Łączna liczba wyświetleń

środa, 26 listopada 2014

Demokratyczne mechanizmy korygowania "pomyłek" sądowych


Po niemal 14 latach walki Jacka Wacha i jego rodziny Sąd Najwyższy pochylił się nad sprawą i i orzekł wznowienie postępowania.

dzia Sprawozdawca Rafał Malarski, uzasadniając decyzję o wznowieniu postępowania, powiedział - "Sądy nie popełniają pomyłek tylko w krajach autorytarnych, dyktatorskich. Pomyłka to zawsze porażka wymiaru sprawiedliwości, ale w krajach demokratycznych są mechanizmy pozwalające korygować te pomyłki".


Tyle tylko, że w sprawie J.Wacha nie chodzi o pomyłkę czy pomyłki, a o fabrykowanie dziesiątków dowodów identyfikujących ofiarę i dowodów zabójstwa  przez prokuraturę, a następnie  pozytywne zweryfikowanie tychże wszystkich dowodów – przez pięć składów sędziowskich i 13 sędziów sądów I, II instancji i Sądu Najwyższego. W części dotyczącej identyfikacji ofiary zabójstwa przez w sumie 18 sędziów tych samych sądów.  Po 15 latach znaleziono „drugie“ ciało ofiary i inna osoba przyznała się do zabójstwa.

Przez 14 lat, pomimo próśb o wywiedzenie kasacji do ministra sprawiedliwosci i prokuratora generalnego w jednej osobie, później do prokuratora generalnego, RPO, doniesień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prokuratury i sądy, oswiadczeń senatorskich, wniosków o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego do KRS i innych skarg, nikt nie „skorygował“ tych fabrykacji, dzisiaj eufemistycznie zwanych „pomyłkami“. I to pomimo zawartych w dokumentach sprawy ewidentnych dla średnio rozgarniętego laika dowodów fabrykowania ekspertyz identyfikacyjnych i dowodów zabójstwa. Stąd nieuprawnione jest twierdzenie Sędziego SN Rafała Malarskiego, iż „demokratyczne mechanizmy pozwoliły skorygować te pomyłki“.

To niemożliwość ukrycia tego drugiego trupa  uruchomiło mechanizm „korygowania“. Gdyby nie znalezienie prawdziwego ciała ofiary, Jacek Wach siedziałby w pierdlu do końca życia.

21 listopada, w dniu rozpatrywania przez Sąd Najwyższy wniosku o wznowienie postępowania w sprawie J.Wacha, przedstawiciele stowarzyszeń pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości zorganizowali protest pod hasłem Stop Bezprawiu, a także  rozpoczęli zbieranie podpisów pod  petycją pod tym samym tytułem.

Petycja.

STOP BEZPRAWIU

W imieniu wszystkich pokrzywdzonych przez bezprawne działania organów i instytucji Rzczpospolitej Polskiej, zwracamy się do Prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej Pana Bronisława Komorowskiego, Ministra Sprawiedliwości Pana Cezarego Grabarczyka, Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego prof. dr hab. Małgorzaty Gersdorf, Prokuratora Generalnego Pana Andrzeja Seremeta, Prezesa Krajowej Rady Sądownictwa prof. dr hab. Romana Hausera, Premier Ewy Kopacz, Posłów i Senatorów o zorganizowanie narodowej debaty dotyczącej ogólnonarodowej dotyczącej niezbędnych zmian i reform, aby  powstrzymać postępujące, rażące i oburzające łamanie prawa przez część władzy sądowniczej, funkcjonariuszy organów państwa i instytucji państwowych. 
Jak dotąd tragiczny fakt istnienia dziesiątków tysięcy pokrzywdzonych przez bezprawne działania instytucji i funkcjonariuszy państwa jest oficjalnie ignorowany, bagatelizowany i ośmieszany.
Ignorowany i bagatelizowany jest fakt, iż niemal wszystkie decyzje rażąco łamiące przepisy prawa i krzywdzące obywateli wydane przez organy ścigania, komorników, Izby Skarbowe, Izby Celne, ZUS i inne instytucje państwa, znajdują swój finał w sądach powszechnych. To władza sądownicza stoi na straży przestrzegania prawa. Niestety często i zbyt często w sądach fałszywa i nieuprawniona wykładnia zastępuje uczciwą, rzetelną i honorującą wszelkie przyjęte w teorii prawa reguły wykładni. Orzekanie nie według obowiązujących reguł prawa, nie na podstawie faktów, ale według dowodów i kryteriów wykreowanych dla ochrony korzyści i interesów w/w instytucji i organów państwa lub interesów innych grup czy osób – jest traumatycznym i tragicznym doświadczeniem pokrzywdzonych.
To sąd decyduje - literalnie - o życiu innych ludzi. Od niego zależy, czy oskarżony pójdzie siedzieć czy też nie, czy w życiu  dzieci bezpodstawnie oskarżonych będą obecni obydwoje rodzice, dziadkowie i rodzina z obydwu stron, czy renta lub emerytura zostanie wyliczona sprawiedliwie i da się z niej wyżyć. To sąd   decyduje o zastosowaniu aresztu, o wysłaniu na badania psychiatryczne, czy też o utracie domu, biznesu i dorobku całego życia, a często dorobku paru pokoleń. Sąd i sędziowie są literalnie panem życia i śmierci. I nie ma znaczenia, czy ich decyzje są produktem widzimisię, korupcji, układów czy też rzetelności, bezstronności i niezawisłości, czy zostały podjęte zgodnie z przepisami prawa czy rażąco naruszając prawo. Bowiem sąd i sędzia nie ponosi żadnej odpowiedzialności moralnej czy dyscyplinarnej za jakość  merytoryczną  orzeczenia, za zgodność tego orzeczenia z prawem czy z prawdą materialną.
Część władzy sądowniczej nie podlega Konstytucji i ustawom.
Wymienianie i opisanie nawet w paru zdaniach konkretnych przypadków jest tutaj niemożliwe, bowiem to pismo zamieniłoby się w wielotomową książkę. W zamian przywołamy jedyne w Polsce badanie “Przyczyny niesłusznych skazań w Polsce“ - autorstwa Łukasza Chojniaka i Łukasza Wiśniewskiego z Instytutem Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego.

“…Łącznie przeanalizowano 119 spraw rozpoznanych przez sądy z obszaru właściwości Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (...) z czego w 68 sprawach stwierdzono niesłuszne skazanie. Już te dane, obejmujące sprawy rozpoznane jedynie przez sądy z apelacji poznańskiej, dowodzą, że liczba niesłusznych skazań w całej Polsce (11 apelacji) musi być zdecydowanie większa...”

W 57% badanych spraw udowodniono niesłuszne skazania! A przecież wyniki tego badania to tylko czubek góry lodowej.  Ile takich spraw wciąż pozostało niezauważonych i funkcjonuje w obrocie prawnym – nikt nie wie.

