Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farsa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 listopada 2013

Nadzieja umiera w Biurze RPO




Dzisiaj na FB prezes  Stowarzyszenia Przeciwko Bezprawiu zamieścił odmowną odpowiedź Rzecznika Praw Obywatelskich na prośo wywiedzenie kasacji w sprawie Jana Ptaszyńskiego, skazanego na dożywocie za podwójne zabójstwo.[i] W opowiedzi BRPO lakonicznie "informuje", że nie ma podstaw do wywiedzenia kasacji. Fakty w sprawie są dość kontrowersyjne i nie tak jednoznaczne, jak odpowiedź BRPO.  Brak merytorycznego uzasadnienia odmowy, pozbawia wnioskodawców skonfrontowania zarzutow z oceną  specjalisty w BRPO.
Historię Jana Ptaszyńskiego opowiedzieli: redaktor Elżbieta Jaworowicz w „Sprawie dla reportera” (program z dnia 15 marca 2012 r.) oraz redaktor Rafał Zalewski w „Interwencji” (programy z dnia cz. I – 20 kwietnia 2012 r., cz. II – 27 sierpnia 2012 r.),[ii] a także program „Państwo w państwie“ wyemitowany 14 października 2012 r.[iii]
Po raz enty BRPO potwierdza, że jest kolejną atrapą demokracji na niby! Kosztuje to podatników ca 40 milionow zł rocznie.
Poniżej dane statystyczne RPO za rok 2012 – żródło – oficjalna strona RPO. Krótka analiza i  parę prostych obliczeń dotyczących tych danych, potwierdza powyższe twierdzenie.

Rzecznik Praw Obywatelskich  to okrutna mega-ściema.

Do RPO wpłynęło 62 400 skarg ( w tym 28 884 "nowe") + 6251 osób zgłosiło się osobiście z wnioskiem + 29 633 telefonicznie = 98 284.

Skargi dotyczące - spraw karnych (41.7%), cywilnych (15.1%), prawa międzynarodowego i konstytucyjnego (15.5%), prawa pracy i zabezpieczenia społecznego (14.9%), prawa administracyjnego i gospodarczego (11.8%).

Z tych niemal 100 000 skarg BRPO "podjęło" 32 224 spraw, a "rozpatrzyło" 11 094.

Rozwiązanie "oczekiwane przez wnioskodawcę uzyskano" w 2756 sprawach w tym 49 wniosków o kasację.

I tutaj dygresja;

zastanawia mnie powyższy eufemizm. Zgodnie z Art. 80 Konstytucji  - Każdy ma prawo wystąpienia, na zasadach określonych w ustawie, do Rzecznika Praw Obywatelskich z wnioskiem o pomoc w ochronie swoich wolności lub praw naruszonych przez organy władzy publicznej. A zgodnie z art. 8 & 1 Ustawy o RPO - podejmuje czynności przewidziane w ustawie, jeżeli poweźmie wiadomość wskazującą na naruszenie wolności i praw człowieka i obywatela, w tym zasady równego traktowania.

A więc zgodnie z prawem, RPO rozpatrując wnioski obywateli podejmuje czynności sprawdzające zasadność merytoryczną wniosku. Decyzja o zasadności czy bezzasadności wniosku musi zależeć więc od oceny faktów, a nie od „oczekiwań wnioskodawcy“. Te wszyscy wniokodawcy mają identyczne!

Wracając do statystyki, na ca 100 tys. próśb obywateli o pomoc (nawet jeżeli część jest ponawianą prośbą) BRPO pochylił się troszkę "głebiej" nad 1/3 spraw, a "rozpatrzył" z ogółu ca 11% i z tego ogółu, a tylko mniej niż 3% próśb obywateli uznał za zasadne!

Jeżeli BRPO zatrudnia (w przeliczeniu na pełne etaty) 277 osób, to pewnie ca 200 osób lub mniej faktycznie "rozpoznaje" prośby o pomoc.

200 osób X ca 1800 godzin przepracowanych rocznie = 360.000 godzin pracy.

Ale przecież BRPO nie tylko "rozpoznaje" skargi obywateli, ale też zajmuje przygotowaniem sprawozdań, wystąpień legislacyjnych, wniosków do instytucji państwowych, wnioskow do TK, wizytacją ZK, AŚ etc w ramach Krajowego Mechanizmu Prewencji, kontrolą np. przystosowania infrastruktury dla potrzeb niepelnosprawnych osób, kontrolą Policji, Straży Granicznej, Osrodków dla uchodźców, prowadzi akcje przyjmowania interesantów w terenie, musi przygotowac wystąpienia RPO na konferencjach, na wizyty zagraniczne, sprawozdania wymagane przez UE i oczywiście PR, itd itd.

Ile czasu poswięca BRPO na rozpatrywanie skarg obywateli? Przypuszczam, iż nie więcej niż 40% czyli przyjmuję ca 140 000 godzin rocznie.

W  tych 140 tys. godzin musi udzielić  pisemnej odpowiedzi na każdą prośbę ( zgodnie z ustawą o RPO) czyli minimum 62 400.  Zakladając przeciętnie tylko 3 godziny na zapoznanie się z prośbą, ewaluację i odpowiedź daje to 187 200 h pracy.

Tutaj czas przeznaczony na rozpatrywanie wniosków został przy moich załozeniach wyczerpany.

"Głębsze rozpatrywanie" tych 32 tys z haczykiem podjętych powinno zająć więcej czasu i przyjmuję tylko 4 godziny przeciętnie = 128 000 h pracy.

A te 11 tys skarg z haczykiem "podjętych" do rzeczywistego rozpatrzenia musi zajmowac conajmniej 2-3 dni (w sumie na różnych etapach) to ca 260. 000 godzin. A gdzie wywiedzenie kasacji co najlepszym specjalistom zajmuje dobre parę tygodni roboty, a tych RPO wywiódł w sumie 46.

Stąd konstatacja: nawet gdyby przyjąc, że RPO zatrudnia super-specjalistów i tytanów pracy, tej ilości skarg i wniosków o pomoc BRPO w liczbie ca 200 osób nie jest w stanie rozpatrzyć!  Brakuje mu minimum ca 435 tysięcy roboczogodzin!

I tutaj nasuwa się naturalny i oczywisty wniosek, cala ta statystyka przedstawiana w rocznym sprawozdaniu w Sejmie przez RPO, nie może być prawdziwa. A nasi przedstawiciele w Sejmie od dekad przyklepują to sprawozdanie i wszystko jest niby cacy.

A niestety wiedza fachowa specjalistów (znam z autopsji jakość pracy tych w od postępowań karnych) w tym urzędzie pozostawia wiele do życzenia, tak zreszta jak i profesjonalne maniery i stosunek do wnioskodawców.

