nie obowiązuje? W takich realiach Sejm de facto jest tylko bezmyślną maszynką do głosowania i gumową pięczątką dla władzy wykonawczej. Sejm i Senat nie służą  więc suwerenowi, służą aktualnie rządzącemu układowi. Odejście od trójpodziału władzy to oburzające naruszenie Konstytucji i zagrożenie jeszcze przecież niezbudowanej demokracji. Ograniczenie znaczenia Sejmu, oznacza prostą drogę do niczym niekontrolowanego nadużywania władzy przez rząd i jego organy, a taki stan nazywamy w skrócie - totalitaryzm, nawet jeżeli jest to jego „miękka forma“.

Co na to prof. P.Winczorek? Rada Wydziału Prawa i Administracji UW nie oburza się na zagrożenie demokratycznego państwa prawnego? I profesor Z. Ćwiąkalski nie wstydzi się, że milczy?

Następny trend to de facto wyeliminowanie konsultacji z  obywatelami. Piszę z obywatelami, ponieważ tzw. spoleczne konsultacje, jeżeli w ogóle mają miejsce, to w istocie ze społeczeństwem nie mają nic wspólnego. Są to konsultacje z organami państwa, jak ministerstwa, Krajowa Rada Sądownictwa i inne korporacje prawnicze, RPO, PG czasami HFPC itp.

 A zgodnie z przepisami wystarczy udostępnienie  projektu w Biuletynie Informacji Publicznej Rządowego Centrum Legislacji w zakładce Rządowy proces legislacyjny[ii] i voilà - to jest konsultacja społeczna. Wszyscy zainteresowani mogą przedstawić swoją opinię o ustawie wysyłając swoje uwagi. Ten projekt zamieszczono też na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych[iii]. Też mozna wysyłać uwagi, wszytkie pójdą do kosza, ponieważ projektodawca stwierdził arbitralnie, iż zakres projektowanej regulacji i fakt, że dotyczy ona głównie służb podległych MSW, sprawia przeprowadzenie konsultacji społecznych niecelowymi (sic!).

No proszę, bez picowania i bajeczek! Nareszcie ktoś powiedział prawdę. Mamy wasze opinie w dupie. Chociaż rok temu Prezes  Rządowego Centrum Legislacji Maciej Berek na łamach Rzepy oburzał się w artykule „O konsulatacjach społecznych bez przekłamań“ na bezpodstawne krytykanctwo procesu konsultacji: „(...) każdy dokument, który może się wiązać z istotnymi skutkami albo którego treść przewiduje ważkie nowe rozwiązania prawne, powinien być poddany konsultacjom, jeśli jakieś szczególne okoliczności nie stoją temu na przeszkodzie. Przeprowadzenie konsultacji społecznych jest w większości niezbędne dla dokonania i przedstawienia Radzie Ministrów oceny skutków projektu (...)

Czy zapraszanie funkcjonariuszy „służb“ z  innych krajów do pomocy np. w „zabezpieczaniu zgromadzeń“ (?) - uzbrojonych w broń palną i mających prawo jej użycia, a jak i kiedy to dowiedzieli się z „wyciągu“ polskich uregulowań, to nie wiążące się z „istotnymi skutkami, ważkie rozwiązania prawne“? Jakie skutki są „istotniejsze“ i bardziej „ważkie“ niż potencjalne narażanie życia obywateli?  Pozostawiam wyobraźni czytelników ewentualne scenariusze z udziałem „zaproszonych do pomocy“ nieznających języka, niezorientowanych w niuansach sytuacji i nieznających przepisów polskich, z naładowaną bronią w ręku „obcych“ funkcjonariuszy.

Tak więc ocenna skutków tego projektu, to fikcja, bowiem przedstawiono ją Radzie Ministrów bez niezbędnych dla jej dokonania konsultacji społecznych.

Dla wszystkich, którzy uważają, że szukam dziury w całym, gwoli przypomnienia.

Jak uczy historia z  tymi zapraszaniami do pomocy obcych funkcjonariuszy trzeba niezwykle ostrożnie. Polska do dzisiaj ponosi konsekwencje pierwszego zaproszenia - w 1226r. Konrad Mazowiecki  zaprosił Zakon Krzyżacki (dopiero co przytomnie przegnany z Węgier) - do pomocy w christianizacji plemion pruskich.

Zapraszanie sąsiadów ze wschodu też nie najlepiej wspominamy.