Asumptem do dzisiejszego protestu i niniejszego apelu jest głośna ostatnio sprawa Jacka Wacha skazanego na dożywocie za zabójstwo Tomasza S. Jacek Wach i jego rodzina przez ostatnie 14 lat walczyli o rzetelne, zgodne z przepisami prawa, zdrowego rozsądku, nauki i wiedzy zweryfikowanie dowodów zebranych przez prokuraturę i ustaleń sądu I instancji. Tak jak dziesiątki tysięcy pokrzywdzonych w procesach cywilnych i w procesach karnych, czy pokrzywdzonych przez decyzje sądów rodzinnych i administracyjnych, których wyroki w świetle prawa są prawomocne. Skargi do Ministerstwa Sprawiedliwości, Krajowej Rady Sądownictwa, doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw do prokuratur i desperackie prośby o wywiedzenie kasacji do Prokuratora Generalnego czy Rzecznika Praw Obywatelskich są pisaniem na Berdyczów.
Pokrzywdzeni walczący o swoje racje są traktowani jak osobnicy niezrównoważeni psychicznie, pieniacze, roszczeniowcy, bezzasadnie niezadowoleni z decyzji, osobnicy działający z niskich pobudek lub nierozgarnięci umysłowo, a ich zarzuty to bezczelne  pomówienia i urojenia, a w najlepszym wypadku subiektywne odczucia niepoparte badaniami aktowymi sprawy, do których skarżący mają prawo!
Jacek Wach i jego rodzina mieli szczęście. Zbieg przypadków, a nie lata upokorzeń i upodlenia, nie setki skarg i próśb kierowanych m.inn. do w/w sprawiły, że  Sąd Najwyższy pochyla się dzisiaj nad jego sprawą.
Na takie przypadki nie mogą liczyć dziesiątki tysięcy pokrzywdzonych.
Dalsze bagatelizowanie  i zamiatanie pod dywan krzywd ludzkich, oportunizmu, łgarstwa, braku empatii, korupcji, braku kompetencji i łamania prawa przez wszystkie władze w Polsce musi się skończyć. Tragiczna rzeczywistość tylko do czasu może być zakłamywana i zaklinana. Władze zapomninają, iż ignorowanie powoli organizujących się obywateli i ofiar bezprawia, ignorowanie tragicznego stanu władzy sądowniczej to droga do nikąd. Z dnia na dzień przybywa ofiar bezprawia sędziów, prokuratorów, urzędników. Z dnia na dzień za sprawą stowarzyszeń przybywa świadomych obywateli. Społeczeństwo powoli budzi się z letargu, z bierności i przestaje się bać. Niezadowolenie i oburzenie powoli osiąga masę krytyczną.
Demokratyczne państwo prawa nie istnieje. Władza sądownicza, jak i władza ustawodawcza i wykonawcza zapomniały o Monteskiuszowskim mechanizmie stosunków między władzami, ich wzajemnym oddziaływaniu, hamowaniu i wzajemnej kontroli, a to jest fundament demokratycznego państwa prawa.
Stop patologii - korupcji, nepotyzmu i bezprawia w sądach i innych instytucjach i organach państwa, które niszczą kraj i obywateli. Żądamy daleko idących zmian i reform. W debacie na temat tych zmian muszą uczestniczyć obywatele, a przede wszystkim przedstawiciele pokrzywdzonych zorganizowani w stowarzyszeniach i niezorganizowani. Nic o nas bez nas.
 Mając powyższe na uwadze, pokrzywdzeni przez bezprawne działania organów i instytucji Rzeczpospolitej Polskiej, zwracają się do Prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej Pana Bronisława Komorowskiego, Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego prof. dr hab. Małgorzaty Gersdorf, Ministra Sprawiedliwości Pana Cezarego Grabarczyka,  Prokuratora Generalnego Pana Andrzeja Seremeta, Prezesa Krajowej Rady Sądownictwa prof. dr hab. Romana Hausera i Premier Ewy Kopacz - do objęcia osobistą opieką i nadzorem - ogólnonarodowej debaty dotyczącej niezbędnych zmian i reform, aby  powstrzymać postępujące, rażące i oburzające łamanie prawa przez część władzy sądowniczej, funkcjonariuszy organów państwa i instytucji państwowych.

Link do składania podpisów:

poniedziałek, 17 listopada 2014

Niezawiśli od Konstytucji i ustaw.

Każdy Polak płaci za działalność władzy sądowniczej ca 27 zł miesięcznie.

Na 100 tys obywateli polskich przypada ca 27 sędziów,
Irlandczycy mają ich 3 na 100 tys populacji,
a Amerykanie i Kanadyjczycy po ca 6.5


Sędziowie żądają dla siebie i dla sądów szacunku bezwzględnego, ponieważ sędziowie i  sąd reprezentują “państwo“ i władzę! Ale przecież  „państwo“ i władza  nie są jakimiś bytami istniejącymi sobie a muzom, w oderwaniu od społeczeństwa czy obywateli. To „państwo“ i władza spełniać winny rolę służebną dla nas społeczeństwa i działać w jego interesie.  W zamian my społeczeństwo dajemy tej władzy warunkowy kredyt szacunku, zaufania i respektu i płacimy władzy pensje. Gwarancją, że ta władza nie zmarnuje tego kredytu i nie zawiedzie nas są zapisy w Konstytucji, przepisy prawa i legalne, demokratyczne narzędzia kontroli tej władzy. Jest to więc swoista umowa.

W relatywnie normalnym  kraju, jeżeli jedna ze stron łamie  umowę, druga powinna mieć prawo używać tych narzędzi dochodząc  swoich racji i praw.

Część tej  władzy - sędziowie, wyposażeni są w tę władzę przez Konstytucję dożywotnio, są nieusuwalni,  chroni ich imunitet i  zasada niezawisłości.  My - społeczeństwo pozbawieni  jesteśmy jakichkolwiek narzędzi egzekwowania wywiązywania się władzy sądowniczej z obowiązków w stosunku do nas. Do tego, nie mamy też żadnego, nawet pośredniego wpływu na wybór tej władzy. Innymi słowy wychodzimy  na tej umowie z władzą sędziowską  jak  Zabłocki na mydle.

A przecież sędzia decyduje - literalnie - o życiu innych ludzi. Od niego zależy czy oskarżony pójdzie siedzieć czy nie, czy w życiu  dzieci będą obecni obydwoje rodzice, dziadkowie i rodzina z obydwu stron, czy renta lub emerytura zostanie wyliczona sprawiedliwie i da się z niej wyżyć,  to on decyduje o zastosowaniu aresztu, o wysłaniu na badania psychiatryczne, czy też utracie domu, biznesu i dorobku całego życia, a i często dorobku paru pokoleń.Sędzia jest literalnie panem życia i śmierci i nie ma znaczenia czy jego decyzje są produktem widzimisię, korupcji, układów czy też rzetelności, bezstronności i niezawisłości.   Czy zostały podjęte zgodnie z przepisami prawa czy rażąco naruszając prawo. Bowiem sędzia nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakość  merytoryczną  orzeczenia, zgodność  z prawem czy prawdą materialną.

I według sędziów nie możemy od nich niczego wymagać!  Blasfemią jest żądanie jakiejkolwiek kontroli dożywotnio nietykalnych sędziów, żądanie dyscyplinowania nieudaczników i przestępców, czy żądanie lustracji i oczyszczenie ich szeregów z tych, którzy ręce mają uwalane? Przerażający jest fakt, iż zdaje się większość członków tej władzy,  ma poczucie absolutnej  racji. Nie ma tam miejsca na żadną refleksję, samokrytykę czy jakiekolwiek ale... To przykład korupcji mentalnej i moralnej wielu, a najprawdopodobniej lwiej większości sędziów.

Dzisiaj w Polsce sędziowie i sądy  nie służą  społeczeństwu, są jego panami. Literalnie.

Te olbrzymie prerogatywy co do ludzkich losów, KRS i Prezydent rozdają beztrosko i dożywotnio niemal jak przysłowiowe bułki – nieukształtowanym życiowo młodym prawnikom, a wśród nich ludziom małym duchem, którym ta władza uderza do głowy, ludziom, którzy nie mają nawet elementarnych predyspozycji, stanu świadomości i doświadczenia  życiowego do pełnienia tej szczególnej i jakże odpowiedzialnej roli, że nie wspomnę o limitach w wiedzy profesjonalnej.

Art. 4  Ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa stanowi, iż instytucja ta jest zobligowana li tylko do informowania o swojej działalności Sejm, Senat i Prezydenta, a nad tą informacją w Sejmie i Senacie nie przeprowadza się głosowania.

De facto więc KRS pozostaje po za jakąkolwiek kontrolą, tak Sejmu, jak Senatu i  Prezydenta RP,  co jest nie do pomyślenia  w demokratycznym państwie prawa. Stąd nie mamy możliwości wyegzekwowania od KRS wykonywania jej ustawowych obowiązków w kwestiach dotyczących np. dyscyplinowania sędziów, chociaż takowe zawarto w ustawie o KRS. Są to
  
·         wypowiadanie się o stanie kadry sędziowskiej,
·         działania komisji do spraw odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, której zadaniem jest analizowanie wyroków sądów dyscyplinarnych, składanie Radzie wniosków w przedmiocie żądania podjęcia czynności dyscyplinarnych, zaskarżania orzeczeń sądów dyscyplinarnych i rzeczników dyscyplinarnych oraz żądania wznowienia postępowania dyscyplinarnego,
·         działania komisji do spraw wizytacji i lustracji, której zadaniem jest przygotowanie projektów uchwał w sprawach przeprowadzenia wizytacji sądu albo jego jednostki organizacyjnej, lustracji w sądzie albo lustracji pracy sędziego,
·          działania komisji do spraw etyki zawodowej sędziów, której zadaniem jest przygotowywanie projektów uchwał dotyczących zbioru zasad etyki zawodowej sędziów oraz przestrzegania tych zasad.