Tragiczna prawda - RPO nie stoi na straży praw obywatela, jak gwarantuje Konstytucja, a chroni interesów urzędu,  na którego działania skarży się obywatel. Samo rozpatrywanie tych 11% - nie wiadomo wg jakich kryteriów wybranych wniosków do "rzeczywistego rozpatrywania" - w lwiej części polega na przesłaniu pisma do skarżonej instytucji z zapytaniem "czy to prawda, że obywatelowi X zrobiliście takie to a takie kuku"? Następnie po otrzymaniu odpowiedzi „ależ skąd to nieprawda“ wystarczy przepisanie odpowiedzi na firmowym papierze RPO. I voilà tout! Tadam! (Nawet jezeli ta odpowiedz jest absurdalna, a samo działanie instytucji rażąco i ewidentnie narusza prawa obywatela).

Zdaję sobie sprawę, że w tym miejscu wielu, być może większość może mi zarzucić, iż ta ocena jest krzywdząca, nieobiektywna czy absurdalna, a ja nie znam ani treści tych 100 000 000 wniosków, ani faktów, dokumentów etc.  

Śpieszę wyjaśnić, że zapoznałam się w ciągu kilku lat z dziesiątkami spraw, z którymi obywatele zwracali się do RPO o pomoc i wiele z nich dotyczyło nie prośby o kasację w sprawie skazania na dożywocie, czy wieloletnie więzienie, czy inne skomplikowane sprawy,  gdzie trzeba przestudiowac wielotomowe akta etc. Sprawy te dotyczyły prostych do zdeterminowania naruszeń praw człowieka i wolności.

Np. w prostej i ewidentnej sprawie rażącego naruszania prawa do obrony -  kiedy prosba o pomoc w dostepie do akt sprawy, którego odmawiał sąd okręgowy skazanemu odwołującemu się od wyroku, RPO odpowiedzial, że jest to sprawa administracyjna sądu i nic nie może(SIC!). Czy prawo do obrony może być administracyjną sprawą sądu? Ano dla fachowca RPO może! Na ponowiony wniosek RPO odpowiedział, ze przecież już ustosunkował się do wniosku i na "dalszą korespondencję" nie będzie wiecej odpowiadał!

Inny specjalista olał kompletnie wniosek o pomoc i nawet nie odpowiedział na wniosek, a na ponowiony uznał, iż wnioskodawca nie jest pokrzywdzonym, a tylko pokrzywdzony może składać wniosek, więc niech się odczepi. Tymczasem w ustawie o RPO stoi jak wół - Art. 9. Podjęcie czynności przez Rzecznika następuje:
 1) na wniosek obywateli lub ich organizacji, a nie tylko pokrzywdzonego.

Jeśli zas chodzi o wnioski o wywiedzenie kasacji w sprawach takiej wagi jak skazanie na dożywotnie więzienie, odpowiedż odmowna winna zawierać szczegółowe odniesienie się do zarzutów wnioskodawcy i uzasadnienie odmowy. Odpowiedż informująca o bezzasadności wniosku w dwóch czy trzech zdaniach jest jawnym pogwałceniem ustawy RPO! Uzasadnienie odmowy jest podstawą oceny przejrzystości działań tej instytucji.

Rzecznik ślubuje, iż każdą odpowiedż na wniosek obywatela poprzedzi bezstronnym, z największą sumiennością i starannością zapoznaniem się z argumentami  wnioskodawcy,  sprawdzeniem zasadności tych zarzutów poprzez zapoznanie się z dokumentami, aktami sprawy etc. Art. 14 Ustawy  o RPO -  po zbadaniu sprawy Rzecznik może:
 1) wyjaśnić wnioskodawcy, że nie stwierdził naruszenia wolności i praw człowieka i obywatela. Określenie wyjaśnienie nie jest tożsame z określeniem poinformowanie.

Za to płacimy Rzecznikowi i specjalistom w Biurze RPO (przy pomocy których Rzecznik wykonuje swoje zadania).

Parę dni temu czytalam w Salonie24 kolejną historię wniosku do RPO[iv] - a oto cytat:
“…Szczegółowy wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich o kasację nadzwyczajną (G.N.) złożył w dniu 9 maja 2013 r. i adresat nie wystąpił do Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze o udostępnienie akt postępowania więc nie mógł zweryfikować obiektywnie dowodów…”

Abstrahując od kwestii oceny zasadności czy bezzasadności tego wniosku, pozostaje pytanie jak specjalista BRPO zdeterminował, że jest on bezzasadny, bez nawet pobieżnego zapoznania się z aktami sprawy?

Powyższy zarzut, powtarza się jak mantra w większości historii wnioskodawców, którzy „uzyskali rozwiązanie nieoczekiwane“!

Instytucja RPO jest dla setek tysięcy obywateli i ich rodzin ostatnią nadzieją na "sprawiedliwość", nadzieją, że instytucje państwa popełniają "błędy", działają bezprawnie, krzywdzą obywateli, ale jest przecież Rzecznik, ten pomoże. Ale ta ostatnia deska ratunku w morzu bezprawia jest spróchniała i zgniła jak cała reszta i rozpada sie w przy pierwszym kontakcie.

Zlikwidować! RPO jest jeszcze jedną instytucją utrwalającą bezprawie w Polsce, pod przykrywką !

A wracając do Jana Ptaszyńskiego

Apel!

Proszę podpisz petycję o jego ułaskawienie.

Twój głos jest na wagę ludzkiego życia.
Dla Ciebie to tylko dwie minuty.        
Dla Jana Ptaszyńskiego CAŁE życie!

Tutaj link:



Więcej o sprawie J. Ptaszyńskiego [v]

i dramatyczny apel matki [vi]

czwartek, 21 marca 2013

Prokuratura na manowcach czy rozdrożu? czyli próby ogarniania




"Reformy ministra Gowina” i stan wymiaru sprawiedliwości w Polsce jest dzisiaj tematem codziennym, nie tylko w mediach drugiego i trzeciego obiegu, ale również w mediach main stream. Wypowiadają się autorytety, fachowcy i obywatele. 

Sejm pracuje nad poprawkami w kpk, trwają też prace nad ustawą o prokuraturze. Proponowane zmiany w tej ustawie przypominają powiedzenie, że nawet uporczywe mieszanie herbaty, nie uczyni jej słodką, jeżeli nie wrzuciło się  do niej cukru.  

Usatysfakcjonowanych  propozycjami rządu  jest niewielu. Larum podnoszą prokuratorzy i mają wiele racji. Przy okazji tych dyskusji, część lobby pro-prokuratorskiego wykorzystuje sytuację do promowania po raz kolejny konstytucjonalizacji prokuratury, zamiast debaty o rzeczywistej naprawie tejże.


