Łączna liczba wyświetleń

środa, 13 marca 2019

Wolność słowa w stanie krytycznym – art. 212 k.k



Jedyną drogą,  aby zagwarantować, że ludzie,  z którymi się zgadzasz  mogą korzystać z wolności słowa, jest wspieranie prawa do wolności słowa ludziom z którymi się nie zgadzasz. -  Eleanor Holmes Norton

Gwarancje konstytucyjne – mity i hity cz. IV 

We wrześniu 2011r. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Stowarzyszenie Gazet Lokalnych oraz Izba Wydawców Prasy ruszyły z kampanią „Wykreśl art. 212 kk”.  Akcję poparli dziennikarze, blogerzy, obywatele i politycy różnych opcji, wśród nich m.in.: Grzegorz Schetyna (PO), prezes PiS Jarosław Kaczyński, b.minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski (PO), Marek Balicki (SLD), Marek Borowski (SdPl), Andrzej Czuma (PO), Ryszard Kalisz (SLD), Paweł Kowal (PJN), Janusz Palikot (Ruch Palikota), Jarosław Sellin (PiS) i Tadeusz Sławecki (PSL). Ale w sumie była to akcja elitarna, bowiem obywatele en masse nie byli zainteresowani i nie poparli jej. 

 Uświadamia to boleśnie, że historyczna szansa, by pozbyć się niewolniczego garbu, ducha totalitarymu i ducha człowieka sowieckiego po 1989r.,  została w rzeczywistości zaprzepaszczona. Efekt jest taki, że to już drugie pokolenie wyrosło w „wolnej Polsce”, a dziedziczy  en masse  syndrom mentalności poddańczej i ducha człowieka sowieckiego.  
Tam, gdzie nie ma wolności słowa, obywatele  uważają, że mają prawo,  zniszczyć finansowo i wsadzić za kraty, tych którzy mówią rzeczy, które uznają za obraźliwe. 

Usunięcie artykułu 212 spełniłoby nie tylko postulat podnoszony od wielu  przez polskie i międzynarodowe instytucje monitorujące prawa człowieka: Rzecznika Praw Obywatelskich, instytucje Rady Europy i ONZ, oraz organizacje pozarządowe tak krajowe jak i międzynarodowe  jak wspomniana HFPC,  Reporterzy Bez Granic, czy Artykuł 19.

Dunja Mijatović, przedstawicielka OBWE ds. wolności mediów, stwierdziła wręcz, że pozostawiając przestępstwo zniesławienia w kodeksie karnym, Polska jest na arenie międzynarodowej równie wiarygodna jak Białoruś, gdzie  za zniesławienie prezydenta Aleksandra Łukaszenki do więzienia trafił dziennikarz Andrzej Poczobut.

Utrzymując przestępstwo zniesławienia, Polska przegrywa regularnie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i musi płacić swoim obywatelom odszkodowania.

  Jakim absurdem by nie powiedzieć szaleństwem jest dopuszczalność zakładania spraw karnych z prywatnego oskarżenia  dotyczących zniesławienia lub pomówienia świadczą setki przykładów. Np. nauczycielka szkoły podstawowej została oskarżona przez dyrektorkę za słowa krytyki wypowiedziane w trakcie zebrania, a właściciele mieszkań zostali oskarżoni o zniesławienie, po skrytykowaniu developera za wady konstrukcyjne wykryte w ich kupionych mieszkaniach. 

W większości krajów europejskich wykreślono już odpowiedzialność karną za zniesławienie z kodeksów karnych, tam gdzie dalej egzystuje nie jest używana. Presja społeczna nie pozwala osobom publicznym używania przepisów umożliwiających karanie za zniesławienie. W ostatniej dekadzie   zdekryminalizowano przestępstwo pomówienia (zniesławienia) w Bośni i Hercegowinie, na Cyprze, Ukrainie, w Estonii, Gruzji i Mołdawii. Zniesławienie czy pomówienie to aruszenie dóbr osobistych, a chroni je  prawo cywilne. 

W Polsce  każdy każdego może oskarżyć, jeżeli w jego subiektywnym przekonaniu ktoś go zniesławił, czy pomówił. Dotyczy to  nie tylko sytuacji, w której Kowalski poczuł się pomówiony przez Nowaka, ale także kiedy ten Kowalski   poczuje się pomówiony  wyrażoną ogólną opinią dotyczącą jakiejś grupy (niekoniecznie należącej do gnębionej mniejszości)  z którą Kowalski się utożsami. Do sprawy też zawsze może się włączyć państwo reprezentowane przez prokuratora, a wtedy prywatnie oskarżony ma przeciwko sobie nie tylko oskarżyciela prywatnego, ale także aparat organów ścigania. 