Wystarczy zajrzeć do wspomnianej informacji KRS - o stanie kadry sędziowskiej i kwestiach dyscyplinarnych, etyki zawodowej sędziów, lustracjach sądów czy indywidualnych sędziów znajdziemy niewiele więcej niż pół strony w 70-80 stronicowej corocznej publikacji. Ewidentnie KRS uważa, że sędziowie są nieskazitelni i  nie ma w tej materii nic do roboty. Ryba psuje się od głowy a przykład idzie z góry.

I KRS i sędziowie, jeżeli w ogóle rozmawiają czy dyskutują na temat tragicznego stanu Trzeciej Władzy, skandalicznego orzecznictwa, rażącego łamania prawa przez tę władzę, korupcji etc., to kreują nie mający nic wspólnego z realiami matrix, alternatywną rzeczywistość, Lalaland. W tym Lalaland sędziowie to o kryształowym charakterze - ofiary władzy wykonawczej (głównie Min. Sprawiedliwości) i społeczeństwa. MS  ma zagrażać permanentnie niezawisłości sędziowskiej. A społeczeństwo to przecież en masse niedouczeni pieniacze i roszczeniowcy, a przede wszystkim tysiące niezadowolonych z orzeczeń nie po swojej myśli.

Poczucie całkowitej bezkarności wielu czy nawet większości sądziów, de facto niepociąganie tychże do odpowiedzialności, nawet za ewidentne i najpoważniejsze delikty konstytucyjne, a równocześnie ucieczka III władzy w manipulacje i zapatrzenie we własne problemy, brak empatii i ignorowanie krzywdy i cierpienienia innych, nieustanna gotowość do wskazywania winnych i brak zdolności do jakiejkolwiek samokrytyki – tak postrzegani są sędziowie przez większość tych, którzy mieli spotkanie III stopnia z wymiarem sprawiedliwości. Niestety coraz częściej nagłaśniane, nie tylko w drugim obiegu, ale też w mainstream-owych mediach  fakty dotyczące oburzającego traktowania uczestników postępowań sądowych, czy rażącego naruszania przepisów prawa, absurdalnego orzecznictwo nie mające oparcia w faktach i postępowaniu dowodowym – są przez sędziów bagatelizowane, ignorowane i pokrętnie tłumaczone niezawisłością.

III władza zatraciła w swej większości przyzwoitość i nonkonformizm, niezbędny w zachowaniu bezstronności i niezawisłości. W tym sędziowskim Lalalandzie samo istnienie Konstytucji i ustaw, ma gwarantować  obywatelom urzeczywistnianie sprawiedliwości i zbudowanie państwa prawa. Bez  stosowania tych praw przez sędziów, czyli bez podległości  sędziów Konstytucji i ustawom.

Dzisiaj część władzy sądowniczej pewna całkowitej bezkarności uważa, że jest niezawisła także od Konstytucji i ustaw.

Co robić, bo już strach się bać?

niedziela, 9 listopada 2014

Prawda i goowno prawda, czyli Wipler i państwo




Działania państwa - Instytucje państwa, których zadaniem jest służyć społeczeństwu i chronić jego bezpieczeństwa.

Policja ogłosiła wszem i wobec, iż arogancki i bezczelny poseł, w pijackim amoku, napadł na jej funkcjonariuszy, obraził i pobił. Prokurator, funkcjonariusz stojący na straży praworządności, uznał, że poseł słusznie dostał manto. Do takiej konkluzji doszedł dzielny śledczy oceniając dowody  z nagrań monitoringu (z kilku kamer), zeznań  policjantów, Wiplera, jak też innych świadków. Zarzucił Wiplerowi stosowanie przemocy wobec funkcjonariuszy publicznych celem zmuszenia ich do zaniechania prawnej czynności służbowej, a jednocześnie naruszał ich nietykalność cielesną. Znieważał też policjantów słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe podczas i w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych. Za te przestępstwa Wipler może wylądować na 3 lata w pierdlu.

Picie, pijany.  1,4 promila alkoholu we krwi oznacza, że Wipler, duży chłop był na rauszu. Powtarzanie jak mantra, że był pijany, czy pijany w sztok jest ordynarnym nadużyciem i obraża każdego normalnego człowieka, który lubi sobie czasami wypić kilka drinków. W normalnych krajach z niewiele mniejszym poziomem zawartości alkoholu we krwi, legalnie można prowadzić samochód. Dodać trzeba, że Wipler pił za swoje,  a i sam stan wstawienia, rauszu czy nawet upojenia alkoholowego, nie jest czynem karalnym, ani nawet specjalnie nagannym społecznie i moralnie w naszej kulturze.  Do tego poseł pił w swoim wolnym czasie. W przeciwieństwie do np. panów Belki i Sienkiewicza, czy Rostowskiego i Sikorskiego, którzy i chlali  za nasze pieniądze i w czasie pracy, a do tego ci pierwsi wymienieni kombinowali łamiąc przepisy Konstytucji, jak tu zatkać dziurę budżetową, żeby ochronić przyrośniąte do doopsk stołki w wyborach. A przy okazji poniżanie i pogarda dla wybieraczy...o! to dla naszego dobra, żeby nam się w głowach nie przewracało od tej demokracji.

Cała prawda, prawda i goowno prawda.

Dzisiaj jesteśmy po obejrzeniu taśmy z monitoringu i wiemy kto kogo bijał. Po takim numerze,  w cywilizowanym państwie policjanci siedzieliby w pierdlu za pobicie obywatela. A podnosząc łapy na przedstawiciela władzy, dotkliwie go poturbowawszy (czy uznając arbitralnie i bezprawnie jego mandat poselski za nielegalny, nieważny?), a później zniesławiając go i pomawiając, twierdząc, że pijany w sztok napadł na nich, obraził ich i pobił - nie tylko bezpośredni uczestnicy akcji siedzieliby w pierdlu i pożegnali się z robotą, ale i ich przełożeni zapłaciliby stołkami cenę polityczną za taki blamaż.

Wstrząsem i dymisjami w prokuraturze i rządzie skończyłoby się ujawnienie, iż prokurator naruszył rażąco prawo, oskarżając Wiplera poprzez manipulowanie dowodami, oceniając je niezgodnie z faktami, logiką, wiedzą i doświadczeniem życiowym. Przypominam, że fakt uważa się za udowodniony, jeżeli średnio inteligentny, doświadczony człowiek zostanie przekonany ponad wszelkie rozsądne wątpliwości, że udowadniany fakt jest zgodny z rzeczywistością.

W tym dzikim kraju, Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście-Północ w związku z zarzucanymi przestępstwami skierowała do Prokuratora Generalnego wniosek o uchylenie przez Sejm immunitetu Wiplera. Po jego formalnym i merytorycznym skontrolowaniu (sic), wniosek ten PG przekazał w marcu  do marszałki Kopacz. Poseł Wipler jednak nie czekał na gintojrę kolegów posłów i sam zrezygnował z imunitetu. A w lipcu akt oskarżenia trafił do sądu. Jak dotąd sąd nie wyznaczył terminu rozprawy...  

Takie działania i modus operandi organów ścigania dziesiątki tysięcy pokrzywdzonych znają z autopsji. Wymiaru sprawiedliwości też, chociaż tutaj sądowi poza przeczekiwaniem, nie można nic zarzucić.

Przerażenie budzi postawa posłów Sejmu. Normalny obywatel nie leży pijany na chodniku, zasługuje na czerwoną kartkę, prowadzi wojnę a policją, napruty koleś dostał w limo – grzmieli posłowie. O domniemaniu niewinności i pozostawieniu oceny do czasu rozstrzygnięcia sprawy w śledztwie czy w sądzie, nikt nawet  nie pomyślał. A pan Niesiołowski (który w cywilizowanzm kraju miałby problemy z otrzymaniem pozycji sprzątającego w parlamencie) najpopularniejszy parlamentarzysta, już po obejrzeniu taśm monitoringu, stwierdził, że policjanci powinni dostać nagrodę! Ta hipokryzja, bezrefleksyjność, brak elementarnej przyzwoitości i poszanowania własnego statusu przez posłów jest porażająca.