Za umocowaniem  konstytucyjnym, bez głębszej refleksji dotyczącej właściwych zadań, jakie  ma do wypełnienia prokuratura w demokratycznym państwie prawa i oceny jakości wykonywania tych zadań,  opawiadają się prof. Stanisław Waltoś, prof. Romualda Kmiecik, prof. Aleksandra Ratajczak, prof. Winczorek i inni.


Prokuratura, podobnie jak policja, CBA, ABW i inne tego rodzaju służby wszędzie w relatywnie normalnym świecie są powołane do ścigania przestępstw i utrzymania porządku i bezpieczeństwa w państwie.  Są to organy operatywne w ramach władzy wykonawczej. 


Nie jest tam prokuratura żadną władzą, jak władza sądownicza. Wyposażenie prokuratury w atrybut niezależności, był największym błedem w RP. Umocowanie w Konstytucji jest pomysłem zwyczajnie  poronionym, co więcej niebezpiecznym. 

Argumenty  lobbystów na rzecz umocowania konstytucyjnego są niestety w dzisiejszej sytuacji ustrojowej prokuratury konsekwentne. Albowiem po wyłączeniu prokuratury ze struktur władzy wykonawczej, jako odrębnego niezależnego  organu aparatu państwowego, bez umocowania konstytucyjnego jest to  twór zawieszony sztucznie w próżni ustrojowej. 

 Wszak art. 64 Konstytucji z dnia 22 lipca 1952 r. mocował prokuraturę, a podczas zmiany w ustawie z grudnia 1989 r. pozostawiono tę regulację. W Konstytucji z dnia 2 kwietnia 1997 r. ustawodawca uznał, iż prokuratura nie wymaga umocowania konstytucyjnego per se, jako element władzy wykonawczej w strukturach MS. Podobnie jak  nie miała prokuratora umocowania konstytucyjnego w okresie przedwojennym.

Tak więc „niezależność prokuratury i umocowanie konstytucyjne“ jakie się marzy naszym super-śledczym jest szatańskim pomysłem sowietów i takie wprowadzono po wojnie we wszystkich krajach bloku sowieckiego. Oczywiście to umocowanie konstytucyjne nie miało żadnego praktycznego znaczenia dla prokuratorów.

Sytuacja zmienila się po upadku CCCP i w nowej sytuacji ustrojowej, takie rozwiązanie jest nie do zaakceptowania. I to właśnie w krajach bloku post-sowieckiego takie rozwiązanie utrzymano do dzisiaj. Polska porzuciła sowieckie rozwiązania, by ironicznie powrócić do nich w kwietniu 2010r. Nie zmieniono jednak Konstytucji i nie umocowano tam prokuratury jak to było za PRLu. Na marginesie  trzeba dodać , iż we  wszystkich konstytucjach krajów byłego bloku sowieckiego, takie umocowania pozostawiono.
  
Jeżeli powrócono do rozwiązań ustrojowych PRLu i uniezależniono prokuraturę, to prokuratura chce również umocowania konstytucyjnego. Oczywiście zwolennicy tego umocowania jak diabeł święconej wody unikają takiego argumentu. 

 Twierdzą natomiast, iż taki system jest normalką  w krajach UE i w ogóle Europy. Jest  to zwykła manipulacja i "mijanie się z prawdą". Jak zwykle diabeł siedzi w szczegółach, o których zwolennicy skromnnie nie wspominają.

Co do krajów Europy zachodniej tj. Holandii, Hiszpanii, Belgii, Szwecji, Portugalii oraz Grecji, gdzie istnieją regulacje konstytucyjne dot. prokuratur, a nasze autorytety tak ochoczo podają je jako przykład – to trzeba wyjaśnić, iż dotyczą one głównie uregulowania powoływania szefa prokuratury generalnej. A we wszystkich tych krajach prokurator generalny jest odpowiedzialny za swoje działania w większym lub mniejszym stopniu przed władzą wykonawczą.

Konstytucja Francji i Niemiec nie reguluje pozycji PG i podlegają oni ministrowi sprawiedliwości.

Dodam, iż przed II WŚ tylko we Włoszech i w Hiszpani, no i oczywiście u dziadka Stalina prokuratura pozostawała poza władzą wykonawczą. Czyli krótko mówiąc,   po taki wariant sięgano tylko w systemach totalitarnych czy autorytarnych. Czy  taką drogą chce podążać dzisiejsza Polska?

O ile wspomniane autorytety argumentują potrzebę umocowania konstytucyjnego prokuratury  jak wyżej, niektórym prokuratorom marzy się literalny powrót do czasów minionej epoki. 
  
Wiesław Czerwiński w artykule “Mit leninowskiej koncepcji prokuratury”, dowodzi, ze prokuratura „leninowska“ niczym się nie różni od dzisiejszej.  Z samą tezą autora nie można się nie zgodzić, choć argumenty na poparcie tej tezy mam diametralnie różne od użytych przez autora.
Autor twierdzi, iż żeby było jak za starych dobrych czasów, trzeba ukonstytucjonalizować prokuratury, a to wzmocni ich pozycję ustrojową(?) Twierdzi również, iż prokuratura jak za czasów PRL-u powinninna powrócić do “prokuratorskich kontroli przestrzegania prawa”, które działały zapobiegawczo, albowiem “…zawsze istniało niebezpieczeństwo zbadania określonej kategorii spraw przez prokuratora i tym samym ujawnienia nieprawidłowości…”

Szczytem bezczelności czy czarnego humoru Czerwińskiego jest twierdzenie, iż brak umocowania konstytucyjnego prokuratury jest oburzające, bo przecież to prokurator reaguje zawsze na naruszenie praw, które godzą najbardziej dotkliwie i bezpośrednio w dobra obywateli, urzeczywistniając wielkie idee sprawiedliwości i zasady demokratycznego państwa prawa.

Krzysztof Parulski wygłosił 9.10.2007 r. na WPiA Uniwersytetu Warszawskiegreferat “Prokuratura jutra”. Referat ten świadczy o tym jak dalej wśród srodowiska prokuratorów (także niestety i reszty środowisk prawniczych) żywe są idee sowieckiego zamordyzmu. Co jeszcze bardziej niepokojące, albowiem w nowej rzeczywistości, nawet tak ułomnej jak polska wersja demokracji, zamordyzm ten jest maskowany dążeniem do ... demokracji! Przy czym nie można nie zauważyć megalomanii i urojeń wielkościowych prokuratorów.
Prokurator Parulski twierdzi, że prokuratura jest segmentem władzy sądowniczej, a nie wykonawczej(sic !). A ten „faktyczny stan“ wystarczy  tylko „zalegalizować“. Gotowa recepta jak poniżej!
Ø   “…Wydaje się, że wystarczające byłoby dodanie do Prawa o ustroju sądów powszechnych grupy przepisów (dział, część, itp.) regulujących status prokuratury i jej podstawowe zadania, natomiast pozostałe kwestie np. dotyczące obowiązków i uprawnień prokuratora, gwarancji socjalnych, odpowiedzialności dyscyplinarnej, byłyby uregulowane wspólnie dla sędziów i prokuratorów…”
Ø   Należy dążyć do uzyskania pełnej niezależności prokuratury, by nadać właściwy sens instytucjom procedury karnej.
Ø   “…Na stanowisko prokuratora, wszyscy prokuratorzy winni być powoływani (i odwoływani) przez Prezydenta R.P…”
Ø   „..Wysokość zarobków prokuratora musi zbliżać się do standardów unijnych…”
Ø   “…Powiązanie funkcjonalne prokuratury i sądownictwa, przy uzyskaniu pełnej niezależności od władzy wykonawczej, jest niezbędnym warunkiem sprawnego działania prokuratury w zakresie powierzonych jej zadań…”