Z  możliwości korzystania z oskarżania za przestępstwa zniesławienia  chętnie korzystają od dekad politycy z pierwszej półki. Sam fakt, że  opinie są ostre i często nieprzyjemne nie powinien być powodem do uznania ich za przekraczające granicę wolności słowa, a system prawny - w którym krytyczne wypowiedzi karane są nawet karą więzienia dlatego,  że  są postrzegane przez skarżących jako nieprzyjemne, przykre czy brutalne  - jest systemem, w którym wolność słowa jest fikcją. Jedynym skutecznym ograniczeniem korupcji i bezprawia jest informowanie obywateli - a co za tym idzie świadoma i krytyczna opinia publiczna, która sama może decydować o ochronie wartości demokratycznych.
 Proceder  oskarżania za przestępstwa zniesławienia używany przez  polityków i inne osoby publiczne  jest szczególnie groźny, bowiem po pierwsze:   art. 212 kk traktowany jest jako knebel dla krytyki i walkę z przeciwnikami. Po drugie inspiruje to  Kowalskich, aby iść w ich ślady.  Korzystają z niego także sami sędziowie.
W XXI w. w demokratycznym państwie prawa  Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przestępstwo zniesławienia czy pomówienia, a tym samym  kneblowania ust i ograniczanie wolności słowa jest zgodny z art. 54 Konstytucji.  Wg TK pierwszeństwo w kolizji z wolnością słowa ( oraz wolnością prasy i innych środków społecznego przekazu), mają  wolności i prawa wyrażające kwintesencję i stanowiące emanację godności człowieka, w tym cześć, dobre imię i prywatność.  Ta kwinesencja stanowiąca emanację godności człowieka ma  pierwszeństwo przed  wolnością słowa nie tylko w wymiarze indywidualmym, ale też ogólnospołecznym, kiedy wolność słowa jest  gwarancją debaty publicznej niezbędnej w demokratycznym państwie prawnym. [ii]  
Powyższa decyzja TK uznaje pierwszeństwo godności osobistej jednostki (która jest chroniona prawem cywilnym) przed  niezbywalnym prawem każdego obywatela do wyrażania publicznie swojej opinii w sprawach publicznych i o osobach publicznych.Ta decyzja jest tak samo anachroniczna jak anchroniczny jest art. 212, który dzięki tej decyzji pozostał w Kodeksie Karnym.
Przypomnę, że ten sam TK rok wcześniej twierdził:
 - zawsze istnieje domniemanie, że dziennikarz ( czy to zawodowy czy bloger) działa w uzasadnionym interesie publicznym, a więc nie powinien być karany na podstawie art. 212 kk.
I - Osoby wykonujące funkcje publiczne- ze względu na swą pozycję i możliwość oddziaływania zachowaniami, decyzjami, postawami, poglądami na sytuację szerszych grup społecznych - muszą zaakceptować ryzyko wystawienia się na surowszą ocenę opinii publicznej. [iii]
 Dziennikarze, publicyści,  blogerzy i działacze, którzy pełnią funkcje “strażników demokracji“, winni mieć prawo pisaniania i mówienia o nieprawidłowościach w działaniach władzy, businessu i instytucji pożytku publicznego, bez obawy możliwości odpowiedzialności karnej, która bez wątpienia powstrzymuje od takiej krytyki wielu, ze szkodą dla szeroko pojętego interesu społeczeństwa. Taka swoboda lub jej brak jest zasadniczym testem demokracji i wolnego społeczeństwa. 
Sędziowie karni często  zdają się nie lubić wolności słowa, zwłaszcza w debacie publicznej, która jest istotą demokracji. Być może wynika to ze specyfiki i inkwizycyjności procesu karnego w naszym systemie prawnym, gdzie sędziowie mają do czynienia najczęściej z przestępcami i przestępstwami, więc niezwykle  rzadko zajmują się ochroną, obroną i  naruszeniami praw i wolności tych obywateli. 
Ponadto są inne  kwestie zgodności z gwarancjami, prawami i wolnościami  konstytucyjnymi  naruszanymi w postępowaniach sądowych z oskarżenia  prywatnego o pomówienie.

W klasycznm postępowaniu karnym do skazania za przestępstwo dochodzi po przeprowadzeniu postępowania przygotowawczego przez organy ścigania, wniesieniu aktu oskarżenia i wydania wyroku przez sąd. W postępowaniu z oskarżenia prywatnego  w sprawie o pomówienie to oskarżyciel prywatny przeprowadza swoiste dochodzenie i  wnosi  akt oskarżenia, czyli de facto jest prywatnym prokuratorem,  oskarżycielem i pokrzywdzonym, który determinuje samodzielnie,  czy osoba pomawiana faktycznie popełniła określone przestępstwo. Oczywiście to sąd weryfikuje zarzuty, ustala stan faktyczny i wydaje wyrok. Praktyka, gdzie ustalenia faktyczne co do popełnienia czynów przestępczych  jak opisane w treści pomawiającego zarzutu, dokonywane są na podstawie dowodów pośrednich, a ciężar dowodowy jest przeniesiony  z  oskarżyciela  - na oskarżonego, który musi udowodnić prawdziwość swoich stwierdzeń – co w istocie narusza  fundamentalne zasady procesu karnego -  domniemanie niewinności i rzetelności procesu.