Obrzydliwe ataki mediów na byłego członka PiS i dalej posła polskiego parlamentu,  osiągnęły apogeum w tekście niejakiego Pawła Lickiewica, zatytułowanym “Wipleriada. O smuteczkach na tle prawdziwych tragedii”. Autor postanowił podzielić się z czytelnikami swomi “refleksjami” - Otóż pan poseł, gdy promile opadły, wydał oświadczenie – przedstawił swoją wersję wydarzeń. Ma do tego prawo. Jest posłem na Sejm... Łamiącym się głosem opowiadał o niesprawiedliwości, która go spotkała – opowiadał o przemocy, o katowaniu... – a to wszystko na tle tablic z nazwiskami polskich parlamentarzystów, którzy nie przeżyli II wojny światowej. Ta lista jest bardzo długa. To poprzednicy posła Wiplera – zmarli z wycieńczenia, pobici na śmierć, rozstrzelani salwą w klatkę piersiową lub zastrzeleni strzałem w tył głowy...
 Po 24 lata istnienia „demokratycznego państwa prawa”, poseł Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej może ewentualnie oczekiwać odrobiny empatii i rzetelności dziennikarskiej pismaków pokroju Lickiewica, gdyby pobili go na śmierć, rozstrzelali salwą, albo chociaż strzelili mu w tył głowy. Takie mają standardy. 16 ciosów pałą, przywalenie pięścią w brzuch, ściągnięcie spodni, potraktowanie gazem i pieprzem posła Sejmu RP to wipleriada i smuteczki.

Poseł  Wipler jak i większość pań i panów z  Wiejskiej niekoniecznie z mojej bajki. Ale to nie tylko Wiplera policjanci potraktowali ordynarnie pałami i gazem. Podnieśli rękę na swoją władzę. Następnie prokuratura, organ tego państwa, legitymizował swoimi łamiącymi prawo działaniami  przestępstwa policjantów, wnosząc akt oskarżenia oparty na fałszywych dowodach. W polskim państwie na niby, to normalka. Szkoda, że nie rozumieją tego ani parlamentarzyści, ani władza wykonawcza, ani media, ani duża część obywateli. No cóż, poczekamy na werdykt III Władzy.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Refleksje na temat bezprawnych działań organów ścigania


 "Wiekuiste doświadczenie uczy, iż wszelki człowiek, który posiada władzę, skłonny jest jej nadużyć; posuwa się tak daleko, aż napotka granicę. Któż by powiedział! Nawet sama cnota potrzebuje granic" Monteskiusz


Bezkarność nieuchronnie prowadzi do trwałej i radykalizującej się demoralizacji. Taka jest natura ludzka. Bezkarność funkcjonariuszy państwa prowadzi nie tylko do demoralizacj, ale też do radykalizującej się niesprawiedliwości. Zaniechanie jakichkolwiek form realnej kontroli pracy prokuratorów, policjantów i biegłych, brak dyscyplinowania i wymierzania sprawiedliwości tym, którzy są zedeprawowani i zdemoralizowani i popełniają przestępstwa - jest przyzwoleniem i legitymizowaniem przez organy państwa nie tylko popełnianych błedów, zaniechań, pomyłek, niedoróbek, ale przede wszystkim przestępstw, jak fałszowanie dokumentów, fabrykowanie dowodów, ekspertyz biegłych czy sugerowanie świadkom zeznań. Skutkiem takich działań, nieprawość następnymi razami jest jeszcze bardziej bezczelna i bezwstydna. 

A przecież te nonszalanckie i aroganckie łamanie procedur i prawa procesowego mogły być powstrzymane, gdyby dostępne narzędzia kontroli działania prokuratur działały.  Te dostępne podczas postępowania przygotowawczego, jak skargi i doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw przez podejrzanych, jak i kontrola sądowa podczas rozprawy.

Tak na marginesie zawsze interesowało mnie ile doniesień złożyli obywatele (np w ostatnim dziesięcioleciu) w sprawie odpowiedzialności karnej prokuratora z art.231 kk? I ile z nich zostało potwierdzonych w dochodzeniu i zakończyło się aktem oskarżenia, a ilu prokuratorów zostało skazanych wyrokiem sądu z art.231kk?

Powszechne przekonanie. iż większość śledztw w poważniejszych sprawach w Polsce ciągnie się latami z powodu wyjaśniania wszystkich okoliczności sprawy jest nieprzekonywujące i nieprawdziwe. Główną przyczyną jest tunel vision prokuratorów i policji. Już w pierwszych tygodniach śledztwa organy ścigania wypracowują jakąś hipotezę i typują podejrzanych, co jest normalne. Gorzej, kiedy po jakimś czasie okazuje się, ze hipoteza jest ewidentnie błędna, a policja i prokurator nie potrafią się z nią rozstać. I tutaj rozpoczyna się szukajnie  dowodów na potwierdzenie tej hipotezy. Z czasem to szukanie, nie ma już nic wspólnego ze śledztwem czy dochodzeniem, a wszystko z fałszowaniem dokumentów, wymuszaniem czy sugerowaniem zeznań, poszukiwaniem świadków koronnych, poszukiwaniem biegłych skłonnych wydać opinię o treści ambiwaletnej lub wręcz spęłniającej oczekiwania itd. itd. Ten modus operandi przedstwiłam na przykładzie sprawy zabójstwa gen. Papały, w wątku podżegania do zabójstwa przez E.Mazura[i], w  wątkach śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika[ii] [iii] i wreszcie precedensu w sprawie skazananego na dożywocie Jacka W.[iv]

Takie sprawy ciągną się latami, bowiem dopasowanie  i zebranie fałszywych dowodów, sugerowanych i manipulowanych zeznań i zatarcie śladów takich działań jest praktycznie niemożliwe. Zawsze jakieś elementy kupy się nie trzymają. I te poprawki, poszukiwania nowych dowodów właśnie trwają latami. 


Poseł Piotrowicz – członek sejmowej Komisji sprawiedliwości twierdzi, że przed wojną z “…oskarżenia prokuratorskiego zapadało 30% uniewinnień…” i wynikało to z faktu niewyjaśniania wszystkich okoliczności przez prokuratorów i   nieposiadania pewności skazania. Moim zdaniem przyczyną leży gdzie indziej - przed wojną mieliśmy sędziów, którzy przestrzegali prawa, szanowali honor i swój i wymiaru sprawiedliwości, a dzisiaj mamy gumowe pieczatki potwierdzające każdy niemal, nawet absurdalny i nie trzymający się kupy akt oskarżenia – czyli  98,2% czy 92% zależy kto liczy !

Wiceminister sprawiedliwości, dr hab. Michał Królikowski  powiedział:

 “ mając akt oskarżenia, (sędziowie) mentalnie angażują się, żeby tak długo szukać dowodów, aż znajdą tezy na jego poparcie (...) Sami sędziowie zresztą twierdzą, że bardzo często angażują się w ratowanie aktu oskarżenia i tak prowadzą postępowanie, żeby usunąć ewentualne jego braki. I to jest właśnie powód, że zapada 92 proc. wyroków skazujących, a tak mało jest wyroków uniewinniających " 


Forum Obywatelskiego Rozwoju wraz z Instytutem Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, było sponsorem raportu autorstwa Łukasza Chojniaka i Łukasza Wiśniewskiego – „Przyczyny niesłusznych skazań w Polsce“[v]

Autorzy badali sprawy, w kórych zapadł prawomocny wyrok skazujący i orzeczenie zostało następnie uchylone w drodze nadzwyczajnych środków zaskarżenia (kasacja albo wznowienie postępowania), a poprzednio skazana osoba została uniewinniona,  albo postępowanie w jej sprawie umorzone. w sądach Apelacji Poznańskiej

Na 119 badanych spraw w 68  stwierdzono niesłuszne skazanie - co daje ciut ponad 57%. Bagatela!
Autorzy piszą w tym raporcie: “…W przypadku, gdy w danej sprawie zaistnieje przypadek niesłusznego skazania, ale jeśli doszło do niego na skutek zawinionych działań profesjonalnego uczestnika postępowania, odpowiedzialność dyscyplinarna, a także odszkodowawcza nie powinny być tylko iluzoryczne. Jeśli przyczyną niesłusznego skazania jest najczęściej ludzki błąd, to brak mechanizmów wdrażających realną odpowiedzialność za popełnione błędy z pewnością zwiększa skalę tego zjawiska…“

I dalej, 

“…dalecy jesteśmy od generalizacji i ujawnione przez nas przykłady nie świadczą o całym środowisku sędziów, adwokatów czy prokuratorów, ale dobitnie wskazują jednak, że profesjonaliści mylą się niekiedy w sposób niedopuszczalny, co wywołuje daleko idące negatywne skutki. Wskazywanie tych przykładów ma na celu dążenie do ich ograniczenia w praktyce wymiaru sprawiedliwości, choćby nawet stanowiły one margines…”

 “…Mamy natomiast przekonanie, iż duża część spraw, w których zaistniała pomyłka sądowa, pozostaje w ogóle niedostrzeżona, skoro często usuwanie takich błędów, co stwierdziliśmy podczas badań, dzieje się na skutek ich zupełnie przypadkowego dostrzeżenia i wszczęcia procedury kasacyjnej lub wznowieniowej (…) Ile takich spraw wciąż pozostało niezauważonych i funkcjonuje w obrocie prawnym – nie wiadomo…“
  
     


[i] http://faxe1.blogspot.ca/2014/08/o-sledczych-sledzeniu-jakosci-i_24.html
[ii] http://faxe1.blogspot.ca/2014/04/zupena-ciemnosc-w-sadzie-okregowym-w.html
[iii] http://faxe1.blogspot.ca/2014/04/czy-kolewnik-mia-dwa-profile-dna.html

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Skazany na dożywocie na podstawie sfałszowanej identyfikacji ofiary



  

Sprawiedliwość w sprawie opisanej  w notce “Proceder czy precedens? ofiara zabójstwa miała dwa ciała” wymierzyli Sędziowie Jacek Sowul i Waldemar Malec w Sądzie Okręgowym w Suwałkach.