Prokurator Parulski proponował również stworzenie nowej funkcji –niezawisłego prokuratoraktóry odciążałby prokuraturę od prowadzenia spraw o „zabarwieniu politycznym“(sic!) i miałby uprawnienia do „..ścigania i oskarżania przed Trybunałem Stanu: prezydenta R.P., prezesa Rady Ministrów, członków Rady Ministrów, prezesa Narodowego Banku Polskiego, prezesa Najwyższej Izby Kontroli, członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, osób którym prezes Rady Ministrów powierzył kierowanie ministerstwem oraz posłów i senatorów …Niezawisły Prokurator powoływany byłby z grona prokuratorów przez Sejm na wniosek Prezydenta na 7 letnią kadencję…”

I czy nie jest prawdą, że niektórym władza źle robi na głowę?

Nas obywateli interesuje - kto w Polsce ponosi odpowiedzialność za działania prokuratury, po 1.04.2010r.? Czyli za stan bezpieczeństwa w państwie, za zwalczanie przestępczości, ale też za krzywdy tysięcy poszkodowanych bezprawnymi działaniami prokuratur. Czy prokurator Seremet ? 

Dlaczego prof. Stanisław Waltoś, prof. Romualda Kmiecik, prof. Aleksandra Ratajczak, prof. Winczorek i inni nie zajmą się codziennym rażącym łamaniem prawa  przez prokuratury i ich niemoralną bezkarnością? 

Czasami zdarza się głos rozsądku “…Zasady działania prokuratury sprawiają, że wysoce wątpliwym i wielce ryzykownym jest powierzenie prokuratorowi w postępowaniu przygotowawczym roli gwaranta praworządności tego etapu postępowania karnego. Stąd, konieczność poszerzenia i wzmocnienia roli sądu w postępowaniu przygotowawczym dla ochrony wolności i praw obywatelskich…” Prof. nadzw. dr hab. Jerzy Skorupka, 7.03.2010
Prokurator Parulski uważa, iż „..należy dążyć do uzyskania pełnej niezależności prokuratury, by nadać właściwy sens instytucjom procedury karnej…”

Nie bardzo rozumiem co miał na myśli były szef PW. Domyślam się, że chce nam robić dobrze,  ale nie może, bo nie ma umocowania konstytucyjnego.

Jak widać - nowomowa - język obowiązujący w totalitarnym państwie opisanym przez George’a Orwella  czyli  posługiwanie się stałym zestawem typowych dla siebie określeń, podporządkowujące je ideologii, zubażające język, bądź fałszujące rzeczywistość – niestety nie poszła do lamusa.

We wszystkich wypowiedziach domagających się konstytucjonalizacji prokuratury, przewija się jeszcze jeden argument.

Wzrost przestępczości, z którym nie poradzą sobie przepracowani  prokuratury bez tej konstytucjonalizacji, bo władza wykonawcza strasznie przeszkadza. Co więcej:
“…Prokuratura przeżywa trudny okres. Dostrzegalna jest jej marginalizacja i osłabienie autorytetu. Równocześnie sukcesywnie przybywa obowiązków w następstwie wzrastającej przestępczości oraz poszerzania obszarów działania prokuratury. To wymusza podjęcie zmian w prokuraturze, bowiem nie ma w państwie prawnym innego organu, który byłby w stanie zapewnić ochronę konstytucyjnego porządku prawnego…” (K.Parulski – Prokuratura jutra)

Co do marginalizacji to chyba coś się prok. Parulskiemu pomajtało, a co do osłabienia autorytetu, to sami sobie nagrabiliście  przez  dekady.  

Co do "poszerzania obszarów działania" to rozumiem, że chodzi o więcej roboty. Jak nasi  prokuratorzy w tej robocie wypadają w porównaniu z kolegami w innych krajach? W 2006 r. współczynnik prokuratorów na 100 tys. mieszkańców wynosił:
Polska   15,6
Węgry   17,3
Bułgaria  20,3
Rosja     20,6
Ukraina  21
Czechy    11,7
Szwecji   9,7
Słowenia 9,0
Niemcy    6,2
Grecji      4,7
Hiszpanii  4,5,
Włochy   3,8
Austria    2,6
Irlandia   2,4

(Atlasu przestępczości 4, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, Warszawa 2009).

Jeżeli ktoś naiwnie myśli, że mamy tak dużo super-śledczych, bo przestępczość (trzeba dodać - ta którą się zajmują) rośnie popatrzmy na obciążenie sprawami:
Na jednego prokuratora rocznie przypada:

Polska          300
Francja       3200
Austria        2750
Włochy         1400

(A.Siemaszko, B.Gruszczyńska, R.Kulma, M.Marczewski, Wymiar sprawiedliwości w Europie. Polska na tle wybranych krajów, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, Warszawa 2006).

Zwolennicy “sowieckiego” modelu prokuratury twierdzą, że jedynym i najlepszym sposobem kontrolowania poczynań prokuratury jest procesowa kontrola sądowa. Jak ta kontrola wygląda w praktyce, wiedzą tysiące pokrzywdzonych przez sądy. Sam wiceminister sprawiedliwości, dr hab. Michał Królikowski stwierdził: 

" ...Sami sędziowie zresztą twierdzą, że bardzo często angażują się w ratowanie aktu oskarżenia i tak prowadzą postępowanie, żeby usunąć ewentualne jego braki. I to jest właśnie powód, że zapada 92 proc. wyroków skazujących, a tak mało jest wyroków uniewinniających. Sędziowie, mając akt oskarżenia, mentalnie angażują się, żeby tak długo szukać dowodów, aż znajdą tezy na jego poparcie..."