Zdarza się też, że w sprawie toczą się równolegle  dwa postępowania sądowe (karne i cywilne) dotyczące tego samego czynu. Postępowanie cywilne jest jawne z mocy prawa,  zaś karne  z mocy prawa toczy się z wyłączeniem jawności i wypowiedzi publiczne na jego temat grożą odpowiedzialnością karną. Co więcej, zawsze istnieje „niebezpieczeństwo”, że rozstrzygnięcie sądu cywilnego w postępowaniu jawnym w przedmiocie pozwu o ochronę dóbr osobistych potencjalnie może „inspirować” decyzję sędziego rozpatrującego sprawę karną.

 Maleńkim światełkiem w tunelu są niektóre orzeczenia Sądu Najwyższego w kwestii art.212 kk. Np. ciekawe postanowienie, gdzie SN zaprezentował pogląd, iż „bezwzględne egzekwowanie ochrony interesów jednostki, wynikające z art. 212 & 1 kk oraz uznanie, że osoby pomawiane mają absolutne i nie podlegające ograniczeniom prawo do ochrony ze strony państwa, które reagować ma na pomówienia za pomocą prawa karnego byłoby niezasadne z punktu widzenia istoty społeczeństwa demokratycznego, w którym wolność wypowiedzi ma charakter fundamentalny”. [iv]
W innym  postanowieniu. SN stwierdził, że „obok kontratypu ustawowego przewidzianego w art. 213 kk  w państwie prawa istnieją także kontratypy pozaustawowe, w tym kontratyp w postaci realizacji prawa do krytyki. Wtedy, gdy krytyka ta realizowana jest w piśmie o charakterze procesowym, w skardze kierowanej do władz, czy w zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa i kiedy brak podstaw do wykazania, że jedynym lub podstawowym zamiarem działania jest zniesławienie, zachowanie realizujące prawo do krytyki w ogóle pozbawione jest cechy bezprawności, a tym samym nie może być uznane za przestępstwo”.[v]
Sąd Najwyższy niestety nie jest konsekwentny w swoich orzeczeniach i trudno jest mówić o spójnej i konsekwentnej linii orzeczniczej SN.  Orzeczenia SN wiążą inne sądy tylko w sprawie, której decyzja dotyczy. Stąd   tylko wskazówką  i sądy niższych instancji  są w większym lub mniejszym stopniu wrażliwe na te orzeczenia. A wybór odpowiedniego do podjętej decyzji orzeczenia SN i powołania się na orzecznictwo SN nie nastręcza trudności.  
Konsekwencje
Konsekwencje procesu o zniesławienie  – są niewspółmiernie dolegliwe i zwyczajnie niesprawiedliwe w stosunku do rzeczywistego zawinienia czy “przestępstwa”osób oskarżanych
·       Sprawa często ciągnie się latami
·       Oskarżony  po skazaniu zostaje wpisany do Rejestru Skazanych, co ogranicza możliwość pełnienia funkcji publicznych, pracy w zawodach zaufania publicznego, uniemożliwia otrzymanie kredytu czy dotacji z UE
·       Stygmatyzuje w środowisku czy miejscu zamieszkania
·        Oskarżeni w niektórych sprawach są arbitralnie kierowani przez sąd  na badania psychologiczne czy obserwacje  psychiatryczne
·       Sądy stosują  często dotkliwe “środki zapobiegawcze”
·       Nawet jeżeli sprawa zakończy się pomyślnie dla oskarżonego,  może wywoływać  tzw. efekt mrożący i powstrzymywać go od zabierania ponownie głosu w społecznie doniosłych sprawach.
·       Jeżeli zakończy się zaś skazaniem, często skazany jest zniszczony finansowo zasądzoną grzywną, kosztami “przeprosin i sprostowań” w mediach publicznych itp.
Aneks
I  dwa przykłady interpretacji art. 212 k,k, czyli jak łaska sądowa na pstrym koniu jeździ. W obydwu przykładach stan faktyczny był  podobny – pomówienie w piśmie procesowym. Trzeba pamiętać, że
Klient sądu – usiłuje oskarżyć  żonę - asesora sądowego o pomówienie   
 Paweł P. procesował się o majątek ze swoją byłą żoną, która była asesorem w tymże sądzie. Zona  w piśmie procesowym złożonym do sprawy oskarżyła  Pawła P. o przestępstwa łgając o jego zachowaniu.
 Sąd Apelacyjny – Sąd Dyscyplinarny uchwałą odmówił zezwolenia na pociągnięcie żony-asesor  do odpowiedzialności karnej sądowej z prywatnego oskarżenia Pawła P. Sąd podniósł, że sama treść wniosku Pawła P. uzasadnia stanowisko, iż zamieszczenie przez asesora sądowego w piśmie procesowym sformułowania miały na celu obronę jej praw osobistych związanych z toczącym się postępowaniem cywilnym.