Na ławie oskarżenia zasiedli Jacek W. i Krzysztof A., oskarżeni o porwanie i zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, oraz Marek J. oskarżony o porwanie i torturowanie. Dwóch pozostałych oskarżonych Wiesław S.  i Damian D. zostało uznanych wcześniej przez Sąd w Olsztynie (w dwóch oddzielnych postępowaniach), za chorych na umyśle, stąd nie odpowiadali karnie, Wiesław S. za zabójstwo, Damian D. za porwanie i zabójstwo. Obydwaj zostali umieszczeni w zakładach psychiatrycznych.

Zanim przejdę do opisu procesu w Suwałkach, niezbędna dygresja. Sąd w Olsztynie, ustalił datę zabójstwa, jego domniemany przebieg, a nawet bezpośredniego sprawcę i miejsce zabójstwa, diametralnie różnie w tych dwóch postępowaniach. Różnią sie one także zasadniczo od ustaleń sądu w Suwałkach. Np. sąd w Suwałkach skazał podejrzanych za zabójstwo, które zostało popełnione najpóźniej 9 czerwca 1999r, podczas gdy Damian D. przebywał w areszcie od 28 maja 1999r, co wykluczało w sposób oczywisty jego udział w zabójstwie. Sąd olsztyński ustalił, że Damian D. popełnił zabójstwo w odpowiednim czasie, ale ofiara zostala zabita w Suwałkach lub okolicach tychże, a nastepnie rozkawałkowane szczątki przewieziono w okolice Plusk pod Olsztynem. Drugi skład tego Sądu uznał w sprawie Wiesława S., iż ofiarę przewieziono i przetrzymywano w okolicach Olsztyna i tam zostala zabita. To tylko niektóre różnice.

Czytelnik zapyta, jak na zdrowy chłopski rozum jest możliwym, aby trzy różne składy sędziów, mając do dyspozycji te same zeznania świadków, dowody materialne, opinie biegłych itp, mogły ustalić niemal równolegle trzy diametralnie różne „prawdy materialne“ w sprawie o jedno i to samo zabójstwo?


Ciekawostka.

Kwintesencją procesu karnego jest ustalenie stanu faktycznego, czy innaczej prawdy materialnej. Bez niej wydanie sprawiedliwego wyroku jest niemożliwe. Sędziowie nie mogą „przejmować“ ustaleń innych sądów w tej samej sprawie. Każdy sąd musi opierać swoje ustalenia na podstawie „swoich“ przeprowadzonych dowodów. Udowodnienie musi spełnieniać równocześnie dwa warunki – obiektywny i subiektywny. Warunek obiektywny – dowody, na podstawie których sąd ustala jakiś fakt, muszą w takim stopniu uprawdopodobnić zaistnienie tego faktu tak, że każdy normalny, średnio inteligentny człowiek potwierdzi prawdziwość czyli zgodność z rzeczywistością stwierdzenie sądu, że ustalił fakt. Warunek subiektywny – sędzia musi być całkowicie przekonany o prawdziwości swego twierdzenia. Sędzia ocenia dowód swobodnie – ale ocena ta musi być zgodna z zasadami logiki, zdrowego rozsądku, wiedzy i doświadczenia  życiowego. Niestety praktyka w sądach bardzo często niewiele ma wspólnego z tą teorią. Swoboda oceny dowodów jest stosowana literalnie - w potocznym znaczeniu tego słowa, bez przestrzegania żadnych zasad, w sposób zaprzeczający logice, zdrowemu rozsądkowi, wiedzy i doświadczeniu życiowemu. Śmiem twierdzić, iż dla wielu sędziów w Polsce,  obalenie np. teorii względności  - z taką swobodą oceniając dowody jest wyzwaniem intelektualnym średniej trudności.

Sędziowie (i inni prawnicy) twierdzą solidarnie, iż zwykły obywatel nie jest w stanie, ani pojąć, ani ocenić skomplikowanego procesu intelektualnego dowodzenia i swobodnej oceny dowodów i dlatego nie ma prawa krytykowania. Innymi słowy, wg sędziów zwykły obywatel nie jest ani normalny, ani conajmniej średnio inteligentny, aby potwierdzić lub zaprzeczyć prawdziwości twierdzeń sądu o ustaleniu jakiegoś faktu.

Aplikując te uwagi do ustaleń faktycznych przez 3 różne składy sedziowskie w tej sprawie, gdzie sędziowie dysposponowali takim samym materiałem dowodowym zebranym w śledztwie, gdyby przeprowadzili i ocenili dowody zgodnie z zasadami i przepisami prawa, ustalenia faktyczne poczynione na podstawie tych dowodów byłyby generalnie takie same. Mogłyby różnić się nieistotnymi w ustaleniu winy szczegółami, ale nie byłoby różnic fundamentalnych w tych ustaleniach, jak miejsce przestępstwa, jego przebieg i bezpośredni sprawcy i czas zabójstwa.

Wracając do procesu w Suwałkach, rozpoczął się on 3 lata po znalezieniu domniemanych szczątków zaginionego Tomasza S. Rozprawę  rozpoczęto od ustalenia, czy szczątki znalezione pod Olsztynem należą do zaginionego.

Pierwszy składał wyjaśnienia doktor A.Z.Gidzgier. W tej sprawie medyk udokumentował naoczne obiektywne obserwowacje stanu faktycznego zwłok, nie przedstawił żadnych opinii. Jedyna rozbieżność wymagająca wyjaśnienia to udokumentowane w protokole oględzin jedno podudzie (protokół oględziń spisuje funkcjonariusz Policji) i dwa podudzia udokumentowane  przez medyka w protokole autopsji.

Tzw. “wyjaśnienia” biegłego medyka, były w rzeczywistości absurdalnym, nie mającym logicznych przesłanek i urągającym przepisom procesowym, diametralnym zmienianiem większość obserwacji poczynionych i udokumentowanych podczas oględzin i autopsji. Sąd wykreował iluzję rzetelnego procesu i bezstronnych, niezawisłych sędziów, którzy w imię sprawiedliwości, pod pozorem potrzeby wyjaśnienia im „kontrowersji“ w protokołach ogędzin i autopsji, w rzeczywistości usuneli te dowody, a więc nie brali ich pod uwagę i podstawą  swobodnej (zaiste!)  oceny były tylko „wyjaśnienia“ medyka sądowego z sierpnia 2001r i na rozprawie.

Medyk najpierw wyjaśnił rozbieżności w ilości podudzi w protokołach. W protokole autopsji opisał dwa podudzia, ale w rzeczywistości było tylko jedno. Dysponuje dużą ilością szczątków i przy przepisywaniu protokołu autopsji popełnił techniczną pomyłkę i zamiast opisywać podudzie opisywał podudzia. ( W aktach sprawy nie było oryginalnego protokołu, jak też żadnego dokumentu "zlecającego" biegłemu "przepisywanie")  Sędzia Sowul nie nie wyjaśnił jak doktor pobrał material biologiczny z dwóch podudzi, jeżeli twierdzi, że było tylko jedno. Naruszając przepisy prawa procesowego, sąd nie ujawnił na rozprawie zeznania doktora złożonego na Policji w 2000r. gdzie doktor upierał się, że znaleziono dwa podudzia i to w protokole oględzin jest pomylka. Sędziowie ustalili, że w jeziorze znaleziono jedno podudzie. W uzasadnieniu wyroku ordynarne konfabulacje biegłego awansowały do kategorii “kontrowersji” i “wynikały ze specyfiki jego pracy …dysponowania  dużą ilością szczatków ludzkich”. 