Podczas Sejmu konwokacyjnego w 1764 r., zwołanego dla przygotowania elekcji Stanisława Augusta Pioniatowskiego - konfederacja Familii – stronnictwa Czartoryskich, zaprosiła do pomocy wojska rosyjskie. Obsadzono nimi Zamek Królewski i Krakowskie Przedmieście i elekcja odbyła się bez zakłóceń i wynik był po myśli Familii.
W marcu 1768 roku Rada Senatu podjęła uchwałe o zaproszeniu na pomoc funkcjonariuszy rosyjskich do stłumienia konfederacji barskiej.

Na następne zaproszenie do pomocy Rosjanie nie czekali długo. Zawiązana wiosną 1972r. pod hasłami obrony zagrożonej wolności Konfederacja Targowicka zaprosiła znowu na pomoc Rosjan.  Po tym zaproszeniu pozbyliśmy się zproszonych dopiero po 146 latach. W miedzyczasie zaproszeni i inni niezapraszani wymazali nas z mapy.

Można tu dodać samozaproszenie towarzyszy radzieckich na wschodnie tereny Polski 17 września 1939r. W PRL-owskich podręcznikach historii przedstawiano okupację radziecką jako akt pomocy (sic!) – “radzieckie wojska zajęły wschodnie tereny Polski, aby uchronić ludność polską przed okupacją nazistów“ – tak mniej wiecej brzmiało jedno zdanie z mojego podręcznika historii o okupacji radzieckiej. Przez 21 miesiecy “chronienia” ludności wschodniej Polski przed “nazistami” przyzwyczaili się i tereny te nigdy do Polski nie wróciły.

Już tylko w pamięci nielicznych żyjących ofiar, ich rodzin i garstki oszołomów zachowana jest pomoc funkcjonariuszy NKWD w wymordowaniu i pacyfikowaniu konspiracji niepodległościowej - Żołnierzy Wyklętych, po  wyzwoleniu Polski.

W czasach Solidarności straszono nas non-stop zaproszeniem na pomoc towarzyszy ze wschodu. A gen. Jaruzelski – nasz najnowszy „bohater narodowy“ wykorzystał ten „strach“ i do dzisiaj łże, iż aby „nie zapraszać pomocy radzieckej i uchronić nas przed ich samozaproszeniem “ sam zrobil z nami porządek i wprowadził stan wojenny.

Czy można więc się dziwić, że Polakom ci funkcjonariusze z poza UE kojarzą się wyjątkowo podle i natychmiast z funkcjonariuszami FR. Ciekawe, czy podczas oficjalnej wizyty w Polsce, Siergiej Naryszkin, przewodniczący Dumy FR dyskutował z prezydentem Komorowskim i Marszałką E.Kopacz? kwestie wspólnych, wystarczających i efektywnych operacji funkcjonariuszy polskich i FR.

Inna kwestia. Polskie władze nie są w stanie zapewnić bezpieczaństwa na terenie Polski niektórym swoim gościom, co jest i żenujące i oburzające. Interesuje mnie, jaki będzie (po wejściu w życie tej ustawy) statut prawny permanentnego pobytu na terenie Polski funkcjonariuszy służb specjalnych(?) czy prywatnych firm ochroniarskich z Izraela?
Chronią one (na terenie Polski) przed antysemityzmem i terroryzmem (Polaków?) wycieczkowiczów - Żydów z całego świata. Szukam w projekcie paragrafu-podstawy przyszłego „zaproszenia” przez władze polskie tych obcych funkcjonariuszy i nie wiem jak je zakwalifikować - jako “zwalczanie terroryzmu  i przestępczości transgranicznej”? czy jako zagrożenia w związku ze „zgromadzeniami czy masowowymi imprezami”? a może też obcy funkcjonariusze potrzebni w Polsce  “w celu uporania się z sytuacją kryzysową”?. O i jeszcze jedno pytanie; czy po wejściu ustawy będą ci funkcjonariusze z poza UE nosili mundury, do których noszenia uprawni ich ta ustawa?

Niepokojące są w tak ważnej ustawie blankietowe, nieprecyzyjne  i niedokreślone definicje "działań operacyjnych" dla "ochrony porządku publicznego", “zgromadzeń” “sytuacji kryzysowych” “ czy „zapobieganiu przestępczości” itp.  
Konstruując ustawę, projektodawcza musi uwzględnić zasady przyzwoitej legislacji, w tym 
zasadę dookreśloności i konkretności.