Paweł P. wniósł zażalenie do Sądu Najwyższego – Sądu Dyscyplinarnego, który  zważył, co następuje:

Zażalenie nie zasługuje na uwzględnienie.(...) Wszczęcie postępowania karnego jest (,,,) możliwe jest wówczas, jeżeli zarzucany sędziemu (asesorowi) czyn nosi znamiona przestępstwa. (...) A ten zarzut podniesiony w zażaleniu nie jest uzasadniony.

SA i  SN uznały, że sformułowanie  żony - asesor o treści -  „groził mi, uderzył, a następnie wykręcając ręce usiłował zmusić do podpisania oświadczenia o zrzeczeniu się roszczeń do pozostałego majątku (...)”, zamieszczone zostało w piśmie procesowym (...) zostało ocenione przez sąd przy pomocy stosownego dochodzenia w sprawie istotnego stanu majątkowego asesora (sic!)świadczy, że b. żona asesor broniła swoich zagrożonych praw..Bezspornym jest, że sąd w wyniku tego dochodzenia cofnął asesorowi sądowemu częściowe zwolnienie od kosztów sądowych, jednak nie ukarał jej grzywną (...) z uwagi na brak przesłanki rozmyślnego wprowadzenia sądu w błąd. Nie ulega wątpliwości, że takie zagrożenie ukarania grzywną istniało, a zatem istniało zagrożenie praw i interesów asesora sądowego. Jeśli zatem według zgodnego stanowiska Sądu Najwyższego i doktryny, nie stanowią bezprawnego zniesławienia z art. 212 § 1 k.k. zarzuty stawiane w obronie własnych praw, kierowane do władz (m. in. zawarte w pismach procesowych), przy czym legalność takich zarzutów uzależniona jest od potrzeb wynikających z zagrożenia własnego prawa, to właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w niniejszej sprawie. Trafnie zatem Sąd Apelacyjny – Sąd Dyscyplinarny uznał, że w tych okolicznościach nie sposób przyjąć, iż zachodzi bezprawne pomówienie, a zatem brak ustawowych znamion przestępstwa z art. 212 § 1 k.k.
Sprawa Stanisława L. – klient sądu skarży sędziego.
 Stanisław L. chciał wyłączyć od rozpatrywania jego sporu cywilnego o własność nieruchomości sędziego Piotra W. z SR w Busku-Zdroju.  Sędzia ten rozpatrywał wcześniej inną jego sprawę. W dwóch pismach procesowych (o wyłączenie sędziego) twierdził w ostrych słowach, że sędzia preparował dowody i sankcjonował bezprawie rozpatrując jego poprzednią sprawę,  stąd w tej sprawie Stanisław L. nie ma gwarancji zachowania bezstronności przez sędziego. Zgodnie z jedną z wykładni art. 212 k.k   przez  SN  realizowal swoje  uprawnienia  oparte na prawie, przy czym legalność takich zarzutów uzależniona była od jego potrzeb wynikających z zagrożenia własnego prawa, a  dotyczyły one w szczególności krytycznych ocen wyrażonych w (...) pismach procesowych.(...)
Sądy trzech  instancji   uznały go winnym zniesławienia sędziego. W uzasadnieniach wyroków sądy uznały, że wyrażona przez niego krytyka była niemerytoryczna, a także świadomie użył on określeń  pejoratywnych. Oskarżony przekroczył granice dopuszczalnej krytyki i przyjęte normy obyczajowe, mając na celu „ugodzenie w dobre imię" Piotra W. i „naderwanie zaufania do jego osoby jako sędziego".
Abstrahując od faktycznej treści pism procesowych oskarżonego, która nie została upubliczniona -  ciekawe jest  jak ugodził on  w dobre imię sędziego, czy naderwał zaufanie do  osoby sędziego. Pisma Stanisława L. przeczytali jedynie sędziowie rozpatrujący wyłączenie i nie trafiły one do opinii publicznej. Stąd naruszenie dóbr chronionych przez art. 212 kk jeżeli miało w ogóle miejsce, znaczyło  zerową szkodliwość społeczną.  Dla Stanisława L. korzystanie z należnych mu praw, zakończyło się uznaniem go za przestępcę i wpisem do Rejestru Skazanych.
Zgodnie z gwarancją konstytucyjną (art. 45 K), każdy obywatel ma prawo do sprawiedliwego rozpatrzenia swojej sprawy przez niezawisły i bezstronny sąd. Prawa Stanisława L. uprawniony był do wnioskowania o  wyłączenie sędziego i jest oczywiste, że zajmując stanowisko w tej kwestii, siłą rzeczy odniósł się do oceny  działań   sędziego, tak  jak je postrzegał w poprzednim procesie.
Sądy nie były tak pobłażliwe, wyrozumiałe  i łaskawe dla Stanisława L. jak dla byłej żony Pawła P. Nie wiemy czym tak obraził sędziego, którego chciał wyłączyć, ale nie podlega dyskusji, że bronił swoich zagrożonych praw jw. Wiemy, że nie uderzył sędziego, nie wykręcał mu rąk i nie zmuszał go do podpisania czegokolwiek, a także z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że nie groził sędziemu. B. żona Pawła P. oskarżyła go fałszywie właśnie o te czyny karalne. A sąd nie tylko nie zawiadomił organów ścigania, ale stwierdził, że miała prawo bronić swojego prawa do zwolnienia z kosztów sądowych i bała się grzywny za rozmyślne wprowadzenie w błąd sądu! Jednej kwesti tutaj nie rozumiem, jeżeli pani asesor nie wprowadziła rozmyślnie w błąd sądu to dlaczego bała się ukarania grzywną? Summa summarum wszyscy jesteśmy równi wobec prawa, ale są jeszcze równiejsi i tutaj wiemy dlaczego i kto.