Doktor Gidzgier twierdził, że ciało rozkawałkowano piłą. Sąd nie pytał dlaczego w protokołach twierdził, że ślady na kościach  wskazują, że ciało rozkawałkowano siekierą lub toporem, a dopiero po dwóch latach zmienił zdanie. Sąd ustalił, że ciało rozkawałkowano piłą mechaniczną.

Na koniec, dr Gidzgier wyjaśniał najważniejszą kwestię dotyczącą identyfikacji i zabójstwa – ile strzałów oddano w chwili śmierci do ofiary? Doktor, którego rzeczywista wiedza ograniczała się do obserwacji podczas oględzin i autopsji, a wtedy przypomnę - widział i opisał jeden otwór po postrzale w potylicę, na rozprawie oświadczył, że do ofiary w chwili śmierci oddano dwa, a może nawet trzy (!) strzały i tylko złamania twarzoczaszki, uniemożliwiły mu zaobserwowanie śladu wlotu kuli w dziąsło żuchwy. Ani prokuratora, ani Sędziów, to absurdalne wyjaśnienie nie zdziwiło. Podczas procesu prokurator, Sędziowie i obrońcy oglądali materiał i zdjęciowy i video nakręcone na miejscu znalezienia czaszki. Ja również oglądałam i zdjęcia i ten materiał video - w dziąśle nie ma żadnej dziury, wlotu czy wylotu kuli, a nawet draśnięcia. Tymczasem Sędziowie ustalili, że do ofiary w chwili śmierci oddano dwa strzały. Innymi słowy, Sędziowie ustali, że możliwe jest postrzelenie bez pozostawienia śladu wlotu kuli w tkance miękkiej!

Ciekawostka

Oględziny zwłok na miejscu ich znalezienia są czynnością niepowtarzalną.  Autopsję można powtórzyć, ale stan fizyczny zwłok będzie inny podczas każdej z nich. Dlatego również pierwotna autopsja jest czynnością niepowtarzalną. Stąd prokuratura i sąd całkowicie i bezwzględnego ufają medykowi sądowemu, jego wiedzy fachowej, zachowaniu najwyższych standardów etycznych i moralnych, jego zawodowej bezstronności i integralności obserwacji i wniosków podczas wykonywania i dokumentowania oględzin i autopsji. W myśl przepisów prawa procesowego zawartość protokołów oględzin i autopsji, ujawniona podczas procesu uznana jest za udowodnioną. Tylko w przypadkach potrzeby wyjaśnienia sądowi  oceny wyciągniętych wniosków z obserwacji poczynionych i udokumentowanych podczas autopsji, jak np przyczyna śmierci, czy  uzupełnienia lub  uściślenia opinii z tych  tych obserwacji, lub kontrowersji dotycząych np. pominięcia przez medyka wykonania jakichś istotnych badań (np. toksykologia, zawartość alkoholu we krwi) itp. sąd wzywa na rozprawę medyka.

Następnie wyjaśnienia składał  genetyk. Biegły stwierdził, że badanie porównawcze DNA szczątków i domniemanej matki i siostry, dowiodło, iż osoby badane są „bliskimi krewnymi”, co najmniej “drugiego stopnia”.

Sędziowie nie zwrócili uwagi na różnice w DNA badanych szczątków w dwóch różnych badaniach, kiedy jest oczywistym, iz ta sama osoba ma identyczne DNA. Zasadne jest wiec pytanie, co było istotne w tym procesie, jeżeli nawet nie wiadomo, który z profili DNA – jeżeli w ogóle – było rzeczywistym profilem DNA ofiary?  

Obrona podniosła kwestię, dlaczego prokurator nie zrobił literalnie nic, aby wyjaśnić, kim była kobieta, której DNA znaleziono na taśmach, którymi oklejone były worki ze szczątkami. Sąd uznał tę kwestię za nieistotną dla rozstrzygnięcia w sprawie.

Trzecia biegła – antropolog, składała wyjaśnienia dotyczące tylko drugiej opinii antropologicznej i twierdziła, iż metodą Supeprojekcji wykazała na 100%, że czaszka, którą badała może należeć tylko jednej osoby, do Tomasza S. Ta konkluzja na zdrowy chłopski rozum kupy się nie trzymała, bowiem odtworzony wygląd twarzy tej czaszki w pierwszej ekspertyzie biegłej nie przypominał Tomasza S., a więc czaszka, wg jej obydwu ekspertyz mogła należeć do dwóch zasadniczo różniących się wyglądem osób. Przepytywana przez oskarżonych, zmuszona była wprawdzie przyznać, że w profilu, ta Superprojekcja to taki więcej super - pic, bo dla wszystkich na sali sądowej było oczywiste, że np. prawidłowy zgryz Tomasza S. nijak nie pokrywa sią z tyłozgryzem czaszki. Biegła nazwała to „malutką pomyłką”, o której wiedziała, jednak nie ma ona wpływu na jej końcowe ustalenia. Tego wyjaśnienie nie ma w protokole rozprawy. Wielokrotnie ponawiane przez oskarżonych wnioski o sprostowanie protokołu zostały odrzucone przez Sąd. Wnioski o kopie nagrania audio zeznań biegłej, każdorazowo były odrzucane - powód- “sąd nie posiada środków technicznych, aby zrobić kopię nagrania audio”.

Żeby zakończyć kwestię identyfikacji Sąd przesłuchał matkę i narzeczoną Tomasza S. Matka twierdziła, że syn nie miał ubytków zębów, a w ogóle to nie miał nawet jednej plomby i miał prawidłowy zgryz. Sąd ustalił iż matka „mogła nie mieć wiedzy prawdziwej o jakiejś ingerencji dentystycznej”. Aby zgodzić się z konkluzją Sądu, musielibyśmy przyjąć, iż ta „ingerencja dentystyczna”, o której matka „nie miała wiedzy prawdziwej”, nie tylko usunęła synowi parę zębów, wlepiła 9 plomb, to jeszcze zmieniła mu zgryz z prawidłowego na tyłozgryz. 

Kobieta twierdziła również, że syn nie był owłosiony i miał delikatną, szczupłą budowę, podczas gdy w opisie podudzi w protokole autopsji, są one  „silnie owłosione, mocnej wręcz otyłej budowy”. Te rozbieżności Sąd skwitował w uzasadnieniu wyroku „subiektywnymi odczuciami” matki. Narzeczona Tomasza S. twierdziła to samo, ale Sąd w uzasadnieniu twierdził, że  „znała Tomasza S. tylko trzy miesiące”, a więc “nie mogła mieć wiedzy prawdziwej”.

Uporawszy się z identyfikacją szczątków, Sąd przeszedł do udowodnienia winy oskarżonych. Najważniejszymi świadkami oskarżenia byli ojczym Wiesława S., mieszkaniec Plusk Jerzy B.  i  Jarosław R.

Zeznania Jarosława R. dotyczyły głównie rozmowy pomiedzy Krzysztofem A. i Jackiem W., którą miał podsłuchać. J.R odwołał swoje zeznania ze śledztwa i opowiedział jak prokurator Kamiński najpierw powiedział mu, ze Jacek W. obciąża go swoimi zeznaniami, a kiedy to nie przekonało go, prokurator rzucił wiecej marchewki – obiecał mu uchylenie aresztu przed Świętami Bożego Narodzenia. Był 21 grudnia i J.R. chciał spędzić Święta w domu i zgodził się. Prokurator sam napisał większość tego zeznania, a Jarosław R. podpisał. Święta spędził w domu.

Sędziowie Sowul i Malec byli oburzeni, takiego absurdu jeszcze w życiu nie słyszeli!  Sąd uznał zeznania J.R. na rozprawie za kłamstwo i swoje ustalenia poczynił tylko z jego zeznań w śledztwie. Wniosek oskarżonych, aby przesłuchać prokuratora Kamińskiego i wyjaśnić kwestię zeznania Jarosława R. z 21 grudnia, został przez Sędziów wyśmiany.

Wszyscy oskarżeni twierdzili, że nie jest możliwe podsłuchanie rozmowy prowadzonej w garażu domu Krzysztofa A., przebywając w siłowni. Garaż znajduje się na parterze domu, a siłownia piętro niżej w piwnicy, ponadto dzieli je klatka schodowa szerokosci ponad 3 m. Sąd zgodził się przeprowadzić eksperyment akustyczny. Miał go przeprowadzić fachowiec od akustyki budowlanej z Politechniki, ale w ostatniej chwili Sąd zrezygnował z jego usług i eksperyment przeprowadzili Sędziowie Sowul i Malec osobiście. W tym happeningu oprócz Sędziów, uczestniczyli: oskarżeni Jacek W. i Krzysztof A., obrońcy, prokurator Wojdakowski, świadek Jarosław R, żona Krzysztofa A. i jeden ławnik.