I najważniejsze - decyzje wezwania “pomocy” nie podlegają żadnej kontroli władzy ustawodawczej czy sądowniczej, jak też w wielu wypadkach samej władzy wykonawczej.

Bowiem uprawnienia do wezwania “pomocy” ustawa daje już tak nisko umocowanym organom państwowym jak: Komendant Główny Policji, Komendant Główny Straży Granicznej, Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej czy Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, minister właściwy do spraw wewnętrznych, a tylko o “długich i licznych akcjach” lub o wezwaniach pomocy z poza UE  (nie sprecyzowano kogo) ma decydować Rada Ministrów.

Jest to zwykła granda! Już nawet nie są zachowywane jakiekolwiek pozory demokratycznego państwa prawa.

Nie wiadomo, kto jest personalnie autorem omawianej ustawy. Jej „duch“ tkwi w minionej epoce i czuje się w niej „rękę i tesknoty“  powrotu do starych metod. Przypomina nowelizację Ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych.

 A ta nowelizacja była podobno inicjatywą samego prezydenta Komorowskiego. Tak twierdzi autor tej ustawy gen. prof. S. Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Przypomnę, iż nowelizacja dotyczyła uwzględnienia przestępstw w cyberprzestrzeni, które mogą być podstawą wprowadzenia stanu wojennego, stanu wyjątkowego i stanu klęski żywiołowej.

Tutaj niezbędna dygresja. 13 kwietnia 2010 wykonujący obowiązki Prezydenta RP marszałek Sejmu Bronisław Komorowski powołał gen. prof. Stanisława Kozieja na urząd szefa BBN. Generalskie szlify nadał mu prezydent Wałęsa. Należały się, bowiem w 1987r. S. Koziej zaliczył odpowiednie kursy GRU w Moskwie. Wykazał się też wysokim profesjonalizmem pracując w Zarządzie Sztabu Generalnego LWP przy opracowaniu planu ataku na północną Europę,  w którym miało brać udział 450 tys żołnierzy LWP. Nasi chłopcy mieli dojść do granic Belgii, a Danię zająć w 3 dni! Mapy tego ataku trafiły w 2006r. do IPN-u. Protestował to umieszczenie map w zbiorach IPN ówczesny szef Ministerstwa Obrony Narodowej Radek Sikorski, a sekundował jego zastępca...Stanisław Koziej.

Wracając do nowelizacji ustawy o stanie wojennym, warto przypomnieć co mówił o  niej jej  autor;
“(…)Dlaczego akurat od tego, od stanów nadzwyczajnych, zaczynamy? Dlaczego tutaj wybraliśmy punkt startu? Otóż przesądziło o tym następujące, pragmatyczne rozumowanie.

Po pierwsze: jest to problematyka w pewnym sensie szczególnie bliska Prezydentowi. To w jego kompetencjach leży wprowadzanie stanu wojennego i wyjątkowego. To on kieruje obroną państwa w stanie wojennym. Czuje się więc w jakiś sposób odpowiedzialny także za regulacje prawne w tym zakresie.

Po drugie: wystartować trzeba jak najszybciej. Wyzwania narastają…

 Biorąc pod uwagę, że zagrożenia terrorystyczne znalazły swoje odzwierciedlenie we wszystkich ustawach o stanach nadzwyczajnych, logiczne jest, aby także w podobny sposób potraktować cyberzagrożenia. Dlatego w ustawach o stanie klęski żywiołowej i o stanie wyjątkowym proponuje się uzupełnienia, że katastrofa naturalna lub awaria techniczna oraz zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego mogą być spowodowane także zdarzeniami lub celowymi działaniami w cyberprzestrzeni…”

U nas legislatorzy mają wyjątkowy dar przewidywania!  Przygotowani są na wprowadzenie stanu wyjątkowego, jeżeli dotknie nasz biedny kraj katastrofa naturalna spowodowana zdarzeniami lub celowymi działaniami w cyberprzestrzeni!  

Ciekawe, czy i ustawa o “zapraszaniu do pomocy obcych funkcjonariuszy służb„ nie jest przypadkiem jednym z narastających wyzwań gen. prof. S.Kozieja?

Wspomniani na wstępie  akademicy  i środowiska prawnicze ostrzegali przed niebezpieczeństwem posługiwania się regulacjami represyjnymi w celu sterowania życiem społecznym. To był rok 2007.
Od tego czasu uszczęśliwiono nas kilkoma takimi regulacjami.