 W związku z projektem wprowadzenia do polskiego sądownictwa zasad procesu kontradyktoryjnego, czyli odejściem od modelu "sowieckiego" w procesie karnym,   rola prokuratury zmieni się diametralnie. A to wymaga kompleksowej reformy jej struktur. Ale pośpieszne i nieprzemyślane uniezależnienie prokuratury nie tylko od Ministerstwa Sprawiedliwości, ale  od władzy wykonawczej, odbija się dzisiaj potężną czkawką i praktycznie uniemożliwia jakąkolwiek reformę. Nie jest możliwe  ochodzenie od modelu sowieckiego procesu karnego, z równoczesnym pozostawieniem przywróconego w 2010r.   modelu prokuratury sowieckiej.

Tego niestety nie dostrzegają reformatorzy ministra Gowina. Wiceminister sprawiedliwości Królikowski wprawdzie diagnozuje niektóre symptomy raka żrącego prokuraturę (np. rozbudowaną biurokrację, bezsens utrzymywania prokuratur apelacyjnych, czy "nierzetelność" postępowań przygotowawczych i aktów oskarżenia), 

"... spotykam się z przedstawicielami prokuratur każdego szczebla i niestety muszę stwierdzić, że im wyższy szczebel, tym ta stara kultura urzędowania jest bardziej widoczna. Środowisko, które jest dzisiaj najbardziej otwarte na edukację i rozwój, to prokuratorzy z prokuratur rejonowych. Te 67 proc. prokuratorów prowadzi 98 proc. postępowań. Wyższe jednostki prowadzą ich zaledwie 0,5 procent..."

ale żadnych rozwiązań w proponowanej ustawie w tych kwestiach nie ma.

 Ale najistotniejsze jest to, iż nie jest możliwe robienie w sądach Ameryki  z   sowieckim modelem prokuratury, a same proponowane zmiany w ustawie o prokuraturze, są niestety leczeniem gangreny AIDSem.

Bez rozwiązania ustrojowego i włączenia prokuratury z powrotem do MS, a później  zreformowania jej  od podstaw,  wszystkie szumnie zapowiadane zmiany są absurdalnie niespójne i wykluczają się nawzajem.
  
Nawet proponowane, tak skądinąd słuszne i niezbędne,  wprowadzenie kontroli parlamentarnej nad działalnością prokuratury, czy włączenie prokuratury w realizację polityki karnej rządu jest przecież sprzeczne z nadaną jej autonomią po oddzieleniu od MS. Jak reformatorzy chcą wprowadzić te zmiany?

 Nie ma wyjścia z tego impasu bez kompleksowej koncepcji reformy prokuratury i wymiaru sprawiedliwości. Proponowane zmiany jeszcze bardziej będą hamowały i oddalały Polskę od dążenia do stworzenia demokratycznego państwa prawa.


Polecam blog mojego "internetowego brata" Adama Kłykowa - Blog weredyka

poniedziałek, 2 lipca 2012

POMYŁKA - EUFEMIZM PRZESTĘPSTWA


     Z cyklu:  MITY I HITY III WŁADZY
     
      POSTĘPOWANIE DOWODOWE PO POLSKU 

W pierwszej części przedstawiłam  zasady procesowe dowodzenia w polskim prawie.
Przedstawiłam też dowód z zeznań Jerzego B. i ustalenia faktyczne  poczynione z tego dowodu przez sędziów Sądu Okręgowego w Suwałkach - Jacka Sowula i Waldemara Malca.

W tej części udowadniam, iż te ustalenia faktyczne nie są zgodne z rzeczywistością. 

Ø  Czy fakt znalezienia szczątków w jeziorze w okolicach P. udowodnienie[1] iż są to szczątki Tomasza S. jest wystarcząjący do uznania, że był on przetrzymywany i zamordowany w okolicach P. ?

dziowie stwierdzili w uzasadnieniu, iż zeznania Jerzego B. i funkcjonariusza policji dowodzą tego.

 Jerzy B. zeznał, ze widzial u pasierba dużą ilosc pieniędzy. Było to podczas interwencji pogotowia ratunkowego 15 siepnia 1999r. Sędziowie ustalili, iż ta duża ilość pieniedzy to była zapłata Jacka W. za „udostępnienie miejsca przetrzymywania Tomasza S.“ przez Wiesława S. Potwierdzać to ustalenie miał fakt z zeznań oficera operacyjnego, który podsłuchał rozmowę, w której byla mowa o żądaniu Wiesława S. zapłaty za coś“ od Jacka W.

Sędziowie nie przepytali podsłuchanych  rozmówców, ani też Jacka W. i Wiesława S., żeby ustalić o jakich zobowiązaniach finansowych rozmawiano. Uznali arbitralnie i dowolnie, iż rozmowa dotyczyła zapłaty za  „udostępnienie miejsca przetrzymywania“, a pieniądze z zapłaty widzial Jerzy B. u pasierba. Nie wzięli też pod rozwagę faktu, iż w okolicy P. lasy są publiczne, jak więc Wiesław S. mógł  „udostępniać miejsce przetrzymywania„ w publicznym lesie?.  Ponadto sędziowie ustalili też, iż był jednym z aktywnych uczestników zbrodniczych działań, a nie osobą, której zaangażowanie ograniczone było do udostępniania czegokolwiek za wynagrodzeniem.

Powyższe „błędy i pominięcia“ to pikuś w porównaniu z faktem, iż podsłuchana rozmowa telefoniczna, w której omawiano zamiar i potrzebę uregulowania zobowiązań Jacka W. w stosunku do  Wiesława S. odbyła się 12 września 1999r., a więc prawie miesiąc po tym, jak Jerzy B. widział tę zapłatę u Wiesława S.

Fakt, że Tomasza S. przewieziono do P. i tam przetrzymywano tygodniami w klatce, torturowano i  zamordowano - ma też potwierdzać zeznanie Jarosława R. Ten świadek relacjonował podsłuchaną rozmowę pomiędzy oskarżonymi Jackiem W. i Krzysztofem A. Podczas rozprawy odwołał te zeznanie i twierdził, że „zredagował  je i zawarł fakty,których nie podawał“ – prokurator. Za obietnicę uchylenia aresztu, zgodził się je podpisać, Zeznanie złożył  21 grudnia 2000r, a na Święta Bożego Narodzenia był już w domu.

Sędziowie uznali,  że zeznania na rozprawie są absurdalne, bo przecież takie działania prokuratora są niemożliwe i oceniali tylko zeznanie z 21.12.2000r. Miało ono potwierdzać zeznania Jerzego B. i  ustalenia faktyczne jak przedstawione powyżej.

Nie wzięli sędziowie pod uwagę w tych rozważaniach i ocenach faktu fundamentalnego dla tej oceny - rozmowę tę  Jarosław R. miał podsłuchać – jak wynika z zeznania – 2-3 dni po zarzucanym porwaniu Tomasza S. a więc najpóźniej 20 kwietnia 1999r.

Jak więc te zeznania mogą potwierdzać 8 tygodni „działań“ oskarżonych  w okolicach P. – przetrzymywanie w klatce, torturowanie i zabójstwo – 9 czerwca 1999r, jeżeli Tomasz S. nie żył – zgodnie z tym zeznaniem -  już 19 kwietnia?