Każde społeczeństwo ma tyle praw i wolności, ile sobie wywalczy i tyle bezprawia i zamordyzmu na ile pozwoli.®[vi]

środa, 6 marca 2019

Sens prawa, krystalizuje się w sędziach. Gwarancje konstytucyjne - mity i hity.



Cz. 3 Niezawisłość i bezstronność sędziów

Legendarny Sędzia Witold Hausner twierdził; - Poziom  " jakości " sądownictwa jest kamieniem probierczym dla etyki narodu i całego sensu prawa, które żyje w narodzie, a które  krystalizuje się  w sędziach.


W Polsce mamy problem z tą krystalizacją całego sensu prawa w sędziach.

Kiedy polski  obywatel staje przed polskim sądem, ma nie tylko teoretyczne prawo do sprawiedliwego procesu i przestrzegania innych jego praw i wolności - ma również teoretyczne prawo do ich egzekwowania od sądu, który jest teoretycznie gwarantem tych praw. W praktyce zbyt często te gwarancje okazują się fikcją.

Podczas Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów we wrześniu 2016r. kilku sędziów deklarowało „to na nas opiera się demokracja”.

Ja widzę tę ostoję i gwaranta demokracji delikatnie ujmując  mniej optymistycznie .

Niemal wszystkie decyzje instytucji i organów państwa  naruszające prawo i krzywdzące obywateli wydane przez organy ścigania, komorników, izby skarbowe, izby celne, ZUS  i inne instytucje państwowe znajdują swój finał w sądach powszechnych. Sądy to nie jest tylko instytucja karząca obywatela za przestępstwa. Sądy są także instytucją, w której obywatel staje na równi z organami państwowymi i walczy o swoje racje i prawa. Niestety, ta walka jest zbyt często, by nie powiedzieć zwykle skazana jest na niepowodzenie, ponieważ sądy nie bronią obywatela z taką samą pasją przed arbitralnością i samowolą  władz i instytucji państwa -  z jaką egzekwują prawo do karania obywatela.

Dla wymiaru sprawiedliwości nie ma znaczenia, czy decyzje sędziów są wynikiem korupcji, niedopuszczalnych układów, kolesiowstwa, nepotyzmu – czy też  rzetelności, bezstronności i niezawisłości. Czy decyzja została podjęta zgodnie z prawem, czy rażąco naruszyła prawo. De facto sędziowie en masse  nie ponoszą żadnej moralnej i dyscyplinarnej odpowiedzialności za merytoryczną jakość wyroku, za zgodność decyzji z prawem, logiką lub prawdą materialną, innymi słowy mają niemal absolutną pewność bezkarności. Kontrola instancyjna zbyt często ogranicza się do podtrzymania orzeczenia I instancji, a w uzasadnieniu decyzji trudno doszukać się merytorycznej i zgodnej z zasadmi logicznego myślenia, wiedzy i zdrowego rozsądku odpowiedzi czym sąd odwoławczy kierował się odrzucając odwołanie.  Niezawisłość, na którą się powołują jest nieobecna w wielu salach sądowych, ponieważ nie jest powiązana z odpowiedzialnością i nie jest rękojmią bezstronności sędziów. To nie brak oficjalnych gwarancji prawnych, ale  bezprawność praktyk sądownictwa i organów ścigania, za które nikt nie ponosi odpowiedzialności budzi niepokój i sprzeciw społeczeństwa w Polsce.

Oczywistym jest, że dla wspólnego dobra obywateli i  dobra kraju sędziowie muszą być niezawiśli i bezstronni. Niezawisłość sędziów nadaje sens bytu wymiarowi sprawiedliwości.  Dzisiaj ten wymiar zbyt często  pozbawiony jest tego sensu a ten wymiar przypomina u nas rosyjską ruletkę. 