Przewodniczący Sowul pilnował w garażu, aby eksperyment przebiegał sprawnie i rzetelnie. Reszta uczestników była w siłowni. W garażu oskarżeni na zmianę czytali i wykrzykiwali paragrafy z kodeksu postępowania karnego. To tak na wszelki wypadek i w ramach “wzmocnienia” rzetelnosci eksperymentu. Prokurator Wojdakowski twierdził, że słyszalność była na na poziomie 70-80% i usiłował zgadywać paragrafy, które słyszał, ale przytaczał zupełnie inne niż rzeczywiście czytane, a znajomość kpk niewiele pomogła. Sędzia Malec nie usiłował nawet zgadywać, stwierdził autorytatywnie, że słyszał „ poszczególne słowa i zbitki wyrazów a nawet całe zdania”, jakie nie przytoczył. Natomiast stwierdził, że możliwa była słyszalność pomiędzy garażem a siłownią na poziomie zrozumienia rozmowy. Reszta uczestników nie słyszała ani słowa na tym poziomie zrozumienia. Dopiero z uzasadnienia wyroku skazani dowiedzieli się, iż była „możliwa słyszalność pomiędzy tymi pomieszczczeniami, a eksperyment niezbicie to dowiódł”. Byli pewni, że eksperyment niezbicie dowiódł, że słyszalność była niemożliwa. Podsłuchana rzekomo przez Jarosława R. rozmowa była podstawą części najważniejszych ustaleń sądu:

Ø   Tomasz S. został zamordowany,
Ø   przetrzymywano go w klatce.
Ø   w okolicach Plusk
Ø   był tam torturowany
Ø   zabójcą był Jacek W. , „bo cóż miał zrobić”, jego ex- żona spała z Tomaszem S.
Ø   zabójcą też był Wiesław S., bo „przeholował”

Sąd w uzasadnieniu wyroku twierdził, iż ustalenia z tego zeznania potwierdzały ustalenia poczynione z zeznań innych świadków, a przede wszystkim z zeznań Jerzego B.

Zanim przejdę do tych zeznań, chciałam zwrócić uwagę czytelników na fakt fundamentalny w tej sprawie, który mógł pozostać niezauważony. Jarosław R. podsłuchał rozmowę Krzysztofa A. i Jacka W. najpóżniej 20 kwietnia 1999r – cztery dni od zaginięcia Tomasza S. Czyli w ciągu tych trzech/czterech dni Tomasza S. i klatkę przewieziono w okolice Plusk, torturowano go i zamordowano. Te ustalenia faktyczne miały potwierdzać głównie zeznania Jerzego B.

Przesłuchanie Jerzego B., Sąd postanowił przeprowadzić w Pluskach, ze względu na inwalidztwo i trudności w poruszaniu się świadka. Jerzy B. zeznał podobnie jak w śledztwie. Dodał, że Wiesław S. chodził często do lasu z jedzeniem – jedną porcją. W dniu, w którym słyszał strzały, a pasierb z Romualdem W. i piłą udali się do lasu, na posesji była libacja. Sędzia Malec nie dociekał, kto brał udział w tej libacji, podczas gdy w lesie ktoś oddał dwa strzały. Świadek zapytany przez obrońcę, zeznał, że podkomendant Mickiewicz odwiedzał go kilkakrotnie po przeszukaniu we wrzesniu 2000r, a przed przesłuchaniem przez prokuratora Kamińskiego  29.01.2001r. Podczas tych odwiedzin “gąwedzili sobie”. Aby wpaść na te pogawędki do przyszłego głównego świadka oskarżenia, podkomendant Mickiewicz musiał pokonać ponad 600 km w obydwie strony. Jerzy B. zeznał też, że po znalezieniu w jeziorze czaszki, pasierb „dziwnie się zachowywał”, a do Plusk przyjechali „jacyś mężczyźni” (rozpoznał Krzysztofa A. i Romualda W.) i znosili „różne rzeczy” ze strychu i takich „porządków nigdy nie widział.”
 Pamięta też, że jak w lecie przyjechało pogotowie z Olsztyna do narzeczonej pasierba i ten nachylił się nad noszami, to w wewnętrznej kieszeni jego marynarki widział „dużą ilość pieniędzy”.

Sędziowie Sowul i Malec poczynili następujące ustalenia z tych zeznań i nie wyjaśnili następujących wątpliwości: (kursywą cytaty z uzasadnienia wyroku)

Ø   Dzień – od kwietnia do czerwca - w którym Jerzy B. słyszał dwa strzały, jest bezprzecznie dniem zabójstwa Tomasza S. Żaden inny świadek nie słyszał tych strzałów. Sędziowie nie dociekali. czy w tym dniu mógł strzelać leśniczy, kłusownik albo członek koła łowieckiego.
Ø   Ponieważ tego dnia Jerzy B. nie widział Jacka W., Krzysztofa A. i Damiana D. w Pluskach, Sąd ustalił, że Jerzy B. nie widział ich tego dnia, ponieważ mogli oni przyjechać niezauważeni na jego posesję, zaparkować samochody i niezauważenie udać sie do lasu. Dlaczego? Ponieważ świadek nie widział zaparkowanych samochodów z podwórka posesji.
Ø   Postępowanie dowodowe wykazało, iż Jacek W. uczestniczył także bezpośrednio w akcie pozbawienia życia Tomasza S. i  wprawdzie świadek nie wymienił osoby J.W., jako powracającego z lasu – jednak co znamienne - świadek stwierdził, iż na posesji było wiele osób i samochody były parkowane w sposób uniemożliwiający obserwację. Sąd nie tylko zaprzecza swoim poprzednim ustaleniom faktycznym, twierdząc, że w obserwacji powrotu z lasu przeszkadzały świadkowi samochody, których nie widział, to jeszcze sugeruje, iż świadek widział Wacha udającego się do lasu! Swiadek nic takiego nie zeznał.
Ø   Co robił Romuald W. w lesie w tym dniu? Jeżeli był w lesie, to był conajmniej jedynym rozpoznanym i wskazanym przez Jerzego B. świadkiem zabójstwa. Podczas procesu był świadkiem, a Sąd nie zadał mu ani jednego pytania dotyczącego jego pobytu w Pluskach i w lesie w ustalonym przez ten Sąd czasie zabójstwa.
Ø   Pręty znalezione przez Jerzego B., były częściami zapasowymi klatki, w której przetrzymywano Tomasza S. Nie wyjaśnił Sąd na czym „zapasowość” tych prętów polegała.
Ø   Obecność Jacka W. przy egzekucji wynikała m.inn. z chęci dopilnowania zatarcia śladów, co uniemożliwiło odnalezienie konkretnego miejsca przetrzymywania i pozbawienia życia Tomasza S. Nie ma żadnych zeznań świadków, czy opinii np. psychologa potwierdzających to ustalenie.  Domysły i domniemania Sędziów co do czyichś chęci, nie mogą stanowić dowodu czegokolwiek.
Ø   Ślady zacierano na posesji Jerzego B. i Wiesława S. po znalezieniu czaszki w jeziorze - 2,5 miesiąca po domniemanym zabójstwie robiąc porządki i wynosząc różne rzeczy ze strychu. Udowodnienie, że Jacek W. był przy egzekucji, ponieważ miał chęć dopilnowania zatarcia śladów wyklucza ustalony przez Sąd czas, motyw i miejsce zacierania śladów.  Porządki i wynoszenie różnych rzeczy z domu świadka i jego pasierba nie miały żadnego związku przyczynowo – skutkowego z domniemanymi chęciami J.W. zatarcia śladów na miejscu zbrodni, jak też z uniemożliwieniem (CBŚ i prokuraturze) odnalezienia konkretnego miejsca przetrzymywania i zamordowania Tomasza S., bowiem jak ustalił Sąd znajdowało się ono w nigdy nieodnalezionym i nieustalonym odludnym miejscu, a nie na posesji Jerzego B i Wiesława S.
Ø   Dlaczego nie znaleziono ani jednego świadka potwierdzającego chociażby w części zeznania Jerzego B.? Parę tysiący ludzi pracujących, mieszkających i spacerujących w tej okolicy. I tylko jeden świadek!
Ø   Dlaczego dwukrotne przeczesujący posesję Jerzego B. i Wiesława S.  fachowcy CBŚ nie znależli leżących pod ścianą budynku gospodarczego zapasowych części klatki, które znalazł główny świadek oskarżenia, inwalida z trudnością poruszający się po posesji na wózku inwalidzkim, prawie dwa lata po zabójstwie?