Następne bardzo istotne zeznanie, które dotyczyło miejsca zabójstwa i kto brał udział w zabójstwie, to relacja świadka incognito nr 2, który relacjonował rozmowę z Markiem J. ( skazanym za porwanie Tomasza S,)

„...J. powiedział...że z Damianem D. pojechali po Tomasza S. Nie mowił jakim samochodem... zawieźli ( Tomasza S.) do domu Adama S. Tam znajduje się rownież klub nocny....Slyszałem na mieście...że Sadowski nie przeżył tortur u Adama S.  w domu...”

Sędziowie doszli do swobodnego wniosku, iż wszystkie fakty podane przez świadka są OK, oprócz miejsca gdzie przewieziono i zamordowano Tomasza S.  Tutaj sędziowie doszli do wniosku, że żadne inne dowody nie potwierdzają faktu przewiezienia Tomasza S. do domu Adama S. i nie mogą uznać tej części zeznania za prawdziwe.

Fakt,  że takie same argumenty -- żadne dowody ( oprócz dowodu z wykorzystaniem teorii bezwzlędności omówionego powyżej) nie potwierdzały, iż Tomasza S. był w ogóle przewieziony i zamordowany w P. jakoś nie przeszkadzał sędziom.

Jest też oczywistym, że świadek nie posiadał żadnej bezpośredniej wiedzy ani na temat porwania , ani też zabójstwa. Co więcej wiedzę swoją czerpał nie tylko z rozmowy z Markiem J., ale z plotek na mieście. Jest oczywistym, że sędziowie nie mogli zweryfikować tych zeznań i nie powinny one być podstawą ustaleń faktycznych.

Ciekawostka  - Sąd w Olsztynie przeprowadził w tej kwestii również dowody w sprawie jednego z zabójców Tomasza S. – Damiana D. (rozpatrywanej oddzielnie) i doszedł - stosując te same przepisy procesowe i oceniając te same zeznania i okoliczności do diametralnie różnych ustaleń faktycznych “… (Tomasz S.) został przewieziony na teren posesji…mieszkańca  Suwałk, Adama S … potem w inne nieustalone miejsce, najprawdopodobniej do zabudowań rodziny Krzysztofa A. … bądź nieruchomości Marka P. … W wyniku przetrzymywania …został pozbawiony życia … a jego zwloki rozkawałkowano, przewieziono w okolice Olsztyna i zatopiono w jeziorze…”

Ø  Sam fakt, że świadek słyszał dwa strzały może, ale nie musi mieć związek przyczynowo - skutkowy z faktem znalezienia szczątków w jeziorze.

Sędziowie nie wyeliminowali innych możliwych przyczyn słyszanych przez świadka strzałów. Miejscowość P. otoczona jest tysiącami hektarów lasu. W lasach tych od zawsze był problem z kłusownikami używjącymi również nielegalnie broni palnej, działały  tam też koła łowieckie, wreszcie używali  broni pracownicy okolicznych leśnictw i nadleśnictwa. Dlaczego sędziowie a priori wyeliminowali wszystkie powyższe ewentualne i dużo bardziej prawdopodobne źródła strzałów, a przyjęli najmniej prawdopodobne – zabójstwo – nie poparte literalnie żadnym dowodem?  Jest też oczywistym, że taką weryfikację tym bardziej byli zobowiązani ustawowo przeprowadzić w sytuacji, kiedy nikt w P. nie tych słyszał strzałów poza Jerzym B.

Sędziowie nie zaoferowali żadnego logicznego, zgodnego ze zdrowym rozsądkiem, wiedzą i doświadczeniem życiowym dowodu, który potwierdził, iż strzały słyszane przez Jerzego B, były strzałami, które spowodowały smierć  osoby, której szczątki znaleziono w jeziorze.

Prokuratura nie znalazła świadka, który widział lub miał wiedzę, że Jacek  W. miał czy dysponował bronią palną.

Ø   Czy na podstawie faktu, że nie znaleziono żadnych śladów przetrzymywania, można ustalić, że Jacek W. usunął te ślady?

Zastanówmy się  najpierw - czym  w praktyce były te ślady?

Dorosły człowiek eliminuje dziennie przeciętnie około 2 -3 litrów moczu i około 800g – 1500g  kału. W nieodnalezionym miejscu przetrzymywania i zabójstwa przez okolo 8 tygodni  w miejscu gdzie stała klatka – na powierzchni ca 2 metrów kwadratowych - w ziemię wsiąkło ( przyjmując za podstawę obliczeń minimalne ilości) ca 110 l moczu i rozkładało się wsiąkając cześciowo w ziemię ponad 50 kg kału. Do tego trzeba dodać krew i drobne kawałki kości i tkanki miękkiej pozostałe po zabójstwie i rozkawałkowaniu.

W polskim klimacie, rozkład takiej ilości odchodów przez bakterie ciepłolubne może nastąpić, tylko wtedy kiedy ludzkie odchody bę trzymane w kompostowniku przez co najmniej rok, przesypywane materią organiczną i napowietrzane.

W ustalonych przez sędziów realiach – „przetrzymywanie w klatce w niedostępnym miejscu“ przemiana chemiczna  tych odchodów była bardzo powolna, ze względu na skondensowanie fekalii  na małej powierzchni i brak napowietrzenia. Wysychanie było też niemożliwe z tych samych powodów – mała powierzchnia i codzienne systematyczne „dodawanie“ szczególnie moczu. Obrazowo była to cuchnąca wydzielanym m. inn amoniakiem i siarkowodorem  maź, utrudniająca lub wręcz uniemożliwiająca oddychanie. Ta  maź była   conajmniej 20-30cmęboka, a na tej mazi żerowały miliony much, larw i innych insektów.

Wg ustalenia sędziów  ofiara była torturowana, (zarzuty oskarżenia dotyczyły zabójstwa kwalifikowanego). Jak odbywało się praktycznie torturowanie w takich warunkach?
     
    Sędziowie ustalili też niezgodnie z prawdą, iż okolice P.  są "odludnym miejscem".   O     zamierzchłych czasów PRL do lat 2000 w pobliżu znajdował się ośrodek wypoczynkowy Rady Ministrów. W 1999r. Kilka kilometrów od domu Wiesława S. znajdowała się granica tego ośrodka, a lasy w okolicy patrolowane były przez służby ochrony, czuwające nad bezpieczeństwem notabli w ośrodku RM. W P. i okolicach setki prominentów lokalnych i "z Warszawy" ma tam wille wakacyjne, z których część jest używana przez cały rok, a część od wiosny. A od wczesnej wiosny do czerwca 1999r. nadleśnictwo w P. przeprowadzało kwalifikacje drzew   do wycinki, co oznacza, że pracownicy nadleśnictwa i podległych leśnictw  literalnie przemierzyli każdy suchy  metr lasu. Nie jest możliwym, aby te setki ludzi pracujących w okolicznych lasach, spacerujących czy zbierających  runo leśne nie zauważyli oskarżonych w lesie czy okolicy prze 8 tygodni, czy też nie natknęli się na klatke z przetrzymywanym Tomaszem S. Sam fetor i "odgłosy" działania milionów much i innych insektów nie mógł ograniczać się do kilku metrów wokół klatki i ktoś musiałby je "poczuć" czy "usłyszec". 
     