Konstytucja na koszulkach obrońców praworządności, a nawet niektórych czynnych sędziów nie zmieni  zadziwiającego i porażającego faktu, że  część sędziów 30 lat od transformacji nie rozumie pojęcia niezawisłości! Są sędziowie, dla których niezawisłość zwyczajnie jest synonimem absolutnej bezkarności. Dla części   sędziów jest danym im bezkondycyjnie przywilejem,  inni uważają, że niezawisłość jest jak rzecz, którą można dostać lub sobie wziąć. Należy do nich Sędzia z najwyższej półki, Prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis Irena Kamińska. Podczas konferencji zorganizowanej w listopadzie 2014r. przez to stowarzyszenie i Krajową Radę Sądownictwa Sędzia przekonywała sędziów, że będziemy mieli tyle niezawisłości, ile sobie weźmiemy.[i] Owacje sędziów po wystąpieniu Sędzi wskazują, że ta grupa nie jest mała. A przecież nikt nie daje sędziom niezawisłości, nie mogą jej sobie wziąć i nikt (tym sędziom, którzy ją posiadają)  nie może jej zabrać!

Niezawisłość to stan świadomości i ducha sędziego.  Nie dostaje jej sędzia wraz z nominacją sędziowską. Sędzia musi systematycznie pracować nad sobą, aby osiągnąć niezawisłość i bezstronność.  Jest tylko jedno ale... aby sprostać temu wyzwaniu, sędzia  musi posiadać odpowiednie cechy osobowości i predyspozycje  intelektualne. Należy tu wymienić kilka takich cech - możliwie najwyższy poziom etyczny i moralny oraz samoświadomość co doniosłości znaczenia niezawisłości i bezstronności w służbie sędziowskiej. Ponadto, by wymienić kilka innych ważnych - poczucie misji, godność, odpowiedzialność, odwaga cywilna i silna wola, prawość, obowiązkowość, rzeczowość, wysoka kultura osobista, szeroka wiedza ogólna, odporność psychiczna, rzetelność, uczciwość, przyzwoitość, umiejętność samokrytyki, ludzka życzliwość dla wszystkich uczestników wymiaru sprawiedliwości, wrażliwość i otwartość na drugiego człowieka, i niezwykle ważne  doświadczenie życiowe.  To te cechy i predyspozycje są niezbędne, aby pełnić służbę sędziowską i odbudować etos sędziego. Zadne  szkoły sędziów, kodeksy etyki tego  tego nie nauczą i nie zmienią (Kodeksks etyki zawodowej sędziów obowiązuje dekadę z okładem i zmian na lepsze nie widać, a śmiem twierdzić, że jest wręcz gorzej). 

Oczywiście państwo ma obowiązek zapewnić sędziemu gwarancje formalne niezawisłości poprzez odpowiednie uregulowania w Konstytucji i ustawach i mechanizmy ich  przestrzegania.  

Każdy sędzia w czasie służby będzie popełniał błędy i  będą one krytykowane, ale tylko odpowiedzialny sędzia,  otwarty na uzasadnioną krytykę i posiadający wyżej wspomniane predyspozycje, będzie uczył się na swoich błędach i osiągnie niezawisłość. To ten mechanizm -  powiązania niezawisłości z odpowiedzialnością – zapewnia klientom sądów bezstronnych sędziów. Bez niej sędzia nie może wypełniać swoich funkcji. Sędziowie, którzy bezrefleksyjnie domagają się niezawisłości, a równocześnie nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoje działania przed społeczeństwem, nie zdobędą  zaufania i szacunku  i nie osiągną niezawisłości, o której tyle mówią. 

Faktyczna  niezawisłość zależy od posiadania przez sędziego wspomnianych powyżej  cnót, a legitymizowana  jest zachowaniem i działaniem sędziego  tak na sali sądowej jak i poza nią, które  materializują się w jego bezstronnych i zgodnych z literą prawa decyzjach!  I te zachowania znajdą odzwierciedlenie w postrzeganiu  niezawisłości i bezstronności sędziego - przez klientów sądu i społeczeństwo.

Tymczasem obywatele zbyt często zamiast spotkania III stopnia z godnymi tego zaszczytnego tytułu niezawisłymi i bezstronnymi sędziami, mają do czynienia z sędziami, którzy nimi pogardzają, uważają ich za niższą kastę, wykazują brak kultury osobistej, ale co najważniejsze  żąglując, manipulując i nierzadko łamiąc  prawo naruszają  konstytucyjne prawa klientów sądu do rzetelnego procesu.