Sąd ustalił też motywy zabójstwa – Krzysztof A. zemścił się za okaleczenie, Damian D. dostał „rekompensatę finansową“, Jacek W. z zazdrości, Wiesław S. – zapłacono mu za „udostępnienie miejsca przetrzymywania“.

Za przesądzające dowody bezpośredniego udziału Jacka W. w zabójstwie uznał  Sąd zeznania 3 świadków incognito.

Pierwszy świadek incognito – funkcjonariusz policji zeznał, iż 11.09.1999r. podsłuchał rozmowę pomiędzy Krzysztofem A. i Romualdem W., z której wynikało, iż Wiesław S.  upomina się o pieniądze, które jest mu winny Jacek W. Sąd powiązał to zeznanie w logiczną całość z zeznaniem Jerzego B., który widział dużą ilość pieniędzy u pasierba podczas interwencji pogotowia z Olsztyna 15.08 - 27 dni przed podsłuchaną rozmową! Póki co podróż w czasie nawet dużej ilości pieniędzy jest tylko teorią, ale nie dla Sędziów Sowula i Malca. Te podróżujące w czasie pieniądze były wg ustalenia Sędziów opłatą za udostępnienie miejsca przetrzymywania Tomasza S. przez Wiesława S. Brak zdrowego rozsądku i logiki jest tu ewidentny, abstrahując od podróżującej w czasie dużej ilości pieniędzy. Po pierwsze Sąd nigdy nie ustalił gdzie dokładnie przetrzymywano ofiarę, natomiast wykluczył posesję Wiesława S. To nieustalone miejsce znajdowało się gdzieś w lesie, a lasy w okolicy Plusk to Lasy Państwowe, dostępne dla każdego, za jakie więc udostępnianie miałby płacić Jacek W.? Po drugie, dlaczego akurat tylko Jacek W. miał wg Sądu płacić, za udostępnianie, a nie wszyscy zabójcy i konspiratorzy?  A i Wiesław S. też był wg Sądu jednym zabójców.

Drugi świadek incognito w swoich zeznaniach relacjonował rozmowę z Damianem D.  w szpitalu wiezięnnym, gdzie D.D. i prawdopodobnie świadek czekali na  obserwację psychiatryczną. Niestety nie zglosił się na rozprawie i obrona nie mogła go zapytać. Zgodnie z przepisami prawa procesowego, relacja ta nie powinna być w ogóle brana pod uwagę przez sąd, ponieważ prawomocnym wyrokiem, sąd uznał, że Damian D. w tym czasie był chory psychicznie i Sąd uznał, że nie może odpowiadać za porwanie i zabójstwo. Sędziowie Sowul i Malec uznali, że D. D.  był „wariatem porywając i zabijając” i w tym samym okresie był „normalny” rozmawiając i opowiadając.

 Z relacji świadka dowiadujemy się, że D.D. zamordował Tomasza S., a w zabójstwie brał udział jakiś Marek. „O zabójstwie wiedzieli ale nie wiem czy brali w nim udział Siwy, Marek, student i Jacek”. Zabójstwo zlecił „człowiek, któremu bomba urwała nogę.” Ten „Jacek” co to wiedział wg relacji świadka o morderstwie, to wg Sądu Jacek W. Sąd nie przeprowadził żadnego dowodu w tej kwestii, a w uzasadnieniu wyroku Sąd podał, iż to zeznanie przesądziło w uznaniu J.W. za zabójcę. A przecież świadek nie wspomina ani słowem o udziale Jacka w zabójstwie. Przypominam też, że Damian D. nie mógł siedzieć w areszcie od 28 maja i być w Pluskach i mordować z J. Wachem i Wiesławem S. na początku czerwca. 

Trzeci świadek incognito, relacjonował rozmowę z Markiem J., z której to miał się dowiedzieć, że Tomasza S. porwał Marek J. z Damianem D. i przewieźli go do domu znajomego Adama S. w Suwałkach, gdzie „nie przeżył tortur”. Tak zeznawał w śledztwie. Trzy lata później, podczas rozprawy przypomniał sobie, że Jacek W. też był „przy oprawianiu”. Natomiast zapomniał gdzie przewieziono Tomasza S. Jakoś dziwnie ta amnezja – gdzie przewieziono ofiarę i olśnienie, że był tam też J.W. dziwnie zbiegła się z zawartością aktu oskarżenia prokuratury. Sąd dał wiarę wyjaśnieniom świadka tylko z rozprawy, ale za wyjątkiem jednego szczegółu – gdzie przewieziono i zamordowano Tomasza S. W uzasadnieniu wyroku czytamy, „..zarówno postępowanie przygotowawcze jak i postępowanie sądowe nie dostarczyło dowodów na obecność Tomasza S....w tamtym miejscui z uwagi na to, iż fakt ten nie został potwierdzony pozostałymi dowodami, Sąd nie przyjął, iż Tomasz S. był dręczony i zamordowany na posesji Adama S.” W analogicznej sytuacji, kiedy dotyczyło to okolic Plusk, brak dowodów na obecność Tomasza S. w tamtym miejscu był dowodem, że tam go przewieziono, torturowano i zamordowano.

Wszystkie powyżej przedstawione ustalenia z zeznań Jerzego B. i innych pozostają w fundamentalnej sprzeczności z zeznaniem Jarosława R. Zeznania Jarosława R. i Jerzego B. Sąd uznał za wiarygodne, pełnowartościowe dowody. Jeżeli Tomasz S. nie żył 20 kwietnia wg zeznań Jarosława R., to jak możliwe było przewiezienie nieżyjącej? ofiary w niewiadome miejsce pod Olsztynem, przetrzymywanie i torturowanie przez 6-8 tygodni i zabicie jej (ponowne?) na początku czerwca, najpóźniej 9 ?


Epilog


Po zakończeniu procesu Sędziowie udali się na naradę, która trwała pół godziny. W ciągu tej pół godziny, Sędziowie naradzili się co do winy 3 oskarżonych i napisali wyrok dla 3 oskarżonych o porwanie, torturowanie i zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Samo odczytanie wyroku trwało dłużej, niż narada i napisanie tegoż wyroku. A pomijam tu czas podania ustnego uzasadnienia wyroku. Produkcja pisemnego uzasadnienia – którego najważniejsze elementy opisałam powyżej - trwała ponad trzy miesiące.

Krzysztof A. i Jacek W. zostali skazani na dożywocie, bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Marek J. został skazany na 10 lat więzienia. Wszyscy skazani odwołali się od tego wyroku.

Sąd Apelacyjny w Białymstoku podtrzymał wyroki Jacka W. i Marka J., uznał apelację Krzysztofa A. i zmienił mu wyrok na 10 lat więzienia. Jacek W. i Marek J. złożyli skargę kasacyjną, którą Sąd Najwyższy uznał i zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Apelacyjny. SN uznał podsłuchanie rozmowy za niemożliwe, a swobodną ocenę tego dowodu za rażące naruszenie prawa procesowego, zalecił ponowną weryfikację i ocenę zeznań 13 głównych świadków w tym Jerzego B. i Jarosława R. (dotyczące innych kwestii niż podsłuchana rozmowa) i trzech świadków incognito. Sąd ten zalecił weryfikację ustalenia czasu zabójstwa z prawie dwóch miesięcy na  3-4 dni.

Sąd Apelacyjny ponowny zignorował obligujące ten sąd poglądy prawne i zalecenia co do dalszego postępowania Sądu Najwyższego i nie odnosząc się do wyroku kasacyjnego, nie wspominając go w ogóle podtrzymał w całości wyrok Sądu w Suwałkach, uznając ustalenia faktyczne tego sądu za zgodne zasadami swobodnej oceny dowodów, a więc zgone z zasadami logiki, wiedzy i doswiadczenia życiowego.

Ponowna skarga kasacyjna, podnosząca te same zarzuty, które SN uznał w pierwszej kasacji i rażące naruszenie przepisów procesowych prze SA, który nie naprawił wskazanych w wyroku kasacyjnym błędów, tym razem ten Sąd uznał za oczywiście bezzasadne. Orzeczenie Sądu Apelacyjnego ponownego jest prawomocnym wyrokiem w sprawie.