Zasadnym jest też pytanie - czy ofiara mogła w ogóle  przeżyć w  takich warunkach  8 tygodni?

Równie zasadnym jest pytanie jak zabójcy  - bez masek gazowych i odpowiedniego zabezpieczenia przed patogenami i ekstementami w okolicy klatki i w samej klatce dokonali samego zabójstwa i poćwiartowania ofiary? Można domniemywać z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż samo skondensowanie wydzielającego się amoniaku i siarkowodoru w miejscu gdzie stała klatka i wokół niej było wystarczające, by prowadzić do zawrotów głowy czy omdlenia z braku tlenu.

Jerzy B. nie widział w ogóle, aby mężczyźni przyjeżdżający do P. od kwietnia do czerwca chodzili do lasu, czy aby  Wieslaw B. z Romualdem W.  wzięli  ze sobą jakieś inne przedmioty poza piłą, tego dnia, kiedy Jerzy B. słyszał strzały.

Czy zważywszy na powyższej rozważane okoliczności i fakty – dwie godziny (tyle czasu spędziłi w lesie Wiesław S. i Romuald W. ) były wystarczające aby zabić ofiarę,  poćwiartować ciało, zapakować w plastykowe worki, część z tych worków wrzucić do jeziora, a resztę ukryć w nieznanym miejscu. Następnie  zmienić ubranie i dokładnie wyszorować się, umyć włosy,  tak aby pozbyć się skutecznie fetoru, którym musieli przesiąknąć podczas tych działań.

Jerzy B. nie zauważył, aby Wiesław S. czy Romuald W. mieli mokre włosy, zmienili ubranie etc. A co z tymi  nieznanymi  mężczyznami. którzy brali w tym czasie udzial w libacji na podwórku posesji? Czy Wiesław S. i Romuald W. przyłączyli się do tej libacji po powrocie z lasu? Kiedy Wieslaw S. czyścił tę piłę w benzynie? Natychmiast po powrocie? Czy po libacji? Czy też po włożeniu drewna do bagażnika samochodu Romualda W?

Sędziowie ustalili, że zabójcy byli pozbawieni jakichkolwiek skrupułów, ponieważ z zimną krwią poćwiartowali ciało.  Każdy rozsądny człowiek zgodzi się z taką oceną. Ale, czy brak skrupułów był wystarczający, żeby zabezpieczyć zabójców przed naturalnymi reakcjami organizmu na fetor, widok i dotyk takiej ilości ekstrementów?

To były te ślady“ i „warunki“ w jakich Jacek W. je usuwał.  Jak, gdzie i czym wywiózl czy wyniósł te „ślady“ – jeżeli miejsce przetrzymywania wg ustalenia sędziów znajdowało się w „niedostępnym miejscu“. Czy to dowodzenie jest zgodne z zasadami logicznego myślenia, a rozsądny i posiadający doświadczenie  życiowe, przeciętnie inteligentny  człowiek może być przekonany ponad wszelkie rozsądne wątpliwości, że możliwe było usunięcie powyżej opisanych śladów, tak że fachowcy CBŚ nie znależli śladu po tych „śladach“?

Sędziowie  nie rozstrzygnęli czy Jacek W. „usuwał ślady“ – czy też „dopilnował zatarcia śladów“ – i naprzemiennie używają obydwu wykluczających się ustaleń w uzasadnieniu wyroku. Świadczy to o beztrosce sędziow w ustalaniu stanu faktycznego w sprawie o zabójstwo, abstrahując od łamania zasad procesowych dowodzenia.

Na poparcie swojego ustalenia, iż Jacek W.  usunął ślady, sędziowie przedstawiają w uzasadnieniu wyroku część zeznań  Jerzego B., w którym zeznał on, że po podaniu w mediach  wiadomości o znalezieniu głowy w jeziorze, na posesję w P.  przyjechało wielu nieznanych mu mężczyzn, a o obecnosci Jacka  W. na posesji tego dnia swiadczył fakt, ze świadek słyszał kilka  razy „wymawiane imię Jacek“.

Powyższe ustalenie, iż ślady usuwano prawie trzy miesiące po zabójstwie (zabójstwa dokonano wg ustaleń sędziów najpóżniej 9 czerwca 1999r, a głowę znaleziono w jeziorze 24 sierpnia 1999r.) zgodnie z zasadami logicznego myślenia i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem,  eliminuje ustalenie:

-       „.. Obecność Jacka W. przy egzekucji wynikała między innymi z chęci dopilnowania zatarcia śladów...“

bowiem bezpośrednią przyczyną usuwania śladów zgodnie z  tym ustaleniem było odkrycie szczątków w jeziorze,  a nie „chęci“ Jacka W.
Stąd nie jest zgodne z logiką ustalenie, iż  „był obecny przy egzekucji“, jeżeli nie spełniony został warunek tej obecności - „chęć dopilnowania zatarcia śladów“.

Ø          Czy z faktu, że świadek Jerzy B. nie widział Jacka W. w dniu w którym słyszał strzały, można ustalić, że był obecny czy też brał udział w zabójstwie, rozkawałkowaniu i ukryciu zwłok?

Stwierdzenie „...Świadek ten nie wymienił osoby Jacka W., jako powracającego z lasu..“ jest nieuprawnioną manipulacją, bowiem sugeruje, iż świadek widzial Jacka W. udającego się do lasu, a takie domniemanie nie znajduje potwierdzenia w zeznaniu świadka – jedynym źródle wiedzy sędziów w tej kwesti. Dalszą część ustalenia faktycznego sędziów  „...jednakże co znamienne – świadek ten stwierdził, ze na posesji Wiesława S. było wiele osób i samochody były parkowane w sposób uniemożliwiający obserwację swiadka...“ jest wynikiem związku przyczynowo - skutkowego jaki znaleźli sędziowie w stwierdzeniu Jerzego B. „... Nie potrafię powiedzieć, kto wtedy był u nas. Jacyś mężczyźni byli u nas w tym okresie, ale jacy nie pamiętam...“ i w innym miejscu „...jakieś samochody były zaparkowane...ĺ z faktem, że świadek nie widział  Jacka W. w P. tego dnia.