Ø  17 lipca 2009r.  Nowelizacja ustawy o zarzadzaniu kryzysowym,  – przeprowadzona w błyskawicznym czasie - 6 miesiecy – dała ABW niekontrolowany przez nikogo dostęp do dokumentów firm zarządzających krytyczną infrastrukturą – jak wodociagi, komunikacja, transport, teleinformatyka, energetyka – i obsadzanie stanowiska pełnomocnika do spraw kontaktów z ABW (obligatoryjne wg. tej ustawy stanowisko w tych firmach). Tak wiec w praktyce firmy uznane przez ABW za krytyczną infrastructurę są, czy mogą być de facto nadzorowane przez ABW.
Ø  5 sierpnia 2010r. Nowelizacja ustawy o ochronie informacji niejawnych, uczyniła ABW i SKW nadzorcami funkcjonowania systemu, a w ramach tych funkcji ABW wydaje certyfikaty bezpieczenstwa. ABW więc rozstrzyga arbitralnie do jakich informacji i kto ma prawo.
Ø  31 sierpnia 2011r. Nowelizacja ustawy o zabezpieczeniu imprez masowych - jedna z najbardziej penalnych ustaw w całym systemie polskiego prawa. Projektodawca i ustawodawca uznali, że w imprezach masowych biorą udział grupy przetępcze a nie zwykli obywatele. Brak w niej jakichkolwiek kryteriów uznania danej osoby za osobę „mogącą stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego” stwarza zagrożenia ingerencji w konstytucyjnie chronione życie prywatne obywatela.
Ø  30 sierpnia 2011r. Nowelizacja Ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych i zasadach jego podległości konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw (dotyczy uwzględnienia zagrożeń wynikających z działań i zdarzeń w cyberprzestrzeni jako okoliczności spełniającej przesłanki normatywne stanów nadzwyczajnych)
Ø  16 września 2011r. tzw. poprawka Rockiego - Ustawa o dostępie do informacji publicznej – gdzie pod pozorami dostosowaniado prawa polskiego do dyrektyw Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ponownego wykorzystania informacji sektora publicznego, ustanowiono przy okazji dodatkowe i odrębne kategorie ograniczeń dostępu do informacji publicznych. TK uznał tryb przeprowadzenia poprawki za niekonstytucyjny 18 kwietnia 2012 r. (sygn. akt K 33/11)
Ø 29 grudnia 2011r - Ustawa o dostępie do informacji publicznej ograniczono w niej prawo do kontroli prawidłowości decyzji odmowy informacji przez sąd powszechny. Rozszerzono ponownie kategorie ograniczeń dostępu do informacji publicznej
Ø  14 września 2012r. – Prawo o zgromadzeniach – kontrowersyjna nowelizacja, ktora w opinii wielu “cofnęła Polskę do mrocznych czasów PRL-u” Przeciw nowelizacji protestowały m.in. organizacje pozarządowe - Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Forum Obywatelskiego Rozwoju i Fundacja "Panoptykon". Z apelem o odrzucenie zmian wystąpili działacze opozycji z czasów PRL: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Barbara Labuda, Bogdan Lis, Henryka Krzywonos-Strycharska. Podpisał także apel Józef Pinior, senator PO.

„Strach jest uczuciem poddanych, nie obywateli” Anna Wolff-Powęska
Czy akademicy i autorytety prawnicze nie wstydzą się swojego milczenia dzisiaj?



[i] Decyzja Rady 2008/615/WSiSW  z dnia 23 czerwca 2008 r. w sprawie intensyfikacji współpracy transgranicznej, szczególnie  w zwalczaniu terroryzmu  i przestępczości transgranicznej,

Decyzja Rady 2008/617/WSiSW  z dnia 23 czerwca 2008 r. w sprawie usprawnienia
współpracy pomiędzy specjalnymi jednostkami interwencyjnymi państw członkowskich Unii Europejskiej  w sytuacjach kryzysowych, 


[ii] zgodnie z wymogami § 11a ust. 1 uchwały nr 49 Rady Ministrów z dnia 19 marca 2002 r. Regulamin pracy Rady Ministrów (M. P. Nr 13, poz. 221, z późn. zm.).
[iii] obowiązek wynikający z art. 5 ustawy z dnia 7 lipca 2005 r. o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa (Dz. U. Nr 169, poz. 1414, z późn. zm.)