Ci sami klienci sądów słyszą i czytają w mediach powtarzane jak mantra zapewnienia  sędziów i różnej proweniencji autorytetów, także prawnych  – że  Konstytucja i ustawy gwarantują  niezawisłość sędziowską,  mamy też przecież kodeksy i inne ustawy i o co  chodzi? Tyle tylko, że te gwarancje konstytucyjne i ustawowe niezawisłości i prawo, któremu sędzia podlega – powtórzę jeszcze raz - dopóki nie zmaterializują się w działaniach sędziów na salach sądowych, bedą fikcją. I tutaj nic się nie zmieniło od dekad. Tak było za wszytkich  rządów po transformacji i tak jest dzisiaj.

Gwarancje niezawisłości  mają zapewnić klientowi sądu, że jego sprawa zostanie rozpatrzona zgodnie z prawem przez bezstronnego sędziego, a dla sędziów prawo i ich  niezawisłość jest drogowskazem, aby dojść do tego celu. Wszyscy zapewniający o niezawisłości sędziów dyskretnie milczą o niezbędnym warunkach, o których wspomniałam, a które muszą być wypełnione aby ją osiągnąć  - po pierwsze predyspozycje intelektualne i charaktelogiczne i odpowiedzialność moralna i przed prawem  sędziów -  materializujące się w przejrzystości  i  jakości działań sędziów i dyscyplinowaniu tych  sędziów, którzy sprzeniewierzają się prawu i  naruszają Kodeks  Etyki.  I po drugie gotowość poniesienia odpowiedzialności przez sędziego za jego działania i decyzje.
                                                                                       
Złotouści hipokryci  opierają swoją propagandę na  założeniu, że odbiorcy tejże to głupki -  nie mają kultury prawnej, a wielu nie ma wyższego czy nawet średniego wykształcenia i nie rozumieją takich pojęć jak niezawisłość. Te założenia być może są prawdziwe w jakiejś części, ale wnioski wyciągane z nich są błędne. Dlaczego? W telegraficznym skrócie.

Po pierwsze to państwo jest odpowiedzialne za edukację prawną, za poziom kultury prawnej swoich obywateli, a więc przede wszystkim właśnie ci odpowiedzialni to  wymiar sprawiedliwości i korporacje prawnicze. Tutaj  nieużytki do zagospodarowania. Dodam, że młodzież szkół średnich poznaje  wprawdzie działanie systemu sprawiedliwości, ale tyko  jak powinno być, a nie jak jest – czyli nie mają pojęcia o  problemach i przeszkodach w praktycznym dochodzeniu do sprawiedliwości  jakie napotyka obywatel.

Po drugie tysiące obywateli w tym młodzieży  codziennie pobiera praktyczne  lekcje obywatelstwa i demokracji podczas  spotkań z sądami, policją, prokuraturą, służbą więzięnną, kuratorami, etc. Te doświadczenia i wnioski z nich wyciągane  pozostają w dysharmonii z teorią nauczaną w szkole i  medialnymi przekazami  sędziów i autorytetów. 

I po trzecie według badań  psychologów już dzieci poniżej 2 roku życia wykazują niepokój i oburzenie  na niesprawiedliwość i nierówność traktowania. 6-letnie dziecko zwykle  ma już wykształcone poczucie sprawiedliwości i równości.

Obywatel nie musi znać definicji niezawisłości sędziowskiej, może nie wiedzieć co to w ogóle jest.  Nie musi być znawcą kodeksów i niuansów interpretacji prawa.   Natomiast zakładanie, że dorośli i doświadczeni obywatele w sądzie (klienci czy publiczność) nie mają intuicji i poczucia sprawiedliwości, są ślepi i nie  widzą, są głusi i nie słyszą, kiedy sędzia  faworyzuje jedną ze stron, kiedy nierzadko demonstruje pogardę  dla klienta i prawa, zdarza, że demonstruje  brak elementarnej  kultury osobistej, nie  zachowuje zasad zwykłej uczciwości i przyzwoitości
-  jest wyrazem, pychy, arogancji, krótkowzroczności, oderwania od realiów i właśnie braku odpowiedzialności.

Dla Trybunału w Strasburgu w ocenie bezstronności sędziów  jednym  z  testów jest podniesiony do zasady, sens orzeczenia Sędziego lorda Hewarta  w sprawie R v Sussex Justices (1923r.) dotyczącej bezstronności sędziego.  - sprawiedliwość nie tylko musi być wykonana i spełniona, ale musi być wyrażnie widoczna (dla społeczeństwa  i stron postępowania) jako rzeczywiście  i niewątpliwie wykonana i spełniona.

Bardzo niskie zaufanie społeczne do wymiaru sprawiedliwości i brak szacunku do sędziów en masse w Polsce nie bierze się znikąd. Nie bierze się z nagonki medialnej na sędziów,  z doniesień medialnych o pospolitych przestępstwach promilowej grupy sędziów.  Nie bierze się też  z niezrozumienia pojęcia niezawisłości przez obywateli, czy też z niezadowolenia z wyroków.  I nie  bierze się z doniesień medialnych o jednostkowych przypadkach „pomyłek” sądowych. Brak zaufnia do wymiaru sprawiedliwości i brak szacunku dla sędziów en masse to właśnie przede wszystkim opinia tysięcy klientów i obserwatorów procesów, którzy nie widzieli sprawiedliwości wykonanej i spełnionej.   