Żeby udowodnić taki związek sędziowie winni wyjaśnić – przepytując świadka – czy ci męzczyźni byli „u świadka“ tego dnia, w którym świadek słyszał strzały? Bo cóż oznacza samo określenie  „ ten okres“?  Czy jest to przedział czasu „ od kwietnia do czerwca“ kiedy świadek słyszał strzały? Czy też oznacza konkretny dzień, w którym świadek słyszał strzały? Czy jest to okres „od marca do czerwca“ kiedy przyjeżdżali na posesję rożni mężczyźni – a świadek rozpoznał wsród nich Romualda W. i Jacka  W.?  Czy wreszcie świadek mial na myśli okres od wiosny 1999r. do momentu podania w radio wiadomości o znalezieniu głowy w jeziorze w P – co miało miejsce 24 sierpnia 1999r i po tym wizyty ustały?  Po ustaleniu precyzyjnie, kiedy ci nieznani mężczyżni przebywali  u swiadka, sędziowie mieli ustawowy obowiązek ustalić – iloma samochodami i czy w ogóle samochodami - mężczyżni przyjechali do P? Z zeznania nie wynika jasno, aby jakieś samochody w ogóle były zaparkowane w dniu zabójstwa.

Przy tych rozważaniach sędzia W. Malec winien podzielić się z sędzią J.Sowulem  swoimi obserwacjami z pobytu w domu Wiesława S. A mianowicie, że droga do lasu jest niewidoczna z podwórka posesji, gdzie jest wejście/wyjście z budynku, ponieważ znajduje się ona po przeciwnej stronie tego budynku, czyli jest równoległa do podwórka. Samochody były parkowane z boku budynku i nie mogły zasłaniać drogi do lasu, ponieważ była ona prostopadła do usytuowania parkingu, a bok budynku od miejsca gdzie parkowano samochody oddziela droga wewnętrzna na posesji i pasy trawy po obu stronach drogi wewnętrznej,   w sumie około kilkudziesięciu  metrów wolnej przestrzeni pomiędzy bokiem budynku i miejscem parkowania. Innymi słowy świadek Jerzy B. żeby obserwować drogę do lasu musial przejechać wózkiem po podwórku do rogu budynku, minąć ten róg i dopiero wtedy widział drogę do lasu. Samochody zaparkowane z boku budynku pod płotem posesji nie zasłaniały więc praktycznie  drogi do lasu i fakt czy byly tam zaparkowane, czy tez nie - był bez znaczenia.

Znamienny jest fakt, jak sędziowie sami zaprzeczyli temu ustaleniu: „...Świadek nie może wykluczyć, że poza tymi osobami do lasu przed oddaniem strzałow  poszły i inne osoby, gdyż samochody były parkowane za budynkiem, tak, że ich nie było widać...“ To ustalenie miało hurtowo wyjaśnić, dlaczego świadek nie widział w tym dniu ani Jacka W. ani Damiana D.

Jest oczywistym, że albo parkujące samochody zasłaniały widoczność świadkowi i dlatego nie widzial Jacka W. i innych, albo nie widział zaparkowanych samochodów „za budynkiem“, a wtedy całe to dowodzenie sędziów jest fałszywe. Bowiem nie mogły samochody, których - jak ustalili sędziowie – świadek nie widzial – uniemożliwiać równocześnie temu świadkowi obserwowanie powrotu Jacka W. z lasu.

 Na marginesie dodam, że świadek znał i Jacka W. i Romualda W. ponieważ od lat przyjeżdżali do jego pasierba Wiesława S. z pobliskiego Olsztyna,  co potwierdzaja zeznania wielu świadków, a co sędziowie pominęli w swoich ustaleniach i nie wyjaśnili, dlaczego świadek twierdził w zeznaniach, że ich nie znał.


Ø Czy ciało rozkawałkowano piłą, którą Wiesław S. wziął do lasu tego dnia, kiedy Jerzy B. słyszał strzały?

Podczas rozprawy biegły medyk sądowy zeznał, że ciało rozkawałkowano piłą mechaniczną.

Trzy lata wcześniej w  dwóch protokołach oględzin i dwóch protokołach autopsji opisał swoje obserwacje szczątków i stwierdził w nich, że cialo rozkawałkowano siekierą lub toporem. Prokurator brał udział w czynnościach oględzin ciała 24.08 i 2.09. 1999r i potwierdził swoim podpisem fakty i obserwacje z oględzin.

Przy  ustaleniu jakim narzędziem rozkawałkowano zwłoki, sędziowie mieli ustawowy obowiązek wziąć pod uwagę: 

§  zawartość protokołów oględzin i autopsji, albowiem są to fakty znane z urzędu, czyli domniemanie prawne, które uważa się za udowodnione mimo, że do udowodnienia nie doszło ( art. 168 k.p.k.) Wynika to z zaufania jakim sąd obdarza biegłego medyka sądowego co do jego wiedzy i bezstronności. Dlatego tart. 393 § 1 dopuszcza ujawnienie protokołów autopsji i oględzin na rozprawie, a biegły medyk sądowy nie musi składać żadnych wyjaśnień na rozprawie.
§  Obserwacje medyka sądowego udokumentowane w protokołach nie mogą być zmienione, bez dokonania ponownie tych czynności. Ponadto zakładając, że biegły był rzeczywiście godny zaufania sądu, jest oczywistym, iż biegły nawet jeżeli popełnił pomyłkę – cztery razy to nie mógł o niej wiedzieć, bez ponownego obejrzenia kości. 
§  Samo zdeterminowanie do jakiej grupy narzedzi należało narzędzie użyte do rozkawałkowania zwłok jest stosunkowo proste, szczególnie kiedy dotyczy to róznicy śladów na kościach pozostawionych przez siekierę czy topór, a tych pozostawionych przez piłę mechaniczną.
§  Po zabezpieczeniu i zatrzymaniu piły przez CBŚ i po odebraniu zenań od Jerzego B.- w dwa lata po znalezieniu szczątków - biegły wezwany przez prokuratora do złożenia „dodatkowych“ wyjaśnień, przypomniał sobie, że ciało rozkawałkowano piłą.

Ustalenie przez sędziów, iż ciało rozkawałkowano piłą, jest oburzającym przykładem, jak nie dochodzenie prawdy, a ukrywanie fałszywego zeznania biegłego i udowodnienie fałszywych  tez zawartych w oskarżeniu prokuratury było jedynym celem tego procesu. A wszystkie zasady procesowe zawarte w przepisach k.p.k, logika, wiedza i doświadczenie życiowe, zdrowy rozsądek, moralność, etyka zawodowa czy zwykła przyzwoitość, którymi winni kierować się sędziowei to bajka i fikcja.
cdn


[1] o dowodach identyfikacyjnych szczątków więcej tutaj
            http://faxe1.blogspot.ca/2012_01_01_archive.html