A szerzej ma swoje źródło po pierwsze  w fatalnej jakości orzecznictwa (merytoryczna jakość orzeczeń,  brak zgodności decyzji z prawem, logiką lub prawdą materialną) czyli kolokwialnie niesprawiedliwe wyroki. Po drugie w zachowianiach sędziów na sali sądowej i poza nią – arogancja,  pycha,  nieznajomość i  oderwania od realiów życia obywateli i  brak odpowiedzialności. Po trzecie brak komunikacji z klientami sądów i społeczeństwem (brak uzasadnień decyzji podczas procesu - tj. odrzucenie wniosków dowodowych, nałożenia kar porządkowych itp, brak rzeczowych uzasadnień wyroku – gdzie klient nie może doszukać się nawet jakie ustalenia faktyczne były podstawą decyzji, etc). Zastępy złotoustych autorytetów i  sędziów  ogłupiających  społeczeństwa bajką  o niezawisłych sędziach i milcząc o rzeczywistości  nie jest komunikacją, a jest zwykłą propagandą.

Jeszcze raz wracając do Kongresu Sędziów, tylko kilku prelegentów z około 50 poświęciło większą część swoich 3 minutowych wypowiedzi  klientom sądów,  obronie ich praw gwarantowanych w Konstytucji  i służbie społeczeństwu w ochronie demokracji. Generalnie kongres miał symboliczny wymiar i  skupiał się jak zwykle w takich gremiach na interesach i prawach sędziów.  Profesor Rzepliński b. Prezes TK zwracając się do zagranicznych gości kongresu potwierdził tę konstatację ; „My jako polscy sędziowie jesteśmy także europejskimi sędziami tak  jak Wy. To jest nasz wspólny wizerunek i nasza wspólna odpowiedzialność obrony naszej pozycji i naszej służby”.


Nieszczęściem dla wymiaru sprawiedliwości i tysięcy klientów sądów były i są nieporadne, nieprzemyślane i kozackie próby reform wymiaru sprawiedliwości przez „dobrą zmianę”.  I nie chodzi tutaj o nagły brak prawodządności w Polsce po zmianach legislacyjnych w ustawach o SN, KRS etc. lansowany przez opozycję totalną, część sędziów i autorytetów,  bowiem tej praworządności  nie było w Polsce przez ostatnie 3 dekady, czyli niezależnie od rządzącej koalicji.  Papierkiem lakmusowym praworządności była, jest i będzie jakość (sprawiedliwość) decyzji sędziów.  To jest papierek lakmusowy praworządności w Polsce. To właśnie postępujący upadek  władzy sądowniczej był asumptem do tych nieszczęsnych i  nieudanych i upadłych  reform.

Ani na jotę nie zmieniło to sytuacji klientów sądów na lepsze, a w przypadku wielu wręcz przeciwnie. Część sędziów po „zwyciestwach” z „reformą” czuje się jeszcze bardziej bezkarna. Ta „walka” z  „reformami” pokazała też malość, brak „właściwości”  części sędziów. Z  pasją  niegodną sędziego włączyli się w  walkę polityczną po obydwu stronach barykady.  Publiczne wypowiedzi wielu sędziów i tych w stanie spoczynku i tych pozostających w czynnej służbie, ewidentnie kwalifikujące się do wdrożenia postępowań dyscyplinarnych  nie wywołują żadnych reakcji instytucji stojących na straży praworządności.  Obawiam się, że przez następne  dekady nie znajdzie się odważny rząd czy to „po prawicy czy po lewicy”,  aby spróbować jakichkolwiek reform w wymiarze sprawiedliwości.  I to jest tragedia.  

Stan polskiego wymiaru sprawiedliwości wspaniale podsumowała prof. Ewa Łętowska: "Młyny sprawiedliwości nadal mielą i ryczą, tylko bez ziarna, na jałowym biegu"

Czy możliwe jest  rzucenia  ziarna na żarna i  włączenie biegu? 


[i] http://www.krs.pl/pl/dzialalnosc/konferencje/p,1/3781,konferencja-niezaleznosc-sadownictwa-gwarancja-praw-i-wolnosciednostki-siedziba-krajowej-rady-sadownictwa-24-listopada-2015-r-zapis-dzwiekowy[i] Dr Artur Zurawik. Refleksje o etyce zawodowej sędziów-„” Moralność rozumiana jako jako zbspołecznego, opartego na wzajemnej przychylności „
[i] http://www.krs.pl/pl/dzialalnosc/konferencje/p,1/3781,konferencja-niezaleznosc-sadownictwa-gwarancja-praw-i-wolnosci-jednostki-siedziba-krajowej-rady-sadownictwa-24-listopada-2015-r-zapis-dzwiekowy